Uważny Czytelnik spostrzeże, iż dzisiejsze sprawozdanie zatytułowaliśmy (z wyjątkiem numeru dnia) tak samo jak to z 4 czerwca. To oczywiście nie przypadek. Kierunek siewierodoniecki pozostaje miejscem najważniejszych i najintensywniejszych stać między Ukraińcami i Rosjanami. Samo miasto jest obecnie podzielone między obie strony mniej więcej pół na pół. Walki toczą się jednak na całej długości Dońca od Iziumu po Toszkiwkę i dalej na południowy zachód przez Popasną do Awdijiwki. Mówimy więc o aktywnym froncie długości blisko 300 kilometrów.

Pozostańmy jednak jeszcze na chwilę w Siewierodoniecku. Jak to zwykle bywa w przypadku walk w terenie zurbanizowanym, kiedy jedna strona napiera „tu”, druga napiera „tam” – ulice i domy płynnie przechodzą z rąk do rąk, a mgła wojny uniemożliwia szczegółowe opisanie przebiegu starć. Nie pomagają nawet dane z systemu FIRMS o pożarach wykrytych w tym rejonie. Jedno jest pewne: po ukraińskiej operacji kontrofensywnej, która, jak się wydaje, miała doprowadzić do okrążenia Rosjan i przyparcia ich do rzeki, najeźdźcy odzyskali inicjatywę.

Metiołkine, leżące na południowo-zachodnich obrzeżach Siewierodoniecka, wciąż jednak pozostaje w rękach Ukraińców. Oznacza to, że Rosjanie mają odsłoniętą lewą flankę, ale obrońcy chyba nie mają już (przynajmniej po tej stronie Dońca) sił, które mogliby wrazić w bok przeciwnika. Centrum Siewierodoniecka jest z kolei opanowane przez Rosjan. Wciąż istnieje co najmniej jeden stały most na Dońcu, toteż wciąż można dosyłać posiłki z Lisiczańska i ewakuować rannych transportem kołowym.



Po obu stronach rzeki najintensywniej pracuje artyleria. To właśnie dzięki niej powstrzymano ukraińską kontrofensywę idącą przez Metiołkine – natarcie po prostu się załamało pod huraganowym (w obu znaczeniach) ogniem. Ale w pojedynkach artyleryjskich ponad Dońcem Ukraińcy mają istotny atut. Przypomnijmy, że Lisiczańsk leży o kilkadziesiąt metrów wyżej niż Siewierodonieck. Nie ma to dużego znaczenia w przypadku artylerii największych kalibrów, ale może być na wagę złota na przykład dla moździerzy.

Serhij Hajdaj, głowa administracji wojskowej obwodu ługańskiego, podkreśla, że chociaż sytuacja jest trudna, siły zbrojne nie zamierzają poddawać Siewierodoniecka. Według informacji Hajdaja obecny plan Rosjan zakłada zdobycie miasta do 10 czerwca. Mimo że wokół przebiegu bitwy wciąż krąży wiele znaków zapytania, trzeba powiedzieć wprost – nie ma szans na zajęcie połowy Siewierodoniecka w niespełna trzy dni.

Na tyłach Siewierodoniecka również dużo się dzieje. Rosjanie wciąż – właściwie od dwóch miesięcy – starają się nacierać na Słowiańsk. Jeśli uda im się okrążyć i zablokować to miasto, nawet bez wkraczania za jego rogatki, los Siewierodoniecka i Lisiczańska będzie praktycznie przesądzony. Siły rosyjskie będą mogły uderzyć stamtąd wzdłuż drogi M03 na południowy wschód, w kierunku Bachmutu, a jeżeli jednocześnie wyprowadzą natarcie wszystkimi dostępnymi siłami, będą mogli zatrzasnąć pierścień okrążenia i uderzyć na odcięty Lisiczańsk od zachodu. To zaś byłoby katastrofą.

Oczywiście skoro nawet my to rozumiemy, tym bardziej rozumie to ukraiński GenSztab. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że zamknąć okrążenie to jedno, a utrzymać je – to już zupełnie inna para kaloszy. Linia okrążenia miałaby około 50 kilometrów, co oznacza, że Rosjanie musieliby obsadzić 100 kilometrów frontu, a na to mogą nie mieć sił. Ale problemu lepiej uniknąć, niż go potem rozwiązywać, toteż Ukraińcy zaciekle się bronią na kierunku iziumskim, a Rosjanie biją głową w mur.



Takie zresztą było tło bitwy o forsowanie Dońca. Skoro nie można się przedrzeć do Słowiańska normalną drogą, trzeba było szukać innej trasy. Próba szybkiego skoku przez rzekę zakończyła się kompromitacją, toteż Moskale zdecydowali się na bardziej tradycyjne podejście i wybrali dwa kierunku: łymański i swiatohirśki.

Ten pierwszy jest nam dobrze znany. To właściwie odprysk owej beznadziejnej operacji. Jeżeli Rosjanom udałoby się zdobyć most na Dońcu w Rajhorodoku, mieliby otwartą drogę do Słowiańska – osiem kilometrów do granic administracyjnych miasta. Ale chociaż sam Łyman wpadł w ręce najeźdźców, rzeka pozostaje niezdobyta.

Alternatywna droga do Słowiańska wiedzie przez Swiatohirśk, a dalej Bohorodyczne i/lub Sydorowe. Tam drogę zagradzały doskonale przygotowane linie obronne na terenie narodowego parku przyrody Swiati Hory. Niestety Rosjanie wkroczyli dziś do Swiatohirśka, co zmusiło obrońców do wysadzenia mostu na Dońcu Swiatohirśkiem a Ławrą Świętogórską. Problem w tym, że stan wody w Dońcu jest stosunkowo niski, jak zwykle o tej porze roku. Przekroczenie rzeki w niektórych miejscach może być możliwe bez specjalistycznego sprzętu. Pojawiają się również niepotwierdzone informacje, jakoby w ręce Rosjan wpadła już wieś Tetianiwka, leżąca na południowym brzegu Dońca, tuż obok Ławry Świętogórskiej. Jeśli to prawda, wszystko zależy teraz od tego, czy Ukraińcy zdołają zlikwidować przyczółek, nim Rosjanie go wzmocnią.

