W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych rozwijana była koncepcja superlotniskowców, mogących przenosić około stu samolotów różnych klas. Okręty tego rodzaju, najpierw z napędem konwencjonalnym, a później wyłącznie atomowym, stały się najpotężniejszym narzędziem amerykańskiej marynarki wojennej, a tym samym były postrzegane jako wielkie zagrożenie dla Związku Radzieckiego. Państwo to nie dysponowało w tym czasie własnymi okrętami tej klasy ani nie miało realnych planów ich budowy. Dlatego zwalczanie wrogich lotniskowców powierzono okrętom podwodnym uzbrojonym w pociski dalekiego zasięgu z głowicami nuklearnymi. Jednymi z pierwszych, które od początku projektowano z myślą o tym zadaniu, były spalinowo-elektryczne okręty podwodne projektu 651 (oznaczenie NATO: Juliett).

Geneza „rakietowych” okrętów podwodnych

Idea odpalania pocisków odrzutowych i rakietowych z głowicami atomowymi z pokładów okrętów podwodnych pojawiła się w Stanach Zjednoczonych zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Mając do dyspozycji zdobyczne V-1 i V-2, Amerykanie od początku dostrzegali większy potencjał rakiet balistycznych, ale w tamtym czasie nie istniał sposób pozwalający na ich skuteczne i bezpieczne odpalanie z pokładu okrętów. Obawiano się zwłaszcza eksplozji niestabilnego paliwa ciekłego i zwalenia się rakiety na pokład okrętu w wypadku niesprawnego silnika startowego. Napęd odrzutowy był ponadto bardziej niezawodny i przetestowany nie tylko w V-1, ale też w licznie pojawiających się samolotach załogowych. Nie bez znaczenia był także zwyczajny konserwatyzm dowódców, którzy po doświadczeniach z kampanii powietrznych przeciwko Niemcom i Japonii, lepiej rozumieli prawidła rządzące lotem i naprowadzaniem obiektów wyposażonych w skrzydła.

Bazując na doświadczeniach z JB-2 Loon (oznaczenie, które US Navy nadała V-1), rozpoczęto program budowy pierwszego amerykańskiego pocisku manewrującego odpalanego z okrętów podwodnych: Chance-Vought SSM-N-8 Regulus I. Był to pocisk poddźwiękowy o napędzie odrzutowym z głowicą atomową W5 o mocy 50 kiloton, a później z głowicą wodorową W27 o mocy 1–2 megaton. Dokładność trafienia na poziomie czterech kilometrów od punktu celowania powodowała, że pociski te nadawały się jedynie do niszczenia miast lub podobnych rozległych obiektów (jak lotniska). Zasięg 1000 kilometrów ograniczał wybór celów do tych położonych niedaleko wybrzeża, jak Władywostok czy Pekin.

Początkowo Regulusy znalazły się w uzbrojeniu krążowników rakietowych, a na pięciu okrętach podwodnych, które łącznie dysponowały siedemnastoma wyrzutniami – dopiero od 1959 roku. Ta niewielka liczba w połączeniu z niewielkim zasięgiem, koniecznością odpalania z wynurzonego okrętu podwodnego i podatnością na zestrzelenie przez coraz lepszą radziecką obronę przeciwlotniczą powodowały, że Regulus I miał bardzo ograniczoną wartość bojową. Był jednak pierwszym na świecie systemem uzbrojenia tego typu i przez jakiś czas stanowił drugą, po bombowcach strategicznych, nogę amerykańskiego systemu odstraszania atomowego. Pojawianie się rakiet balistycznych Polaris na początku lat sześćdziesiątych zahamowało rozwój amerykańskich pocisków manewrujących odpalanych z okrętów podwodnych aż do czasu pojawiania się Tomahawków.

Odpalenie Regulusa z okrętu podwodnego USS Tunny typu Gato, 1958 rok (fot. US Navy)

Odpalenie Regulusa z okrętu podwodnego USS Tunny typu Gato, 1958 rok
(fot. US Navy)

Rosjanie biorą przykład

Również Związek Radziecki zainteresował się niemieckimi V-1 i V-2. Kopia tego pierwszego, oznaczona 10X, przeznaczona była do odpalania z bombowców Tu-2, ale pracowano również nad wariantem morskim 10XN. Po nieudanych próbach lądowych pomysł zarzucono.

