Niewiele jest takich okrętów jak japoński pancernik Mikasa. Jedyny zachowany na świecie predrednot, do tego z imponującą historią. To z jego pokładu admirał Heihachiro Tōgō dowodził w bitwie pod Cuszimą. Pancernik można zwiedzać w Yokosuce.

Mimo otaczającej go legendy Mikasa był pechowym okrętem. Projekt wzorowano na brytyjskich pancernikach typu Formidable. Zbudowany w brytyjskiej stoczni Vickersa w Barrow-in-Furness, banderę wschodzącego słońca podniósł 1 marca 1902 roku. W chwili wybuchu wojny z Rosją był najnowocześniejszym japońskim pancernikiem, dumą floty i jej okrętem flagowym. Uczestniczył w bitwach na Morzu Żółtym i pod Cuszimą. Jako na okręcie flagowym to na Mikasie koncentrował się ogień rosyjskiej floty.

Pod Cuszimą pancernik otrzymał ponad 40 trafień, w tym dziesięć pociskami kalibru 305 milimetrów i 22 kalibru 152 milimetrów. Zginęło 113 członków załogi. Dla porównania: cała japońska flota straciła 117 poległych. Mimo licznych trafień i wielu zabitych pancernik odniósł niewielkie uszkodzenia.

(Paweł Behrendt, Konflikty.pl)

Szczęście wyczerpało się z końcem wojny. Sześć dni po podpisaniu traktatu pokojowego w Portsmouth, w nocy z 11 na 12 września 1905 roku, gdy okręt stał na kotwicy w Sasebo, na pokładzie wybuchł pożar. Ogień dotarł do magazynów amunicji. W następstwie eksplozji pancernik zatonął. Zginęło 251 marynarzy. Mimo wszystko uszkodzenia oceniono jako nadające się do naprawy. Już w następnym roku Mikasa został podniesiony i następne dwa lata spędził w stoczni w Sasebo na remoncie połączonym z modernizacją. Do służby wrócił w sierpniu 1908 roku. Mimo modernizacji wartość bojowa jednostki spadała, trwała już era drednotów.

Po raz kolejny o włos od katastrofy pancernik był w roku 1912. Jeden z marynarzy chciał popełnić samobójstwo, wysadzając okręt. Niedoszłego samobójcę udało się powstrzymać. Podczas pierwszej wojny światowej Mikasę skierowano do zadań obrony wybrzeża, operował z Maizuru. Bardziej poważne zadania przyniosła rosyjska wojna domowa i japońska interwencja na Syberii. Wspierając japońskie wojska operujące w rejonie Władywostoku, pancernik wszedł 17 września 1921 roku na mieliznę. Kilkanaście dni wcześniej przeklasyfikowano go na okręt obrony wybrzeża.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Mikasa został wycofany ze służby w ramach postanowień traktatu waszyngtońskiego w następnym roku. Początkowo miał pójść na złom, szybko jednak pojawił się pomysł przerobienia go na okręt muzeum. Japończykom udało się uzyskać na to zgodę innych sygnatariuszy traktatu. Pancernik opuścił banderę 23 września 1923 roku. Ruszyła kolejna przebudowa, w której ramach okręt zabetonowano w nabrzeżu w Yokosuce. Nowy etap w życiu Mikasy rozpoczął się 12 listopada 1926 roku. W ceremonii otwarcia muzeum uczestniczyli admirał Tōgō i następca tronu Hirohito.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

