Imperium mongolskie było jednym z największych organizmów państwowych w dziejach. Jego twórca, Czyngis Chan, często uznawany jest za największego wodza, który kiedykolwiek chodził po ziemi. Za każdym wielkim zdobywcą stoi jednak szereg równie wybitnych dowódców wspierających go radą i doświadczeniem. Jednym z oficerów towarzyszących wielkiemu chanowi był Subedej. Niewiele młodszy od Temudżyna, przyłączył się do jego oddziałów i przebył wraz z nimi większość znanego ówcześnie świata. Towarzyszył również kolejnym władcom stepu, stając u boku Ugedeja i wspierając Batu w wyprawie przeciwko Europie. Niezwykły zmysł militarny i zastosowanie w praktyce zaleceń „Sztuki wojennej” Sun Zi sprawiły, iż obecnie uznawany jest on za największego generała w dziejach świata.

Dzieciństwo Subedeja

Wychowany poza obszarami mongolskiego stepu Subedej przyszedł na świat w plemieniu Urianghai jako drugi syn rzemieślnika Jargucziego. Społeczność, w której dorastał, zamieszkiwała południową Syberię w pobliżu wschodnich brzegów Bajkału. Jarguczi był kowalem, co nie było niezwykłe w grupie, której członkowie zajmowali się głównie rzemiosłem, rybołówstwem i zbieractwem. Plemię miało silne związki z rodem Jesugeja, zamieszkującym bezkresny step na południu.

Pewnej zimy Jarguczi wybrał się na wyprawę z rodzinnej siedziby w stronę mongolskich stepów. Zabrał ze sobą najstarszego syna, chcąc oddać go pod opiekę Jesugejowi. Dzieckiem tym był Dżelme, starszy brat Subedeja, który w przyszłości miał stać się jednym z najwierniejszych towarzyszy broni Wielkiego Chana. Niestety wyprawa spełzła na niczym. Żona wodza, Hoelun, zajmowała się w tym czasie młodym Temudżynem, który przyszedł na świat dokładnie w tym samym miesiącu co Dżelme. Był to główny powód, dla którego najstarszy potomek kowala nie został przyjęty na wychowanie do ordy. Niezrażony odmową Jarguczi wrócił w okolice Jeniseju. Niedługo później jego żona umarła, wydając na świat młodszego syna – Subedeja. Rzemieślnik przebywał wraz z potomkami w tajdze do 1187 roku, kiedy ponownie wyruszył na południe, gdzie doszło do spotkania z Temudżynem. Wówczas Dżelme został wreszcie przyjęty w poczet mongolskich wojowników. Jego brat pozostał przy ojcu, aby odziedziczyć w przyszłości rodzinną kuźnię. Spotkanie z przyszłym chanem zrobiło jednak na Subedeju wielkie wrażenie. Prawdopodobnie już wówczas planował dołączenie do wojsk, w których służył Dżelme.

Gdy Subedej osiągnął wiek męski (w społecznościach koczowniczych czternaście lat), opuścił ojca i wyruszył w stronę stepu, by pójść w ślady brata i dołączyć do nomadów. Przybywając do obozu jako czternastolatek, nie przedstawiał wysokiej wartości bojowej. Wychowany w tajdze, nie był przyzwyczajony do realiów życia na stepie. Nie potrafił jeździć konno, miał problem ze spożywaniem typowego dla koczowników jedzenia i piciem kumysu. Składając przysięgę przed Temudżynem, podkreślał, że ofiarowuje jedynie swoją lojalność, ponieważ nie może zaproponować niczego więcej. Aby stać się pełnowartościowym członkiem ordy, musiał opanować wiele umiejętności. Pierwsze miesiące w obozie chana upłynęły na doskonaleniu się w jeździe konnej i strzelaniu z łuku oraz na poznawaniu tajników życia pośród koczowników.

Początkowo Subedej większość czasu spędzał z Dżelmem, który pełnił funkcję strażnika namiotu chana. Młody wojownik przysłuchiwał się licznym naradom, podczas których wyżsi oficerowie omawiali taktykę i dyskutowali o metodach prowadzenia walki. Bierne uczestnictwo w tych spotkaniach stanowiło dla Subedeja doskonałe przygotowanie do roli dowódcy na polu bitwy. Prawdopodobnie początkowo dowodził arbanem (grupą dziesięciu wojowników) lub dżagunem (stu wojowników), co czyniło zeń jednego z wielu niższych wodzów. Szybko dał o sobie znać wybitny talent Subedeja – odniósł szereg pomniejszych zwycięstw, czym zaskarbił sobie szacunek towarzyszy broni. Należał do sprawnych taktyków, pełnię swojego talentu wojskowego rozwijał jednak podczas spotkań w namiocie chana. Wszyscy uczestnicy narad zaczęli zwracać baczną uwagę na młodego wojownika, który zdawał się doskonale łączyć różne aspekty sztuki wojennej.

Jedną z pierwszych poważnych operacji, które przeprowadził Temudżyn, było uderzenie na dawnego wroga – plemię Merkitów. Wzajemna niechęć między obiema grupami sięgała czasów, gdy Jesugej porwał Hoelun, przeznaczoną na żonę dla merkickiego wodza. W roku 1180 sytuacja odwróciła się. Tym razem to małżonka młodego chana, Borte, została uprowadzona. Czyngis Chan zwrócił się do Wang Chana i Dżamuki i wspólnymi siłami wyprawił się, aby odbić żonę. Subedej dowodził wówczas dżagunem, znany był już ze skuteczności w bitwie i talentu strategicznego. Również jego lojalność i odwaga znane były wśród mongolskich dowódców. Według relacji znanych z chińskich kronik miał on zgłosić się jako jeden z pierwszych oficerów gotowych uderzyć na obóz Merkitów. Początkowo Temudżyn chciał przydzielić mu oddział stu elitarnych wojowników, którzy mieli stanowić główną siłę uderzeniową. Subedej odmówił, twierdząc, że uda mu się osłabić przeciwników podstępem. Wkrótce pojechał do koczowiska wrogów, twierdząc, że opuścił Czyngis Chana i szuka dla siebie miejsca na stepie. Merkici uwierzyli mu i całkowicie zaniedbali przygotowania do walki. Niespodziewany najazd wojsk Temudżyna zupełnie zaskoczył obóz. Podczas walki nad rzeką Tchen w 1197 roku pojmano dwóch merkickich generałów.

Relacja z przygotowań do kampanii przeciwko Merkitom ujawnia bardzo interesujący fakt – mimo dość młodego wieku Subedej brał czynny udział w naradach wojennych. Stworzony przez niego plan osłabienia i ostatecznego uderzenia na wrogi obóz wykorzystywał podstęp i element zaskoczenia. W przyszłości będą to główne elementy jego kampanii niemal w całej Eurazji.

Zjednoczenie stepu

Rozbicie sił Merkitów możliwe było dzięki powstaniu sojuszu między Temudżynem a jego przyjacielem z czasów dzieciństwa – Dżamuką. Pobicie wspólnego przeciwnika było jednak początkiem końca wieloletniej przyjaźni. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co poróżniło obu dowódców. W książce „Śladami cywilizacji wielkiego stepu” radziecki badacz Lew Gumilow określa to zdarzenie mianem „pasterskiej zagadki Dżamuki”. Faktem pozostaje, że przymierze upadło, a wielu wojowników zmieniło stronnictwo, przechodząc pod władzę przyszłego Wielkiego Chana. Rozłam w armii był spowodowany także różnicami między starszyzną rodową a młodszymi dowódcami. Arystokracja opowiadała się za konfederacją z wybieranym chanem. W rzeczywistości oznaczało to przekazanie ogromnych uprawnień w ręce przywódców plemiennych, ograniczających samodzielność polityczną chana. Zwolennicy tego rozwiązania sprzymierzyli się z Dżamuką – doświadczonym i zręcznym politykiem. Ci, którzy opowiedzieli się przeciwko tej idei, poparli Temudżyna. Nie było to zaskakujące. Przetasowania w ordach były dość powszechną praktyką. Problem ten dotyczył nie tylko pojedynczych żołnierzy, lecz także całych plemion, które nie wahały się przed zmianą stronnictwa.

Wojenna sława Temudżyna sprawiła, że był postacią dobrze znaną na ziemiach otaczających mongolskie stepy. Jego talent wojskowy i rosnące ambicje zaczynały niepokoić władców sąsiednich krain. Merkici, Tatarzy, Orjaci, Najmanowie i szereg mniejszych ludów przyłączyło się do Dżamuki. Sojusz nie przetrwał próby czasu i przed decydującą bitwą wielu wojowników zmieniło stronnictwo, przechodząc na stronę Czyngis Chana. Koalicja, mimo iż zdawała się liczna i silna, była wewnętrznie wyjątkowo niespójna. Opozycja zebrała się w 1201 roku i ogłosiła manifest polityczny. Ich głównym celem była walka przeciwko kereickiemu Wang Chanowi i Temudżynowi. Na przywódcę wybrali Dżamukę. Lojalność plemion była chwiejna, a zwierzchnictwo gurchana – jedynie tytularne. Koalicja szybko upadła, a dotychczasowy wódz musiał ratować się ucieczką. Metodyczne łamanie oporu kolejnych ludów umożliwiło Temudżynowi dokonanie rzeczy wydawałoby się niemożliwej – zjednoczenia stepu pod władzą jednego człowieka. Ukoronowaniem tego procesu było podbicie i shołdowanie Najmanów i ostateczne zniszczenie Merkitów w 1212 roku.

Podczas jednego ze starć w okolicach ujścia Unguru schwytano uciekającego Dżamukę, który zgodnie z relacją w „Tajnej Historii Mongołów” został skazany na śmierć przez samego Temudżyna. Opis przywodzi na myśl dziesiątki eposów heroicznych, w których pokonany buntownik wygłasza emocjonalną tyradę zakończoną karą wymierzoną przez sprawiedliwego protagonistę. Można założyć, że ten fragment kroniki należy traktować jako literaturę piękną, nie zaś rzeczywiste sprawozdanie ze śmierci Dżamuki.

Niezwykle ważnym wydarzeniem w procesie jednoczenia stepowych plemion było zwołanie kurułtaju w 1206 roku. Na wielkim zjeździe nad rzeką Onon przedstawiciele mongolskiej arystokracji ogłosili Temudżyna Wielkim Chanem. Nie obyło się jednak bez sprzeciwu. Znaczna część wodzów nie była zadowolona z decyzji podjętej na zjeździe. Kilka lat później przyłączą się oni do Dżamuki i wystąpią przeciw Czyngis Chanowi. Młody wojownik, który stanął na czele zjednoczonej ordy, przebył długą drogę. Od skromnych początków przez walkę z dotychczasowymi sojusznikami aż po ostateczne rozbicie przeciwników i objęcie władzy nad stepem. W tych wysiłkach zawsze mógł liczyć na swoich najwierniejszych oficerów. Czterech najbardziej oddanych dowódców, którzy nigdy nie odwrócili się od Temudżyna, zasłużyło na miano „Czterech Psów”. Byli to Subedej, Dżelme, Dżebe i Kubiłaj. Warto zauważyć, że żaden z nich nie pochodził z plemienia chana. Na pozycję zapracowali, dając wielokrotnie dowody wierności i umiejętności bojowych, nie zaś powiązaniami rodowymi czy arystokratycznym pochodzeniem.