Wraz z amerykańskimi postępami przy Regulusie do pomysłu odpalania pocisków z okrętów podwodnych powrócono w 1955 roku. Zlecenie opracowania odpowiedniego pocisku otrzymały biura konstrukcyjne Berijewa, Iljuszyna i Czełomieja. Wygrał projekt tego ostatniego. Pocisk z napędem odrzutowym P-5 uzyskiwał wysoką prędkość poddźwiękową i zasięg około 600 kilometrów. Nad konkurentami rodzimymi i amerykańskim miał tę przewagę, że mógł być odpalany bezpośrednio z kontenera startowego, a skrzydła i stery rozkładały się automatycznie już w powietrzu. Skracało to czas potrzebny do odpalenia i tym samym konieczność przebywania okrętu na powierzchni.

Ze względu na słabość międzykontynentalnych sił bombowych i niewielką celność pocisków, Rosjanie przewidzieli dla P-5 rolę strategiczną, to znaczy niszczenia amerykańskich miast. Pod amerykańskie wybrzeże pociski miały być dostarczone okrętami podwodnymi z napędem atomowym. Takie jednostki były dopiero projektowane (projekt 659, NATO: Echo I), ale ponieważ marynarka wojenna chciała wprowadzić pociski jak najszybciej do służby liniowej, zdecydowano się na tymczasowe rozwiązanie w postaci zmodernizowanych spalinowo-elektrycznych okrętów projektu 613 (NATO: Whiskey). W ten sposób powstało pięć jednostek projektu 644 (NATO: Whiskey dwa cylindry) i sześć projektu 665 (NATO: Whiskey długi zasobnik), które jednak miały małą autonomiczność, a ich osiągi względem oryginalnych okrętów projektu 613 uległa pogorszeniu. W dodatku cena modernizacji była tylko nieznacznie niższa niż budowa nowego okrętu. Ponadto we wrześniu 1960 roku wcielono do służby pierwszy z atomowych okrętów projektu 659, które z nosicielami rakiet balistycznych projektu 658 (NATO: Hotel) miały stanowić strategiczny trzon floty podwodnej

Nowe zadanie

Pojawienie się w końcu lat pięćdziesiątych amerykańskich superlotniskowców postawiło nowe wyzwanie dla radzieckiej marynarki wojennej. Jak wspomniano na wstępie, zadanie ich zwalczania powierzono okrętom podwodnym uzbrojonym w pociski dalekiego zasięgu. Mogły one razić cele ze znacznie większej odległości niż okręty uzbrojone jedynie w torpedy, a nad samolotami miały przewagę zasięgu i – teoretycznie – skrytości działania. I dla samolotów przewidziano jednak ważną rolę. Do realizacji nowych zadań potrzebny był jeszcze odpowiedni pocisk.

Zadanie powierzono raz jeszcze biuru konstrukcyjnemu Czełomieja, które na podstawie pocisku P-5 opracowało jego nową odmianę, oznaczoną P-6. W odróżnieniu od poprzednika na wysokości kilku tysięcy metrów P-6 przekraczał prędkość dźwięku, a ponadto mógł przenosić zarówno głowicę jądrową, jak i konwencjonalną. W nosie pocisku umieszczony był radar, który aktywował się około 100 kilometrów od celu i przekazywał obraz na pokład okrętu macierzystego, gdzie następował wybór celu. Maksymalny zasięg P-6 wynosił około 500 kilometrów. Ze względu na nisko położony radar naprowadzania w kiosku okrętu podwodnego jego zasięg był mocno ograniczony przez krzywiznę Ziemi i nie mógł zapewnić naprowadzania ani wykrywania celów na maksymalnym zasięgu pocisku. W tym celu niezbędne było użycie samolotów rozpoznawczych dalekiego zasięgu, które dodatkowo miały możliwość retransmisji danych w czasie rzeczywistym pomiędzy okrętem podwodnym i pociskiem. Do tego zadania najczęściej wykorzystywano samoloty Tu-95RT, które z baz na Kubie mogły śledzić amerykańskie lotniskowce już od samego wyjścia z portu.

Ponieważ uznano, że przyszłość strategicznego odstraszania leży w okrętach podwodnych z rakietami balistycznymi, zadanie zwalczania lotniskowców powierzono okrętom wyposażonym do tej pory w pociski skrzydlate P-5, w tym projektowanym dopiero jednostkom projektu 651.

Projektowanie i konstrukcja techniczna

Prace nad nowym okrętem podwodnym rozpoczęły się oficjalnie wraz z przyjęciem uchwały rady ministrów numer 1149-592 z 17 sierpnia 1956 roku i zatwierdzeniem specyfikacji taktyczno-technicznej przez marynarkę wojenną 28 stycznia 1957 roku. Wstępny projekt został przedstawiony i zaakceptowany w maju 1958 roku.

