Zwalczanie radarów przeciwnika stało się jednym z celów lotnictwa właściwie z chwilą wdrożenia tego urządzenia do służby. Już w czasie bitwy o Anglię w 1940 roku Luftwaffe starała się wyłączyć z akcji sieć brytyjskich stacji radiolokacyjnych, jednak z powodu stosunkowo niewielkich rozmiarów tych obiektów, a także małej celności ówczesnych bombardowań nie było to zadanie proste. Mimo to próby podejmowano. Temat powrócił w o wiele większej skali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, gdy toczyły się wojny w Wietnamie i na Bliskim Wschodzie. Rejony Hanoi i Hajfongu uchodziły wtedy za jeden z najlepiej chronionych obszarów na świecie, jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą, która powodowała ogromne starty wśród amerykańskich samolotów. Także w wojnach izraelsko-arabskich przewaga w powietrzu była decydująca, a żeby ją osiągnąć, niezbędne było wyeliminowanie wrogiej obrony powietrznej – stroną zwycięską zawsze okazywali się izraelscy piloci, którzy pomimo nieraz dużych strat ostatecznie zawsze niszczyli system dowodzenia i naprowadzania arabskich wyrzutni przeciwlotniczych.

Amerykanie w Wietnamie utworzyli nawet specjalne grupy samolotów i pilotów wyspecjalizowanych tyko w zwalczaniu obrony powietrznej. Ochrzczono je mianem Wild Weasel (Dzika Łasica), która to nazwa funkcjonuje do dzisiaj. Od razu przyjęto, że nie ma sensu atakować każdej pojedynczej wyrzutni rakiet, tylko należy się skoncentrować na stacjach radiolokacyjnych obsługujących całą baterię. Początkowo do ataku używano konwencjonalnych bomb, niekierowanych pocisków rakietowych oraz działek. Wymagało to jednak znalezienia się samolotu w bezpośredniej bliskości wyrzutni, która najczęściej była jeszcze chroniona przez szybkostrzelne działka przeciwlotnicze. Powodowało to, że misje przełamywania obrony powietrznej wroga (Suppression of Enemy Air Defenses, SEAD) były ekstremalnie niebezpieczne i należało szukać innych możliwości osiągnięcia tego celu.

Rozwiązaniem okazały się rakiety z głowicami naprowadzającymi się na źródło promieniowania radarowego. Pierwszą amerykańską konstrukcją tego typu był pocisk AGM-45 Shrike zbudowany na bazie rakiety powietrze-powietrze AIM-7 Sparrow. Miał on jednak dwie poważne wady – zasięg mniejszy od zasięgu radzieckich rakiet ziemia-powietrze systemu S-75 Wołchow oraz utratę naprowadzania po wyłączeniu radaru przez przeciwnika. Z tego powodu skuteczność AGM-45 była umiarkowana, jednak znalazły one szerokie zastosowanie bojowe w USAF, IAF, a nawet RAF-ie w czasie wojny falklandzkiej.

Aby rozwiązać wspomniane problemy z tym pociskiem, opracowano AGM-78 Standard ARM, który miał większy zasięg, prędkość i czułość, jednak zarazem kosztował kilkanaście razy więcej niż Shrike i z tego powodu nie mógł go w pełni zastąpić.

Przełomem było pojawienie się w latach osiemdziesiątych pocisków AGM-88 HARM, których pierwszy raz użyto bojowo w 1986 roku przeciw Libii. Są to pociski naddźwiękowe o zasięgu około 50 kilometrów, ale ich najważniejszą zaletą jest zapamiętywanie położenia celu, nawet jeśli stacja radarowa zostanie wyłączona. Pocisk ten pozostaje w służbie wielu państw zachodnich i jest stale rozwijany.