Uderzenie na Xi Xia i poznanie sztuki oblężniczej

Zjednoczenie plemion i rozbicie opozycji na stepie umożliwiło Temudżynowi zaplanowanie wyprawy przeciwko Chinom. Północna część Państwa Środka podzielona była wówczas między trzy liczące się siły. Pierwszą z nich było leżące na zachodzie tanguckie państwo Xi Xia, założone przez Tybetańczyków. Pozostałymi regionalnymi potęgami były skonfliktowane dynastie Jin i Song. Bogate ziemie na południowy wschód od stepu chronione były przez jedno z największych dzieł inżynieryjnych – Wielki Mur. Jak się niebawem okazało, nawet tak potężne fortyfikacje nie zdołały zapewnić bezpieczeństwa Chińczykom. Od kilku miesięcy przebrani za kupców mongolscy szpiedzy infiltrowali oba państwa. Dlatego właśnie Czyngis Chan doskonale wiedział o tarciach między oboma krajami, klęsce głodu, kryzysie gospodarczym i tlącym się niezadowoleniu niższych warstw społeczeństwa. Wywiad skrupulatnie zbierał informacje, a w tym samym czasie na dwór dynastii Song dotarło poselstwo wysłane przez chana. Mongołowie namawiali cesarza do wspólnego uderzenia na Jin lub chociaż do zachowania życzliwej neutralności w obliczu nadchodzącego konfliktu.

Próba dyplomatycznego skłócenia obu dynastii była ważna, pozostawał jednak problem w postaci mogącego stanowić realne zagrożenie Xi Xia. Temudżyn zadecydował najpierw podporządkować sobie Tangutów, aby mieć możliwość uderzenia na Chiny nie tylko z północy, ale także od zachodu. W 1205 roku doszło do pierwszej akcji zaczepnej ze strony Mongołów. Niewielki oddział koczowników zaatakował kilka przygranicznych fortów. Była to doskonała okazja do poznania taktyki przeciwnika. Wojska Xi Xia zorganizowane były na wzór chiński. Ich główną siłę stanowiły liczne i zdyscyplinowane oddziały piechoty, a strategia opierała się na głębokiej defensywnie, której elementami kluczowymi były silnie ufortyfikowanych miasta. Tak ostrożne podejście do walki spowodowane było poprzednimi doświadczeniami w odpieraniu najazdów ze stepu. Do tej pory koczownicy organizowali jedynie wypady łupieżcze, po których szybko wycofywali się na północ. Tym razem miało być jednak inaczej.

W 1207 roku rozpoczęła się pełnowymiarowa ofensywa. To wówczas Mongołowie po raz pierwszy spotkali się z koniecznością poprowadzenia oblężenia. Bez wcześniejszego doświadczenia w zdobywaniu murów i używaniu machin oblężniczych żołnierze Czyngis Chana mogli jedynie czekać. Miasto, u którego wrót stanęli, nosiło nazwę Volohai. Szturm nie był brany pod uwagę. Frontalny atak na tak silnie ufortyfikowany ośrodek byłby skazany na porażkę. Sytuacja zmusiła chana do wykorzystania podstępu. Zażądał do włodarzy miasta wydania okupu w postaci tysiąca kotów i dziesięciu tysięcy jaskółek. Zaskoczeni mieszkańcy spełnili nietypowe ultimatum. Chan nakazał żołnierzom obwiązać zwierzęta wełną i je podpalić. Przerażone ptaki odleciały do swoich gniazd w mieście, a koty pobiegły ukryć się w zakamarkach domostw. Wywołało to ogromny pożar, którego nie dało się opanować. Dalsza droga do opanowania Xi Xia stała otworem.

Kampania zakończyła się w 1210 roku całkowitym podbojem państwa Tangutów. W tym samym roku chan zwołał najważniejszych oficerów na kurułtaj. Podczas narady nakazał zgromadzonym wodzom zgłębiać tajniki sztuki oblężniczej. Polecił także, aby w każdym oddziale wydzielić sekcję odpowiedzialną za prace inżynieryjne. Elastyczność w podejściu do prowadzenia walki była jedną z najważniejszych cech wyróżniających Mongołów. Nie ma wielu wzmianek dotyczących Subedeja w tym okresie, można jednak podejrzewać, że brał udział w kampanii przeciwko Xi Xia. Nieco więcej wiadomo o jego udziale w ataku na Wielki Mur, podczas którego odegrał niezwykle ważną rolę – przynęty.

Przekroczenie Wielkiego Muru

Czyngis Chan doskonale zdawał sobie sprawę, że frontalne natarcie na Wielki Mur zakończy się klęską. Konieczne było znalezienie sposobu na osłabienie obrony państwa Jin. Duży wkład w niepowodzenie Chińczyków miało słabe rozpoznanie wywiadowcze. Prawdopodobnie urzędujący w Pekinie cesarz nie miał pojęcia ani o planach, ani o realnej sile Mongołów. Ułatwiło to koczownikom zaplanowanie skutecznego ataku. Natarcie nastąpiło w 1211 roku, kiedy to trzy tumeny wojowników pod wodzą Dżebego i Subedeja skierowały się wprost na Wielki Mur. W tym samym czasie główne siły prowadzone przez Czyngis Chana pozostały daleko z tyłu, tracąc połączenie z awangardą. Generałowie Jin postąpili zgodnie z mongolskimi przewidywaniami. Pospiesznie sformowali liczne oddziały, które w większości oddelegowano do obrony stolicy. Pozostałymi siłami wzmocniono posterunki, w których kierunku maszerował Subedej. W tym samym czasie nieco ponad sto dwadzieścia kilometrów na zachód niemal trzykrotnie liczniejsza armia chana nieniepokojona przeszła przez Wielki Mur, nie ponosząc żadnych strat.

Tak zaskakujący obrót sytuacji możliwy był jedynie dzięki informacjom dostarczonym przez mongolskich szpiegów. Miejsce, które wybrał Czyngis Chan, również nie było przypadkowe. Na tym odcinku stacjonowały nie wojska chińskie, lecz podlegli Pekinowi Onguci. Już w 1204 roku Temudżyn nawiązał z nimi przyjazne stosunki, wydając za ich przywódcę jedną ze swoich córek. Plemię to nie tylko dosłownie otworzyło przed najeźdźcami bramy Jin, ale również przysłało wsparcie w postaci osiemnastu tysięcy wojowników. Jednocześnie oddziały Dżebego i Subedeja wycofały się spod Muru, zaskakując Chińczyków.

Obrońcy znaleźli się nagle w trudnej sytuacji. Trzon ich wojsk stanowiła piechota wspierana przez ciężką kawalerię. Dowódcy Jin kierowali się na południe, próbując nawiązać walkę z Mongołami. Czyngis Chan, korzystając z większej mobilności swoich sił, ściągał przeciwnika dalej w głąb kraju. Chińczycy zdawali sobie sprawę, że przewaga liczebna jest po ich stronie, dlatego usilnie dążyli do walnej bitwy. Kiedy doszło do starcia, koczownicy próbowali zasypać przeciwników gradem strzał, który był szczególnie efektywny wobec ściśniętych szeregów, w jakich walczyła piechota. Kolejne uderzenie poprowadziła ciężka konnica. Niestety wobec zdyscyplinowanych oddziałów włóczników jej skuteczność była ograniczona. Wówczas doszło do niespodziewanego obrotu sytuacji. Skrzydła i odwody armii Jin zostały zaatakowane przez trzy tumeny prowadzone przez Dżebego i Subedeja.

Skąd jednak na chińskich tyłach znalazło się trzydzieści tysięcy Mongołów? Był to kontyngent, który przeprowadzał pozorowane natarcie na Wielki Mur. Cdy niemal całe siły rzucono przeciw Czyngis Chanowi, trzy tumeny przeszły tą samą drogę, którą wcześniej pokonały główne siły. Kawaleria nomadów bez trudu okrążyła Chińczyków i zaatakowała niczego niespodziewające się odwody. Ogromny sukces wiązał się jednak z czymś więcej niż tylko rozbiciem oddziałów przeciwnika. Po bitwie schwytano licznych jeńców, wśród których znajdowało się wielu inżynierów. Mistrzów sztuki oblężniczej wykorzystano jako nauczycieli dla mongolskich oficerów. Nomadzi lepiej poznali sztukę zdobywania umocnionych miast, a to miało ogromny wpływ na późniejsze kampanie – od Chorezmu aż po Ruś.

Bitwa Jin z Mongołami, wyobrażenie z XV wieku.

Bitwa Jin z Mongołami, wyobrażenie z XV wieku.

Tymczasem oddziały prowadzone przez chana parły dalej na południe. Obciążone łupami wojska nie mogły dalej polegać na szybkości i manewrowości. Również sam chan zdawał sobie sprawę, że rozbicie Jin to jedno, natomiast władanie tak ogromnym obszarem to zupełnie odrębna kwestia. Zdecydował się zawrzeć pokój z cesarzem i wycofać się na stepy. W lipcu 1214 roku cesarz Xiuan Zong postanowił przenieść stolicę z Pekinu do Kaifengu. Nauczony doświadczeniem, uznał, iż miasto jest zbyt narażone na najazdy koczowników. Decyzja ta okazała się jednak fatalna w skutkach. Garnizon stacjonujący w twierdzy zbuntował się i przeszedł na stronę najeźdźców. W szeregach armii Czyngis Chana pojawiło się dodatkowe osiemnaście tysięcy wojowników. Była to okazja, której nomadzi nie mogli wypuścić z rąk. W marcu 1215 roku wymaszerowali i zdobyli Pekin.

Dynastia Jin nie zamierzała jednak łatwo składać broni. Krótko po przeniesieniu stolicy ambitny chiński generał Wan Yen zaczął odbudowywać zniszczone forty i formować oddziały. Pierwszym celem, na który miał zamiar uderzyć, było królestwo Kitanów – niepodległe państewko, którego istnienie gwarantowała umowa między Czyngis Chanem a cesarzem. Mongołowie wysłali na pomoc oddział kierowany przez Mukalego. Subedej oddelegowany został do drugiej armii, liczącej około dwóch lub trzech tumenów, której celem było zajęcie Mandżurii i ukaranie Chińczyków.

Mongołowie niespodziewanie skierowali się jednak na południe. Wśród badaczy nie ma zgodnej opinii, dlaczego koczownicy podjęli taką decyzję. Motywy, jakimi kierował się Subedej, pozostaną prawdopodobnie nieznane. Faktem jest jednak, iż dotarł on pod sam Pjongjang. Koreańczycy od lat pozostawali w stosunku wasalnym wobec władców Mandżurii, dlatego zamiast stawać do bitwy przeciwko Mongołom, uznali ich za naturalnych suwerenów. Gdy jednak okazało się, że koczownicy nie są w stanie utrzymać zdobytych terytoriów, a ich zwierzchnictwo jest jedynie tytularne, nie zawahali się przed wszczęciem buntu. Pierwsze z powstań w Korei wybuchło już w 1218 roku.