Projektowaniem okrętu zajęło się Centralne Biuro Konstrukcyjne Rubin, a głównym konstruktorem był Abram Samuiłowicz Kassacyjer. Z ramienia marynarki prace nadzorował kapitan drugiej rangi I.A. Kociubin. Prace nad rysunkami technicznymi rozpoczęły się w pierwszym kwartale 1959 roku i trwały około dwunastu miesięcy. Po ich ukończeniu zbudowano pełnowymiarową makietę kadłuba i wyposażenia. Sekcje jeden, dwa i trzy opracowano z zakładach numer 196, cztery i pięć – w zakładach numer 194, a sześć, siedem i osiem – w Stoczni Bałtyckiej.

Abram Kassacyjer

Abram Kassacyjer

Ogólny podział na przedziały przedstawiał się następująco:

  • pierwszy – dziobowe wyrzutnie torped, pomieszczenia załogi
  • drugi – kabiny oficerów, mesa oficerska, akumulatory
  • trzeci – anteny, kabina dowódcy, peryskopy
  • czwarty – centrum, sterówka, stanowiska hydroakustyka, łączności i radaru
  • piąty – sterownia silników, akumulatory, prysznic, kambuz
  • szósty – silniki wysokoprężne, chrapy
  • siódmy – główne silniki elektryczne, lodówka
  • ósmy – rufowe wyrzutnie torped, zapasowe torpedy, silnik elektryczny cichego pływania

Okręt zaprojektowano jako dwukadłubowy. Wewnętrzny kadłub sztywny był cylindrem o średnicy 6,9 metra podzielonym na osiem przedziałów wodoszczelnych oddzielonych grodziami. Na zewnątrz kadłuba sztywnego znajdowały się wręgi poprzeczne. Między kadłubem sztywnym i lekkim znajdowało się czternaście zbiorników balastowych, przy czym zbiornik numer 14 był głównym zbiornikiem balastowym, zbiorniki 4 i 11 służyły do trymowania okrętu po nagłej utracie dużej masy (po wystrzeleniu jednego lub kilku pocisków), pozostałe zaś służyły jako zbiorniki paliwa, a po jego zużyciu zalewane były wodą balastową. Każdy zbiornik miał własny zestaw zaworów sterowanych hydraulicznie. Także wyrzutnie rakiet P-6 znajdowały się u góry okrętu w przestrzeni międzykadłubowej.

Duże problemy sprawił konstruktorom układ przeniesienia napędu, którego zadaniem jest nadanie śrubom napędowym jak najwyższych obrotów przy jak najmniejszym hałasie. Problemy były spowodowane tym, że dla okrętu przewidziano silniki o bardzo dużej mocy, które wymagały śrub napędowych większych, niż zakładano we wstępnym projekcie ogólnych wymiarów okrętu. Dodatkowo silniki ledwo się mieściły w ograniczonej przestrzeni kadłuba sztywnego. Ostatecznie po przeróbkach konstruktorskich zdecydowano się na układ ze śrubami przed sterami rufowymi. Tylna część kadłuba została przeprojektowana, aby zmieścić śruby jak najbliżej dziobu po obu stronach kadłuba, co pozwoliło na redukcję długości okrętu.

Kadłub sztywny wykonano ze stali AK 25 o wytrzymałości 60 kgf/mm2, a niektóre elementy ze stali AK 27 o wytrzymałości 52 kgf/mm2. Kadłub miękki, zbiorniki, stery i wyrzutnie miały być budowane ze stali niemagnetycznej 45G17Ju3 o wytrzymałości 40 kgf/mm2, ale napotkano duże trudności z jej formowaniem i cięciem. Było to spowodowane właściwościami fizycznymi stali tego gatunku, która charakteryzowała się słabym przewodzeniem ciepła i niską rozciągliwością. W rezultacie budowa okrętu z tego typu stali zajmowała znacznie więcej czasu i pochłaniała więcej pieniędzy, a ponadto konstrukcja była poddana dużym naprężeniom. Z tych powodów tylko pięć pierwszych okrętów zbudowano w tej technologii, a w pozostałych wykorzystano stal SHL.

