Według amerykańskiego historyka Alfreda W. McCoya „geopolityka jest w zasadzie metodologią dobrego (lub złego) zarządzania imperium” i właśnie imperialnej polityce mocarstw i miejscu Polski w tym wszystkim poświęcona jest „Rzeczpospolita między lądem a morzem”. W porównaniu z poprzednią książką Jacka Bartosiaka na temat geopolityki – „Eurazja i Pacyfik” – widać skokową wręcz poprawę stylu i warsztatu pisarskiego. Autor udowodnił swoją umiejętność wyjaśniania w przystępny i zajmujący sposób zawiłości polityki bezpieczeństwa wielkich mocarstw.

Efektem kilku lat pracy jest rozległy, bardzo osobisty, jak przyznaje Autor, esej, aspirujący do bycia syntezą wiedzy geopolitycznej o Europie Środkowo-Wschodniej. Książka podzielona jest na sześć części. W pierwszej Czytelnik zapoznaje się z podstawami geopolityki, geostrategii i postzimnowojennego ładu międzynarodowego. Na szczególną pochwałę i uwagę zasługuje obszerny rozdział poświęcony krytyce geopolityki i polemice z jej teoriami. Część druga to geopolityczny opis Europy, prezentacja tez Halforda Mackindera i studium polityki zewnętrznej Imperium Brytyjskiego.

Obszerna trzecia część dotyczy imperialnej historii Rosji. Otrzymujemy szeroki opis uwarunkowań geograficznych i społeczno-politycznych, które czynią Rosję taką, a nie inną. Czytelnik może prześledzić także mechanizmy geopolityczne stojące za kolejnymi wojnami polsko-moskiewskimi. Dużo miejsca poświęcono ewolucji rosyjskiej doktryny militarnej w ostatnich latach. Wreszcie ostatni rozdział tej części poświęcony jest bardzo interesującemu zagadnieniu współczesnej rosyjskiej myśli geopolitycznej i skomplikowanemu zagadnieniu stosunków rosyjsko-chińskich.

Niemniej rozbudowana jest część poświęcona Stanom Zjednoczonym. Także tutaj Bartosiak raczy Czytelnika syntezą amerykańskiej myśli geopolitycznej i kierunkami jej rozwoju w ostatnich latach. Najważniejsze jest poszukiwanie odpowiedzi na relatywne słabnięcie siły USA i roli tego supermocarstwa w Eurazji, zwłaszcza wobec coraz bardziej ekspansywnych Chin. Także tutaj dużo miejsca poświęcono zmianom w amerykańskiej doktrynie militarnej.

Wreszcie część piąta poświęcona jest tytułowej Rzeczpospolitej od XVI wieku po czasy współczesne. Autor prezentuje interesujące podejście, ukazując państwo polsko-litewskie jako naturalny i zgodny z założeniami geopolityki twór powstały na przestrzeniach między Morzami Bałtyckim i Czarnym. Mając przy tym świadomość specyfiki dawnej Rzeczypospolitej, określa ją nie jako „imperium”, lecz jako „konstrukt imperialny”. Zważywszy na przywiązanie elit państwa polsko-litewskiego do idei szlacheckiej wolności i równości, jest to trafne ujęcie problemu. Dużo miejsca poświęcono kwestiom infrastruktury i komunikacji, a Centralny Port Komunikacyjny nie gra tutaj pierwszych skrzypiec. Wywód na temat komunikacyjnego spinania terenów obecnej Polski i dawnej Rzeczpospolitej jest spójny i prezentuje konsekwentną, logiczną argumentację.

Najciekawsza jest jednak część ostatnia. To przedstawienie rezultatów dwóch, spośród kilku, gier wojennych, w których Autor miał okazje uczestniczyć. Oba scenariusze dotyczą hipotetycznej wojny z Rosją w roku 2027: jeden jest umiarkowanie pesymistyczny, drugi umiarkowanie optymistyczny. Część ta dosadnie obrazuje, jak mocno geopolityka związana jest z militarną sferą aktywności państwa. Przy pewnej refleksji uświadamia też, dlaczego krytykami geopolityki najczęściej są osoby niezainteresowane historią wojen i niezwiązane z wojskowością w żaden sposób.

Po pochwałach przyszedł czas na krytykę i polemikę. Pierwszy zarzut dotyczy chwalonego wcześniej warsztatu pisarskiego. Niestety w retorycznym uniesieniu Autor niekiedy plącze się i powtarza. Zdarza się, że ta sama informacja jest przekazana dwa razy w jednym zdaniu. W efekcie wychodzi masło maślane, gdzie indziej zaś ciągi przyczynowo-skutkowe opisywanych wydarzeń przestają być oczywiste.