W 1217 roku Czyngis Chan pozostawił w Chinach znaczną część sił pod wodzą Mukalego, aby ten mógł dokończyć wojnę przeciwko Jin.

Uderzenie na Kara Kitajów

Po względnym ustabilizowaniu sytuacji na froncie chińskim Czyngis Chan podjął decyzję o ostatecznym zniszczeniu dawnych wrogów – Merkitów. „Tajna Historia Mongołów” podaje wiele szczegółów o udziale Subedeja w tej kampanii. Prawdopodobnie pod jego władzą znajdowało się wówczas około dwudziestu tysięcy wojowników (stanowiło to dwa pełne tiumenie). Należy pamiętać, że nominalnym zwierzchnikiem tych wojsk pozostawał jeden z synów chana – Dżoczi. Dysponując tak silnymi oddziałami, Mongołowie skierowali się wprost na koczowisko przeciwników. Przełomowym momentem operacji była bitwa nad rzeką Chu. Podczas starcia większość Merkitów poległa, a pozostali przy życiu rzucili się do panicznej ucieczki. W chaosie walki udało się zbiec kilku członkom plemiennej arystokracji. Kierowali się oni w stronę ziem kontrolowanych przez Kara Kitajów.

Ich władcą był Kuczluk, wywodzący się z plemienia Najmanów nestorianin, który próbował realizować wobec podległych mu ludzi politykę twardej ręki. Jego rządy nie były jednak pomyślne. W stosunkach wewnętrznych wielokrotnie dyskryminował ludność muzułmańską, ograniczając jej swobody religijne. Jest to o tyle niezwykłe, iż jego najbliższym sojusznikiem był gorliwy wyznawca islamu, panujący wówczas w Chorezmie Muhammad II. W owym czasie Mongołowie zaangażowani byli w konflikt z chińską dynastią Jin, dlatego Kara Kitajowie nie czuli się zagrożeni przez nomadów ze wschodu. Większym problemem była sytuacja wewnętrzna. Niepokoje społeczne na tle polityki wyznaniowej chana oraz wątpliwa lojalność Ujgurów i Karłuków sprawiała, że pozycja Kuczluka była wyjątkowo chwiejna. Dodatkowym czynnikiem, który mógł budzić niepokój władcy, była stała możliwość interwencji chorezmszacha w związku z prześladowaniem muzułmanów.

Ścigający Merkitów Mongołowie dotarli aż nad brzegi Irtyszu. W tym miejscu doszło do nieoczekiwanego spotkania. Prowadzeni przez Dżocziego i Subedeja wojownicy natknęli się na liczącą około sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy armię chorezmijską. Wobec przeważających sił przeciwnika koczownicy pragnęli uniknąć zbrojnego starcia. Po krótkiej wymianie poselstw Muhammad II postanowił ruszyć do ataku. Pomimo ogromnej dysproporcji sił zwycięstwo szacha nie było tak oczywiste. Jedynie dzięki złamaniu mongolskich linii przez kawalerię księcia Dżalal ad-Dina udało się uratować osłabione centrum szachowskiej armii. Po potyczce koczownicy wycofali się na wschód, aby przegrupować siły.

Niedługo później, w 1218 roku, Czyngis Chan postanowił ostatecznie położyć kres niezależności Kuczluka. Do ataku oddelegował dwa tiumenie wojowników pod wodzą Subedeja i Dżocziego. Sytuacja wewnątrz państwa Kara Kitajów była sprzyjająca. Na wieść o zbliżających się Mongołach Karłucy i Ujgurzy przeszli na stronę najeźdźców, a ludność muzułmańska wznieciła powstanie przeciw znienawidzonemu władcy. Dodatkowo szpiedzy donosili, iż przymierze z Chorezmem upadło, a Muhammad II nie zrobi nic, aby wesprzeć dotychczasowego sojusznika.

Oddziały mongolskie maszerowały podzielone. Główną częścią kierował Dżoczi. Drugi dowódca prowadził tymczasem swoje oddziały nieco na południe od głównej armii, zabezpieczając flankę. Dał tutaj o sobie znać geniusz Subedeja. Wiedząc, iż należy podchodzić z ostrożnością do raportów wywiadu, poprowadził podległych mu ludzi tak, aby znaleźli się między Kara Kitajami a teoretycznie neutralnym Chorezmem. Mongołowie z rozkazu Czyngis Chana powstrzymywali się od wyrządzania szkód ludności miejscowej. Do większych ośrodków rozesłano posłańców, którzy ogłaszali, że wyznawcy islamu nie mają się czego obawiać ze strony koczowników, bowiem ich jedynym wrogiem jest Kuczluk.

Lata prześladowań sprawiły, że ogromna część ludności muzułmańskiej powitała najeźdźców jako wyzwolicieli. Sprzyjające otoczenie sprawiło, że wojska nomadów bez większych przeszkód zajmowały miasto za miastem, zmuszając chana Kara Kitajów do ucieczki. Pościg prowadził w stronę Badachszanu, gdzie prawdopodobnie w okolicach doliny Sarykol udało się ostatecznie pochwycić i stracić najmańskiego wodza.

Operacja zakończyła się całkowitym sukcesem. Zdobywcy wysłali Czyngis Chanowi dar w postaci tysiąca koni o białych pyskach. Rządy Mongołów doprowadziły do gospodarczego upadku regionu. Systemy irygacyjne porzucono, a pola uprawne zmieniono na pastwiska. Z drugiej zaś strony obalenie Kuczluka doprowadziło do wyczekiwanej tolerancji religijnej. Chrześcijanie, muzułmanie, buddyści i zoroastryjczycy mogli praktykować swobodnie, ponieważ koczownicy nie wydawali się zbyt zainteresowani kwestiami wiary. Podbój państwa Kara Kitajów diametralnie zmienił geopolityczną sytuację w regionie. Zniknął bufor oddzielający Chorezm od państwa Mongołów – konflikt wydawał się nieunikniony.

Rozbicie Chorezmu i marsz w stronę Kaukazu

Pierwszych poważne próby nawiązania kontaktów dyplomatycznych między szachem a Czyngis Chanem podjęto w 1215 roku. Wówczas z Chorezmu wyruszyła karawana handlowa mająca odbudować relacje handlowe z opanowanymi przez Mongołów Chinami. Przedstawicieli szacha potraktowano bardzo nieżyczliwie, a ich towary skonfiskowano. Trzy lata później chan wyprawił swoje poselstwo, na którego czele stali Mahmud-Chodża, Ali i Jusuf Kenka. Wszyscy dyplomaci byli chorezmijskimi muzułmanami, a ich misja miała prawdopodobnie charakter wywiadowczy. Jedną z najciekawszych kwestii związanych z tą wyprawą jest propozycja ugody skierowana do chorezmszacha. W dokumencie określono podział stref wpływów, znacznie istotniejsza jest jednak część umowy mówiąca o Muhammadzie jako o jednym z synów Czyngis Chana. Taki zabieg wprost określał dobrowolną wasalizację Chorezmu. Oczywiście propozycję niemal natychmiast odrzucono.

Do jesieni 1219 roku doszło do kilku wymian poselstw. Wiele z nich kończyło się mniejszymi lub większymi zatargami dyplomatycznymi, od konfiskat przez aresztowania pod zarzutem szpiegostwa aż po skazywanie posłów na śmierć. Głównym celem karawan wysyłanych przez chana było zbieranie informacji o sile, jaką dysponuje Muhammad. Podobne działania podejmował również chorezmszach, jednak uznał, że jest gotowy przeciwstawić się Mongołom, opierając się na nieprecyzyjnych raportach,. Działania Czyngis Chana sugerują, że nie planował rozpocząć działań wojennych w 1219 roku, lecz przesunąć je w czasie do chwili zebrania pełniejszych wiadomości o przeciwniku. Mimo to nie mógł być bierny wobec jawnie agresywnej polityki Muhammada II. Jesienią tego roku skoncentrowane nad brzegiem Irtyszu wojska koczowników uderzyły na Otrar.

Maszerujące oddziały wystawione były na działanie ciężkich warunków atmosferycznych, a przez ukształtowanie terenu mongolska jazda straciła jedną ze swoich największych zalet: element zaskoczenia. Do dziś trudno dokładnie określić liczebność sił mongolskich. Badacze podają liczby od dziewięćdziesięciu (De Hartog) przez sto (Składankowie) aż po sto pięćdziesiąt tysięcy (Prawdin). Tak wielkie oddziały potrzebowały niezwykle sprawnego systemu logistycznego. Według relacji kronikarza Chang Chuna z głównymi siłami poruszał się korpus inżynieryjny zajmujący się budową przepraw i umożliwiających sprawny marsz w stronę Chorezmu.

Warto zwrócić uwagę na poważne różnice między wojskami mongolskimi a siłami Muhammada. Na potrzeby operacji zmobilizowano osiemdziesiąt procent zdolnych do walki Mongołów. Mimo iż pochodzili oni z różnych społeczności, prowadzeni byli przez Czyngis Chana z żelazną dyscypliną. Dla kontrastu wojska chorezmijskie składały się z niejednokrotnie skonfliktowanych plemion. Ich wartość bojowa i zdolność do kooperacji były bardzo wątpliwe. Szach nigdy wcześniej nie stoczył poważnej bitwy przeciw Mongołom. Niewielka potyczka z siłami Subedeja nie dawała pełnego obrazu taktyki nomadów. Stając do bitwy na otwartym terenie, Chorezmijczycy nie mieli szans przeciwstawić się mongolskiej kawalerii. Znacznie większym problemem mogły okazać się ufortyfikowane miasta. Wcześniejsze doświadczenia w Chinach umożliwiły Czyngis Chanowi zapoznanie się ze sposobem wykorzystywania artylerii. Kluczem do opanowania Azji Środkowej był jednak impet ataku, dlatego fortece trzeba było zdobyć jak najszybciej. Dla usprawnienia logistyki zaczęto pierwszy raz wykorzystywać na dużą skalę zalety transportu wielbłądami.

Jedynym miejscem, w którym oddziały mongolskie mogły wedrzeć się na obszar Chorezmu, była Brama Dżungarii – wąska dolina w okolicy oazy Hami we współczesnych Chinach. Wykorzystanie tej ścieżki sprawiało, że oddziały nomadów całkowicie traciły element zaskoczenia. Zdając sobie sprawę z ograniczeń wynikających z ukształtowania terenu, Subedej postanowił wykorzystać ścieżkę odkrytą podczas walk przeciw Kara Kitanom. W owym czasie mongolscy oficerowie podejrzewali, że szlak ten może prowadzić w głąb terytorium kontrolowanego przez szacha. Dowódca wydzielił korpus pod przewodnictwem Dżebego, którego zadaniem było dokładne zbadanie ścieżki. W krótkim czasie Subedej wysłał dodatkowy oddział z poleceniem dalszej eksploracji górskiego przejścia. Po wielu trudach nomadzi dotarli do Kotliny Fergańskiej, całkowicie zaskakując szacha.