Okręt projektu 651 sfotografowany w 1988 roku (fot. US Navy)

Okręt projektu 651 sfotografowany w 1988 roku
(fot. US Navy)

Równocześnie z zastosowaniem nowej stali do produkcji kadłuba zewnętrznego zaczęto jego pokrywanie klepkami ze specjalnej gumy, które tworzyły wokół okrętu powłokę pochłaniającą fale sonarowe. Tak zwane pokrycie anechoiczne ważyło 150 ton.

Napęd główny składał się z dwóch silników wysokoprężnych 1D43 ze zintegrowaną przekładnią o mocy 3500 koni mechanicznych każdy. Osiągały one 440 obrotów na minutę. Dodatkowo okręt miał pojedynczy sinik diesla 1DL42 o mocy 1720 koni mechanicznych sparowany z generatorem PG-142. Zdalnie sterowany system kontrolował pracę silników, sprzęgła pneumatycznego oraz układów pobierania powietrza i wydechowego. Uniemożliwiał też przekroczenie krytycznych parametrów pracy silników. Nowoczesny na tamte czasy, zautomatyzowany system znacznie uprościł obsługę napędu i ograniczył ją do jednej osoby znajdującej się w centrali okrętowej. Na wypadek awarii istniały też panele kontrolne silników umieszczone bezpośrednio przy nich.

Napęd elektryczny stanowiły dwa silniki PG-141 osiągające 500 obrotów na minutę i 3000 koni mechanicznych każdy oraz silnik cichego pływania PG-140 osiągający maksymalnie 155 obrotów na minutę i 200 koni mechanicznych.

Silniki zasilane były z akumulatorów. Podobnie jak to było w przypadku kadłuba, w którym chciano zastosować nowatorskie rozwiązanie ze stali niemagnetycznej, tak i w przypadku akumulatorów konstruktorzy nie podążali wyłącznie utartymi ścieżkami. Pierwsze okręty wyposażono w akumulatory srebrowo-cynkowe, dzięki którym okręt miał na silnikach elektrycznych zasięg aż 800 mil morskich przy prędkości 2,8 węzła. Ogromne koszty spowodowane zastosowaniem srebra, które trzeba było wymieniać co kilkadziesiąt cykli ładowania lub co kilkanaście miesięcy, wymusiły jednak powrót do tańszych, klasycznych rozwiązań. W związku z narzuconymi ograniczeniami w nowe akumulatory chciano wyposażyć około połowy okrętów, jednak niedobór srebra w latach sześćdziesiątych ograniczył ich liczbę do trzech. Począwszy od czwartej jednostki okręty były zasilane z akumulatorów ołowiowo-kwasowych dających zasięg około 300 mil morskich przy prędkości 2,8 węzła.

W porównaniu z wcześniejszymi radzieckimi konwencjonalnymi okrętami podwodnymi na okrętach projektu 651 warunki bytowe załogi uległy znacznej poprawie. Każdy marynarz miał własną koję, a oficerowie mieszkali w kajutach. Na okręcie zamontowano centralny system wentylacji i klimatyzacji, który odpowiadał za dostarczanie odpowiedniej ilości powietrza o temperaturze dostosowanej do warunków klimatycznych, w jakich operował okręt, i dopasowaną do specyfiki każdego pomieszczenia. System nawiewu i wydalania zużytego powietrza poza okręt miał wydajność 9,5 tysiąca metrów sześciennych powietrza na godzinę. Zanim powietrze dostało się do pomieszczeń załogi, mogło być schłodzone lub elektrycznie podgrzane. Ponadto na poszczególnych stanowiskach i w przedziałach mieszkalnych znajdowały się osobne schładzacze powietrza wykorzystujące wodę morską lub zwykłą schładzaną urządzeniem SPHM-FU-90 wykorzystującym freon. W różnych miejscach okrętu umieszczono filtry do oczyszczania powietrza z niebezpiecznych gazów. Nieczystości mogły być wydalane za burtę do głębokości 200 metrów.

Uzbrojenie i wyposażenie elektroniczne

Głównym uzbrojeniem były cztery wyrzutnie pocisków manewrujących P-5 lub P-6 umieszczone parami po jednej przed i za kioskiem. Ponieważ teoretycznie mogło się zdarzyć, że jeden okręt przenosił równocześnie dwie P-5 i dwie P-6, system zaopatrzono w zabezpieczanie uniemożliwiające oddanie salwy składającej się z dwóch różnych typów pocisków.