Na Wyspach

Jak można się domyśleć, wszystkie konflikty były obserwowane przez główne światowe mocarstwa, które starały się z nich wyciągać wnioski na przyszłość. W końcu lepiej się uczyć na cudzych błędach. W Wielkiej Brytanii analizy rezultatów ostatnich konfliktów zbrojnych i próby przewidywania rozwoju wojny powietrznej przeprowadzone w połowie lat siedemdziesiątych potwierdziły, że pociski antyradarowe będą odgrywały kluczową rolę. Jednak Anglicy to Anglicy, lubią robić różne rzeczy po swojemu. Dlatego w odróżnieniu od innych NATO-wskich sojuszników – na przykład Niemców – amerykański model oparty na wyspecjalizowanych samolotach nie przypadł im do gustu z kilku powodów. Po pierwsze RAF nie chciał ponosić znacznych kosztów zakupu i utrzymywania w służbie wyszukanych, ale i kosztownych systemów wykrywania i lokalizowania wrogich radarów, jak amerykański APR-38/47. Konieczność ich stosowania ograniczała liczbę samolotów zdolnych do uczestnictwa w misji przełamywania obrony powietrznej, bo wszystkie nie mogły być w te urządzenia wyposażone. Po drugie ścisła specjalizacja powodowała, że samoloty te były wystawione na większe ryzyko zniszczenia – z pewnością stałyby się priorytetowym celem dla przeciwnika. Dlatego gdy w 1978 roku ogłoszono wymagania dla nowego pocisku antyradarowego dla RAF-u, znalazły się w nich takie zapisy:

► pociski nie mogą być odpalane tylko z dedykowanego samolotu, ale muszą być kompatybilne ze wszystkimi, bez konieczności dodatkowego wyposażania ich w urządzenia walki radioelektronicznej,
► pociski muszą być zdolne do odpalenia z minimalnej wysokości, przy bardzo dużej prędkości, a przy tym spoza zasięgu wrogich zestawów przeciwlotniczych,
► pociski powinny być względnie niewielkie i lekkie, tak by Tornado IDS przeznaczone do misji SEAD mogło przenieść ich jak najwięcej, a ponadto aby mogły być przenoszone także przez Tornado wykonujące typowe misje szturmowe i rozpoznawcze jako uzbrojenie dodatkowe.

Zakładano też, że niewielkie rozmiary pozwolą na wykorzystanie nowych pocisków na mniejszych od Tornada samolotach, jak Harrier czy Hawk.

Skonstruowania rakiety spełniającej powyższe wymagania podjął się koncern British Aerospace (BAe), który do współpracy zaprosił specjalizującą się w produkcji rakiet francuską firmę Matra. Nowy pocisk otrzymał nazwę ALARM, którą rozwija się jako Air Launched Anti-Radiation Missile. Do konkurencji z nowym pociskiem włączył się amerykański AGM-88 HARM, jednak po dyskusjach w 1983 roku Brytyjczycy zdecydowali się na rozwijanie bardziej zaawansowanego, ale przez to obarczonego ryzykiem projektu ALARM. Podpisano umowę na dostawę 750 pocisków, a pierwsze z nich miały zostać wyprodukowane w 1987 roku. W czasie prac rozwojowych napotkano jednak na trudności z silnikiem rakietowym, który miał zostać opracowany przez firmę Royal Ordnance Nuthatch. Zdecydowano się więc na zmianę dostawcy na niemieckiego MBB/Bayern Chemie. Przedłużające się prace oraz zmiany kooperantów wpłynęły na opóźnienie się całego programu i w 1988 roku trzeba było renegocjować umowę. W końcu w 1990 roku na amerykańskim poligonie China Lake doszło do prób nowej rakiety.

ALARM

Pocisk jest podzielony na osiem sekcji opisanych poniżej: głowica naprowadzająca, komputer misji, systemy nawigacyjne, zapalnik, głowica, silnik, moduł kierowania i zasobnik ze spadochronem. ALARM ma 4,3 metra długości, średnicę 0,224 metra, rozpiętość stateczników 0,72 metra oraz masę 265 kilogramów.

Pasywna głowica naprowadzająca wykrywa docierające do niej fale radarowe i na podstawie zakodowanych w pamięci charakterystyk częstotliwości impulsu rozpoznaje, z jakim typem radaru ma do czynienia. Wszystkie szczegółowe dane dotyczące tego elementu pozostają utajnione. Wiadomo jednak, że głowica może pracować w kilku trybach, na przykład by na obszarze, w którym pracuje wiele radarów, wybrać i naprowadzić się tylko na jeden konkretny typ. Może też działać autonomicznie, wtedy komputer sam dokonuje identyfikacji poszczególnych stacji radarowych i wybiera do ataku tę, którą uzna za najniebezpieczniejszą.