Wywiad chorezmijski informował o podejrzanych manewrach przeciwnika w górach. Muhammad zgromadził okołopięćdziesięciotysięczną armię i postanowił na jej czele uderzyć na wyczerpanych Mongołów. Nomadami dowodził syn wielkiego chana, Dżoczi, który nie mógł pochwalić się dużym doświadczeniem w roli dowódcy. W obliczu przeważających sił przeciwnika Dżebe wolał zarządzić odwrót, co spotkało się z gwałtownym sprzeciwem jego zwierzchnika. Mongołowie ponieśli ciężkie straty, spotęgowane wyczerpaniem długą przeprawą przez góry. Gdy wieści o potyczce dotarły do Subedeja, natychmiast dostrzegł strategiczną zaletę płynącą z tego, że szach koncentruje się na sprawach Kotliny Fergańskiej. Korzystając z odkrytego szlaku, postanowił wysłać wsparcie dla Dżebego z poleceniem podzielenia sił. Część wojsk miało naciskać przez Hindukusz w kierunku Amu Darii. Na czele drugiego oddziału stanąć miał Dżoczi, którego zadaniem było wiązanie walką wojsk chorezmijskich w okolicach Fergany, co osłaniało znacznie liczniejsze siły prowadzone przez Ugedeja i Czagataja, mające uderzyć w Chodżent.

Kiedy Muhammad lepiej zorientował się w taktyce nomadów, podjął tragiczną w skutkach decyzję. Zamiast próbować sił w walce, postanowił oprzeć obronę Chorezmu na potężnych twierdzach, takich jak Buchara czy Samarkanda. Większość wojsk wycofano do garnizonów, co sprawiało, że Mongołowie nie obawiali się niespodziewanych ataków i mieli otwarty dostęp do całego kraju. Uderzenie na Ortar nie skłoniło szacha do przejścia do ofensywy. Równolegle siły kierowane przez Dżebego przekroczyły Pamir i przygotowywały się do ataku z flanki. Muhammad nie mógł pozwolić, żeby Mongołowie odcięli szlaki prowadzące do Chorasanu i bogatych ziem dzisiejszego Afganistanu. Zaniepokojony szach wysłał większość sił na południe, gdzie miały powstrzymać gwałtowny pochód nomadów. W tym samym czasie główne siły, prowadzone przez Czyngis Chana, niewykryte sforsowały Amu-darię i pustynię Kyzył Kum i zmierzały w stronę Samarkandy od zachodu.

Pierwszym miastem, które upadło pod naciskiem Mongołów, był Nur. Subedejowi przypadł zaszczyt prowadzenia awangardy. Gwałtowność najazdu całkowicie zaskoczyła obrońców, którzy niemal natychmiast poddali garnizon. Muhammad znalazł się w pułapce. Od południa maszerował Dżebe, odcinając dostęp do odwodów, Czagataj i Ugedej prowadzili wojowników ze strony Ortaru, Dżoczi szturmował Chodżent, a od zachodu nacierał główny oddział pod wodzą samego chana. Niedługo Mongołowie oblegali już stołeczną Samarkandę, licząc na pokaźne łupy. Obrona stolicy była wyjątkowo silna. Szach domyślał się, że upadek miasta podziała druzgocąco na morale żołnierzy. Kontyngent około czterdziestu tysięcy wojowników schronił się za murami, obserwując, jak koczownicy otaczają gród. Na trzeci dzień dowódca garnizonu postanowił zaskoczyć najeźdźców śmiałym wypadem. Mongołowie nie dali się jednak zaskoczyć i rozbili Chorezmijczyków. Po zdobyciu cytadeli rozbrojono tamtejszy oddział Turków, a następnie wymordowano około dwudziestu tysięcy żołnierzy. Po zaciekłym boju odkryto, że szach zbiegł wraz ze skarbcem. Zaskoczony takim obrotem sytuacji Czyngis Chan nakazał Subedejowi podjąć pościg, oddając mu do dyspozycji trzydzieści tysięcy żołnierzy. Muhammad kierował się w stronę jednej z ostatnich twierdz, które pozostawały nadal pod jego kontrolą – Balchu. Powątpiewając w lojalność tamtejszych plemion, zdecydował się jednak zmienić kierunek marszu i pędził w stronę Chorasanu, gdzie leżała inna potężna forteca – Herat. Wycofujące się wojsko stosowało taktykę spalonej ziemi, chcąc jak najbardziej opóźnić marsz ścigających Mongołów. Posuwające się powoli siły Subedeja rozesłały do wszystkich większych miast posłańców mających ogłosić, że ośrodki, które poddadzą się bez walki, nie ucierpią ze strony nadciągającej armii. Propozycja przyjęli mieszkańcy Buchary i Merwu, którzy nie tylko otworzyli bramy, lecz również zadbali o zaopatrzenie nomadów.

Odzyskawszy siły, Mongołowie podjęli pościg za zdwojoną determinacją. Na wysokości irańskiego miasta Hamadan udało im się zrównać z uciekinierami. Chorezmijczycy towarzyszący Muhammadowi doskonale zdawali sobie sprawę z ograniczeń wynikających ze stosowanej przez koczowników taktyki. Gdy szach dotarł do rzeki, postanowił kontynuować ucieczkę w stronę Morza Kaspijskiego. Wściekli Mongołowie mogli jedynie patrzeć, jak szach wraz ze świtą oddala się na północ. Subedej, nie mogąc prowadzić dalej pościgu, poinformował Czyngis Chana, iż nie osiągnął celu. Nie mógł wówczas wiedzieć, że Muhammad ostatnie dni życia spędzi na niewielkiej wyspie, gdzie umrze zapomniany i opuszczony przez stronników. Czyngis Chan wezwał swojego najzdolniejszego oficera na naradę do Samarkandy. Wielki Chan obawiał się operującego na zachodniej flance Dżalala ad-Dina, pod którego dowództwem pozostawały stosunkowo silne oddziały chorezmijskie. Subedej przekonany był, że kluczem do całkowitego podboju Chorezmu jest zdobycie bogatego Chorasanu. Ukształtowanie terenu i warunki naturalne sprzyjały atakującym. Region nie mógł liczyć na wsparcie niedobitków szachowskiej armii i znajdował się całkowicie na łasce Mongołów.

W 1221 roku główne siły koczowników wkroczyły do Chorasanu. Wcześniejsze wsparcie, którego potężne miasta udzieliły Subedejowi podczas pościgu za Muhammadem, nie uchroniły ich przed okrucieństwem wojowników Czyngis Chana. Upadek Balchu, Merwu i Niszapuru wiązał się niemal zawsze z masakrą ludności. Losu tego uniknął jedynie Herat, którego mieszkańcy otworzyli bramy, pozwalając Mongołom na swobodny wjazd. W dalszej kolejności oddziały mongolskie skierowały się na ziemie współczesnego Afganistanu. Po przekroczeniu Hindukuszu podjęto próbę szturmu Bamjanu, podczas której zginął Mutugen – jeden z wnuków Czyngis Chana. W akcie zemsty za śmierć krewniaka chan rozkazał wymordować wszystkich mieszkańców miasta. Jedyną osobą, która mogła zatrzymać pochód koczowników, był wycofujący się na południe Dżalal ad-Din. Prawdopodobnie zmierzał w kierunku Indii, aby szukać wsparcia u sułtana Delhi. W toku pościgu przechwycono kolumnę, w której podróżowała cała rodzina dowódcy chorezmijskiej armii. Mongołowie wymordowali męskich członków rodu, co formalnie przypieczętowało upadek Chorezmu.

Subedej nie brał aktywnego udziału w działaniach zbrojnych w Chorasanie. Przebywał wówczas w Samarkandzie, gdzie przygotowywał się do wymarszu na zachód – w stronę Kaukazu i ziem ruskich.

Próba przeprawy przez Kaukaz

Obozujący nad Morzem Kaspijskim Subedej przygotowywał się do niezwykle śmiałego przedsięwzięcia – przekroczenia pasm Kaukazu i zaatakowania stepów Rusi od południa. Zgromadziwszy pod swoim dowództwem około trzydziestu tysięcy wojowników, postanowił zorganizować wyprawę rozpoznawczą. Przesuwając się północno-zachodnią częścią stepu, oddziały koczowników w 1220 roku dotarły na ziemie dzisiejszego Azerbejdżanu. Mongołowie stanęli pod murami najbogatszego miasta prowincji – Tebrizu. Przerażająca sława, którą cieszyli się nomadzi, sprawiła, że zarządca grodu zmobilizował wszelkie siły zdolne do obrony. Początkowo próbowano zdobyć miasto, jednak Subedej, zdając sobie sprawę, że przedsięwzięcie to wiązałoby się ze zbyt dużymi stratami, postanowił wysunąć ultimatum: Mongołowie odstąpią od oblężenia, jeśli mieszkańcy wypłacą ogromny okup w złotcie, srebrze i zaopatrzeniu dla wojska. Warunki zostały przyjęte, a nomadzi odeszli. Wobec nadchodzącej zimy wycofali się na północ, w kierunku rzeki Araks. Lżejszy klimat tamtejszych stepów umożliwił przygotowanie kolejnego etapu uderzenia na ziemie południowego Kaukazu. W tym czasie do oddziałów mongolskich przyłączyły się plemiona kurdyjskie, będące nie tylko wsparciem militarnym, ale również doskonałym źródłem informacji o stosunkach panujących w tej części stepów.

W 1221 roku, gdy zima zbliżała się ku końcowi, oddziały Subedeja wróciły do Azerbejdżanu, gdzie zdobyły kilka większych miast, urządzając przy okazji masakry cywilów w Maradze, Bajlakanue i Szemachach. Następnie skierowały się w kierunku Gruzji. Panujący wówczas król Jerzy IV doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowili Mongołowie. Sprzymierzył się więc z pomniejszymi władcami okolicznych ziem, aby wspólnie odeprzeć atak ze stepu. Postanowił wydać Subedejowi walną bitwę na połowieckich stepach w pobliżu rzeki Kura. W armii gruzińskiej główną siłą była ciężka kawaleria, nacierająca frontalnie na centrum sił koczowników. Ci zaś polegali na manewrowości lekkiej konnicy, zdolnej atakować z flanki i nękać znacznie wolniejszych przeciwników. Mongołowie początkowo zasypali przeciwników gradem strzał, co spowodowało ciężkie straty w szeregach Gruzinów. Niezrażony Jerzy IV kontynuował natarcie, nie zauważając, że Mongołowie zaczęli się cofać. Pozorowany odwrót był jedną z najczęściej stosowanych przez nomadów taktyk. Naciskani przez opancerzonych rycerzy koczownicy przesuwali oddziały w kierunku lasu, w którym czekały odwody. Kontratak był miażdżący. Zmęczeni pościgiem rycerze nie stawiali silnego oporu wypoczętym siłom nomadów. Jerzy IV z niedobitkami armii wycofał się do Tifisu (obecne Tibilisi), by oczekiwać na uderzenie Subedeja. Mongołowie jednak nie nadeszli.