Do odpalenia pocisków kontenery startowe podnosiły się o piętnaście stopni. Podnoszenie i opuszczanie wyrzutni oraz otwieranie pokryw odbywało się hydraulicznie. Siłowniki znajdujące się pomiędzy kadłubem sztywnym i lekkim połączone były w jeden system. Urządzenia hydrauliczne znajdujące się wewnątrz okrętu tworzyły osobny system, co zapobiegało dostaniu się wody morskiej do głównego systemu hydraulicznego okrętu w razie uszkodzenia instalacji hydraulicznej na zewnątrz.

Sekwencja odpalenia pocisku trwała od dwudziestu do czterdziestu minut; w tym czasie okręt musiał przebywać na powierzchni. Najpierw przednią część kiosku obracano o 180 stopni, co odsłaniało antenę obserwacji i łączności z pociskiem systemu Argumient. Następnie do rakiet wprowadzano dane o położeniu celu. Dalej wyrzutnie podnoszono i blokowano w pozycji do odpalenia, po czym otwierały się pokrywy. System uniemożliwiał bojowe odpalenie rakiety, jeśli choć jeden krok sekwencji nie został zrealizowany poprawnie. Natomiast można było awaryjnie pozbyć się wadliwego pocisku, uruchamiając jego silniki.

 Okręty podwodne projektu 651 | Konflikty.pl | Kiosk okrętu projektu 651. Dobrze widoczna antena naprowadzająca pociski P-6 systemu Argumient, która chowała się poprzez obracanie do wnętrza kiosku (fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Kiosk okrętu projektu 651. Dobrze widoczna antena naprowadzająca pociski P-6 systemu Argumient, która chowała się poprzez obracanie do wnętrza kiosku
(fot. Maciej Hypś, Konflikty.pl)

W przypadku ataku nieprzyjacielskiego sekwencję odpalenia można było przerwać w dowolnym momencie i rozpocząć zanurzanie tylko przy zamkniętych pokrywach wyrzutni, ale z samymi wyrzutniami jeszcze podniesionymi. Maksymalne warunki do wystrzelenia pocisków to prędkość 8 węzłów i stan morza 4. Awaryjne wystrzelenie pocisków mogło się odbywać w tych samych warunkach. W razie zanurzenia awaryjnego już po wystrzeleniu pocisku przechodził on w autonomiczny tryb naprowadzania, jednak bez korekcji ze strony okrętu była bardzo mała szansa na wykrycie celu.

Uzbrojenie torpedowe stanowiło sześć dziobowych wyrzutni torped kalibru 533 milimetry i cztery wyrzutnie rufowe kalibru 406 milimetrów. Jednostka ognia składała się z sześciu większych i dwunastu mniejszych torped naprowadzanych przez system Leningrad-651. Uzbrojenie wyrzutni 533 milimetrów mogły stanowić wielozadaniowe torpedy parogazowe 53-56 i 53-57 z głowicą bojową o masie 400 kilogramów lub pierwsza radziecka torpeda z głowicą atomową typu 53-58. Z mniejszych wyrzutni wystrzeliwano jedynie napędzane elektrycznie i naprowadzane pasywnie torpedy do zwalczania okrętów podwodnych MGT-1 i MGT-2 o zasięgu odpowiedni 6000 i 8000 metrów. Wyrzutnie rufowe mogły być ponownie załadowane przy użyciu elektrycznych wózków transportowych. Załadunek czterech torped trwał pół godziny.

Standardowo okręty zabierały tylko sześć torped kalibru 533 milimetrów, umieszczonych od razu w wyrzutniach. W przedziale drugim umieszczono jednak zaczepy dla czterech dodatkowych torped tego kalibru, które kosztem wygody załogi, miały być zabierane w czasie wojny. Osiem dodatkowych torped można być umieścić na rufie kosztem zapasu torped MTG, ale ich załadunek do wyrzutni był bardzo niewygodny, bo wiązał się z koniecznością ich przetransportowania przez całą długość jednostki.

Dziobowy przedział torpedowy na okręcie-muzeum U-461 (fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Dziobowy przedział torpedowy na okręcie-muzeum U-461
(fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Poza wspomnianym systemem Argumient w skład wyposażenia elektronicznego okrętu wchodziły następujące elementy: radary Albatros i Nakat, urządzenie wykrywania fal radiowych MRPC-2, radionamiernik ARP-53, sonary Tamir-5L, Arktika-M i Tułoma, kompleks nawigacyjny Siła-N-651 i łącze transmisji danych Uspiek-U.

