Trudno o bardziej kontrowersyjne historycznie obiekty w Japonii niż świątynia Yasukuni i położone obok muzeum Yūshūkan. Zwłaszcza świątynia wyrosła na jeden z głównych symboli japońskiego nacjonalizmu. Historia obu obiektów jest oczywiście złożona, a świątynia, a tym bardziej muzeum, są warte odwiedzenia.

Sintoistyczna świątynia Yasukuni została założona w roku 1869 w celu upamiętnienia poległych za cesarza w niedawno zakończonej wojnie domowej, która doprowadziła do obalenia szogunatu i restauracji władzy cesarskiej. Już wówczas wywołała szok. Po raz pierwszy sintoistyczna świątynia została poświęcona zwykłym ludziom. Był to jasny znak zachodzących wówczas rewolucyjnych zmian społecznych i determinacji cesarza Mutsuhito (pośmiertne imię Meiji), aby modernizować kraj.

Od końca XIX stulecia Yasukuni stała się symbolicznym miejscem spoczynku wszystkich poległych w wojnach toczonych przez Japonię. Jako taka nie budziła wówczas kontrowersji. Do wybuchu drugiej wojny światowej był stałym punktem wizyt wszystkich zagranicznych delegacji wojskowych. Jednak w burzliwych latach 30. zaczynała być coraz mocniej związana z japońskim nacjonalizmem.

Świątynia Yasukuni.
(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

W konsekwencji, już po zakończeniu wojny świątynia stała się jednym z centralnych punktów wojen kulturowych toczonych przez japońską lewicę i prawicę. Jednak naprawdę na cenzurowanym Yasukuni znalazła się w październiku 1978 roku, gdy na kilka dni przed wizytą w Tokio przywódcy Chin Deng Xiaopinga główny kapłan Nagayoshi Matsudaira w tajemnicy przeprowadził rytuał wprowadzenia do chramu duchów 14 zbrodniarzy wojennych „klasy A” skazanych przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu. W tym gronie znaleźli się premier generał Hideki Tōjō, generał Iwane Matsui, dowodzący jednostkami walczącymi w Nankinie, oraz generał Heitarō Kimura, odpowiedzialny za nadzór nad budową tajlandzko-birmańskiej linii kolejowej, gdzie straciło życie 13 tysięcy alianckich jeńców wojennych.

Sprawa wyszła na jaw dopiero rok później, ale od razu stała się jednym z głównych punktów zapalnych w relacjach japońsko-chińskich. W Japonii zaczęto zastanawiać się nad stworzeniem bardziej neutralnego miejsca pamięci. Proponowano sąsiadujący ze świątynią cmentarz Chidorigafuchi albo wybudowanie Grobu Nieznanego Żołnierza. Wszystkie pomysły spaliły na panewce, Yasukuni zbyt mocno wrosła w japońską tożsamość narodową i kulturę militarną. Co roku ochotnicy spośród podchorążych Akademii Obrony Narodowej w Yokosuce maszerują 68 kilometrów z Yokosuki do centrum Tokio. Najpierw oddają hołd poległym na cmentarzu Chidorigafuchi, a następnie udają się do Yasukuni.

Ażeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę, w świątyni upamiętnieni, a właściwie czczeni jako bohaterskie duchy, są nie tylko japońscy żołnierze. Wśród 2,5 miliona wymienionych z imienia jest kilka tysięcy kobiet, sanitariuszek i członkiń służb pomocniczych, a także około 50 tysięcy Koreańczyków i Tajwańczyków służący w japońskich siłach zbrojnych.

Muzeum Yūshūkan

Będące częścią kompleksu świątyni muzeum Yūshūkan to pierwszy tego typu obiekt na świecie. Założono je w roku 1882. Początkowo skromna kolekcja rozrosła się do pokaźnych rozmiarów i obejmuje wiele unikatowych eksponatów. Jednym z ciekawszych jest pochodząca z połowy XIX wieku broń kombinowana, będąca połączeniem sztyletu z pistoletem. Dowód burzliwych czasów. Niestety większość ekspozycji objęta jest zakazem fotografowania. Jak się wkrótce przekonamy, nie powinno być to zaskoczeniem.

Poszczególne sale są tematyczne i uporządkowane chronologicznie. Zaczynamy od średniowiecza, by przez okres Edo (1601–1868) przejść do wystaw poświęconych zamętowi połowy XIX wieku, zapoczątkowanego siłowym otwarciem Japonii na świat przez ekspedycję komodora Perry’ego w roku 1853. Dalej jest modernizacja okresu Meiji, pierwsza wojna japońsko-chińska, wojna z Rosją, udział w pierwszej wojnie światowej, ekspansja w Chinach w latach 20. i 30., druga wojna japońsko-chińska, starcia ze Związkiem Radzieckim i wreszcie druga wojna światowa na Pacyfiku. Osobną salę poświęcono służbie wojskowej członków rodziny cesarskiej. Wszystko zilustrowane przejrzystymi mapami, unikatowymi zdjęciami i filmami.