Za głowicą jest umieszczona awionika odpowiedzialna za przebieg misji. Z samolotem pocisk jest połączony szyną danych Mil-Std-1553B, dzięki czemu dane wyjściowe mogą zostać przekazane do rakiety już w trakcie lotu samolotu, a nie tylko na ziemi. Pokładowy komputer ustala prędkość, kąt oraz położenie pocisku w momencie odpalenia, a następnie odpowiednio kieruje lotkami pocisku. W tej sekcji znajduje się także akumulator zasilający cały pocisk.

Podstawowy element zapalnika, który jest najważniejszą częścią pocisku, to precyzyjny dalmierz laserowy. Ponieważ ALARM najczęściej atakuje pionowo z góry i przelatuje minimalnie powyżej celu, dokładne określenie odległości jest niezbędne do osiągnięcia zadowalającej precyzji rażenia przy użyciu względnie lekkiej głowicy. Detonacja głowicy następuje w momencie przelotu pocisku nad anteną radaru, dzięki czemu rozpryskowa głowica razi nie tylko samą antenę, ale ma szansę uszkodzić bądź zniszczyć również inne urządzenia lub pojazdy znajdujące się w jej bezpośredniej bliskości.

W środkowej części pocisku znajduje się sekcja silnika o niskiej emisji spalin. Jego dysza biegnie przez dwie ogonowe sekcje. Ponadto w tym miejscu do rakiety są przymocowane skrzydła. Za silnikiem znajduje się sekcja sterowania z czterema statecznikami poruszanymi elektrycznie.

Na samym końcu znajduje się zasobnik ze spadochronem używanym przy jednym trybie pracy pocisku. Kiedy ALARM osiągnie odpowiednią wysokość, pokrywa zasobnika jest odpalana i wyciąga na zewnątrz główny spadochron, na którym pocisk następnie powoli opada do czasu namierzenia celu.

Pocisku ALARM można użyć na pięć różnych sposobów, z których każdy powinien się zakończyć wyeliminowaniem wrogiej stacji radiolokacyjnej.

► Tryb bezpośredni, najbardziej klasyczny sposób odpalenia rakiety, jest tożsamy z tym stosowanym na przykład w pociskach HARM. Używa się go wtedy, gdy kurs i odległość do radaru są znane. Po odpaleniu pocisk samodzielnie obiera najlepszą trajektorię lotu, by jak najszybciej znaleźć się nad celem. Jeśli w tym czasie radar zostanie wyłączony, rakieta automatycznie naprowadzi się na inny – wybrany przez komputer jako najważniejszy – cel.
► Tryb wyczekiwania również zakłada znaną lokalizację radaru, który jednak został wyłączony, żeby uniemożliwić atak rakietami antyradrowymi. W takim wypadku pilot odpala pocisk, który wznosi się po stromej trajektorii, a następnie wypuszcza spadochron i powoli opada w oczekiwaniu na uruchomienie stacji radarowej. Gdy głowica złapie impuls, jest odpalany silnik rakietowy i ALARM mknie do obiektu. Aby wydłużyć czas wyczekiwania i zwiększyć prawdopodobieństwo zniszczenia celu, często wkrótce po pierwszej rakiecie odpala się również drugą.
► Tryb mieszany polega na odpaleniu rakiety do radaru o znanym położeniu jak w trybie bezpośrednim, ale w momencie wyłączenia radaru rakieta przechodzi w tryb wyczekiwania, wznosi się i wypuszcza spadochron, po czym oczekuje na ponowne uruchomienie radaru i atakuje jak wcześniej.
► Trybu przełamania obszaru (Area Suppression Mode) używa się na małej wysokości, gdy położenie radaru nie jest znane. Po odpaleniu pocisk stopniowo nabiera wysokości, a następnie przechodzi do płytkiego nurkowania, w czasie gdy głowica poszukuje sygnałów pochodzących z radarów odpowiadających charakterystykom zapisanym w jej banku pamięci. Po uchwyceniu sygnału pocisk przechodzi do ataku.
► Tryb uniwersalny działa na identycznej zasadzie co poprzedni, z tym że pocisk jest odpalany na średniej lub dużej wysokości, dzięki czemu ALARM wznosi się wyżej i ma więcej czasu na nurkowanie, a co za tym idzie – wydłuża się czas poszukiwania wrogich radarów oraz zasięg, który może sięgnąć nawet ponad 90 kilometrów. Obu ostatnich trybów używa się najczęściej w przypadku zwalczania mobilnych zestawów przeciwlotniczych oraz celów morskich.