Próby

Zakończenie budowy pierwszej jednostki wiązało się z przeprowadzeniem prób morskich, które przysporzyły wiele problemów. Kłopoty sprawiał silnik 1D43, którego wiele elementów trzeba było przerobić już po zamontowaniu na okręcie. Uszkodzeniom ulegały pojedyncze ogniwa akumulatorów srebrowo-cynkowych, ale sumując je wszystkie, stanowiło to aż dziesięć procent wszystkich ogniw.

Pierwszy okręt serii zbudowano w Leningradzie. Bałtyk jest jednak zbyt płytki, więc do przetestowania zanurzenia okręt musiał przejść przez Cieśniny Duńskie, okrążyć Skandynawię i wejść na dokończenie testów na Morze Barentsa. Tam tez przeprowadzono próbne strzelania P-6, w czasie których odpalono pojedynczy pocisk i salwę dwóch pocisków. Dodatkowo odpalono jeden P-5. Wszystkie P-6 trafiły w okręt-cel, ale P-5 chybił z powodu problemów z ustaleniem współrzędnych celu.

Zobacz też: Zanim powstał U-2. Loty rozpoznawcze nad ZSRR w czasie zimnej wojny

Próby wykazały także pewne problemy w czasie strzelania salwą. Pociski startowały przy użyciu rakietowego silnika startowego. Pochodzące z niego gorące gazy wylotowe dostawały się do wlotu powietrza pocisku na sąsiedniej wyrzutni, przez co zakłócały przepływ powietrza do odrzutowego silnika marszowego i podnosiły temperaturę sprężarki. W niektórych przypadkach po odpaleniu takiego pocisku jako drugiego w salwie następował znaczący spadek ciągu, a nawet wyłączenie się silnika marszowego. Dla rozwiązania tego problemu przy strzelaniu salwą należało odpalać kolejne pociski w sekwencji 1–4–2–3 to znaczy po „przekątnej” kiosku: prawa przednia, lewa tylna, prawa przednia, lewa tylna. Dodatkowo między odpaleniami kolejnych pocisków należało zachować odstępy czasowe wynoszące sześć, dwadzieścia sześć i ponownie sześć sekund.

W czasie prób państwowych okręt przebył ogółem ponad 10 tysięcy mil morskich na powierzchni i około tysiąca mil w zanurzeniu. Wśród największych zalet jednostki wymieniono jej uniwersalność, dobre prowadzenie w wynurzeniu i zanurzeniu, stabilność do stanu morza 9 i znaczną poprawę warunków bytowych załogi w stosunku do innych konwencjonalnych okrętów podwodnych. Z kolei największymi wadami była skomplikowana obsługa akumulatorów srebrowo-cynkowych oraz niekompatybilność pocisków P-5 i P-6, których wymiana w wyrzutniach zajmowała dwa – trzy dni prac portowych.

Służba

Okręty projektu 651 służyły we wszystkich flotach Związku Radzieckiego. Ich przydziały zmieniały się w poszczególnych okresach, ale przeważnie oscylowały wokół następujących liczb: Flota Północna – sześć, Flota Oceanu Spokojnego – cztery, Flota Czarnomorska – cztery, Flota Bałtycka – dwa.

Okręty tego typu często widywano na wszystkich akwenach świata, gdzie podążały w ślad za amerykańskimi lotniskowcami. Najczęściej jednak działały na północnym Atlantyku i Morzu Śródziemnym. Kilka okrętów tego typu pojawiło się także na Zatoce Tonkińskiej, gdzie stanowiły eskortę dla radzieckich okrętów nawodnych demonstrujących banderę w rejonie Wietnamu. Chociaż jest to bardzo dziwne jak na okręt tej klasy, na sprzedanym w prywatne ręce K-77 znaleziono dokumenty świadczące o tym, że wykonywał on także misje śledzenia norweskich Kobbenów.

W trakcie służby kilka okrętów projektu 651 poddano różnym modernizacjom. K-81 i K-68 zostały wyposażone w łącza satelitarne Kasatka-B do transmisji danych z i do pocisków P-6, dzięki czemu nie musiały już korzystać z pośrednictwa samolotów dalekiego zasięgu. Zmodernizowane jednostki oznaczono jako projekt 651-K.