Poważne wątpliwości budzi ograniczanie motywów polityki zewnętrznej Związku Radzieckiego za Stalina li tylko do geopolityki. Istnieje bogata literatura, tak naukowa (Musiał, Sołonin), jak i popularna (Suworow) ukazująca rolę ideologii w stalinowskiej polityce. Podobnie z tłumaczeniem wyłącznie geopolityką rosyjskiej ekspansji w strefie tundry i na Syberii. Rosyjski historyk Lew Gumilow poczynił na ten temat wiele interesujących komentarzy. Także w polskiej literaturze Robert F. Barkowski („Syberia 1581-1697”, wydawnictwo Bellona) pokazuje znaczenie ekonomii, a nie czynników politycznych dla rosyjskiej ekspansji na wschód. Wątek ten jest szczególnie istotny, gdyż eksport syberyjskich futer do Europy zapewniał Moskwie stałe źródło finansów na toczenie wojen z Rzeczpospolitą, Turcją i Szwecją.

Zastanawia także niewiele uwagi poświęconej „Wielkiej Grze”, czyli rywalizacji brytyjsko-rosyjskiej w Azji Środkowej w XIX wieku. Wątek ten jest istotny z jednego powodu: atmosfera psychozy, która ogarnęła brytyjskie elity w związku z rosyjską ekspansją w stronę Indii, była istotna dla formowania się poglądów koryfeusza geopolityki jakim był sir Halford Mackinder. Wielki podziw Autora dla Mackindera ma niestety także negatywne konsekwencje. Opieranie wywodów dotyczących Imperium Rzymskiego i początków Rusi na jego stuletnich koncepcjach ma wątłe podstawy. Od tamtej pory liczne odkrycia archeologiczne i archiwalne wywróciły do góry nogami obraz tak Rzymu, jak i Rusi. Zagadnienia te są istotne, ponieważ oba te państwa do dzisiaj odgrywają istotną rolę w sferze symboli i wyobrażeń.

Pojawia się tu często omawiana wśród anglosaskich historyków kwestia, do jakiego stopnia możemy stosować geopolityczny aparat poznawczy do opisu działań państw przednowoczesnych. Wspomniany na początku Alfred McCoy postuluje rozróżnienie geopolityki „naukowo-gabinetowej” powstałej w XIX stuleciu od praktykowanej wcześniej geopolityki „z wysokości końskiego grzbietu”.

Wiele osób może nie zgodzić się także z prezentowanym przez Bartosiaka „warszawocentrycznym” i zorientowanym na wschód punktem widzenia odnośnie do Polski. Fakt, że to Rosja przedstawia obecnie największe wyzwanie, nie usprawiedliwia tego, że Odessa pojawia się w tekście częściej i jest przedstawiona jako ważniejszy dla Rzeczypospolitej port niż Szczecin. Podobnie wygląda porównanie Wilno – Wrocław. W pewnym miejscu można wręcz odnieść wrażenie, że Autor przy postulowanej konieczności parcia na Wschód uważa utrzymanie obecnych kresów północno-zachodnich za bardzo trudne zadanie.

Dochodzimy tutaj do kwestii niemieckiej i jej wpływu na Polskę. Trzeba niestety powiedzieć, że temat ten, tak jak cała geopolityka Niemiec, został potraktowany pobieżnie, a miejscami wręcz stereotypowo. Jeszcze mniej miejsca poświęcono Francji. Wydaje się wręcz, że Autor uważa wpływ decyzji podejmowanych w Berlinie i Paryżu na Polskę za marginalny.

Trzeba jednak mieć świadomość, iż rzetelne nadrobienie wytkniętych braków zwiększyłoby objętość książki o kolejnych kilkaset stron. Bartosiak podjął się niezwykle trudnego i wymagającego zadania i mimo wszelkich niedociągnięć wywiązał się z niego bardzo dobrze. Przedstawia spójne poglądy, z którymi można się zgadzać lub nie. „Rzeczpospolitą” trzeba przeczytać, by móc dyskutować z zawartymi w niej tezami. A na zakończenie warto uważniej przyjrzeć się okładce. W zamyśle ma przedstawiać Europę i miejsce Polski w niej, ale już w trakcie lektury nasuwa się refleksja, jak rewelacyjnym – pod względem geopolitycznym – tworem były Austro-Węgry.

Jacek Bartosiak – „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”. Stron: 846. ISBN: 978-83-950193-6-4.