Mimo dominacji na polu czysto wojskowym amerykańscy politycy nadal nie są w stanie stworzyć jasnego obrazu, jak ma wyglądać sytuacja w regionie po zakończeniu wojny. Swoimi obawami podzielił się demokratyczny senator ze stanu Connecticut Chris Murphy, który uczestniczył w dwugodzinnym briefingu dotyczącym wojny. Polityk nie może zdradzić co usłyszał za zamkniętymi drzwiami, jednak dał społeczeństwu kilka ciekawych (i niepokojących) wskazówek.

Przede wszystkim administracja Trumpa najwyraźniej nie dąży obecnie do zmiany reżimu w Iranie ani do zniszczenia irańskiego programu nuklearnego. Jest to wręcz zdumiewające w kontekście tego, co słyszeliśmy przed wojną i w pierwszych jej dniach. W zamian Amerykanie mają zadowolić się zniszczeniem marynarki i irańskich środków napadu powietrznego. A kiedy Iran zacznie odbudowywać ten potencjał, USA planują kolejny raz zacząć bombardowania.

Innym wątkiem poruszonym przez kongresmana była kwestia cieśniny Ormuz (o której piszemy niżej). Według senatora Waszyngton nie ma żadnego planu, jak ponownie otworzyć Zatokę Perską dla międzynarodowego handlu.

Warto pamiętać, że doniesienia te pochodzą od przeciwnika Trumpa i należy je traktować jako element polityki. Nie zmienia to faktu, że Murphy jedynie potwierdza spostrzeżenia, które można było wysnuć z innych źródeł. Środowisko prezydenta, jak i sam Donald Trump, co chwila zmieniają zdanie odnośnie do przyszłości Iranu, często snując nadmiernie optymistyczne wizje bazujące jedynie na taktycznych sukcesach.

Według New York Timesa także w rządzie federalnym brak jasno określonych celów budzi niezadowolenie. Urzędnicy nie chcą jednak popaść w niełaskę prezydenta. Samo zakończenie działań zbrojnych zapewne nie stanowiłoby problemu. Irańscy politycy deklarowali, że będą jedynie odpowiadać na ataki. Iranowi zależy przede wszystkim na przetrwaniu ustroju i podtrzymaniu swoich programów. Podobnie jak w przypadku konfliktu z czerwca posiadanie ostatniego słowa (wykonanie ostatniego ataku) wystarczyłoby, żeby odtrąbić sukces. Bardziej jastrzębia część irańskiego establishmentu deklarowała chęć wypędzenia Amerykanów z całego Bliskiego Wschodu, to jednak wydaje się nierealne.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MAJ BEZ REKLAM GOOGLE 54%

Dla Waszyngtonu problemem mogą być kwestie polityczne. Wojna już pochłonęła miliardy dolarów i wywołała poważne konsekwencje międzynarodowe. Według New York Timesa wojnę z Iranem popiera jedynie 41% Amerykanów. Nad Trumpem wisi również widmo midtermów, czyli wyborów do Kongresu w połowie kadencji prezydenta, zaplanowanymi na listopad. Z tego powodu wypadałoby dać swoim obywatelom „coś dużego”, większego niż ogłoszone kilka miesięcy temu „całkowite zniszczenie irańskiego programu nuklearnego”. To jednak wymagałoby wymuszenia na Teheranie daleko idących ustępstw.

W dodatku nad Waszyngtonem wisi swego rodzaju ogranicznik czasowy. Biały Dom zapowiadał, że operacja potrwa od czterech do sześciu tygodni, ponadto słyszeliśmy już, że postępuje ona szybciej, niż zakładano. W dodatku wysokie ceny ropy dotkną również amerykańskiego konsumenta i przemysł. Oczywiście, niektóre sektory mogą zyskać, USA są wszakże eksporterem węglowodorów, a ceny mocniej uderzą Europę i poszkodowane w całej sytuacji państwa Zatoki Perskiej. Ponadto ceny ropy nie muszą spaść od razu po wojnie, zwłaszcza że cieśnina Ormuz została zaminowana. Jeśli jednak amerykański konsument odczuje wzrost cen ropy we własnej kieszeni, będzie to problem dla Partii Republikańskiej.

Inaczej wygląda sytuacja w Izraelu, gdzie poparcie dla wojny sięga 80%. W dodatku Jerozolima w odróżnieniu od Waszyngtonu nie musi się przejmować (a przynajmniej w mniejszym stopniu) relacjami z innymi państwami w regionie. Również zagrożenie ze strony Teheranu o wiele bardziej rezonuje w izraelskim społeczeństwie niż po drugiej stronie Atlantyku.