Problem w tym, że wizja historii przedstawiana w Yūshūkan jest bardzo specyficzna i to delikatnie mówiąc. Imperialistyczne mocarstwa wymusiły otwarcie Japonii na świat, co jednak w ostatecznym rozrachunku wyszło krajowi na dobre – restaurowano władze cesarską, a kraj wstąpił na ścieżką modernizacji i rozwoju. Dalej narracja pozostaje spójna, ale cytując pewnego internetowego prześmiewcę, „wyobraźcie sobie, że w XXI wieku ktoś to kupi”. Kolejne wojny z Chinami, Rosją i wreszcie Stanami Zjednoczonymi zostały na Japonii wymuszone. Wina leży całkowicie po stronie państw zaatakowanych przez Japonię, ponieważ nie chciały uznać japońskich interesów i odmówiły polubownego rozwiązania kwestii spornych.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

MARZEC BEZ REKLAM GOOGLE 90%

Muzeum promuje wizję historii, w której, cytując premiera Singapuru Lee Kwan Yewa, druga wojna światowa w Azji była „drobnym nieporozumieniem”. W roku 1937 w Nankinie nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Fakt, były ofiary cywilne, ale wszystkiemu winni są chińscy żołnierze, którzy po klęsce zrzucali mundury i usiłowali się ukryć wśród ludności, zaś Cesarskie Wojska Lądowe z powodzeniem ich wyłapywały. Żadnych kontrowersji u twórców ekspozycji nie budzi też wystawienie lokomotywy No.31 typu C56 obsługującej w trakcie drugiej wojny światowej kolej birmańską. Sam parowóz ma swoją drogą bardzo interesującą historię. Po wojnie wykorzystywały ją koleje tajlandzkie. W roku 1977 grupa weteranów jednostek kolejowych odkupiła wysłużoną lokomotywę i po odrestaurowaniu podarowała ją świątyni Yasukuni. Warto wspomnieć na marginesie, że w pamięci japońskich weteranów front birmański jest największą obok Nowej Gwinei traumą.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

W tym specyficznym uniwersum jest pewien punkt styczny z polskim postrzeganiem historii. Osobną salę poświęcono losom jeńców z Armii Kwantuńskiej, japońskim osadnikom z Mandżurii, mieszkańcom Kuryli i Sachalinu wywiezionym w roku 1945 w głąb Związku Radzieckiego. Suchym opisom radzieckich zbrodni towarzyszą drobne pamiątki po tych, którym udało się powrócić z „nieludzkiej ziemi”.

Zdjęcia można robić tylko w jednej sali z ekspozycją sprzętu. Tutaj można znaleźć wiele perełek, jak chociażby armatę górską typu 41 kalibru 75 milimetrów. Ta licencyjna wersja armaty M1908 Kruppa zrobiła w japońskich siłach zbrojnych oszałamiającą karierę. Z uwagi na niewielkie wymiary i masę stała się podstawowym działem piechoty japońskich wojsk lądowych. Każdy pułk piechoty miał baterię złożoną z czterech armat.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Inną artyleryjską ciekawostką jest działo typu kalibru 140 milimetrów z pancernika Mutsu. Okręt zatonął 8 czerwca 1943 roku w wyniku eksplozji w komorze amunicji wieży numer 3 artylerii głównej. Przyczyn wypadku nie ustalono. Gdy hipoteza o samozapłonie amunicji nie została potwierdzona, komisja śledcza uznała, że był to sabotaż dokonany przez marynarza oskarżonego o kradzież.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Są też unikaty dosłownie najcięższego kalibru. Na muzealnej ekspozycji znalazły się pociski do dział artylerii głównej pancerników typu Yamato: pojedynczy pocisk przeciwpancerny typu 1 i dwa pociski burzące typu 0. Nad nimi góruje zaś obraz przedstawiający największy pancernik w dziejach.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Wprawdzie Japonia okresu wojny nie miała czym pochwalić się w dziedzinie broni pancernej, ale na ekspozycji nie mogło zabraknąć jednego z najpopularniejszych wozów, czołgu średniego typu 97 Chi-Ha. Ten konkretny egzemplarz odnaleziono na wyspie Yap. Na zdjęciu widać karabin maszynowy umieszczony z tyłu wieży. Takie rozwiązanie było specyficzną cechą czołgów średnich rodziny typu 97 i typu 1, poza Japonią stosowano je seryjnie jedynie w radzieckich czołgach ciężkich.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

