Prezydent Masud Pezeszkian zapowie­dział, że Iran przestanie atakować sąsiednie państwa – w tym sąsiadów zza Zatoki Perskiej. Przeprosił nawet za ataki z poprzednich dni, zapewniając, że Teheran nie ma zamiaru najeżdżać innych państw:

– Muszę również osobiście przeprosić sąsiednie kraje, które zostały zaatakowane przez Iran – powiedział prezydent. – Ponieważ w zaistniałej sytuacji nasi dowódcy, nasz przywódca i nasi bliscy stracili życie z powodu brutalnej agresji. Nasze siły zbrojne i nasi bohaterowie, którzy powierzają swoje życie i ryzykują wszystko, by bronić integralności terytorialnej kraju, działali w okolicznościach, w których ich dowódcy byli nieobecni. Działając z własnej inicjatywy, podjęli wszelkie niezbędne działania i bronili naszej ziemi z godnością i siłą.

Jest „tylko” jeden warunek wstrzymania ataków. Terytoria tych państw mają nie być wykorzystywane do atakowania Iranu. To oczywiście można interpretować na kilka sposobów. Oprócz lotnisk w państwach wokół Iranu znajdują się też stacje radio­loka­cyjne. W dodatku przestrzeń powietrzna również jest częścią terytorium, więc szeroka interpretacja obejmowałaby też przeloty amerykańskiego lotnictwa. Według rzecznika sił zbrojnych generała brygady Abolfazla Szekarcziego każde państwo zapewniające ziemię lub przestrzeń wrogom będzie uznana za uzasadniony cel.

A propos radarów. Jak ujawnił wczoraj The Wall Street Journal, wielokrotne ataki na bazę imienia Mowaffaka as-Saltiego w północnej Jordanii przyniosły wymierny, wręcz ogromny sukces. Irańskiemu dronowi udało się zniszczyć radar AN/TPY-2, współpracujący zasadniczo z systemem THAAD, ale mogący wskazywać cele także systemowi Patriot.

To prawdopodobnie drugi taki sukces Irańczyków. Wcześniej słyszeliśmy o zniszczeniu stacji radiolokacyjnej AN/TPY-2 systemu THAAD rozmieszczonego w mieście Az-Zanna (dawnej Ar-Ruwejs) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tu nie mamy jednoznacznego potwierdzenia, ale zdjęcia satelitarne sugerują, iż radar został przynajmniej uszkodzony. Podobny los mógł spotkać radar w As-Sader, także w ZEA, opodal Abu Zabi.

Warto przyjrzeć się jeszcze jednemu elementowi wypowiedzi Pezeszkiana: przepraszając, wskazał on na irańskie problemy w zarządzaniu siłami zbrojnymi. To wzbudza oczywiście pole do spekulacji. Retoryka stosowana przez Pezeszkiana czy ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghcziego wydaje się bardziej umiarkowana, podczas gdy siły zbrojne wydają się mieć bardziej radykalne podejście. Według niektórych analityków jest to spór wewnętrzny, może to jednak być jedynie gra w dobrego i złego glinę.

Słowa prezydenta Iranu świadczą jednak o sporej decentralizacji w podejmowaniu decyzji w obszarze wojskowym. Przywództwo polityczne leży przede wszystkim w rękach rady zastępującej najwyższego przywódcę. Swoje do powiedzenia ma również Ali Laridżani, sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W wojskowym obszarze wskazuje się na Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Co istotne, system dowodzenia Pasdaranów zapewne był umyślnie projektowany w sposób pozwalający na zachowanie operacyjności w wypadku dużych strat na wysokich szczeblach. Wpisuje się to w strategię Iranu, którego celem jest przede wszystkim przetrwanie i zmęczenie wroga.

Lancery w Fairford

Dzięki temu, że premier Wielkiej Brytanii sir Keir Starmer zatwierdził użycie brytyjskich baz do „defensywnych” działań przeciwko irańskim wyrzutniom, do bazy RAF Fairford w hrabstwie Gloucestershire przyleciały bombowce B-1B Lancer. Pierwszy, posługujący się znakiem wywoławczym PIKE72, dotarł na miejsce wczoraj wieczorem, kolejne trzy – dziś rano.

Cała czwórka leciała ze Stanów Zjednoczonych razem. Maszyna, która wylądowała w RAF Fairford wczoraj, była rezerwową w formacji uderzeniowej. Pozostałe trzy poleciały nad Iran, aby wykonać zadanie bojowe, i wylądowały w Anglii w drodze powrotnej. Lot z bazy Dyess w Teksasie nad Iran i z powrotem trwa około 36 godzin, dlatego możliwość latania z Fairford – która ograniczy ten czas o połowę – będzie ogromnym ułatwieniem dla Amerykanów, zwłaszcza pod kątem zarządzania zmęczeniem lotników.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Zmiana reżimu nie nadejdzie?

Jak donosi The Washington Post, niejawny raport Rady Wywiadu Narodowego (część Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego) Stanów Zjednoczonych wyraża wątpliwości w temacie zmiany władzy w Iranie. Według relacji osób zapoznanych z dokumentem szanse na scenariusz upadku Islamskiej Republiki są niewielkie, a w wyniku śmierci przywódcy władza będzie przenoszona na następcę według ustalonych procedur.

Scenariusz ten wydaje się bardzo prawdopodobny. Islamska Republika jest tworem nieefektywnym i w pewien sposób wyczerpanym ideologicznie. To jednak, iż obietnice, które niosła, okazały się fikcją, nie oznacza, że system zaraz się zawali. Pomimo szumnych zapowiedzi Iran był w stanie przeczekać każdą z fal protestów, nie okazując sygnałów kruszenia się aparatu władzy. Wojna z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, o ile jest wielkim wyzwaniem, o tyle nie stanowi zaskoczenia. Co najważniejsze, w Iranie brakuje realnej alternatywy. Opozycja w kraju jest skutecznie tłumiona, a falom protestów brakuje zorganizowanego przywództwa. Środowiska emigracyjne również są podzielone, a ich wpływy często są przeszacowywane przez media.