Kolejne statki celem irańskich ataków

Dzisiaj trzy statki u wybrzeży Iranu zostały trafione pociskami – poinformowało w środę brytyjskie centrum operacji handlowych na morzu UKMTO (United Kingdom Maritime Trade Operations). To kolejny z serii incydentów odnotowanych w rejonie Cieśniny Ormuz. Jeden ze statków został uderzony około 11 mil morskich na północ od Omanu. W wyniku zdarzenia doszło do pożaru na pokładzie jednostki, co zmusiło załogę do ewakuacji.

Dwa pozostałe incydenty były do siebie bardzo podobne. Jeden ze statków został trafiony pociskiem około 50 mil morskich na północny zachód od Dubaju, a drugi doznał uszkodzeń u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich. UKMTO wezwało wszystkie jednostki przechodzące przez ten obszar do zachowania szczególnej ostrożności i zgłaszania podejrzanych działań, a sprawa jest obecnie badana przez odpowiednie służby. Oficjalnie nie zidentyfikowano poszkodowanych statków, ale w mediach społecznościowych opublikowano jednak zdjęcie jednego z nich – masowca Mayuree Naree (IMO 9323649).

Dziś wieczorem doszło do udanego ataku (nieustalonymi jeszcze metodami) na zbiornikowce stojące na redzie irackiego portu Umm Kasr opodal Basry, załadowane ropą z pola naftowego Mażnun. Na razie nie ma potwierdzonej identyfikacji statków, ale atak spowodował, praktycznie z minuty na minutę, skokowy wzrost cen ropy. Jest to oczywiście także ogromna katastrofa ekologiczna, podobna do tej, którą niedawno wywołały izraelskie naloty na irańskie bazy paliw.

Omańscy strażacy wciąż walczą z pożarem w porcie w Salali. Port stał się dziś celem ataku przeprowadzonego za pomocą latających bomb (samolotów pocisków). Obecnie cały port jest sparaliżowany.

Iran już wcześniej groził, że wywinduje ceny ropy do poziomu 200 dolarów za baryłkę. Aby przeciwdziałać temu zagrożeniu, 32 państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej zgodziły się sięgnąć po 400 milionów baryłek ropy ze swoich rezerw. Agencję założono w 1974 roku, w następstwie embarga na ropę, które wprowadzili arabscy członkowie OPEC wobec krajów popierających Izrael w wojnie Jom Kipur. Trump już wcześniej sugerował, że rozważa złagodzenie sankcji nałożonych na rosyjski eksport ropy.

Mimo że Trump zapewniał, iż amerykańskie siły zbrojne są gotowe eskortować statki przez cieśninę Ormuz, i mimo niemal codziennych próśb ze strony firm żeglugowych, US Navy na razie nie ma takich planów. Jak podaje Reuters, amerykańskie dowództwo ocenia ryzyko ataków jako zbyt wysokie. W efekcie w Zatoce Perskiej utknęło około 10 tysięcy marynarzy na setkach statków, które nie mogą bezpiecznie opuścić regionu. Ormuz to wąski szlak łączący Zatokę Perską z Zatoką Omańską, którym transportuje się około 20% światowej ropy i gazu.

Strach przed minami i miniaturowymi okrętami podwodnymi

Jednym z najprostszych sposobów zablokowania cieśniny Ormuz jest użycie min morskich. Już wcześniej amerykańscy dowódcy ostrzegali, że Teheran może spróbować zamknąć szlak właśnie w ten sposób – zwłaszcza że robił to w przeszłości. Irańska marynarka ma w tym zakresie wieloletnie doświadczenie, zdobyte jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku.

W tamtym okresie miny poważnie uszkodziły chociażby amerykańską fregatę rakietową USS Samuel B. Roberts (FFG 58) typu Oliver Hazard Perry, w której eksplozja wyrwała kilkumetrową dziurę w kadłubie i niemal doprowadziła do zatonięcia okrętu. Incydent opisywaliśmy szerzej w osobnym artykule. Iran może dysponować nawet kilkoma tysiącami min morskich różnych typów, od tych prymitywnych po nowoczesne i inteligentne miny morskie. W płytkich wodach Zatoki Perskiej taka broń jest szczególnie skuteczna – tania w użyciu, a jednocześnie zdolna sparaliżować żeglugę na dużym obszarze.

Wprawdzie trzeba pamiętać o tym, że Amerykanie urządzili sobie istne safari, polując na irańskie okręty mogące stawiać miny morskie, jednak pod koniec ubiegłego roku US Navy wycofała ze służby ostatnie niszczyciele min typu Avenger z flotylli, która przez lata odpowiadała za ochronę przeciwminową i bezpieczeństwo żeglugi na wodach Bliskiego Wschodu.

Ich rolę przejęły okręty walki przybrzeżnej typu Independence, wyposażone w moduł przeciwminowy. Problem w tym, że system nie został jeszcze w pełni sprawdzony w realnych warunkach, co rodzi obawy, czy LCS-y na pewno sprostają nowym zadaniom, do których swoją drogą pierwotnie były projektowane. Zagadnienie to opisywaliśmy przy okazji wczorajszego sprawozdania.

