Globalne Południe powoli dostrzega zagrożenie związane z przymusowym zaciągiem prowadzonym przez Rosję. Doniesienia o kolejnych Afrykanach zabitych w Ukrainie stają się poważnym problemem w polityce wewnętrznej Nigerii i Kenii. Oba kraje zaczynają przestrzegać swoich obywateli przed wyjazdami zarobkowymi do Rosji. Emigracja coraz częściej nie oznacza nowego życia jako kierowca czy inżynier lecz śmierć w okopach na pierwszej linii frontu.

Minister spraw zagranicznych Kenii Musalia Mudavadi określił przymusowe wcielanie kenijskich imigrantów do rosyjskich sił kierowanych na ukraiński front jako nieakceptowalne i wezwał Moskwę do podpisania układu wymierzonego w przestępców zaangażowanych w de facto handel ludźmi. Według najnowszych danych kenijskich służb wywiadowczych około tysiąca Kenijczyków walczy na terenie wschodnich obwodów Ukrainy w rosyjskich batalionach, często ramię w ramię z kryminalistami, dezerterami i innymi wyrzutkami siłą skierowanymi do walki.

Według Nairobi tamtejsza policja zlikwidowała już ponad 600 firm zajmujących się organizacją nielegalnych wyjazdów z kraju. Powołując się na wieloletnie dobre relacje między krajami, Mudavadi zaproponował przyjęcie regulacji dotyczących ruchu wizowego i ściślejszego systemu kontroli nad wyjazdami Kenijczyków do pracy na terenie Rosji.

Pod koniec października 2025 roku kenijska Dyrekcja Dochodzeń Kryminalnych (DCI) poinformowała o rozbiciu organizacji przestępczej ułatwiającej wyjazdy na front. 24 września detektywi przeprowadzili nalot na lokal w mieście Athi River na obrzeżach Nairobi. Aresztowano stojącego na czele organizacji Edwarda Kamau Gitukę i 21 obywateli Kenii, którzy mieli wyjechać do Rosji pod przykrywką wyjazdów do pracy.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Ombwori Denis Bagaka, Wahome Simon Gititu i Clinton Nyapara Mogesa to trzej obywatele Kenii, którzy zostali znalezieni martwi w pobliżu Łymanu w obwodzie donieckim. Do Rosji trafili jesienią 2025 roku, doprowadzono ich do punktu werbunkowego w Jarosławiu, a następnie skierowano do batalionu karnego – jednostki 11097 szkolącej się w pobliżu Woroneża. W procesie rekrutacji miał aktywnie uczestniczyć obywatel Kirgistanu Salizhan Uulu Almamet, działający w imieniu przybyłych Kenijczyków. W przypadku batalionów składających się z dezerterów, kryminalistów i zmuszonych do walki imigrantów będących de facto niewolnikami trudno mówić o prawdziwym przeszkoleniu. Bardziej przypomina ono skrócony kurs, po którym bojcy trafiają wprost do frontowego piekła.

Według ukraińskiego wywiadu Kenijczycy zostali zabici podczas ofensywy w kierunku Łymanu. Członkowie batalionów karnych, zgodnie z radziecką tradycją, kierowani są na pewną śmierć jako pierwsza fala. Ranni nie zostają ewakuowani (w warunkach wojny dronowej jest to zresztą wyjątkowo trudne zadanie), a Rosjanie nie zaprzątają sobie głowy zbieraniem ciał poległych.

Czwartym zabitym Kenijczykiem, o którym wiadomo, był pochodzący z Mukurweini Charles Wangari, który przyjechał do Rosji pracować jako zawodowy kierowca. Zamiast tego został zmuszony do walki w interesie rosyjskiego imperializmu i wysłany na front, gdzie zginął w wybuchu miny. Rodzina urządziła symboliczny pogrzeb pustej trumny, ciało zostało porzucone na polu walki.

Nigeria ostrzega

Nie tylko Kenia zwróciła się do obywateli, aby ostrożnie weryfikowali pośredników zajmujących się organizacją rzekomych wyjazdów do pracy w Rosji. Rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych Nigerii Kimiebi Imomotimi Ebienfa potwierdził, że rząd wie o kilkudziesięciu Nigeryjczykach zwabionych do Rosji, a następnie skierowanych do walki w Ukrainie. Według doniesień dziennikarzy BBC wielu „rekrutów” zostało zmuszonych do podpisania kontraktów spisanych w języku rosyjskim, którym się nie posługiwali.

