Podzielony Berlin stał się obiektem afer szpiegowskich i tajnych rozgrywek politycz­nych między dwiema zwaśnionymi stronami. Dzisiaj wiele tych ciekawych tajemnic jest odkrywanych, a później stanowią materiał na adaptacje filmowe. Mur, który wyrósł w niemieckiej stolicy i arbitralnie podzielił wiele rodzin, stał się też symbolem wielu tragedii. O tych tak ochoczo wielki ekran nie opowiada.

Tym zajmuje się Muzeum Muru – Checkpoint Charlie. Ten najbardziej znany posterunek graniczny między Zachodem i Wschodem był ostatnim budynkiem przed granicą. Haus am Checkpoint Charlie nie od razu powstał jako placówka muzealna. Założona przez Rainera Hildebrandta placówka zajmowała się początkowo raczej pomocą potrzebującym Berlińczykom, których prawa zostały przez budowę muru pogwałcone.

Z biegiem lat stała się jednak miejscem, w którym upamiętniono to, co na całe lata naznaczyło Berlin i podzielone Niemcy. Dzisiaj muzeum jest prawdziwym zbiorem wielu artefaktów i historii przede wszystkim zwykłych ludzi, którzy – licząc się ze śmiercią – podejmowali wymyślne próby dostania się do lepszego świata. Ucieczka na drugą stronę Muru Berlińskiego miała być początkiem lepszego życia. Jednak nie zawsze kończyła się pomyślnie.

Kapelusz i koszula Nikity Chruszczowa, w latach 1953–1964 roku pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a w latach 1958–1964 także premiera.

Z licznymi próbami ucieczek z Berlina Zachodniego koresponduje wystawa fotografii przedstawiających proces ciągłej rozbudowy przejść granicznych, muru dzielącego miasto i systemu nadzoru nad granicą. Twórcom muzeum należy się głęboki pokłon za pieczołowitość, z jaką podeszli do upamiętnienia dramatów ludzkich, które rozgrywały się w podzielonym mieście. Z dużą dozą szczegółowości opisali oni poszczególne przypadki ucieczek z Berlina Zachodniego i zgromadzili – dzięki oczywiście uprzejmości samych uciekinierów – dużą liczbę przedmiotów, które pozwoliły zachować żywą pamięć o tamtych czasach. Poniżej tylko nieznaczna część tego, co można zobaczyć w tam ciekawym muzeum.

Niedaleko wejścia w oczy rzuca się mapa, której używał Winston Churchill podczas konferencji poczdamskiej w lipcu 1945 roku. Faksymile oryginału pokazywanego w Churchill War Rooms w Londynie znalazło się w Berlinie dzięki uprzejmości Imperial War Museum.

Interesująco i jednocześnie przejmująco wyglądają kamienie będące pozostałościami getta podarowane przez burmistrza Budapesztu, Gabora Demskyego na potrzeby Pomnika Wallenberga „Nadzieja” w Nowym Jorku, który odsłonięto 19 maja 1988 roku. Na kamieniach widoczna odlana z brązu teczka Raoula Wallenberga wykonana przez artystkę Ulle Kraitz (piąta na świecie wykonana przez tę rzeźbiarkę).

Największą część przestrzeni wystawienniczej zajmują przedmioty, które Niemcy Zachodni wykorzystywali do organizacji ucieczek. Poniżej spawarka ważąca 260 kilogramów służąca do przewozu uciekinierów z Berlina Zachodniego. Aby zapobiec ich odkryciu, wyposażona była w dwa wnętrza. Pierwsze z dwóch stron widoczne było dla urzędników po odkręceniu dwóch śrub i odsunięciu klapy. W jednym przypadku mogli zobaczyć agregaty elektryczne, w drugim – po zdjęciu płyty – liczne kable. Kolejna płyta uniemożliwiała im dalszą lustrację.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.

LUTY BEZ REKLAM GOOGLE 85%

Z zewnątrz schowek można było otworzyć jedynie za pomocą dwóch równoczesnych ruchów mechanicznych, które aktywowały przekaźnik elektryczny. Od wewnątrz natomiast – w przypadku awarii tego mechanizmu – wystarczyło jedno pociągnięcie dźwigni. Jednak pewnego razu, gdy oba mechanizmy zawiodły jednocześnie, uwolnienie uciekinierów zajęło dwie godziny.

W 1971 roku w radiogramofonie „Blaupunkt” w drodze z NRD do RFN ukryła się 24-letnia dziewczyna. Ani emigrant, krewny dziewczyny, ani firma spedycyjna nie wiedzieli o współpodróżującej. Kontrole graniczne były tego dnia szczególnie dokładne, ponieważ uciekł radziecki żołnierz. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności dla dziewczyny było to, że kontrolerzy skupili się na składanym łóżku stojącym przed radiogramofonem.

Według raportu policyjnego z 14 listopada 1961 roku tym Oplem P4 przez przejście graniczne Chausseestraße uciekło pięć osób. Samochód ponoć jest opancerzony z boków i z tyłu, a wewnętrzne strony drzwi są wypełnione betonem. Dwa strzały rozbiły przednią szybę, jeden trafił w przednią oponę, a drugi w schowek. Nikt nie został ranny.