Zwycięstwo nad Gruzinami było co prawda sukcesem taktycznym, jednak z perspektywy długofalowej strategii można je uznać za marnowanie zasobów. Głównym celem Mongołów było w końcu przedarcie się przez Kaukaz, nie zaś spacyfikowanie Gruzji i Azerbejdżanu. Druga próba przedarcia się przez tereny kontrolowane przez Jerzego IV również nie obyła się bez potyczki. Król, zebrawszy kwiat rycerstwa, postanowił zaatakować przeprawiającą się armię mongolską. Pole bitwy ograniczone było z jednej strony przez stoki Kaukazu, co znacznie ograniczało możliwości manewru kawalerii. Subedej wydzielił pięć tysięcy wojowników, którzy mieli zająć wschodnie przejście między wzgórzami, pozostając niewidoczni dla przeciwnika. Na czele tych sił stanął Dżebe. Jerzy IV. pamiętając poprzednie starcie z Mongołami. rozkazał rycerzom powolny marsz, tak aby pozostali poza zasięgiem łuczników. Subedej ponownie zastosował jedną z ulubionych sztuczek taktycznych nomadów – pozorowany odwrót. Tym razem jednak zrobił to znacznie dyskretniej. Front przesuwał się do momentu, gdy gruzińska flanka znalazła się na wysokości oddziału Dżebego. Wówczas ukryci koczownicy z pełnym impetem zaatakowali zaskoczonych rycerzy. Gruzini poszli w rozsypkę, próbując odpierać niespodziewane uderzenie, a wówczas główne siły dowodzone przez Subedeja przestały się wycofywać i ruszyły do natarcia. Chrześcijanie znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Atakowani z dwóch stron, nie byli w stanie przegrupować sił i odeprzeć uderzenia. Większość rycerzy poległo, a gwardia przyboczna króla uciekła z pola walki. Był to ogromny cios dla Gruzji, która według szacunków R.A. Gambriela, podczas walk z koczownikami straciła ponad sto tysięcy żołnierzy. Sprawiło to, że kraj pozostał niemal całkiem pozbawiony możliwości obrony.

Nieco później Subedej skierował swoje siły na wschód, w stronę miasta Derbend. Panujący nad tymi ziemiami szach Szyrwanu Raszid doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowili Mongołowie. Nie tracąc z oczu głównego celu wyprawy, dowódcy koczowników nie zdecydowali się na długotrwałe i niepotrzebne oblężenie. Zamiast tego zdali się na negocjacje. Zgodnie z porozumieniem nomadzi mieli nie przystąpić do oblężenia pod warunkiem, że szach zapewni zaopatrzenie i lokalnych przewodników, mających umożliwić Subedejowi przejście przez Kaukaz. Raszid zadbał jednak, aby Mongołowie przeprawiali się najtrudniejszymi i najbardziej wymagającymi szlakami. Jednocześnie wysłał emisariuszy do wodzów plemion z północnych stepów, aby przygotować szeroką koalicję mogącą przeciwstawić się Mongołom po północnej stronie szczytów.

Szlaki, którymi maszerowały siły Subedeja, okazały się zdradliwe. Wielu wojowników umarło z wycieńczenia lub zamarzło. Konieczne było również porzucenie większości machin oblężniczych. Trudne warunki oraz stosunkowo wysokie straty w ludziach i sprzęcie znacząco osłabiły wojska nomadów.

Otwarcie drogi na Ruś

Emisariusze Raszida osiągnęli niespodziewany sukces. Powstała szeroka koalicja plemion i ludów gotowych uderzyć na przeprawiających się przez góry Mongołów. Jej najważniejszymi członkami były plemiona Połowców, nękające do tej pory rozbitą wewnętrznie Ruś. Ich chan, Kocjan, zawiązał szereg przymierzy dających mu władzę nad ogromną armią. Udało się także przekonać do wspólnej walki Bułgarów i Chazarów, stających ramię w ramię przeciw niebezpieczeństwu, jakie stanowili Mongołowie. Sojusz między koczownikami zamieszkującymi ziemie na północ od Kaukazu a pomniejszymi państwami chrześcijańskimi i muzułmańskimi spajał jedynie strach przed nadchodzącą ordą Czyngis Chana. Z tego powodu fundamenty przymierza były niezwykle kruche, o czym doskonale wiedzieli mongolscy oficerowie.

Od strony taktycznej Subedej znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. Jego wojownicy byli wyczerpani marszem przez góry, stracili większość zaopatrzenia, a droga odwrotu była najprawdopodobniej odcięta przez Szyrwanu. Wobec przeważających sił przeciwnika w namiocie głównodowodzącego podjęto decyzję o konieczności dyplomatycznego osłabienia przeciwnika. Kluczem było odciągnięcie Połowców, stanowiących największe zagrożenie. Mongolscy emisariusze wyposażeni w liczne podarki zostali wysłani do Juriego, brata Kocjana, któremu powierzono dowodzenie nad główną częścią sił. Posłowie przekonywali, że koczownicze ludy mają ze sobą wiele wspólnego, a ich prawdziwymi wrogami są chrześcijanie i muzułmanie. Nie wiadomo, czy Mongołowie byli tak przekonujący, czy może decydującą rolę odegrały prezenty w postaci koni i złota, lecz pod osłoną nocy Połowcy odjechali, porzucając dotychczasowych sojuszników. Natychmiast zostało to wykorzystane przez Subedeja, który uderzył, dokonując masakry w obozie przeciwnika. Jednocześnie wysłał za oddalającymi się wojskami Juriego zwiadowców. Niedługo po szturmie na obóz zaskoczonych przeciwników Subedej i Dżebe ruszyli w pościg za uciekającymi Połowcami. Szybko udało im się zaskoczonych zbiegów dogonić, zaatakować i rozbić. Natarcie było tak gwałtowne i niespodziewane, że zgromadzeni nad Donem nomadzi szybko poszli w rozsypkę, nie mogąc stawiać zaciętego oporu przeważającym siłom Mongołów.

Mongołowie osiągnęli cel strategiczny – przeprawili się przez Kaukaz. Straty podczas przemarszu górskimi przełęczami i nieoczekiwana potyczka z Połowcami poważnie nadwątliła jednak ich siły. Pod dowództwem Subedeja znajdowało się obecnie mniej niż dwadzieścia tysięcy zdolnych do walki wojowników. Mimo to głównodowodzący podzielił armię i z połową żołnierzy udał się w stronę wybrzeża Morza Azowskiego. Chciał w ten sposób zabezpieczyć tyły i upewnić się, że rozbici Połowcy nie znaleźli sprzymierzeńców mogących zaatakować mongolskie odwody. Jednocześnie reszta armii prowadzona przez Dżebego miała dotrzeć w okolice Donu i czekać na powrót Subedeja. Przemierzając stepy, Mongołowie natknęli się na placówki handlowe prowadzone przez Wenecjan. Wprawni kupcy od razu dostrzegli chińskie tkaniny i wiele wartościowych przedmiotów, jakie nosili przy sobie nomadzi. Prawdopodobnie dzięki tym handlarzom Subedej wszedł w posiadanie map szeregu krajów leżących w Europie Wschodniej. Zawarto wówczas również tajne porozumienie, zgodnie z którym weneccy przedsiębiorcy zobowiązali się do przekazywania raportów wywiadowczych, w zamian za co koczownicy mieli niszczyć napotkane placówki handlowe niepodlegające doży. Dzięki tej umowie Mongołowie zyskali dostęp do rozbudowanej siatki agentów informujących o sytuacji na dalekim zachodzie, co umożliwiło lepsze rozeznanie się w stosunkach panujących na ziemiach, które planowali w przyszłości podbić. Jeśli nomadzi wywiązaliby się ze swojej części zobowiązań, Wenecjanie zmonopolizowaliby handel na Krymie i północnych brzegach Morza Azowskiego. Subedej dość szybko pokazał, że dotrzymuje słowa. Jego wojska zaatakowały i spustoszyły genueńską placówkę handlową w mieście Sudak. Działania Mongołów wprowadziły element chaosu na półwyspie, na którym jedyną siłą gospodarczą stawali się kupcy weneccy.

Mongolscy łucznicy konni

Mongolscy łucznicy konni

Późną jesienią i zimą roku 1222 Subedej wysłał niewielkie grupy zwiadowców na północ. Ich głównym celem było zbadanie siły książąt ruskich. W tym samym czasie pokonany i upokorzony chan Kocjan zebrał wojowników, którym udało się przeżyć starcie z Mongołami, i udał się w stronę Kijowa, szukać wsparcia u Rusinów. Pod wieloma względami sytuacja ta przypominała wydarzenia związane z przekraczaniem Kaukazu. Wówczas Raszid, szacha Szyrwanu również próbował zorganizować szeroką koalicję mogącą przeciwstawić się koczownikom z dalekiej Mongolii.

Książęta ruscy przystępują do obrony

Ruś w pierwszej połowie trzynastego wieku nie prezentowała takiej siły militarnej jak w wiekach poprzednich. Podział dokonany przez Jarosława Mądrego w 1054 roku zaowocował całkowitym rozbiciem politycznym ziem ruskich. Brak jedności znacząco utrudniał stawienie czoła zagrożeniu, jakie stanowili Mongołowie.

Posłowie Kocjana dotarli na dwór w Haliczu, do Mścisława Udałego, teścia chana. Książę doskonale zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Rozbicie Kumanów przez Subedeja uświadomiło części ruskiej arystokracji, że na stepie dzieją się niepokojące wydarzenia, mogące w niedługiej perspektywie zagrozić ich pozycji. Mścisław Udały zorganizował zjazd książąt do Kijowa. Na wezwanie odpowiedzieli jednak tylko władcy południowych księstw, ponieważ wyłącznie oni zdawali się pojmować, jak wielkim niebezpieczeństwem jest kolejna fala nadchodzących ze strony Kaukazu koczowników. Książęta podejrzewali, że odrzucenie prośby Kocjana może zaowocować przejściem Połowców na stronę Mongołów i wspólnym atakiem na ziemie Rusi. Taki rozwój wypadków mógłby mieć katastrofalne skutki. Choć księstwa bywały okresowo stawiane przed koniecznością odpierania rajdów nomadów ze stepu, ewentualne przymierze Połowców z Mongołami mogło naruszyć kruchą równowagę sił w regionie. Uczestnicy zjazdu w Kijowie doszli do porozumienia – należało wspólnie z Połowcami stawić czoła nacierającym oddziałom Czyngis Chana.