A skoro o znaleziskach z wysp Pacyfiku mowa. Jedną z atrakcji muzeum jest pokładowy bombowiec nurkujący Yokosuka D4Y1 Suisei. Samolot odnaleziono w latach 70., także na wyspie Yap na dawnym lotnisku Colonia. Odrestaurowany w latach 1979–1980 w bazie Sił Samoobrony w Kisarazu, został podarowany świątyni Yasukuni. Sama historia D4Y jest bardzo interesująca. Projekt został zainspirowany niemieckim bombowcem nurkującym He 118. Do napędu użyto silnika Aichi Atsuta, czyli licencyjnej wersji niemieckiego DB601. Twórcy wystawy nie kryją się z rodowodem Suisei, na ekspozycji jest też dobrze utrzymany egzemplarz silnika Atsuta 21.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Powyższe zdjęcie obrazuje kolejny problem związany z Yūshūkan. Nad D4Y1 wisi model samobójczego samolotu pocisku MXY7 Model 11 Ohka. Kamikaze są gwiazdami wystawy. Osobna sala poświęcona jest pamiątkom po pilotach samobójcach, w tym ich listom i wierszom pożegnalnym. Przetłumaczono je nawet na angielski. Kompletnie natomiast zignorowano kontrowersje towarzyszące tworzeniu „jednostek specjalnych” w Cesarskich Siłach Zbrojnych, a szczególnie w marynarce wojennej.

Kamikaze to najbardziej znana część „jednostek specjalnych”, ale nie jedyna. Na wystawie znalazło się też miejsce dla samobójczej motorówki Shinyo. Pojazdów tych użyto bojowo na Filipinach i Okinawie, ale ich osiągnięcia były mizerne. Na konto Shinyo zapisano zatopienie dwóch barek desantowych i jednego ścigacza okrętów podwodnych.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Bardziej znane od samobójczych motorówek, ale równie mało skuteczne, były żywe torpedy Kaiten. Egzemplarz reprezentujący typ 1 stanowi centrum ekspozycji. Towarzyszy mu broń, która zadała aliantom znacznie większe straty – torpeda typu 93 „Długa Włócznia” kalibru 610 milimetrów.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Kamikaze nie są jedyną gwiazdą. Przy wejściu odwiedzających wita myśliwiec pokładowy Mitsubishi A6M5 Zero. Maszyna została wyprodukowana w roku 1943 i skierowana do 281 Kōkūtai operującego z bazy Rabaul na Nowej Kaledonii. Porzucony, samolot powoli porastał dżunglą, dopóki w roku 1974 nie został odnaleziony i sprowadzony z powrotem do Japonii. W roku 1980 wrak kupił kolekcjoner Nobuo Harada i odrestaurował go z wykorzystaniem części z innych Zero. Myśliwiec stał się częścią wystawy w należącym do Harady prywatnym muzeum motoryzacji i lotnictwa Kawaguchiko w Narusawie. W roku 2002 kolekcjoner podarował samolot muzeum Yūshūkan.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Kolekcja Harady nic na tym nie straciła. W roku 1980 ten pasjonat japońskiego lotnictwa wojskowego sprowadził z Yap aż pięć Zero różnych wersji. Dwa posłużyły jako źródło części, następne dwa (A6M2 i A6M5) trafiły na ekspozycję w Kawaguchiko, a ostatni (A6M5a) został podarowany przyzakładowemu muzeum Mitsubihi Heavy Industries w Nagoi.

Jak zaplanować wizytę

Po Tokio najłatwiej poruszać się metrem i szybka koleją miejską. Świątynia Yasukuni i muzeum Yūshūkan znajdują się w odległości kilkunastominutowego spaceru od stacji Ichigaya, Iidabashi i Kudanshita. Wstęp do muzeum kosztuje tysiąc jenów (około 23 złotych), bilety zniżkowe przewidziano dla studentów i uczniów, dzieci poniżej 12. roku życia wchodzą za darmo. Bilety można kupić w automacie przy wejściu.

Wszystkie zalecenia i instrukcje dla zwiedzających podane są czytelnie, także po angielsku. Na terenie muzeum dostępne jest wi-fi, umożliwiające korzystanie na telefonie z audioprzewodnika. Chociaż dobrze przygotowana pod względem językowym, wersja angielska jest bardzo skromna. Muzeum jest otwarte codziennie z wyjątkiem kilku dni pod koniec czerwca i grudnia. Informacje na temat dat zamknięcia, a także zniżek dla grup można znaleźć na stronie Yūshūkan (wersja angielska tutaj).

Muzeum jest otwarte od 9.00 do 16.30. W teorii na zwiedzenie całej ekspozycji wystarczy 1,5 godziny, jednak zainteresowani historią wojskowości mogą tam spędzić cały dzień. Dłuższy pobyt ubezpiecza muzealne bistro oferujące dobry przegląd codziennej japońskiej kuchni. Warto też odwiedzić muzealny sklepik, gdzie oprócz typowych broszur i pamiątek można kupić także modele do sklejania.

Paweł Behrendt, konflikty.pl