Jednym z przymusowo wcielonych Nigeryjczyków był schwytany przez ukraiński wywiad Balogun Ridwan. Skuszony ofertą pracy jako inżynier, przyjechał do Rosji, gdzie został zmuszony do podpisania kontraktu i skierowany na front. Wcześniej odbył 16‑dniowe szkolenie, które określił jako bardzo chaotyczne.

Na froncie poddał się ukraińskim siłom. Nie ujawniono, gdzie doszło do operacji, w której wyniku Ridwan został zatrzymany. W komunikacie skierowanym do swojego rządu prosi o wybaczenie i wsparcie. Podkreśla, że nie jest najemnikiem, ale został podstępnie zwerbowany i pod przymusem skierowany na front. Chaos związany z wcielaniem obcokrajowców do sił zbrojnych sprawił, że zatrzymany pojawił się na liście poległych w ostatnim kwartale 2025 roku.

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Nigerii Andriej Podielyszew stanowczo odciął się od jakichkolwiek oskarżeń o przymusowe wcielanie Nigeryjczyków do wojska. Oświadczył, że jeśli ktokolwiek jest w posiadaniu informacji na temat grup prowadzących nielegalną rekrutację, powinien przekazać je rosyjskim służbom bezpieczeństwa. Dla Kremla wykorzystywanie afrykańskich imigrantów i studentów w charakterze mięsa armatniego może podważyć dobrą opinię, jaką Moskwa odziedziczyła po Związku Radzieckim na Globalnym Południu.

Kamerun ogranicza wyjazdy żołnierzy do Rosji

O ile Kenijczycy i Nigeryjczycy trafiający na ukraiński front to głównie osoby zmuszone do udziału w wojnie, o tyle z Kamerunu przybywają wyszkoleni i profesjonalni żołnierze. Porzucają oni służbę w kraju na rzecz, z ich perspektywy, bardziej intratnych kontraktów w Rosji. Skala dezercji jest tak duża, że odpływ żołnierzy stanowi realne zagrożenia dla bezpieczeństwa krajowego.

Problem nie jest jednak nowy i w swej istocie nie ma nic wspólnego z Rosją ani Ukrainą. Trapi on kameruńskie siły zbrojne od 2018 roku. Wówczas odnotowano brak, według różnych szacunków, od 300 do nawet 600 żołnierzy. Minister delegat przy prezydencie odpowiedzialny za obronę Joseph Béti Assomo potwierdził wówczas, że problem istnieje, lecz nie jest tak poważny, jak donosiły media. Wkrótce okazało się, że jednak jest.

Rząd zawiesił zezwolenia na zagraniczne urlopy członków sił zbrojnych, ale okazało się to niewystarczające. Dwa lata później mówiono o 637 brakujących żołnierzach. Zbiegło się to w czasie z walkami w Ambazonii – anglojęzycznym regionie Kamerunu dążącym do uzyskania niepodległości od frankofońskiej władzy centralnej. Prawdziwym powodem były otwierające się możliwości pracy w sektorze prywatnym. A przełomem była zmiana sytuacji we wschodniej Ukrainie i poszukiwanie przez Rosję najemników gotowych ruszyć na front.

Kamerun od lat mierzy się z drenażem mózgów na ogromną skalę. Specjaliści i dobrze wykształ­cona kadra cywilna wyjeżdża z kraju (przede wszystkim do Kanady i Wielkiej Brytanii), a rząd desperacko szuka metod na ograniczenie tego zjawiska. Wyjazdy żołnierzy mają charakter wyłącznie zarobkowy. Profesjonalizacja sił zbrojnych rozpoczęta wraz z reformami rozpoczętymi w 2001 roku sprawiła, że żołnierze zyskali niezbędną wiedzę, a walka przeciwko Boko Haram sprawiła, że nabrali doświadczenia.

Wraz ze wzrostem kompetencji nie szło jednak zwiększenie uposażeń. Kameruński starszy szeregowy zarabia równowartość 234 dolarów miesięcznie. Jego odpowiednik w Rosji otrzyma 2479 dolarów. Tak duże różnice sprawiają, że wielu Kameruńczyków szuka szczęścia jako najemnicy na ukraińskim froncie.

US Navy / Petty Officer 1st Class Scott Cohen