Sformowano koalicję, w której ramię w ramię maszerowali Mścisław Udały z Halicza, Mścisław Romanowicz z Kijowa, Mścisław Światasławicz z Czernichowa, Daniel Romanowicz z Wołynia, Włodzimierz Rurykowicz ze Smoleńska i szereg pomniejszych lenników tych książąt. Dużym osłabieniem dla koalicji była obojętność, którą wykazał dysponujący znacznymi siłami Jerzy II Wsiewołodowicz z Suzdalu. Jako polityczny rywal księcia halickiego nie zamierzał brać udziału w przymierzu zorganizowanym z inicjatywy swojego przeciwnika.

Wojska maszerowały wzdłuż Dniepru, przez Zaporoże aż pod Chortycę, gdzie dołączyli do oddziałów Kumanów prowadzonych przez samego Kocjana. Do tej pory nie udało się trafić na żadne zgrupowania Mongołów. Do obozu Rusinów dotarli jednak posłowie wysłani przez Subedeja i Dżebego. Wodzowie próbowali ponownie skłócić członków koalicji, powodując niesnaski i burząc jedność w obozie przeciwnika. Emisariusze podkreślali, że jedynym celem kampanii prowadzonej przez obu generałów jest ukaranie Połowców, nie zaś atak na księstwa ruskie. Tym razem podstęp się nie udał, a emisariuszy odesłano do Kocjana, który rozkazał ich zamordować. Stracenie posłów było niezwykle poważnym naruszeniem jasy, mongolskiego prawa zwyczajowego.

Po przeprawieniu się przez Chortycę zauważono pierwszych mongolskich jeźdźców. Nie zrobili oni na Rusinach dobrego wrażenia. Wyglądali znacznie gorzej niż wojownicy kumańscy, do których widoku przywykli ruscy książęta. Nie zdawali sobie jednak sprawy, iż byli to jedynie zwiadowcy mający zastosować ulubiony manewr Subedeja – rozciągnąć szeregi przeciwnika i wciągnąć go w głąb stepu. Porywczy Mścisław Udały z rycerzami halickimi i wołyńskimi rzucił się w pościg za Mongołami. Prawdopodobnie 16 maja wywiązała się krótka potyczka, po której zwiadowcy rzucili się do pozorowanej ucieczki. Książę był zapewne niezwykle dumny z sukcesu. Nie tylko rozbił cieszących się przerażającą sławą koczowników, lecz także udało mu się pochwycić jednego z oficerów – Gemibeka. O nastrojach, jakie panowały wśród rycerzy, najlepiej świadczy fragment relacji Ibn al-Asira przytaczanej przez Leszka Podhoreckiego w dziele „Czyngis Chan”. Kronikarz miał stwierdzić, że Mongołowie uciekali ze strachem, bojąc się walnej bitwy. W tych założeniach utwierdzał Rusinów fakt, iż udawało im się przechwycić część wozów i zwierząt należących. Mogło to wzbudzić podejrzenia, ponieważ do tej pory natknięto się jedynie na niewielkie grupy koczowników i porzucone zaopatrzenie. Nie dostrzeżono jednak głównych sił przeciwnika. Wobec takiego obrotu sytuacji doszło do poważnej różnicy zdań wewnątrz koalicji. Ośmielony dotychczasowymi sukcesami Mścisław Udały opowiadał się za dalszym pościgiem i uderzeniem na umykających w step wojowników Subedeja. Innego zdania był Mścisław Romanowicz, który uważał, że sama decyzja o przekroczeniu Dniepru była poważnym błędem. Głównodowodzący obstawał jednak przy swojej decyzji i kontynuowano marsz na wschód. Awangarda prowadzona była przez Połowców, za którymi podążały nieduże oddziały księcia Daniela Halickiego, zięcia Mścisława Udałego. Dopiero za nimi podążała główna część sił ruskich.

Po ośmiu dniach pościgu, 31 maja 1223 roku, armia książąt ruskich wsparta przez koczowników Kocjana dotarła nad rzekę Kałkę, gdzie miała rozegrać się jedna z najważniejszych bitew średniowiecznej Europy.

Bitwa nad Kałką

Główna część sił mongolskich znajdowała się po wschodniej stronie rzeki, oczekując na pojawienie się wojsk rusko-połowieckich. Na polecenie Mścisława Udałego na czele Połowców stanął chan Jarun; Kocjan miał pozostać z tyłu i nie brać udziału w pierwszym starciu. Wraz z nim atak wspierany był przez kawalerię wołyńską, której przewodził książę Daniel Halicki. W niewielkiej odległości podążał za nimi Mścisław czernichowski i wojska halickie.

Przeprawa przez rzekę była klęską taktyczną. Luki między poszczególnymi oddziałami rosły, przedsięwzięciu brakowało skoordynowanego dowództwa. Każdy wódz działał niemal całkowicie niezależnie, co utrudniało nie tylko opracowanie jednolitej strategii, lecz również skoordynowanie ataku. Przyglądając się czołu sił rusko-połowieckich, Subedej natychmiast zauważył słabość w braku zorganizowania oddziałów. Zamiast skorzystać ze sprawdzonej mongolskiej taktyki polegającej na wysłaniu konnych łuczników, rzucił do natarcia ciężką kawalerię. Dość szybko udało się jej rozbić Połowców i zaatakować wojska wołyńskie. Z odsieczą ruszył książę Łucka, Mścisław, nie udało mu się jednak wspomóc łamiących się szeregów. Łucznicy mongolscy zasypywali nacierającą kawalerię gradem strzał, powodując nie tylko poważne straty, ale również upadek morale.

Wycofujący się w popłochu Połowcy wymieszani z kawalerią wołyńską dotarli do brzegów Kałki. Natrafili tam na kończących przeprawę żołnierzy księcia czernichowskiego. Rusini byli całkowicie zaskoczeni bezładną masą kawalerii próbującej uciec z pola walki. W chwili, gdy pojawili się Mongołowie, jedynie książę kurski Oleg w pełni skończył przekraczać rzekę. Jednocześnie flanki wojsk ruskich zostały zaatakowane przez mongolską kawalerię. Klęska wydawała się przesądzona. Wielu dowódców poległo lub zostało ciężko rannych, a zwykli żołnierze rzucali się do panicznej ucieczki, łamiąc szeregi.

Na drugim brzegu, z dala od chaosu bitwy, starcie obserwował książę kijowski, zabezpieczający odwody. Widząc, że nic nie zdziała, włączając się do starcia, postanowił umocnić tyły i przygotować się do obrony, wykorzystując tabory. Subedej wysłał nieduże oddziały, aby uniemożliwić wojskom kijowskim ucieczkę. Armia ruska została zupełnie rozbita. Oddziały czernichowskie ścigane przez Mongołów uciekały w stronę stepu, wojska halickie i wołyńskie przeprawiły się przez Dniepr, niszcząc wcześniej resztę łodzi i odcinając drogę ucieczki pozostałym Rusinom. W bitewnym zamęcie książę smoleński z tysiącem zbrojnych odparł uderzenie koczowników i wycofywał się w stronę swoich ziem. Rozproszeni Połowcy, którzy zostali przy życiu, udali się na północny zachód, aby plądrować Ruś.

Część Mongołów została wysłana w pościg za wycofującymi się siłami halickimi i czernichowskimi. Głównym celem koczowników było uniemożliwienie Rusinom połączenia się z taborami. Mścisław kijowski dobrze przygotował się do obrony. Jego największym przeciwnikiem nie okazali się jednak wojownicy Subedeja, lecz kończące się szybko zapasy wody pitnej. Jednocześnie oblegający nie zamierzali szturmować pospiesznie zmontowanych umocnień. Zamiast tego postanowili przystąpić do negocjacji. Na emisariusza wybrali Płoskinę – przywódcę Brodników. Była to niewielka społeczność składająca się ze zbiegów, dezerterów i włóczęgów. Stworzyli dość unikalną jak na te czasy grupę, która zamieszkiwała ziemie nad Donem. Gdy Subedej wkroczył na nie, Brodnicy szybko stanęli po ich stronie, nie tylko wzmacniając ograniczone siły mongolskie, lecz także dostarczając ważnych informacji wywiadowczych.

Bitwa nad Kałką, rycina z XIX wieku

Bitwa nad Kałką, rycina z XIX wieku

Płoskina był znacznie lepszym emisariuszem niż jakikolwiek mongolski oficer. Ważny był tutaj czynnik religijny. Po zakończeniu negocjacji publicznie pocałował krucyfiks, przypieczętowując umowę, zgodnie z którą ruscy bojarzy mieli wyjść z obozu, a ich krew nie zostanie przelana. Mścisław Romanowicz nie miał wyboru, musiał przystać na zaproponowane warunki. Mongołowie dotrzymali słowa. Arystokraci po wyjściu zostali jednak pochwyceni, związani i rzuceni na ziemię. Przygnieciono ich drewnianą platformą, na której urządzono ucztę. Skrępowani Rusini zostali zmiażdżeni, jednak zgodnie z porozumieniem nie przelano ich krwi, przynajmniej nie w tradycyjnym rozumieniu. Zgodnie z jasą nie złamano danego słowa, a śmierć bojarów była jedynie przykrą koniecznością.

Powrót na wschód

Rozbicie koalicji Rusinów i Połowców nie odbyło się bez strat. Pozbawieni wsparcia wschodnich oddziałów kierowanych przez Dżocziego, Subedej i Dżebe pozostawieni byli samym sobie. Dalsze uderzenie na zachód było możliwe, jednak wiązało się z dużym ryzykiem. Niebawem po bitwie nad Kałką nadeszła wiadomość od Wielkiego Chana, zwołująca kurułtaj na mongolskich stepach. Wcześniej armie, które rozbiły Rusinów, miały połączyć się z wojskami stacjonującymi na północny wschód i uderzyć na niezależnych do tej pory Bułgarów Wołżańskich.

Podczas przeprawy przez Wołgę w okolicach miasta Suwar oddziały Subedeja zostały zaskoczone przez niespodziewany atak Bułgarów. Wyczerpani po niedawnej walce z Rusinami wojownicy musieli wycofać się na wschód. Nie ma jednoznacznej relacji z przebiegu bitwy, do naszych czasów przetrwały sprzeczne opinie. Kronikarze zgodni są co do tego, że po obu stronach poległo bardzo wielu wojowników, a Mongołowie zrezygnowali z próby zdobycia Bułgaru i skierowali się bezpośrednio w stronę kazachskich stepów.

Trzej dowódcy dotarli wreszcie do obozu Czyngis Chana nad Syr-darią. Rozpoznanie, które prowadzili wojownicy Dżocziego, Dżebego i Subedeja, okazało się wielkim sukcesem. Zetknęli się oni z dziesiątkami ludów stosujących niezwykle różnorodną taktykę. Była to nieoceniona szkoła wojny, pozwalająca Mongołom doskonalić własny sposób prowadzenia walki. Oddziałom nie był jednak dany długi wypoczynek. Raporty wywiadowcze docierające do Chana informowały o niepokojach na wschodzie.