Sposób użycia oraz baza danych dotycząca charakterystyk poszczególnych radarów może być zaprogramowana na ziemi lub – jeżeli samolot posiada odpowiednie oprogramowanie i szynę wymiany danych Mil-Std-1553B – w powietrzu nawet bezpośrednio przed odpaleniem.

Pustynna Burza

Kiedy 32. Połączona Jednostka Testowa przygotowywała się w China Lake do testowania, czy ALARM dysponuje wszystkimi możliwościami opisanymi powyżej, służący w niej ludzie nie spodziewali się, że testy pocisku zostaną przeprowadzone przez kogoś innego i w zupełnie innej części świata. Stało się bowiem tak, że Saddam Husajn wysłał swoją armię na podbój Kuwejtu i groził dalszym marszem na południe przez Arabię Saudyjską, co nie spotkało się ze zrozumieniem ze strony wielu państw świata, których przywódcy postanowili zmusić Husajna do rewizji swoich planów. Pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych zawiązała się antyiracka koalicja, której celem była najpierw obrona Arabii Saudyjskiej przed potencjalnym irackim atakiem, a następnie wyparcie wojsk Husajna z Kuwejtu. Kluczową rolę w tej wojnie miało odegrać lotnictwo sprzymierzonych – w tym Royal Air Force. Aby sprostać zadaniu pokonania jednej z najsilniejszych konwencjonalnych armii na świecie, a za taką uchodziły irackie wojska lądowe i lotnictwo waz z obroną przeciwlotniczą, konieczna była mobilizacja wszystkich sił i środków, w tym wyposażenie brytyjskich samolotów w pociski antyradarowe. Co prawda wojskowe próby ALARM-a nie zostały jeszcze przeprowadzone, ale pocisk przeszedł już pomyślne próby prowadzone przez jego producenta BAe Systems. Wojsko podjęło decyzję, że nie ma co się zastanawiać, tylko najlepiej będzie sprawdzić działanie nowej rakiety na irackich radarach. Bo czy można sobie wyobrazić lepsze okoliczności do testowania pocisku niż prawdziwa wojna?

Na pierwszą jednostkę, która miała zostać zaopatrzona w ALARM-y, wybrano 9. Eskadrę dysponującą samolotami Tornado GR1 dodatkowo wyposażonymi w szynę danych Mil-Std-1553B. Jedna załoga jednostki przeszła szkolenie u producenta pocisku, ale w połowie października nastąpiła zmiana planów i to 20. Eskadra została wytypowana do wypełnienia tego zadania. Całe szkolenie polegało na przekazaniu doświadczenia od wyszkolonej załogi 9. Eskadry oraz tygodniu spędzonym na nauce obsługi oprogramowania rakiety. Następnie wszystko spakowano i wysłano do bazy lotniczej Tabuk w Arabii Saudyjskiej.

Po kolejnym tygodniu wykonywania symulowanych misji jednostka wysłała na Półwysep Arabski osiem załóg pod dowództwem majora Boba McAlpine’a. Na miejscu miały one opracować i spisać w formie instrukcji standardowe procedury użycia pocisków. Wtedy samoloty latały jeszcze z atrapami, ale były już wyposażone w pełni funkcjonalny interfejs.

Początkowo pociski mogły być przenoszone przez Tornada jedynie na wewnętrznych podskrzydłowych belkach, co spowodowało konieczność podwieszania dodatkowych zbiorników paliwa o pojemności 1500 litrów każdy na węzłach podkadłubowych. Do stycznia 1991 roku samoloty zmodernizowano jednak tak, że trzy ALARM-y mogły być przenoszone pod kadłubem, a ich miejsce pod skrzydłami zajęły zbiorniki o pojemności 2250 litrów każdy. W takiej konfiguracji standardowym uzupełnieniem był zasobnik z flarami BOZ-107, urządzenie zakłócające Sky Shadow i dwa pociski powietrze-powietrze AIM-9L Sidewinder. Wkrótce jednostka z Tabuk otrzymała dziewięć zmodernizowanych Tornad, z których osiem wypożyczono z 9. Eskadry, a jedno nie dotarło do 24 stycznia. Cztery z nich były przystosowane do użycia gogli noktowizyjnych.