Na razie Iran stawia miny na niewielką skalę. Różne źródła mówią o kilkunastu lub kilkudziesięciu minach. To niewiele, ale samo istnienie takiego zagrożenia wystarczy, aby zablokować ruch w cieśninie. Ubezpieczenie zbiornikowca mającego iść tym szlakiem może się okazać niemożliwe, a dla armatora ryzyko finansowe będzie po prostu nie do przyjęcia.

Eksperci obawiają się wykorzystania miniaturowych okrętów podwodnych, z których słynie Iran. W służbie tamtejszej floty znajduje się około 20 MOP-ów typu Ghadir. Są to jednostki o długości 29 metrów i wyporności 125 ton. Należy pamiętać, że głębokość akwenu waha się od 10 do około 200 metrów (ze średnią głębokością 50 metrów), a niewielkie rozmiary Ghadirów pozwalają im operować na płytszych wodach, niedostępnych dla pełnowymiarowych okrętów podwodnych czy nawet dużych jednostek nawodnych przeciwnika.

Wykrycie tak niewielkich jednostek jest również utrudnione, zwłaszcza na akwenie o tak zróżnicowanej głębokości. Niewykluczone, że Teheran wykorzystywałby MOP-y także na wodach Zatoki Omańskiej, a może nawet Morza Czerwonego.

Zniszczone irańskie Tomcaty

Ta wiadomość ma znaczenie raczej sentymentalne niż taktyczne i operacyjne, ale trudno jej nie odnotować. Nowe zdjęcia satelitarne wykonane przez firmę Vantor pokazują dwa lub trzy myśliwce F-14 Tomcat zniszczone w ataku na irańską 8. Bazę Lotnictwa Taktycznego w Isfahanie. Irańskie Tomcaty to ostatnie maszyny tego typu pozostające w służbie po ich wycofaniu przez US Navy 20 lat temu. Do ataku na Isfahan przyznało się lotnictwo izraelskie, nie wiadomo nic o amerykańskich uderzeniach na tę bazę.

Nie wiadomo, czy zniszczone Tomcaty były w czynnej służbie czy też były już tylko kanibalizowane. Nie wiadomo, ile sprawnych F-14 zostało w Iranie. Szacunki wahają się od kilku do ponad 20. Za czasów szacha do Iranu dostarczono łącznie 79 F-14A. Wobec amerykańskich sankcji utrzymanie ich w sprawności przez siły powietrzne Islamskiej Republiki było od dawna coraz trudniejsze, a kanibalizacja stała się normą.

Kalifornia w niebezpieczeństwie

Wyszło na jaw więcej informacji o możliwych atakach na terytorium USA. Jak pisaliśmy w poprzednim sprawozdaniu, dziennikarze telewizji ABC dowiedzieli się, że według alertu wysłanego przez władze federalne do organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości służby wywiadowcze przechwyciły transmisje „prawdopodobnie irańskiego pochodzenia”, mogące być instrukcjami dla uśpionych agentów. Zakonspirowani agenci Sił Ghods mogliby przeprowadzić zaskakujące, i potencjalnie druzgocące w skutkach, ataki na amerykańską infrastrukturę krytyczną czy cele wrażliwe (skupiska ludności).

Dziś ABC podała kolejne informacje na temat zagrożenia ze strony Iranu. FBI ostrzegło kalifornijskie departamenty policji, że Iran może przeprowadzić ataki na Zachodnie Wybrzeże za pomocą dronów. W alercie stwierdzono: „Niedawno uzyskaliśmy informacje, że na początku lutego 2026 roku Iran rzekomo planował przeprowadzenie niespodziewanego ataku przy użyciu bezzałogowych statków powietrznych z niezidentyfikowanego statku u wybrzeży USA, a konkretnie na nieokreślone cele w Kalifornii, w przypadku gdyby USA przeprowadziły ataki na Iran”.

Atak na szkołę

Jednym z najtragiczniejszych wydarzeń pierwszego dnia wojny był atak na szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie. Zginęło tam co najmniej 175 osób, głównie dzieci. W pobliżu szkoły znajdował się budynek używany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, toteż pojawiły się przypuszczenia, iż pocisk Tomahawk (uwieczniony na poniższym nagraniu), który uderzył w szkołę, po prostu fatalnie chybił.

Ale jak informuje The Washington Post, budynek szkoły najwyraźniej znajdował się na liście celów ułożonej przez amerykańskie siły zbrojne. Jedno źródło WaPo powiedziało, że ​​budynek został zidentyfikowany jako fabryka. Druga osoba powiedziała, że ​​w tej okolicy znajdował się skład broni i że nie wie, czy szkołę zaatakowano przez pomyłkę, czy też wojsko miało błędne informacje wywiadowcze.

via x.com/Osinttechnical