Przedział ósmy z rufowymi wyrzutniami torped. Widoczne stojaki za zapasowe torpedy (fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Przedział ósmy z rufowymi wyrzutniami torped. Widoczne stojaki za zapasowe torpedy
(fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Dodatkowo przerobiony K-68 służył jako okręt doświadczalny w czasie projektowania i budowy pojazdu ratunkowego dla załóg okrętów podwodnych. Prace prowadzono w Biurze Budowy Maszyn Morskich Malachit w 1967 roku. Pojazd umożliwiał ewakuację załogi z okrętów podwodnych zanurzonych nawet poniżej 400 metrów. W 1985 roku na tym samym okręcie zamontowano niewielki reaktor jądrowy typu VAU-6 mający stanowić napęd pomocniczy, a okręt zyskał oznaczenie projekt 651-E.

W połowie lat siedemdziesiątych wszedł do uzbrojenia zacznie nowocześniejszy pocisk P-500 Bazalt. Postanowiono uzbroić w Bazalty także okręty projektu 651, lecz w tym czasie miały one już ograniczone możliwości bojowe, a przezbrojenie wiązało się w wysokimi kosztami, więc poprzestano tylko na jednym okręcie.

Po raz pierwszy okręty wycofano ze służby na początku lat osiemdziesiątych, jednak już w 1985 roku dwa z nich (K-77 i K-24) przywrócono do służby we Flocie Bałtyckiej. Ich bazą była Lipawa na Łotwie. Zostały one ponownie, i ostatecznie, wycofane w 1994 roku.

W cywilu

Po upadku Związku Radzieckiego i odtworzeniu niepodległej Łotwy rząd nowego państwa zażądał wycofania wojsk rosyjskich. Rosja borykała się jednak z ogromnymi problemami finansowymi i nie była w stanie utrzymać ogromnej floty konwencjonalnych i atomowych okrętów podwodnych pozostałych po flocie radzieckiej. Gdy zastanawiano się, co począć z oboma okrętami, przypadek sprawił, że Lipawę odwiedził fiński biznesmen Jari Komulainen.

Spostrzegł on oba okręty przy nabrzeżu i pomyślał o stworzeniu z nich w Finlandii muzeum zimnej wojny połączonego z restauracją. Udał się do attaché handlowego w ambasadzie rosyjskiej w Helsinkach i zaproponował zakup obu jednostek. Okazało się, że rosyjski dyplomata w przeszłości dowodził okrętem podwodnym projektu 641 (NATO: Foxtrot), i widząc w transakcji doskonałą okazję do pozbycia się dwóch niepotrzebnych okrętów, sprawnie pomógł fińskiemu przedsiębiorcy, który kupił obie jednostki.

Zawory zbiorników balastowych (fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Zawory zbiorników balastowych
(fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

K-77 został przeholowany do Helsinek, gdzie zastąpił w roli specyficznego baru i restauracji Foxtrota kupionego kilka lat wcześniej również przez Komulainena. W celu ułatwienia dostępu do wnętrza w kadłubach wycięta dwa duże otwory. Oznaczenie zmieniono na Juliett U-484, który to numer znaleziono pod warstwą farby na kiosku. Prawdopodobnie było to jedno z oznaczeń często zmienianych na radzieckich okrętach w celu dezinformacji. Wkrótce nazwę skrócono do Juliett 484.

Chociaż okręt stanowił dużą atrakcję turystyczną fińskiej stolicy i przynosił zyski, nie były one tak duże, jak zakładano. Dlatego właściciel zgodził się na propozycję kanadyjskiej firmy, która chciała wypożyczyć jednostkę i zacumować ją w Saint Petersburgu na Florydzie. Po przebyciu oceanu z pomocą holowników na miejscu okazało się, że okręt ma zbyt duże zanurzenie i trzeba go było przesunąć w inne miejsce, gdzie nie było tylu turystów, co zakładano. Kanadyjska firma zbankrutowała, a okręt – po bezowocnej próbie sprzedaży na eBayu za milion dolarów – powrócił on w ręce Komulainena.

Ten chciał się pozbyć okrętu i nie miał zamiaru płacić za ponowne holowanie przez Atlantyk. Szczęśliwie się złożyło, że studio filmowe Intermedia Films poszukiwało planu zdjęciowego do filmu „K-19 The Widowmaker” i zaoferowało roczne wypożyczenie jednostki za 200 tysięcy dolarów. Okręt przeholowano do Halifaksu i poddano wymaganym przez filmowców przeróbkom, między innymi usunięto znaczną część wyposażenia, które utrudniało pracę ekipie filmowej. Tym samym „K-19” jest pierwszym amerykańskim filmem, w którym roli radzieckiego okrętu nie odgrywa wnętrze którejś z amerykańskich jednostek.