Jak wskazano w części poświęconej technicznemu opisowi pocisku, ALARM jest bronią znacznie bardziej wyszukaną niż na przykład HARM i przeznaczoną do nieco innego rodzaju zadań. Ma on być używany głownie do zwalczania dobrze rozpoznanej obrony powietrznej przeciwnika i przy dokładnym planowaniu każdej misji. Powinien zapewnić nie tyle samo zniszczenie radaru, ile – poprzez wiszenie na spadochronie jak miecz Damoklesa – zmusić przeciwnika do wyłączenia stacji, dzięki czemu samoloty bombowe mają kilkanaście minut na bezpieczne wypełnienie swojej misji. Aby móc właściwie wykonać te zadania, w Iraku przed misjami bojowymi dużo pracy miały samoloty rozpoznania elektronicznego, których załogi sporządziły obraz irackiej obrony przeciwlotniczej z uwzględnieniem między innymi typów, rozmieszczenia i charakterystyk fal, na jakich pracują wrogie radary. Wszystkie te dane zapisano w pamięci komputerów Tornad, a planiści mogli przystąpić do działania.

Brytyjskie misje SEAD planowano w ścisłej współpracy z jednostkami bombowymi. W przypadku Pustynnej Burzy brytyjskie Tornada były przeznaczone głownie do atakowania irackich baz lotniczych. Każdą misję planowano tak, by samoloty SEAD i bombowe nadlatywały nad cel z różnych kierunków. Samoloty SEAD znajdują się nad celem nieco wcześniej od bombowców, odpalają ALARM-y w trybie wyczekiwania i odlatują, robiąc miejsce dla bombowców. Istnieje prawdopodobieństwo, że bombowiec zostanie trafiony opadającą na spadochronie rakietą, lecz jest ono tak małe, że przy planowaniu czynnik ten nie jest brany pod uwagę. W przykładowym ataku konfiguracja pocisku może wyglądać następująco: po odpaleniu ALARM ma skręcić o 10° w lewo, przelecieć 20 mil i rozpocząć poszukiwania sygnałów z systemu przeciwlotniczego Kub (NATO: SA-6), a jeśli żaden się nie ujawni, to szukać sygnałów z systemu Dźwina/Wołchow (NATO: SA-2), później zaś ze stanowisk artylerii lufowej (np. Szyłka) w tej kolejności. Oczywiście w razie zaistnienia nowych okoliczności, aż do momentu odpalenia pocisku operator uzbrojenia w Tornado może zaprogramować rakietę w inny sposób.

Stwierdzenie , że ALARM-y były niesprawdzone, byłoby niedopowiedzeniem. Do czasu, gdy 20. Eskadra ruszała na wojnę, producent przeprowadził tylko jedno strzelanie do prawdziwego radaru. Pozostałe testy sprawdzały głównie pracę silnika rakietowego. Teraz miał się sprawdzić w obliczu jednej z najsilniejszych obron przeciwlotniczych. Moment prawdy nadszedł 16 stycznia 1991 roku o godzinie 2:10 czasu lokalnego, kiedy dwa Tornada wystartowały z Tabuk z misją wsparcia czterech Tornad bombowych lecących zaatakować bazę lotniczą Asad. Pierwszą załogę (Tornado numer ZD810) stanowili kapitanowie Roche i Bellamy, a drugą kapitanowie Williams i Goddard w samolocie o numerze ZD850. Każda maszyna miała pod kadłubem po trzy pociski. Wyjście nad cel nastąpiło na 200 stopach o godzinie 3:50 – pięć minut przed nalotem bombowców. Każdy samolot odpalił po dwie rakiety, a misja obyła się bez strat własnych. Również kolejny nalot na to lotnisko, który odbył się dzień później, nie poniósł żadnych strat, mimo że atakowało osiem Tornad bez osłony ALARM-ów. Tego samego dnia cztery Tornada uzbrojone w ALARM-y zaatakowały dziesięcioma pociskami obronę lotniska oznaczonego jako H-3. Kilka godzin później ponowiono atak na, jednak ostrzał artylerii naprowadzanej optycznie był tak silny, że misję odwołano.