Ostatnia wyprawa Czyngis Chana

Sytuacja we wschodniej części imperium nie wyglądała zbyt dobrze. Spory wewnątrz Xi Xia znacząco osłabiły lojalnego wobec Mongołów cesarza i zmusiły go do abdykacji na rzecz syna. Młody Zhao Dewang doskonale zdawał sobie sprawę, że powrót głównych sił koczowników do zmęczonego wojną Xi Xia może oznaczać faktyczny upadek państwa. Pośpiesznie przystąpił do formowania sojuszy z pomniejszymi ludami znajdującymi się pod nominalną władzą Czyngis Chana. Odbudowa potencjału obronnego zbiegła się w czasie z zawarciem porozumienia pokojowego z Dżurdżenami, mogącymi stać się naturalnym sojusznikiem w nadchodzącej wojnie. Działania te nie uszły uwadze szpiegów, którzy w informowali wodza o sytuacji w północnych Chinach.

Nie były to jedyne problemy na wschodzie. Syn i spadkobierca szacha Chorezmu, Dżalal ad-Din, wyruszył z Indii w stronę północnej Persji z zamiarem odbicia utraconych przez ojca ziem. Mongołowie nie uważali go za poważne zagrożenie, dlatego postanowili najpierw rozprawić się z Xi Xia. Po serii zniewag dyplomatycznych ze strony cesarza wojna wydawała się przesądzona.

W 1226 roku nieduża armia prowadzona osobiście przez Czyngis Chana wkroczyła do Xi Xia. Wojownicy bezlitośnie plądrowali i niszczyli wsie i osady. Sytuacja ludności była rozpaczliwa. Podczas przemarszu koń wodza spłoszył się jednak, zrzucając z siodła zaskoczonego jeźdźca. Czyngis Chan miał wówczas sześćdziesiąt cztery lata i bardzo ucierpiał wskutek upadku. Nie zahamowało to jednak operacji przeciwko Xi Xia. Koczownicy przedzierali się szybko i już zimą przełomu 1226 i 1227 roku oblegali tangucką stolicę. Najeźdźcy dotarli aż do Tybetu, niszcząc całkowicie niepokornych wasali. Operację w Chinach przerwała śmierć Czyngis Chana w 1227 roku. Wojska powróciły do Mongolii, aby pochować wielkiego wodza w jego rodzinnej ziemi. Nowym wielkim chanem został tymczasowo Tołuj. Miał on pełnić zwierzchnictwo do czasu wyboru nowego wodza podczas kurułtaju.

Ugedej nowym chanem. Powrót do Chin

Regencja Tołuja trwała dwa lata. Po tym czasie zwołano kurułtaj, którego wynik wydawał się przesądzony. Rządy objął trzeci syn zmarłego chana – Ugedej. Nie tylko został on namaszczony przez ojca na następcę, ale również zaakceptowała go większość wyższych dowódców. Zawdzięczał to licznym przymiotom osobistym. Z relacji kronikarzy wyłania się obraz człowieka niezwykle charyzmatycznego i lubianego przez towarzyszy. Zdaje się jednak, że w przeciwieństwie do poprzednika wolał życie dworskie, a nie kolejne wyprawy wojenne. Częste biesiady sprawiły, że szybko popadł w uzależnienie od alkoholu. Nie przeszkodziło mu to jednak w utrzymaniu relatywnej stabilności państwa.

Rządy Ugedeja rozpoczęły się od wielkiej dyskusji wśród wyższej arystokracji co do kierunku polityki zagranicznej imperium. Część dowódców uważała, iż należy skupić się na umocnieniu wewnętrznym, inni zaś podkreślali konieczność dalszej ekspansji. Jednym z najbardziej aktywnych zwolenników polityki podboju był Subedej. Był już dojrzałym, 54-letnim mężczyzną, doświadczonym bohaterem wielu wojen, cieszył się ogromnym poważaniem wśród Mongołów. Niemal wszyscy jego dawni towarzysze już nie żyli, on zaś nadal pozostawał aktywny i cieszył się dobrym zdrowiem. Podczas narad w namiocie chana podkreślał zagrożenie, jakie stanowi odbudowujące się cesarstwo Jin, a leżące na południu domeny dynastii Song nadal pozostawały nietknięte przez mongolskich wojowników. Młody chan uległ pokusie ponownego złupienia północnych Chin. Ugedej nominalnie objął przewodnictwo w wyprawie, jednak to Subedej odpowiadał za plan ataku i dalsze poprowadzenie natarcia.

Lata względnego spokoju pozwoliły cesarzowi Jin zgromadzić pokaźne skarby i wydatnie umocnić swoją pozycję. Nowa stolica – Kaifeng – znajdowała się w dogodnym miejscu. Z jednej strony dostępu pilnowała rzeka, z drugiej zaś – góry. Miasto otoczone było murami obronnymi i wydawało się niemożliwe do zdobycia.

Do pierwszej potyczki między Mongołami a siłami cesarza Jin doszło w krainie Tongguan Xian (obecnie w południowej części prowincji Shaanxi). Był to ważny element planu Subedeja. Założył on, że kluczem do pokonania Jin jest przekonanie chińskich dowódców, iż główne natarcie przeprowadzone zostanie z północy. Obie strony doskonale zdawały sobie sprawę, iż przewaga strategiczna jest po stronie obrońców. Mongolskie oddziały niespiesznie uderzyły w kilku miejscach wzdłuż Żółtej Rzeki. Nie była to typowa dla koczowników taktyka. Przypominała raczej chiński sposób prowadzenia walki. W czasie, gdy generałowie Jin próbowali organizować obronę, opierając się na rzece, Subedej polecił lewemu skrzydłu armii udać się na zachód.

Trzy tumeny prowadzone przez Tulego szybko obeszły Wielki Mur wzdłuż granicy pustyni Gobi, wkraczając do prowincji Syczuan. Trasa przemarszu przebiegała przez ziemie dynastii Song. Subedej był przekonany, iż rządzący na południu cesarz nie podejmie działań zaczepnych. Wywiad mongolski dostarczył liczne raporty, w których podkreślano wrogość między oboma cesarstwami. Przewidywania okazały się trafne, a koczownicy nieniepokojeni przemaszerowali przez ziemie kontrolowane przez Song. Trzydzieści tysięcy zupełnie niezauważonych wojowników przekroczyło rzekę Wei i skierowało się wprost na Kaifeng. Dopiero wówczas chińscy generałowie zdali sobie sprawę z popełnionego błędu. W pośpiechu wycofali większość sił stacjonujących na północy i skierowali żołnierzy do obrony stolicy. Porzucone fortece nie stanowiły już przeszkody mogącej zatrzymać pochód zmierzającego z północy Subedeja.

Tuli, pamiętając rozkazy dowódcy, nie przystąpił do oblężenia stolicy Jin. Zamiast tego wysłał nieliczne grupy wojowników, aby nękały kierujących się w stronę Kaifengu Chińczyków. Obrońcy byli przekonani, że długi przemarsz osłabił mongolskie tumeny stacjonujące pod miastem. Zamiast szukać schronienia za grubymi murami, postanowili przeprowadzić uderzenie wyprzedzające. Tuli nie wydawał się zaskoczony takim obrotem sytuacji. Zamiast angażować się w otwartą bitwę, wolał wykorzystać sprawdzoną taktykę – pozorowany odwrót. Niespodziewający się podstępu Chińczycy nieustępliwie ścigali uciekających w góry koczowników. Obie armie posuwały się coraz wyżej, a największym zagrożeniem przestawał być przeciwnik. Największym niebezpieczeństwem była niestabilna pogoda. Rozpoczynająca się zima sprawiła, że wielu Chińczyków zmarło z wychłodzenia. Mongołowie znajdowali się w nieco lepszej sytuacji. Koczownicy, przyzwyczajeni do trudów życia na stepach, doskonale znosili zarówno gorące lata, jak i surowe zimy. Dodatkowym problemem, przed którym stanęli dowódcy obu stron, były braki w aprowizacji. Chińczycy zdawali się nie zwracać uwagi na przerwanie linii zaopatrzenia, najważniejszym celem było rozbicie koczowników prowadzonych przez Tulego. Ich determinację podsycało przekonanie, iż mają przed sobą główne siły Mongołów. Nie zdawali sobie sprawy, że prowadzony przez Subedeja trzon armii właśnie przekracza pozbawioną obrony północną granicę.

Gdy wreszcie zdali sobie sprawę z pomyłki, chińscy generałowie w panice zawrócili swoje oddziały, tracąc z oczu tumeny Tulego. Był to fatalny błąd. Gdy tylko wojska Jin rozpoczęły chaotyczny odwrót, Mongołowie przestali się wycofywać i ruszyli do natarcia. Szybkie i gwałtowne napaści skutecznie osłabiały wolę walki obrońców kierujących się na południe, wprost na Subedeja.

Kaifeng znalazł się w pułapce między dwoma mongolskimi armiami a wrogim państwem Song. Ugedej, oficjalnie przewodzący wyprawie, był niezwykle zadowolony z sukcesu swoich generałów. Gdy przystąpiono do oblężenia stolicy Jin, chan z Tulim powrócili na stepy, zostawiając pełnię władzy w rękach Subedeja. Przez sześć dni zarówno obrońcy, jak i atakujący ostrzeliwali się wzajemnie z najróżniejszych machin wojennych. Obok katapult obrońcy stosowali ho pao – rodzaj prymitywnej artylerii z bambusowej rury. Mimo iż nie przedstawiała wielkiej wartości bojowej, doskonale nadawała się do prowadzenia wojny psychologicznej. Napastnicy nie byli skłonni ruszyć do szturmu, a obrońcy czuli się bezpiecznie za potężnymi murami – nastał impas trwający aż do lata.

Z nadejściem ciepłych dni sytuacja Chińczyków stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Skończyła się żywność, zjedzono większość zwierząt i skór, a dodatkowo mieszkańców dziesiątkowała zaraza. Subedej, obawiając się wybuchu epidemii wśród swoich wojowników, postanowił rozpocząć negocjacje. Porozumienie zakładało, iż Mongołowie odstąpią od oblężenia i odsuną się od granic miasta. Mieszkańcy stolicy nadal cierpieli z powodu chorób, a w tym samym czasie zdrowi i wypoczęci napastnicy wycofali się na widnokrąg. Do sił Subedeja przyłączył się kontyngent przysłany przez cesarza Song, mający wspomóc ostatecznie zniszczenie Jin. Niedługo później Mongołowie przystąpili do szturmu i zdobyli Kaifeng.

Przed całkowitym zniszczeniem miasto uratował Ugedej. Chan, podążając za wskazówkami chińskich doradców, uznał, że lepiej nałożyć na stolicę pokonanego Jin podatki niż doprowadzić do eksterminacji jej mieszkańców. Subedej powrócił na stepy, do budowanej od dwóch lat mongolskiej stolicy w Karakorum. Tam też niezwłocznie przystąpił do opracowywania planu kolejnej wyprawy na zachód.