Walki trwają również na odcinku popasnieńsko-bachmuckim. Hajdaj powiedział, że wojsko ukraińskie nie korzysta obecnie z „życiodajnej” drogi Bachmut–Lisiczańsk, gdyż byłoby to zbyt niebezpieczne ze względu na intensywny rosyjski ostrzał. Lisiczańsk trzeba więc zaopatrywać via Siewiersk. Samo zdobycie Bachmutu – na która na razie się nie zanosi, ale którego nie można wykluczyć w perspektywie dziesięciu–dwudziestu dni – również byłoby potężnym ciosem dla obrony Lisiczańska i Siewierodoniecka, a do tego ułatwiłoby natarcie na Słowiańsk i Kramatorsk.



Na froncie południowym – na pograniczu obwodów chersońskiego i mikołajowskiego – Ukraińcy wciąż rozszerzają przyczółek na wschodnim brzegu Ingulca. Trwa także coś na kształt kontrofensywy z Mikołajowa w kierunku Chersonia. Już we wczorajszej analizie ISW (nie mylić z OSW) podano, powołując się na informacje zaporoskiej administracji obwodowej, że Rosjanie przesuwają pododdziały z obwodu zaporoskiego do chersońskiego najpewniej właśnie po to, aby wzmocnić obronę miasta obwodowego na wypadek, gdyby Ukraińcy przypuścili bardziej zdecydowany atak. Ręce okupantów są jednak częściowo związane, ponieważ sami są związani – walką. Ukraińcy walczą pod Orichiwem i Holajpołem. Najpewniej nie angażują tam dużych sił, ale wystarczy, aby zabrać przeciwnikowi swobodę manewru.

Ciekawa kwestia dotyczy amunicji artyleryjskiej. W Ukrainie amunicja kalibrów sowieckich jest już praktycznie wyczerpana. Istnieją jeszcze jednostki ognia poszczególnych dział w poszczególnych pododdziałach, ale scentralizowanych zapasów już nie ma. Tempo wprowadzania do służby dział zachodnich (ciągnionych M777, samobieżnych CAESAR-ów i M109, a w trochę dalszej perspektywie – PzH 2000) i dostaw amunicji w standardzie NATO‑wskim odegra kolosalną rolę w tym etapie wojny.

Ale z drugiej strony z podobnym problemem zmagają się Rosjanie. NUA Tom Cooper twierdzi, że w zachodniej Rosji również brakuje amunicji kalibru 122 milimetry, wciąż stanowiącego fundament artylerii rosyjskiej i samozwańczych tfurepublik ludowych. Właśnie dlatego, zdaniem Coopera, obserwujemy transporty dział kalibru 152 milimetry zmierzające na zachód. Tylko w ten sposób Rosjanie mogą utrzymać pożądany poziom nasycenia frontu artylerią.

Odnotujmy również, że ogień kontrbateryjny rosyjskiej artylerii rakietowej zniszczył co najmniej jedną haubicę samobieżną M109A3GN dostarczoną przez Norwegię. Kilka innych mogło zostać uszkodzonych. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że przeciwko ukraińskiej artylerii klasycznej użyto artylerii rakietowej – rosyjska artyleria klasyczna kalibru 122 milimetry i 152,4 milimetra nie jest bowiem w stanie prowadzić skutecznego ognia kontrbateryjnego przeciw NATO‑wskim działom.



Aktualizacja (23.40): Noc sprzyja Ukraińcom, głównie dzięki dostawom zachodniego sprzętu noktowizyjnego. Moskale nie mogą jednak po prostu oddawać pola nocą, więc walczą nadal. Dzisiejszej nocy wydaje się, że najwięcej będzie się działo pod Zołotem, na północ od Popasnej. Do tej pory natarcie rosyjskie szło na zachód, w kierunku Bachmutu. Jeśli jednak Rosjanie okrążą Zołote, znajdą się na wylocie drogi R66, która mogłaby ich doprowadzić wprost na południowe przedmieścia Lisiczańska. W czasach pokoju to jest kwadrans jazdy samochodem – siedemnaście kilometrów. Ukraińcy oczywiście będą usiłowali zrobić z tych piętnastu minut co najmniej piętnaście dni, ale po ewentualnym przełamaniu obrony pod Zołotem zabezpieczenie tego kierunku będzie trudne.

Francuska Europe 1 informuje, że Francja może wysłać Ukrainie kolejne sześć haubic samobieżnych CAESAR. Oficjalne potwierdzenie spodziewane jest w trakcie planowanej właśnie wizyty Emmanuela Macrona w Kijowie. Tymczasem według niemieckiego Business Insidera okazuje się, że obiecane przez Olafa Scholza wyrzutnie pocisków rakietowych M270 MLRS (MARS II) nie dotrą do Ukrainy jeszcze co najmniej przez kilka miesięcy. Wymagany jest podobno update oprogramowania, aby uczynić wyrzutnie kompatybilnymi z amunicją GMLTS dostarczaną przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, ale sprawa musi mieć jakieś drugie dno, ponieważ niemieckie MARS-y służące w jednostkach liniowych mogą używać pocisków GMLRS. Czyżby te stojące w rezerwie nie mogły?

A na koniec, tak na poprawę nastrojów:

Heneralnyj sztab ZSU