Brytyjska spółka Hybrid Air Vehicles, producent sterowca hybrydowego Airlander 10, poinformowała o zawarciu umowy na dostawę trzech egzemplarzy do zastosowań wojskowych dla nieujawnionego klienta. Tym sposobem po raz pierwszy „Latająca Pupa” (jak nazwali Airlandera złośliwi brytyjscy obserwatorzy) wykroczy poza rynek cywilny, ale na razie nie mamy żadnych informacji na temat tego, do czego tak naprawdę te maszyny będą służyć. Można jednak pokusić się o kilka hipotez.

Według komunikatu HAV zamawiającym jest „innowacyjny dostawca” z branży zbrojeniowej, który podda swoje Airlandery dalszym modyfikacjom, a następnie przekaże je końcowemu odbiorcy. Firma zwraca przy tym uwagę, że chociaż sterowiec powstał z myślą o rynku cywilnym, może wypełniać różnorodne zadania wojskowe: może być wyposażony w pakiet czujników do zadań obserwacyjnych i rozpoznawczych, służyć do transportu wyposażenia czy nawet ludzi do obszarów pozbawionych lądowisk czy wreszcie pełnić funkcję statku bazy dla dronów.

Airlander 10 ma 98 metrów długości, 50 metrów rozpiętości i około 38 tysięcy metrów sześciennych objętości. Konstrukcyjnie łączy cechy aerostatu (statku powietrznego lżejszego od powietrza) i aerodyny (statku powietrznego cięższego od powietrza, latającego dzięki sile nośnej), ale całościowo jest po prostu aerodyną, tyle że o niecodziennym kształcie.

W konfiguracji pasażerskiej ma być w stanie przewozić nawet 130 osób w kabinie o wymiarach 3,2 × 20 metrów. Załogę normalnie stanowi jeden lub dwóch pilotów. Napęd zapewniają cztery silniki dieslowskie w układzie V8 o mocy 325 koni mechanicznych każdy spięte z otunelowanymi obrotowymi śmigłami. Mogą one rozpędzić sterowiec do prędkości przelotowej 80 węzłów (148 kilometrów na godzinę). Prędkość minimalna (dozorowania) to 20 węzłów. Pułap praktyczny wynosi 6100 metrów.

Sterowiec jest wypełniony helem w kilku odrębnych przedziałach, co ma poprawiać bezpieczeństwo lotu. Ukształtowanie aerodynamiczne kadłuba sprawia, że w locie z prędkością maksymalną wytwarza on 40% siły nośnej. Na ziemi maszyna opiera się na parze płóz, które w konfiguracji seryjnej mają być chowane do kadłuba. Producent zapewnia, że Airlander jest w stanie startować z wody.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

STYCZEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 87%

Spółka HAV rozpoczęła prace nad sterowcem hybrydowym we współpracy z amerykańskim Northropem Grummanem już w latach 90. Jako pierwszy powstał demonstrator technologii HAV-3 o długości zaledwie 15 metrów. Na podstawie doświadczeń z tą konstrukcją powstał długi na 91 metrów HAV-304, oblatany 7 sierpnia 2012 roku. Northrop wystawił go w konkursie Long Endurance Multi-intelligence Vehicle, zmierzającym do opracowania drona klasy MALE do działań ISTAR (wywiad, obserwacja, wskazywanie celów i rozpoznanie).

Program ostatecznie umarł śmiercią naturalną. HAV odkupiła demonstratora i poddała go modyfikacjom, już we własnym zakresie. Tym sposobem powstał nieznacznie powiększony Airlander 10, który po raz pierwszy wzniósł się w powietrze z lotniska Cardington w hrabstwie Bedfordshire 17 sierpnia 2016 roku. Niestety w drugim locie tydzień później doszło do wypadku przy lądowaniu, ale uszkodzenia okazały się nieznaczne, a załodze nic się nie stało. Loty wznowiono w maju następnego roku. Obecnie, po zakończeniu programu prób w locie, Airlander 10 już nie lata.

Do czego może służyć taka maszyna w wojsku? Jako pierwsze przychodzi do głowy dozorowanie przestrzeni powietrznej. Jest to coraz popularniejsze rozwiązanie. Dość wspomnieć, że w ubiegłym roku podpisano umowę na dostarczenie Wojsku Polskiemu systemu aerostatów Barbara – czterech balonów za kwotę około 960 milionów dolarów. Będą one odpowiadały za wykry­wanie celów nisko lecących z dużej odległości. Według dostępnych danych stacja radiolokacyjna EL/M-2083, w którą będą wyposażone „Basie”, jest w stanie wykryć duży obiekt latający z odległości ponad 500 kilometrów, a mniejszy, rozmiarów typowego myśliwca, z około 250 kilometrów.

Główną zaletą aerostatów jest zdolność do długotrwałego pozostawania w powietrzu i wysoki pułap praktyczny. Czyni to z nich idealną platformę dla środków dozoru i obserwacji. Największy balon w asortymencie firmy TCOM, która wyprodukuje nasze aerostaty dozorowe, ma długość aż 117 metrów i zabiera ponad 8100 kilogramów ładunku użytecznego. Może przebywać na wysokości 4800 metrów przez sześć­dziesiąt dni.

Airlander 10 ma zabierać 3 tony czujników być w stanie latać przez pięć dni z dwuosobową załogą lub dwa tygodnie bez załogi. Poza tym jego wadą w porównaniu do balonu jest to, że nie może po prostu zawisnąć w jednym miejscu, musi przez cały czas się poruszać, ponieważ nie jest lżejszy od powietrza. Ale ta sama cecha może też być zaletą. Nasze aerostaty dozorowe będą działać na uwięzi, tymczasem sterowiec może się przemieścić o własnych siłach do innej strefy dozorowania. Jego zasięg z prędkością przelotową wynosi 3700 kilometrów.

Może być wykorzystywany także do morskich działań patrolowych. Producent sugeruje na przykład „rozmieszczanie i monitorowanie czujników ZOP” oraz działanie jako „kluczowy węzeł w systemie zbierania i rozprowadzania informacji o zagrożeniach”. Teoretycznie mogłaby też powstać uzbrojona wersja ZOP, na wzór sterowców używanych przez Amerykanów w czasie drugiej wojny światowej. Łatwo też sobie wyobrazić użycie Airlandera do śledzenia pojedynczego statku wytypowanego jako szczególnie podejrzany.

Producent widzi dla Airlandera zastosowanie także w wojnie dronowej. Jako statek matka dla małych dronów mógłby na przykład wypuszczać roje dronów przechwytujących na spotkanie falom rosyjskich samolotów pocisków. Jego prędkość jest wprawdzie niewielka, ale rosyjskie Szahedy/Gieranie poruszają się z prędkością 180 kilometrów na godzinę, a często mniejszą, aby utrudnić zadanie myśliwcom. Airlander, który już czeka w powietrzu gotów do działania, mógłby zostać przemieszczony na spotkanie nadlatującej fali dronów.

Wreszcie nie można zapomnieć o klasycznych zadaniach transportowych, zwłaszcza sprzętu i zaopatrzenia, a nie ludzi. Airlander 10 może przewozić 10 ton ładunku. To trochę mniej niż CH-47F Chinook, przy czym ten drugi lata z większą prędkością (290 kilometrów na godzinę). Ale jego promień działania z pełnym obciążeniem to tylko 300 kilometrów. W przypadku Airlandera to około 1800 kilometrów.

Hybrid Air Vehicles