Kolejnym zadaniem była osłona amerykańskich F-15E, które 21 stycznia leciały zaatakować magazyn rakiet Scud w Al Qaim. Cztery samoloty miały do dyspozycji dwanaście pocisków, z których dziesięć okazało się celnych. Dwa dni później misję powtórzono, ale wzięły w niej udział tylko dwa brytyjskie samoloty.

Rozważano także kolejną misję, w której Tornada brytyjskie miały osłaniać te należące do Arabii Saudyjskiej, ale Saudyjczycy nie potrafili zaplanować akcji wystarczająco dokładnie, tylko jedynie z półgodzinnym przybliżeniem, co było nie do zaakceptowania dla Brytyjczyków. Szczególnie po saudyjskiej sugestii, zgodnie z którą samoloty RAF-u w celu uniknięcia kolizji z bombowcami miały latać nad celem z włączonymi światłami nawigacyjnymi…

ALARM-y i HARM-y szybko udowodniły swoją skuteczność, przetrzebiając obronę przeciwlotniczą wroga i powodując, że zmniejszała się chęć irackich operatorów do włączania pozostałych sprawnych radarów. To z kolei spowodowało, że już tylko w trzech misjach do końca wojny użyto czterosamolotowej formacji SEAD, w pozostałych akcjach ograniczając się do dwóch Tornad. A i tak od 26 stycznia każde z nich przenosiło tylko po dwa pociski zamiast trzech. Było to korzystne również z tego względu, że pocisk był nowy i jego produkcja dopiero ruszyła, w związku z czym RAF nie miał żadnych zapasów tej broni. Zakłady BAe w Lostock pracowały pełną parą, montując kolejne pociski i wysyłając je na Bliski Wschód, gdzie niemal od razu podczepiano je do samolotów i odpalano. Samoloty, które nie były już potrzebne przy misjach SEAD, skierowano do typowych zadań uderzeniowych.

Po wyeliminowaniu tylu radarów od 22 stycznia bombowce, by uniknąć artylerii lufowej, mogły zacząć latać na średniej wysokości, jednak Tornada z ALARM-ami pozostały na 200 stopach jeszcze przez trzy dni. Od nalotu na składy paliwa na lotnisku H-3 (25 stycznia) samoloty przełamywania obrony powietrznej latały wraz z głównymi siłami bombowymi na wysokości 20–24 tysięcy stóp. Rozwiązało to przy okazji dwa problemy. Szybko i nisko lecące Tornada były wykrywane przez samolot wczesnego ostrzegania AWACS i oznaczane jako potencjalny nisko lecący wrogi samolot. To powodowało natychmiastowe namierzenie ich przez radary wszystkich okolicznych myśliwców koalicji. Szybka reakcja eskorty myśliwskiej musiała działać uspokajająco na załogi bombowców, ale te lecące poniżej zmuszała do natychmiastowego włączania urządzeń identyfikacji swój-obcy. Drugim problemem było to, że zaraz po odpaleniu pocisk, zanim zacznie się wznosić, lekko opada. Powodowały to między innymi skierowane nieco do dołu pylony. I chociaż 200 stóp stanowiło zapas wystarczający, by rakieta nie rozbijała się o ziemię, to na wszelki wypadek w momencie odpalenia ALARM-a piloci na moment podnosili dzioby swoich Tornad. To zupełnie eliminowało obawę uderzenia pocisku w podłoże, ale rozbłysk silnika rakietowego oślepiał pilotów używających gogli noktowizyjnych, a dla lecących na większej wysokości bombowców wyglądało to jak odpalenie pocisku z ziemi i mogło powodować niepokój, że jest to pocisk przeciwnika lecący ku nim. Dotyczyło to zwłaszcza misji, kiedy Tornada współpracowały z amerykańskimi F-15E, których załogi nie przechodziły wspólnych odpraw. Dlatego w momencie odpalenia pocisku przeciwradarowego pilot wypowiadał słowo kodowe odpowiadające temu rodzajowi uzbrojenia i wszyscy dookoła wiedzieli, czego się spodziewać. W momencie operowania na większej wysokości również ten problem został rozwiązany.

