W świecie statków powietrznych mało jest nazw tak słynnych jak Black Hawk, zwłaszcza od czasu filmu Ridleya Scotta. Na tegorocznych targach w Farnborough Lockheed Martin – właściciel Sikorsky’ego – zaprezentował najnowsze wcielenie te maszyny. Uzbrojony Black Hawk, który ma stanowić nową jakość w historii rozwoju legendarnego śmigłowca, zaliczył tym samym międzynarodowy debiut.

Pozorne odgrzewanie kotleta

Czytelnik obeznajmiony z historią użycia operacyjnego maszyn rodziny UH-60 z pewnością zastanawia się teraz: co w tym nowego? Przecież Black Hawki latają z uzbrojeniem od niepamiętnych czasów. Pomińmy już karabiny maszynowe obsługiwane z przedziału desantu. Mowa o uzbrojeniu podwieszanym na węzłach podskrzydłowych. Jest to oczywiście prawda – koncepcja ma swoje lata – do tej pory jednak realizowano ją na pół gwizdka. Jeżeli dany egzemplarz Black Hawka otrzymywał uzbrojenie, załoga do jego obsługi dostawała osobny panel w kabinie, osobny dżojstik. Skutek? Bardziej skomplikowana obsługa zarówno w powietrzu, jak i na ziemi oraz większe prawdopodobieństwo awarii.

Teraz jednak mamy do czynienia, jako się rzekło, z nową jakością. Black Hawk ma być nie uzbrajany metodami na poły prowizorycznymi, ale w pełni zintegrowany ze swoim uzbrojeniem. Przyrządy do jego kontroli i urządzenia zwiększające świadomość sytuacyjną załogi są integralną częścią architektury kokpitu, wykorzystują znajdujące się już w nim wyświetlacze wielofunkcyjne. Piloci otrzymują również do dyspozycji nahełmowe wyświetlacze przezierne.

Napęd śmigłowca stanowią dwa silniki T700-GE-701D o mocy po 2215 koni mechanicznych. W strefie działań bojowych, gdy każda minuta jest na wagę złota, czterej wyszkoleni mechanicy mogą w skrajnych przypadkach wymienić silnik w warunkach polowych nawet w cztery godziny.

Z czym do walki?

Sam wachlarz uzbrojenia nie ustępuje klasycznym śmigłowcom uderzeniowym, z AH-64 na czele. Broszury Sikorsky’ego przewidują na przykład szesnaście pocisków rakietowych Hellfire (cztery pakiety po cztery szyny każdy) i dodatkowo dwa napędowe karabiny maszynowe M134 Minigun w przedniej części kabiny desantu – obsługiwane ręcznie przez żołnierzy lub zainstalowane na stałe równolegle do osi podłużnej śmigłowca.

Karabin maszynowy FN kalibru 12,7 milimetra (fot. Łukasz Golowanow)

Karabin maszynowy FN kalibru 12,7 milimetra
(fot. Łukasz Golowanow)

Taki pakiet jest oczywiście tylko jedną z wielu możliwości (z jednej strony najbardziej imponującą, z drugiej – szesnaście Hellfire’ów to chyba jednak przesada). Bardziej uniwersalny zestaw obejmuje redukcję liczby Hellfire’ów o połowę i podwieszenie na wolnych węzłach (po jednym z każdej strony kadłuba) wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych Hydra 70 – lub kierowanych, zmodernizowanych z wykorzystaniem pakietu APKWS. Na tym jednak możliwe kombinacje dopiero się zaczynają. Producent sugeruje szereg zestawów podzielonych na cztery kategorie: do zadań przeciwpancernych, wsparcia bezpośredniego, zadań osłonowych i eskortowania (należałoby jeszcze dodać zadania CSAR/CASEVAC, do których Black Hawk jest dobrze przystosowany dzięki wciągarce pozwalającej podjąć rannego z ziemi bez lądowania). Inne przykładowe konfiguracje prezentują się następująco:

  • dwa zasobniki pocisków niekierowanych, dwa zasobniki z karabinami maszynowymi GAU-19 i dwa karabiny maszynowe M134;
  • dwanaście Hellfire’ów, dwa zasobniki z karabinami maszynowymi GAU-19 i dwa karabiny maszynowe M134;
  • osiem Hellfire’ów, zasobnik z karabinem maszynowym FN M3P kalibru 12,7 milimetra i zapasem amunicji 400 sztuk, drugi zasobnik z takim samym karabinem, zapasem amunicji 250 sztuk i podczepioną wyrzutnią dla trzech pocisków niekierowanych oraz dwa karabiny M134;
  • sześć Hellfire’ów, dwie czteroprowadnicowe wyrzutnie kierowanych laserowo pocisków rakietowych DAGR (Direct Attack Guided Rocket), dwie wyrzutnie pocisków Hydra 70 i dwa karabiny maszynowe M134.

W praktyce możliwe jest niemalże dowolne żonglowanie konfiguracjami. Ograniczenie stanowią jedynie udźwig śmigłowca oraz wytrzymałość skrzydeł i pylonów. O tę ostatnią nie trzeba się martwić – pierwotnie opracowano je do podwieszenia zbiorników paliwa, dwukrotnie cięższych niż którakolwiek z przewidywanych obecnie kombinacji uzbrojenia dla jednego pylonu. Trzeba też podkreślić, że przewijający się w każdej konfiguracji Minigun stanowi opcję niejako domyślną, ale nie jedyną. Producent deklaruje, że nie będzie problemu z użyciem zupełnie innego uzbrojenia; w ewentualnych polskich śmigłowcach miejsce M134 mógłby zająć UKM-2000 kalibru 7,62 mm z ZM Tarnów.

W Wielkiej Brytanii śmigłowiec wystawiono z piętnastocalową głowicę optoelektroniczną Lockheed Martin INFIRNO. W jej skład wchodzą: kamera termowizyjna, kamera kolorowa oraz laserowy dalmierz i wskaźnik celów. Głowica może śledzić równocześnie wiele celów, przy jej tworzeniu wykorzystano doświadczenia z zasobnikiem celowniczym Sniper i znanym z Apache’a M-TADS/PNVS. Maszyna z INFIRNO ma za sobą osiem godzin prób w locie. Jego miejsce w razie potrzeby mogłaby zająć także głowica produkcji polskiej.

Prawa połowa jednego z możliwych wariantów uzbrojenia: trzy pociski Hellfire, cztery pociski DAGR i wyrzutnia pocisków Hydra 70 (fot. Łukasz Golowanow)

Prawa połowa jednego z możliwych wariantów uzbrojenia: trzy pociski Hellfire, cztery pociski DAGR i wyrzutnia pocisków Hydra 70
(fot. Łukasz Golowanow)

Sikorsky twierdzi, że uzbrojony Black Hawk spotkał się już z zainteresowaniem szeregu państw – obecnych użytkowników maszyn z tej rodziny, krajów chcących wycofać uzbrojenie posowieckie i niektórych państw bliskowschodnich. Konkretów nie podano, ale łatwo zgadnąć, że – jeśli informacja jest prawdziwa – chodzi o kraje zmagające się w sposób mniej lub bardziej bezpośredni ze zmorą tak zwanego Państwa Islamskiego (Irak, Arabia Saudyjska, Turcja?). Turcja jest zresztą ciekawym przypadkiem ze względu na włączenie tamtejszego przemysłu lotniczego do światowego systemu produkcji Black Hawków; można przypuszczać, że Ankara będzie nalegała na produkcję własnych maszyn tej odmiany u siebie, to jednak będzie mogło nastąpić najwcześniej w roku 2021.