Po zakończeniu prac przy filmie ponownie pojawił się problem, co zrobić z wielką jednostką, a jej duże zanurzenie odstraszało większość potencjalnych kupców. Z pomocą przyszła USS Saratoga Foundation, która zamierzała otworzyć morski park rozrywki z kluczową rolą wycofanego lotniskowca. Juliett 484 miał stanowić cenne uzupełnienie eksponatów. Dobito targu i okręt przeholowano do Quonset Point i udostępniono do zwiedzania w 2002 roku.

Niestety 14 kwietnia 2007 roku w wyniku uderzenia cyklonu nor’easter okręt zatonął. Kluczowe znaczenie miały przy tym otwory wycięte w kadłubie jeszcze w Finlandii, przez które dostała się woda. Dzięki współpracy US Army i US Navy został wyciągnięty piętnaście miesięcy później, ale straty okazały się bardzo duże, a renowacja – nieopłacalna. Okręt sprzedano na złom firmie Rhode Island Recycled Metals Corporation. Wcześniej wymontowano z niego wiele pomniejszych części, jak peryskopy, włazy luków torpedowych czy konsole kierowania ogniem, które sprzedano muzeom i kolekcjonerom, a zyski zasiliły konto fundacji.

Historia drugiego z „łotewskich” okrętów – K-24 – jest znacznie prostsza. Przemianowany na Juliett U-461, został przeholowany do Kopenhagi i udostępniony do zwiedzania. W grudniu 1998 roku został kupiony przez Niemców i przeholowany do Peenemünde na wyspie Uznam, gdzie do dzisiaj pełni rolę okrętu muzeum. Jest to jedyny na świcie zachowany okręt projektu 651.

Praktyczni Niemcy w celu obniżenia kosztów funkcjonowania muzeum umieścili na tylnej wyrzutni panele słoneczne (fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Praktyczni Niemcy w celu obniżenia kosztów funkcjonowania muzeum umieścili na tylnej wyrzutni panele słoneczne
(fot. Maciej Hypś, konflikty.pl)

Lista okrętów

Nazwa Nr stoczniowy Poł. stępki Wodowanie Wejście do służby
Okręty zbudowane w Stoczni Bałtyckiej w Leningradzie
K-156 552 16.11.1960 31.07.1962 10.12.1963
K-85 553 25.10.1961 31.01.1964 30.12.1964
Okręty zbudowane w Stoczni im. Andrieja Żdanowa
K-24 511 15.10.1961 15.12.1962 31.11.1965
K-68 512 25.01.1962 30.04.1963 28.12.1965
K-63 513 25.04.1962 26.07.1963 12.06.1966
K-70 514 25.08.1962 6.02.1964 31.12.1964
K-77 515 31.01.1963 11.03.1965 31.10.1965
K-58 521 15.07.1963 12.02.1966 23.09.1966
K-81 522 20.11.1963 7.08.1964 14.12.1965
K-73 523 1.08.1964 31.05.1966 15.12.1966
K-67 524 31.01.1965 29.10.1966 30.09.1967
K-78 525 25.07.1965 30.03.1967 1.11.1967
K-203 531 25.12.1965 30.06.1967 2.12.1967
K-304 532 6.08.1966 24.11.1967 21.08.1968
K-318 533 29.03.1967 29.03.1968 29.09.1968
K-120 534 25.03.1967 11.07.1968 26.12.1968

Zobacz też: Bartini A-57. Sowiecki bombowiec nie z tej ziemi

Bibliografia

Christopher Carey, A Cold Warrior’s Final Patrol: Russian Submarine K-77, lanset.com, 23.11.2017
Richard W. Fieldhouse, Shunji Taoka, Superpowers at Sea: An Assessment of the Naval Arms Race, Oxford University Press, Nowy Jork 1989
Andrzej Kiński, Okręty podwodne Rosji (2), Uderzeniowe okręty podwodne [w:] Morza, statki i okręty 2/1996, Magnum-X, Warszawa 1996
David Miller, Ilustrowany przewodnik po nowoczesnych okrętach podwodnych, Bellona, Warszawa 1998
George J. Refuto, Evolution of the US Sea-Based Nuclear Missile Deterrent: Warfighting Capabilities, Xlibris, Bloomington 2011
Miguel Vargas-Caba, The Tupolev TU-95RTs (Bear D) and theTU-142 (Bear F) in Cuba, warhistoryonline.com, 23.11.2017
Cruise Missile Submarines Project 651, russianships.info, 23.11.2017
Project 651/Juliett SSG, weaponsandwarfare.com, 23.11.2017