KWIECIEŃ BEZ REKLAM GOOGLE 82%

W końcowym okresie drugiej wojny światowej pancernik został ciężko uszkodzony w trakcie amerykańskich nalotów dywanowych. Po wojnie amerykańskie wojska okupacyjne częściowo rozebrały nadbudówki, a w kadłubie urządziły akwarium i klub nocny. Stan ten trwał do roku 1955, gdy losem Mikasy zainteresował się pochodzący z Barrow-in-Furness amerykański przedsiębiorca John Rubin. Zainicjował on kampanię na rzecz renowacji historycznego okrętu. Akcja spowodowała szeroki odzew japońskiego społeczeństwa, dołączył do niej także admirał Chester Nimitz. Co ciekawe, do renowacji Mikasy wykorzystano blachy ze złomowanych południowoamerykańskich drednotów, chilijskiego Almirante Latorre i argentyńskiego Moreno. Okręt ponownie otwarto dla zwiedzających w roku 1961.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Cechą charakterystyczną japońskich muzeów są dioramy z manekinami naturalnej wielkości. Na Mikasie zobrazowano w ten sposób obsługę działa kalibru 152 milimetrów w akcji. Po prawej widać windę łańcuchową, łączącą stanowisko działa z magazynem amunicji.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Inne stanowisko artylerii średniej wykorzystano do pokazania warunków bytowych szeregowej załogi.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Oficerowie bytowali oczywiście w lepszych warunkach, ale i tam priorytetem były możliwości bojowe okrętu. Na poniższym zdjęciu widać salon admiralski. W tle szybkostrzelne działko Hotchkissa kalibru 47 milimetrów.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Ciasnota była wszechobecna, szczególnie odczuwano ją na bojowym stanowisku dowodzenia. Solidne opancerzenie miało zapewnić bezpieczeństwo dowodzącym i sternikowi. Ciasna przestrzeń i ograniczona widoczność utrudniały jednak kierowanie okrętem, o całej eskadrze lub flocie nie wspominając.

Paweł Behrendt, konflikty.pl

Dlatego admirał Tōgō dowodził pod Cuszimą z otwartego pomostu nawigacyjnego. Tam też znajdował się jeden z dalmierzy FA3 brytyjskiej firmy Barr & Stroud. Urządzenie miało zasięg skuteczny nieco ponad 7 tysięcy metrów, znacznie mniej niż zasięg ognia artylerii głównej złożonej z czterech dział kalibru 305 milimetrów. Była to jedna z głównych bolączek predrednotów, rozwój systemów kierowania ognia pozostawał w tyle za rozwojem artylerii.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Japończycy podeszli bardzo nowatorsko do wyposażenia muzeum. Na pokładzie górnym umieszczono dwie sale, w których wyświetlane są filmy na temat bitwy pod Cuszimą. Niestety materiały są tylko po japońsku. Jednak prawdziwe interaktywne cuda kryją się pod pokładem. Znajdują się tam na przykład symulatory sterowania pancernikiem podczas bitwy. Znowu niestety cały interfejs jest wyłącznie po japońsku, niemniej zabawa jest przednia.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Znacznie lepiej wygląda interaktywny przekrój okrętu, pozwalający zajrzeć we wszelki zakamarki i zobaczyć ich opisy. Te są dostępne nie tylko po japońsku i angielsku, ale też po koreańsku i chińsku, na dodatek w zapisie znakami tradycyjnymi (Tajwan) i uproszczonymi (Chińska Republika Ludowa). Dodajmy jeszcze, że podczas zwiedzania bariera językowa może być mało odczuwalna. Personel muzeum w sporej części stanowią emerytowani podoficerowie i oficerowie Morskich Sił Samoobrony. Posługują się bardzo dobrym angielskim, są niezwykle kontaktowi, chociaż się nie narzucają, a do tego wyjątkowo pozytywnie reagują na turystów z Polski.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Wisienką na interaktywnym torcie są stanowiska z goglami rzeczywistości wirtualnej. Za ich pomocą można obserwować bitwę pod Cuszimą ze stanowiska admirała Tōgō na pomoście nawigacyjnym i z lotu ptaka.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Są też interaktywne atrakcje retro – mapy pokazujące za pomocą lampek ruchy flot w trakcie bitwy i zatopienia kolejnych rosyjskich okrętów. Przebieg bitwy odtwarzają modele poruszające się po szynach.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Mieszana ekspozycja, obejmująca eksponaty, makiety i materiały interaktywne, dotyczy nie tylko udziału Mikasy w bitwie pod Cuszimą. W kolejnych salach urządzonych w kazamatach artylerii średniej można zapoznać się z historią japońskiej marynarki wojennej w dekadach poprzedzających wybuch wojny z Rosją, działaniami wojennymi na lądzie i drogą Floty Bałtyckiej na Daleki Wschód. W przeciwieństwie do muzeum Yūshūkan na pokładzie Mikasy nie jest prezentowana konkretna interpretacja wydarzeń, lecz suche fakty i przyczyny japońskiego zwycięstwa.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Muzeum pokazuje nie tylko wojskową stronę okrętu, ale też codzienne życie na jego pokładzie. Z dużym pietyzmem odrestaurowano pomieszczenia zajmowane przez admirała Tōgō i oficerów. Dolny pokład zajmowany przez szeregową załogę był niestety w remoncie. Z tego samego powodu niedostępna była też maszynownia i trzeba było zadowolić się jedynie tablicami objaśniającymi działanie maszyny parowej potrójnego rozprężenia. Na zdjęciu poniżej mesa oficerska.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Mimo wszystkich luksusów przysługującym wyższym szarżom nawet dowódca floty bytował w spartańskich warunkach, przynajmniej według dzisiejszych standardów. Poniżej kajuta admiralska.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Z ciekawostek – osobną ekspozycję poświęcono okrętowej orkiestrze.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Mikasa jako okręt muzeum jest też po części mauzoleum admirała Tōgō. Nie ma co się dziwić, był architektem największego morskiego zwycięstwa w dziejach Japonii. Na wystawie można znaleźć drobne pamiątki po nim, takie jak ulubiona lornetka, produkcji zakładów Carl Zeiss w Jenie. W muzealnym sklepie nabyć można nawet piwo sygnowane nazwiskiem admirała. Przed pancernikiem stoi pomnik dowódcy.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)