Brytyjczycy ruszają na Morze Śródziemne

Irańskie pociski spadające na Cypr pobudziły Wielką Brytanię, która ściąga kolejne siły do obrony wschodniego Morza Śródziemnego. Na wyspę trafiły dwa śmigłowce Wildcat podległe Royal Navy, które mogą być wykorzystane do zwalczania irańskich dronów. W bazie RAF Akritori są już obecne F-35B i Typhoony.

W drogę na skraj Lewantu ma udać się również HMS Dragon (D35) typu Daring, który jako niszczyciel obrony powietrznej powinien być w stanie zapewnić przyzwoitą obronę przed pociskami balistycznymi. Okręt dotrze na obszar działań najszybciej za tydzień. Royal Navy zwiększyła też poziom gotowości lotniskowca HMS Prince of Wales, który ma być gotowy do rejsu w pięć dni. Wcześniej terminem było aż 14 dób. Nie wiadomo, czy „Książę” trafi na Bliski Wschód. Problemem mogłoby być znalezienie odpowiedniej eskorty.

Co istotne, Brytyjczycy mieli otrzymać pytanie odnośnie do wykorzystania brytyjskich baz do ataku na Iran już 11 lutego, co sugeruje, że tamtejszy resort obrony nie spieszył się z przygotowaniem niszczyciela. Odmowa Londynu miała rozwścieczyć Stany Zjednoczone i sojuszników z regionu. Ruch ten, pomijając aspekty prawa międzynarodowego, zapewne służył również ochronie brytyjskich instalacji. Te jednak, koniec końców, i tak znalazły się w niebezpieczeństwie.

Ataki na paliwa

Dzisiejszej nocy izraelskie lotnictwo wzięło na cel trzy bazy paliw w pobliżu Teheranu. Największy pożar wybuchł w Aghdasiji – poniżej. Tymczasem w Izraelu lider opozycji Jair Lapid oświadczył na dawnym Twitterze, iż „Izrael musi zniszczyć wszystkie irańskie pola naftowe i przemysł energetyczny na wyspie Chark; to właśnie sparaliżuje irańską gospodarkę i doprowadzi do upadku reżimu”.

Kolejne plotki na temat szefa Sił Ghods

Bycie członkiem przywództwa wojskowo-politycznego lub naukowcem nuklearnym z Iranu jest najniebezpieczniejszym zawodem świata. Zarówno wydarzenia z czerwca, jak i te obecne pokazują, że Izrael i Stany Zjednoczone są w stanie zabić nawet ścisłe przywództwo Islamskiej Republiki. Człowiekiem, któremu na ten moment udało uniknąć się śmierci, jest Esma’il Gha’ani – dowódca Sił Ghods, elitarnego ramienia Pasdaranów odpowiedzialnego za projekcję irańskiej siły za granicą.

Następca słynnego generała Solejmaniego objął stanowisko na początku 2020 roku, po ataku w Bagdadzie. Od tej pory, pomimo prób zamachów i kilku pochopnych doniesień od śmierci, Gha’ani nadal żyje. Według The National jest to o tyle zaskakujące, że przynajmniej kilkakrotnie był on o krok o śmierci.

Esma’il Gha’ani.
(Erfan Kuszari)

Plotki o tym, że Gha’ani to izraelski szpieg, nie są nowe; pojawiały się już w czerwcu. Bez wątpienia fakt, że dowódca tak kluczowej formacji nadal unika śmierci, jest podejrzane. Wiemy również, że Iran jest dobrze spenetrowany przez izraelskie i amerykańskie służby. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, że plotki te istnieją od długich miesięcy, dziwne byłoby zakładanie, że Iran nie podjął żadnych działań mających na celu wyjaśnienie sytuacji.

Tymczasem po raz kolejny Gha’ani zapadł się pod ziemię. Pojawiły się plotki na temat jego aresztowania, egzekucji za szpiegostwo, a nawet ewakuacji do Izraela. Warto jednak pamiętać, że dokładnie taką samą sytuację widzieliśmy w czerwcu 2025 roku. Na ten moment mamy do czynienia z kolejną plotką lub teorią spiskową. Zdecydowanie nie pierwszą i nie ostatnią w tym konflikcie.

Zestrzelenie amerykańskich F-15E

A skoro już mówimy o sprawach dziwnych i tajemniczych – zalicza się do nich też kwestia zestrzelenia trzech amerykańskich F-15E nad Kuwejtem. Jak już wiemy, winowajcą w tej sprawie jest kuwejcki F/A-18C. Ale do tej pory zakładaliśmy, iż zestrzelenia dokonano za pomocą pocisków AIM-120 AMRAAM, z odległości uniemożliwiającej rozpoznanie wizualne celu. Pilot polegał jedynie na obrazie sytuacji podawanym przez radar i naziemnego nawigatora naprowadzania – i zaufał im za bardzo.

No więc nie. Przynajmniej w jednym przypadku, jak dowodzi poniższe nagranie, zestrzelenia dokonano z niewielkiej odległości, która powinna była pozwolić na bezproblemową identyfikację wzrokową celu. Nawet jeżeli oficer wydający komendy z ziemi był przekonany, że ma do czynienia z irańskimi samolotami, pilot Horneta powinien był się zorientować, że coś jest nie tak. Poza tym wciąż najbardziej zagadkowe jest to, że do tego samego incydentu doszło trzykrotnie z udziałem, jak się wydaje, jednego pilota.

US Navy