PZL Mielec może liczyć na większy udział w rozwoju uzbrojonego Black Hawka, jeżeli nasze ministerstwo obrony wybierze ten śmigłowiec dla polskich Sił Zbrojnych. Jeden z obecnych w Farnborough przedstawicieli PZL Mielec przyznał anonimowo, że w takim wypadku niemal na pewno polskie zakłady będą prowadzić próby poligonowe w Nowej Dębie.

Uzbrojony Black Hawk a sprawa polska

W tym momencie należy postawić pytanie: czy uzbrojony Black Hawk może kiedyś służyć z biało-czerwonymi szachownicami na kadłubie?

Lockheed Martin deklaruje, że jeśli polski rząd rozpisze nowy przetarg na śmigłowce wielozadaniowe, PZL Mielec na sto procent stanie do rywalizacji. Można przypuszczać, że tym razem wypadnie lepiej, poprzednio bowiem jednym z podstawowych problemów S-70i na tle zwycięskiego Caracala był brak systemów uzbrojenia i zagadkowy koszt ich docelowej integracji. Tajemnicą poliszynela jest to, że taki stan rzeczy wynikał z „pokojowej” polityki United Technologies Corporation, czyli poprzedniego właściciela. Teraz zaś PZL Mielec, jako własność Lockheeda Martina, ma ten problem za sobą.

Pozostaje wszakże ciekawsza kwestia do rozważenia: czy uzbrojony Black Hawk może się stać następcą Mi-24?

Uzbrojony Black Hawk widziany od góry. Po lewej napędowy karabin maszynowy M134, po prawej – głowica optoelektroniczna INFIRNO (fot. Łukasz Golowanow)

Śmigłowiec widziany od góry. Po lewej napędowy karabin maszynowy M134, po prawej – głowica optoelektroniczna INFIRNO
(fot. Łukasz Golowanow)

Pytanie na ten temat udziału tego śmigłowca w programie „Kruk” pojawiło się w trakcie konferencji prasowej na FIA 2016, ale polski dziennikarz, który je zadał, sformułował je w taki sposób, że wiceprezes Lockheeda Martina Bill Gostic nawet nie zrozumiał, o co chodziło, i odpowiedział standardową w takich sytuacjach formułką: „w tym momencie jest za wcześnie, aby udzielić odpowiedzi”. Niemniej trzeba przyznać, że pod względem zabieranego uzbrojenia (przypomnijmy: szesnaście pocisków Hellfire) na pewno nie ustępuje AH-64 czy AH-1, a dzięki temu, iż może zabierać na pokład desant, byłby w stanie spełniać te same funkcje co „Hokeje”. Na jego korzyść przemawia też oczywiście wszechstronne sprawdzenie konstrukcji: światowa flota ponad 3 tysięcy Black Hawków przekroczyła już próg 10 milionów godzin nalotu, z czego ponad 1,7 miliona zaliczono w lotach bojowych.

Mielecki śmigłowiec ustępuje jednak klasycznym maszynom szturmowym i uderzeniowym na polu przeżywalności. Mimo że pierwotnie powstał – co lubią w Mielcu podkreślać – jako śmigłowiec czysto wojskowy (w domyśle: dla odróżnienia od zmilitaryzowanych konkurentów proweniencji cywilnej), nigdy nie opracowywano go jako „latającego czołgu”.

Na koniec warto podkreślać, że producent przewiduje zarówno wytwarzanie fabrycznie nowych śmigłowców w wersji uzbrojonej, jak i modyfikację starych. Integracja systemów uzbrojenia ma trwać kilka tygodni. Na tak przygotowanej maszynie zmiana konfiguracji z uzbrojonej na nieuzbrojoną ma zajmować w warunkach polowych około ośmiu godzin.

Opracowano na podstawie materiałów producenta, konferencji prasowej z wiceprezesem Lockheeda Martina Billem Gostikiem i rozmów z pilotami doświadczalnymi PZL Mielec. Zdjęcie tytułowe: Lockheed Martin