Jak zaplanować wizytę

Zagranicznemu turyście najłatwiej będzie dostać się do Yokosuki z Tokio. Udajemy się na dworzec Shinagawa i tam na peronie 1 wsiadamy w pociąg linii Keikyū. Uwaga! Z tego samego peronu odchodzą obsługiwane przez tę samą firmę pociągi na lotnisko Haneda. Nas interesują pociągi w stronę Uragi. Tutaj znowu trzeba zachować czujność. Wybieramy pociąg przyspieszony, którym podróż do celu zajmie tylko godzinę zamiast dwóch. Wygląda to nieco strasznie, ale oznaczenia są czytelne, a tablice informacyjne podają komunikaty także po angielsku. Wysiadamy na dworcu Yokosuka-chūō, skąd do pancernika jest piętnastominutowy spacer.

Alternatywnie również w Shinagawie można na peronie 13/14 wsiąść w pociąg JR Yokosuka Line. Jest to jednak rozwiązanie nieoptymalne. Pociągi JR jeżdżą rzadziej niż Keikyu, a w Yokosuce zatrzymują się na dworcu głównym, skąd do muzeum idzie się blisko pół godziny.

Wstęp do muzeum kosztuje 600 jenów (około 14 złotych), bilety zniżkowe przewidziano dla seniorów i uczniów szkół średnich, dzieci poniżej 15. roku życia wchodzą za darmo. Bilety można kupić w automacie przy wejściu. Muzeum jest otwarte codziennie z wyjątkiem 28–31 grudnia. Z godzinami otwarcia, podpowiedziami dla zwiedzających i planem muzeum można zapoznać się na stronie internetowej.

Udając się do Mikasy, lub wracając z pancernika, warto zatrzymać się w położonej w pobliżu dworca Yokosuka-chūō restauracji Yokosuka Navy Curry Honpo. Jak sama nazwa wskazuje, lokal specjalizuje się w curry, które od końca XIX stulecia jest tradycyjnym piątkowym obiadem japońskiej marynarki wojennej, a obecnie Morskich Sił Samoobrony. Curry à la cesarska marynarka serwowane jest ze śmietaną i szklanką mleka do popicia. Oprócz tego w menu są inne dania inspirowane jadłospisem Morskich Sił Samoobrony.

Nie jest to jednak jedyna ani nawet główna atrakcja restauracji. Znajdujący się na piętrze, nad sklepem z pamiątkami i artykułami spożywczymi (curry), lokal został urządzony w stylu kasyna oficerskiego z czasów bitwy pod Cuszimą. Honorowe miejsce zajmuje model Mikasy, z głośników sączy się muzyka z epoki, co w tym przypadku oznacza Straussów i innych wiedeńskich kompozytorów XIX i początku XX wieku.

(Paweł Behrendt, konflikty.pl)