Mimo wysiłków producenta na początku lutego zapas rakiet niemal się wyczerpał. Ostatnia misja, w czasie której je odpalono, odbyła się po południu 13 lutego, gdy Tornada o numerach ZD748 i ZD851 (każdy miał po dwa ALARM-y) wspierały atak na lotnisko Al Taqaddum. Podobna misja miała zostać przeprowadzona 26 lutego przeciwko bazie lotniczej Habbanniyah, ale odwołano ją z powodu zlej pogody. Łącznie w trakcie tej wojny przeprowadzono 24 misje (52 loty) oraz odpalono 121 pocisków. Największe osiągnięcia miała załoga samolotu o numerze ZD746, która przeprowadziła 12 misji i odpaliła 31 pocisków.

Po wyczerpaniu się ALARM-ów całość misji SEAD przejęły amerykańskie Dzikie Łasice, ale do tego czasu wojna z radarami była już wygrana, a na polu zostały jedynie pojedyncze irackie niedobitki. Przerażeni iraccy przeciwlotnicy próbowali stosować różne sztuczki, by uniknąć bliskiego spotkania z pociskami antyradarowymi, na przykład wykorzystywali radar obserwacyjny od Wołchowa do naprowadzania rakiet z Kuba lub starali się wykorzystywać naprowadzanie optyczne, dopiero w ostatniej chwili włączając radar w nadziei, że zdąży on uzyskać namiar na cel. Ten niegdyś jeden z najpotężniejszych systemów obrony przeciwlotniczej był już jednak w rozsypce i tylko bardzo nieliczne próby przyniosły jakieś efekty. 20. Eskadra wraz z jej nowymi rakietami miała duży wkład w to zwycięstwo, a sam ALARM świetnie przeszedł najtrudniejszy możliwy test.

Zakończenie

Rakieta zdała egzamin i została przyjęta na uzbrojenie. Od 1996 roku używano jej głównie na zmodernizowanym Tornado GR4, które mogło zabrać aż siedem tych pocisków – trzy pod kadłubem i po dwa pod każdym skrzydłem. Oczywiście od tego czasu systemy przeciwlotnicze znacznie się rozwinęły, więc i elektronika ALARM-a została odpowiednio zmodernizowana, by nadążać za postępem. Począwszy od Pustynnej Burzy, pocisków tych używano we wszystkich konfliktach, w których udział brał RAF. Na potrzeby wojny w Iraku w 2003 roku do odpalania ALARM-ów przystosowano kilka myśliwskich Tornad F3. Ponadto Saudyjczycy byli pod takim wrażeniem tych pocisków, że również przyjęli je na swoje uzbrojenie. Co ciekawe, Tornada pozostają jedynym typem samolotów mogących je odpalać. Prowadzono testy na Jaguarach, ale ostatecznie nie zdecydowano się na taką konfigurację. Ostatecznie również Harriery nigdy nie przenosiły tych pocisków, chociaż teoretycznie miały taką możliwość. Planowano, że od 2013 roku ALARM-y będą mogły być odpalane z Typhoonów, ale ten program został anulowany. Mimo że ALARM pozostaje najnowocześniejszym zachodnim pociskiem antyradarowym, to trwają już prace nad jego następcą, który ma powstać na bazie pocisku Meteor. Póki nie zostanie on opracowany, ALARM nadal będzie wisiał na swoim spadochronie jak miecz Damoklesa, czekając na impuls z ziemi…

[/bibliografia]1. Jerzy Biziewski, Pustynna Burza cz. 1, Altair, Warszawa 1994
2. Paul Jackson, Alarming [w:] RAF Yearbook Special Air War in the Gulf, IAT Publishing, Bristol 1991
3. Carlo Kopp, Matra/BAe ALARM and Matra Armat, ausairpower.net, dn. 19.02.2013
4. PANAVIA Tornado IDS [w:] Samoloty Encyklopedia Lotnictwa nr 24, De Agostini, Warszawa 1999
5. Tornado idzie na wojnę [w:] Samoloty Encyklopedia Lotnictwa nr 5, De Agostini, Warszawa 1998
6. AGM-45 Shrike, globalsecurity.org, 09.03.2013
7. AGM-88 HARM, globalsecurity.org, 09.03.2013
8. Gabriele, Replacing ALARM; fighting in hostile skies, ukarmedforcescommentary.blogspot.com, dn. 21.03.2013
9. ALARM, raf.mod.uk, dn. 21.03.2013[/bibliografia]