Amerykański sekretarz sił powietrznych Troy Meink poinformował o wydłużeniu służby samolotów szturmowych A-10C Thunderbolt II do 2030 roku. Informację potwierdził również sekretarz obrony Pete Hegseth. Powodem wydłużenia służby jest chęć zachowania w linii jak największej liczby samolotów bojowych do czasu zwiększenia przez przemysł mocy produkcyjnych dla nowych samolotów.

Pentagon wiele lat temu doszedł do wniosku, że maszyna taka jak Warthog może jeszcze mieć zastosowanie na przykład w górach Afganistanu, ale nie poradzi sobie w starciu z przeciwnikiem dysponującym nowoczesną obroną przeciwlotniczą, takim jak Chiny czy Rosja. Jak wielokrotnie pisaliśmy, Departament Obrony i siły powietrzne próbowały wycofać ze służby ten typ samolotu co najmniej od 2014 roku, a pierwsze przymiarki czyniono jeszcze w latach 90. Głównymi powodami były potrzeba oszczędności i zmiana filozofii, która kładzie większy nacisk na samoloty wielozadaniowe.

Mimo że A-10C nie przystaje już do współczesnego i nowoczesnego pola walki, decyzja o rychłym wycofaniu A-10 wzbudziła jednak ogromne kontrowersje, krytykowano ją w Kongresie, suchej nitki nie zostawił na niej również amerykański odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli. O ocalenie Thunderboltów stoczono zaciętą walkę, która w styczniu 2016 roku zakończyła się częściowym sukcesem.

A-10C w norweskiej bazie Andøya.
(US Air National Guard / Tech. Sgt. Enjoli Saunders)

Od tamtego momentu właściwie każdego roku przy okazji tworzenia budżetu dla sił zbrojnych, dowództwo sił powietrznych stara się pozbyć A-10, a politycy, zwłaszcza ci z przeszłością w wojskach lądowych, ich bronią.

A-10 z pewnością by już nie latały gdyby nie zainicjowany ponad dekadę temu program wymiany skrzydeł. W ramach programu TUSK (Thick-skin Urgent Spares Kitting) nowe skrzydła miało otrzymać nawet 218 maszyn, a termin zakończenia wszystkich prac ustalono na 2030 rok budżetowy. Jak wspomniano, w 2014 roku pojawił się pomysł wycofania A-10, a co za tym idzie również wstrzymania wymiany skrzydeł.

Taki ruch miał przynieść 500 milionów dolarów oszczędności, jednak okazało się, że wymiana skrzydeł jest już tak zaawansowana, że nie da się jej zatrzymać w sposób opłacalny finansowo. Dzięki nowym skrzydłom A-10C teoretyczne mogą latać do 2035–2040 roku w zależności od natężenia latania w ciągu roku.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 58%

Teoretycznie, ponieważ w 2023 roku Kongres w końcu wydał zgodę na rozpoczęcie redukcji liczby A-10 w służbie i pierwsze egzemplarze zaczęły trafiać do 309. Aerospace Maintenance and Regeneration Group czyli słynnego składowiska samolotów na pustyni w bazie Davis-Monthan.

Ówczesny szef sztabu USAF-u, generał Charles Brown, przewidywał wycofanie wszystkich maszyn tego typu do końca dekady. Później sprawy jeszcze przyspieszyły i prezentowane latem zeszłego roku plany mówiły o wycofaniu wszystkich samolotów do końca 2026 roku budżetowego. Ponownie miało to przynieść oszczędności, a także pozwoliłoby przekierować pilotów, a przede wszystkim mechaników na inne samoloty. Najnowsza zapowiedź sekretarza obrony oznacza ponowne wydłużenie czasu służby A-10 o kilka lat.

A-10 Thunderbolt II należący do Lotniczej Gwardii Narodowej stanu Michigan. Pod prawym skrzydłem widoczny zasobnik AN/AAQ-28 Litening.
(US Air National Guard / Airman 1st Class Jacob Hessen)

Największym minusem A-10 jest dziś jego wyspecjalizowanie w jednej misji – bliskim wsparciu wojsk lądowych. Wszystkie inne samoloty taktyczne amerykańskich sił powietrznych są w większym lub mniejszym stopniu wielozadaniowe – nawet F-22. Wysłanie A-10 wraz z kontyngentem oznacza dla dowódcy, że nie może tego samolotu wykorzystać do niczego innego. Gdyby w jego miejsce miał F-16 czy F-35, mógłby je wykorzystać w zależności od potrzeb do zadań myśliwskich, bombardowania czy bliskiego wsparcia. Z A-10 nie ma tego komfortu.

Jednocześnie A-10 ze względu na operowanie na małej wysokości i z niewielką prędkością jest bardziej podatny na trafienie ogniem przeciwnika. Celowo mówimy o trafieniu, a nie zniszczeniu, ponieważ konstrukcja tej maszyny została opracowana z myślą o jak największych szansach na powrót do bazy nawet po otrzymaniu wielokrotnych trafień.

A-10 był niekochanym dzieckiem w rodzinie sił powietrznych od samego początku. Dowództwo US Air Force uważało, że lotnictwo jest od bardziej wzniosłych misji niż wsparcie bezpośrednie wojsk lądowych. Lotnictwo chciało toczyć walki powietrzne, izolować pole walki czy atakować cele strategiczne. Wykorzystywało do tego zaawansowane, szybkie i latające wysoko samoloty. Wsparciem wojsk lądowych miały się zająć śmigłowce.

Tyle że US Army chciała w tej roli wykorzystać również samoloty i była na tyle zdeterminowana, że rozważała samodzielne wdrożenie takiej maszyny. Siły powietrzne nie chciały dopuścić do powstania lotnictwa wojsk lądowych dysponującego samolotami bojowymi i dlatego ostateczne zaakceptowały A-10, ale nigdy nie darzyły go specjalną estymą.

Co innego żołnierze wojsk lądowych. Dla nich A-10 był widomym znakiem tego, że ktoś nad nimi czuwa. Znacznie wyraźniejszym niż latający na wysokości kilku kilometrów wielozadaniowy samolot bojowy czy bombowiec strategiczny, chociaż w większości wypadków oba mogły zapewnić równie skuteczne wsparcie oddziałom lądowym. Tym bardziej dzisiaj, gdy na wyposażeniu są precyzyjne zasobniki celownicze i uzbrojenie precyzyjne w rodzaju SDB czy APKWS, możliwe do użycia w pobliżu własnych wojsk bez nadmiernego ryzyka strat pobocznych.

Niemniej w określonych sytuacjach A-10 nadal mogą odgrywać pożyteczną rolę. Chodzi głownie o zdolność do operowania na małej wysokości przy małej prędkości. W połączeniu z niewielkim promieniem skrętu umożliwia to pilotowi znacznie lepsze obserwowanie terenu niż pilotowi szybkiego samolotu wielozadaniowego. Ci drudzy mają oczywiście do dyspozycji zasobniki obserwacyjno-celownicze, ale nie mają one wszystkich zdolności Mk 1 Eyeball, jak z przymrużeniem, nomen omen, oka określa się zwyczajne gałki oczne. Dlatego widzieliśmy A-10 zaangażowane w niedawne operacje ratowania pilotów F-15E zestrzelonego nad Iranem. Zanim F-16 wykona zwrot i odnajdzie cel obiektywem zasobnika, pilot Warthoga może już robić BRRRRT.

US Air Force / Samuel King Jr.