Lądem podejmowano najwięcej prób przeniknięcia do Niemiec Zachodnich, ale nie wszystkie. Na zdjęciu poniżej łódź podwodna z silnikiem spalinowym, która może przewozić jedną lub dwie osoby. Bernd Böttger, 28-letni chemik z zawodu, zbudował ją w ciągu jednego roku (1967/1968). Za jej pomocą we wrześniu 1968 roku pokonał dystans 16 mil morskich z wybrzeża Bałtyku w NRD do Danii, w warunkach wzburzonego morza i z prędkością trzech węzłów. Obecnie łódź objęta jest trzema patentami.

W latach 1961–1989 odnotowano 913 ucieczek. 4522 osoby aresztowano w trakcie ucieczki lub przygotowań do niej. 187 osób utonęło podczas próby przedostania się do RFN, Danii lub Szwecji. Wiele kończyło się sukcesem. Jednym z tych, którym się udało był Peter Faust z Lipska.

Eskapady morskie były popularne, ale wielu śmiałków wybierało drogę powietrzną. Dwie rodziny (8 osób) uciekły w nocy 16 września 1979 roku za pomocą największego balonu na ogrzane powietrze, jaki kiedykolwiek zbudowano w Europie. Do budowy balonu o wysokości 28 metrów i szerokości 20 metrów potrzeba było 1250 metrów kwadratowych materiału. Balon wystartował w pobliżu Oberlemnitz, 12 kilometrów od granicy, i wylądował w Naila w Lesie Frankońskim, 10 kilometrów na zachód od granicy. Poruszał się z prędkością około 50 kilometrów na godzinę, a czas lotu wyniósł 28 minut.

Natomiast dwudziestoczteroletni obywatel Czechosłowacji Josef Hlavaty uciekł 7 lipca 1988 roku do Austrii własnoręcznie zbudowanym motoszybowcem. Jego trzyletni syn, przypięty pasem, siedział mu na kolanach. Wiedzę na temat aerodynamiki Hlavaty zdobywał głównie z literatury, a poszczególne części – w warsztatach narzędziowych i na złomowiskach.

NRD kojarzy się z wszechobecną agenturą i inwigilacją społeczeństwa na masową skalę. Do tego potrzebne były różnorakie urządzenia. Jednym z nich było przenośne urządzenie podsłuchowe Stasi, przeznaczone również do użytku poza głównymi siedzibami Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego. Urządzenie podłączane do lokalnej sieci telefonicznej automatycznie łączyło się z zaprogramowanymi numerami telefonów, nagrywało rozmowę na taśmę w celach archiwalnych i umożliwiało przesyłanie jej do wielu innych miejsc, w tym do oficera prowadzącego procedurę operacyjną.

Po drugiej stronie barykady stali opozycjoniści, którzy mieli zazwyczaj swoje sposoby komunikowania się i krzewienia własnych prądów umysłowych wśród społeczeństwa. Różnorodne puszki zamykane były przez specjalną maszynę. Służyły do przenoszenia ulotek wewnątrz i za ich pomocą trafiały one do Polski. Metoda ta była często stosowana przez „Solidarność” po ogłoszeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Przedmioty przekazał do muzeum Edward Klimczak, w latach 1981–1991 lider opozycyjnego stowarzyszenia „Solidarność” z siedzibą w Berlinie Zachodnim i wydawca niezależnego czasopisma „Pogląd”.

Jak zorganizować wizytę?

Muzeum, założone w 1962 roku, mieści się przy Friedrichstraße 43–45 w Berlinie. Czynne jest do odwołania codziennie przez cały rok w godzinach 10:00–20:00. Ceny biletów są jednak z górnej półki. Bilet normalny kosztuje 18,50 euro, ulgowy – na który mogą liczyć studenci – 12,50 euro. Uczniowie w wieku 7–18 lat płacą 9,50 euro, zaś dzieci do 6 lat mają gwarantowany wstęp bezpłatny. Istnieje też możliwość zakupu biletu grupowego (25 osób), wówczas płaci się 12,50 euro za osobę. Dodatkowo istnieje możliwość wypożyczenia audioprzewodnika w języku niemieckim, angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim i polskim.

Wejście do muzeum

W budynku jest coś zarówno dla ducha, jak i dla ciała. Wewnątrz znajduje się bowiem kawiarnia, w której można odetchnąć, zjeść i się napić. Muzeum przyciąga dużą liczbę turystów, szczególnie w okresie letnim, i wydaje się zatłoczone. Liczba osób w pewnych momentach była tak duża, że aby cokolwiek przeczytać na tablicach informacyjnych, należało odstać dobre kilka minut.

Muzeum jest dość obszerne, choć z poziomu ulicy nie robi takiego wrażenia. Dodatkową zaletą jest świetny widok rozciągający się z wnętrza na dawne przejście graniczne, skąd można – niejako z ukrycia – obserwować to miejsce, a myślami przenieść się w lata zimnej wojny. Berlin jest relatywnie blisko, więc nawet nieco dłuższy weekend wchodzi w rachubę, aby wpleść Checkpoint Charlie i zlokalizowane przy nim muzeum w plan wycieczki. Dla miłośników historii to pozycja obowiązkowa.

Andrzej Pawłowski