Drugi najazd na Ruś

Ruscy bojarzy doskonale pamiętali porażkę, której zaznali podczas poprzedniej konfrontacji z Mongołami. Wydaje się jednak, że na ziemiach ruskich nie zaszły duże zmiany. Nad wielkimi połaciami terenu władzę sprawowali udzielni książęta, którzy bardziej niż konsolidacją zainteresowani byli politycznymi rozgrywkami. W takich warunkach trudno spodziewać się, aby ich służby wywiadowcze mogły wiedzieć o zmianach, jakie zaszły w ordzie kierowanej wcześniej przez Czyngis Chana. Podział imperium między synów Temudżyna sprawił, że każdy postanowił rozszerzyć granice swojej domeny. Ziemie zachodnie miały znaleźć się pod zwierzchnictwem Dżocziego. Po jego śmierci w 1227 roku władcą został jego syn, Batu.

W 1236 roku wyruszyła wielka ekspedycja pod nominalnym przewodnictwem młodego chana. Jego wujowie, a szczególnie przewodzący imperium Ugedej, obawiali się o sukces tak wielkiego przedsięwzięcia prowadzonego przez niedoświadczonego wodza. Dlatego właśnie przydzielono mu do pomocy najbardziej doświadczonego z generałów – Subedeja.

Mongołowie zdawali sobie sprawę z warunków terenowych na ówczesnej Rusi. Brak dróg, nieprzewidywalne rzeki i gęste puszcze mogły znacznie utrudnić przemieszczanie wojsk. W obliczu rozdrobnienia księstw kluczowe były szybkość i zaskoczenie. Należało zaatakować, nim skłóceni bojarzy ponownie zjednoczą siły. Koczownicy zdecydowali się na dość ryzykowny krok – zaatakowali zimą. Zamarznięte rzeki ułatwiały przemieszczanie, jednak wyżywienie żołnierzy i wierzchowców mogło stanowić potencjalny problem.

Pierwsze natarcie skierowano przeciwko Bułgarom kamskim. Uderzenie było miażdżące. Mongołowie niszczyli osady, palili miasta, a cywili bezlitośnie mordowali. Ci, którzy zdołali uciec, kierowali się na zachód, w kierunku Karpat. Tak gwałtowny atak na stosunkowo nieliczny lud mógł wydawać się niezrozumiały. Subedej wiedział jednak, iż nie może pozwolić na istnienie niezależnego związku plemiennego zagrażającego lewej flance jego armii.

Po rozbiciu Bułgarów mongolski generał skierował się na północny zachód, w stronę ziem ruskich. Dzięki siatce agentów najeźdźcy doskonale wiedzieli, gdzie zaatakować. Pierwszym miastem, na które uderzył Subedej, był Riazań. Ukryty za drewnianą palisadą, bronił się jedynie przez pięć dni. Zdobywcy niemal zrównali Riazań z ziemią, mordując przy okazji większość mieszkańców. Podobny los spotkał Rostów, Moskwę, Jarosław i Kołomnę. 7 lutego 1238 roku, po masowym szturmie, upadł Włodzimierz. Złamawszy lokalnych bojarów, Subedej, stosując taktykę spalonej ziemi, posuwał się szybko na północ, w kierunku Nowogrodu. Miał tam połączyć się z głównymi wojskami, którym osobiście przewodził Batu. Chan dotarł do Torżoku, który zdobył po dwutygodniowym oblężeniu. Następnie skierował się bezpośrednio na bogaty Nowogród. W tym czasie nadciągnęły siły Subedeja. Marcowe roztopy sprawiły, iż kontynuowanie ekspansji trzeba było odłożyć w czasie. Generał, zdając sobie sprawę z poniesionych strat, zdecydował o odwrocie na stepy w celu odpoczynku, reorganizacji i uzupełnienia nadwątlonych oddziałów.

Późną jesienią 1240 roku Mongołowie wznowili ofensywę. Tym razem jednak skierowali się na południe. Zniszczyli po drodze Czernichów i Perejasław, zagrażając bezpośrednio Kijowowi. Miasto było wówczas nie tylko prężnym ośrodkiem handlowym, ale przede wszystkim jednym z najważniejszych centrów kulturowo-religijnych w Europie. Tym razem napastnicy zastali dobrze przygotowaną obronę, którą dowodził wojewoda Dymitr. Na jej potrzeby zaadaptowano nawet cerkiewne wieże. Oblężenie trwało z przerwami aż do 6 grudnia. Operacja zakończyła się dla Mongołów koniecznością brutalnej walki o każdą ulicę. Ostatnim punktem oporu była cerkiew Dziesięcinna. Według legendy koczownicy, będąc pod wielkim wrażeniem odwagi obrońców, pozwolili Dymitrowi odejść wolno po zdobyciu miasta. Sam Kijów zrównano z ziemią. Zgodnie z relacjami kronikarzy po ataku Batu Chana (czasami nazywanego pogardliwie Batyjem) w mieście zostało niewiele ponad trzydzieści domów.

Napierając dalej na zachód, Subedej wkroczył do Księstwa Halicko-Włodzimierskiego, które również rozbił. Przerażeni bojarzy porzucali dobytek i uciekali do Polski lub na Węgry. Mongołowie po dotarciu do granic księstw ruskich zwołali naradę w Przemyślu.

Dalej na zachód

Rozbicie Bułgarów Kamskich na początku kampanii Batu Chana spowodowało poważne zmiany na stepie. Kumani, pamiętający doświadczenia walki przeciwko Mongołom, zdawali sobie sprawę, że kolejne starcie może położyć kres ich istnieniu. Gdy dotarły do nich wiadomości o masakrze, jaka dotknęła Bułgarów, zdecydowali się porzucić dotychczasowe koczowiska i zarządzić odwrót. Ich pochód na zachód zakończył się z przekroczeniem wschodnich granic Węgier. Zwrócili się do panującego wówczas króla Beli IV z prośbą o pomoc i ochronę. Władca planował wykorzystać Kumanów jako kawalerię mogącą potencjalnie wzmocnić węgierską armię. Dodatkowym czynnikiem było prawdopodobnie zwiększenie prestiżu w chrześcijańskiej Europie. Ochrzczenie i włączenie do Kościoła katolickiego ponad dwustu tysięcy nowych wyznawców mogło wydatnie wpłynąć na relacje nie tylko z papiestwem, ale również z innymi monarchami zachodnioeuropejskimi. Koczownicy ostrzegali Belę IV przed potęgą Mongołów. Niestety wydaje się, że ich rady całkowicie zignorowano.

Europa nie była w stanie zjednoczyć się nawet wobec zagrożenia ze stepu. Na zachodzie w najlepsze trwały przepychanki między papieżem Grzegorzem IX a cesarzem rzymskim Fryderykiem II, na wschodzie Zakon Krzyżacki, Polska i Węgry zdawały się zajęte swoimi sprawami i całkowicie niezainteresowane stawieniem oporu nadchodzącej fali koczowników.

Po zakończeniu narady w Przemyślu Mongołowie postanowili skierować siły na południe, w stronę Karpat. Subedej planował niepostrzeżenie przekroczyć góry i nagle zaatakować jednocześnie z kilku kierunków. W tym celu podzielił siły na cztery kontyngenty. Pierwszy, kierowany przez Bajdara, miał uderzyć frontalnie z północy. Dowodzenie nad drugim objął osobiście Batu, prowadząc natarcie z terenów późniejszej Galicji. Trzeci oddział pod wodzą Kujuka miał kierować się w stronę Transylwanii. Ostatnią część mongolskiej armii prowadził sam Subedej, mający dotrzeć aż do dzisiejszego okręgu Mehedinti na granicy rumuńsko-serbskiej i zaskoczyć węgierską stolicę od południa.

Kluczowe dla powodzenia operacji węgierskiej było zabezpieczenie się przed ewentualnym atakiem z północnego zachodu. Dla wzmocnienia tyłów głównodowodzący oddelegował trzy tumeny, które poprowadził Kajdu – wnuk Ugedeja. Jego celem było przeprowadzenie uderzenia wyprzedzającego i związanie walką sił polsko-czeskich, uniemożliwiając im wsparcie Węgier, przeciwko którym poprowadzono główne siły.

Ostatnia wojna Subedeja

Przeprawa przez Karpaty była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Podczas gdy główne siły powoli pokonywały zaśnieżone szczyty, znacznie mniejsze oddziały pod wodzą Subedeja zaczęły pustoszyć kraj od południa. Działanie to miało na celu odwrócenie uwagi Beli IV od głównych sił, brnących przez niebezpieczne góry.

Taktyka okazała się trafna. Władca wysłał niewielki oddział rycerzy mających zatrzymać koczowników niszczących wsie i miasta. Sam udał się na naradę wojenną, podczas której chciał opracować plan odparcia nagłego najazdu. W pierwszej połowie roku, 15 marca 1241, podczas jednego ze spotkań z oficerami otrzymał informację, iż mongolska awangarda dotarła już niemal nad brzegi Dunaju w pobliżu Pesztu. Król uważał, że potężne fortyfikacje i szeroka rzeka, nawet jeśli nie zatrzymają, to z pewnością spowolnią najazd koczowników. Wbrew wszystkim oczekiwaniom najeźdźcy nie rozpoczęli oblężenia ani nie przystąpili do szturmu.

Na początku kwietnia Bela IV skończył zwoływać rycerstwo i wyruszył do ataku, planując zmusić Mongołów do walnej bitwy. Ci jednak wycofywali się niespiesznie na północny wschód, przekraczając kamienny most na rzece Sajó. Subedej pozostawił na moście niewielki oddział zabezpieczający przeprawę. Węgrzy skierowali znaczne siły mające odbić ten pozornie strategiczny punkt.

Mongołowie podejrzewali, że wróg może spróbować przedrzeć się i zaatakować pod osłoną nocy, dlatego zadbali o odpowiednie przygotowanie miejsca na obóz. Było zabezpieczone przed atakiem z flanki, znajdowało się również w odpowiedniej odległości od koryta, zapewniając przestrzeń w razie ewentualnego odwrotu. Przebywający na zachodzie Bela IV nie był tak przewidujący. Zgrupował rycerzy blisko brzegu Sajó i skupił całą uwagę na zdobyciu kamiennego mostu bronionego przez niewielki mongolski oddział. Mimo iż walczył na dobrze znanym sobie terenie, zupełnie zignorował istnienie innych brodów. Okazało się to kluczowe w nadchodzącej konfrontacji.

Rankiem 11 kwietnia Batu poprowadził uderzenie na silnie broniony most. Jednocześnie na obozujących po wschodniej stronie rzeki Węgrów zaczął spadać deszcz kamieni, petard i pocisków wystrzeliwanych przez mongolskie balisty. Bela IV zdołał jednak powstrzymać panikę i skierować swoje oddziały w stronę przeprawy zaatakowanej przez koczowników. Zdawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Oddziały Batu powoli wycofywały się, oddając pole nacierającym rycerzom. Wtem prawe skrzydło węgierskiej armii zostało zaskoczone przez trzy tumeny prowadzone osobiście przez Subedeja.

Poprzedniej nocy generał przeprowadził trzydzieści tysięcy wojowników przez jeden z naturalnych brodów na południe od pilnie strzeżonego kamiennego mostu. Pokonanie bagien zajęło sporo czasu, jednak jeszcze przed uderzeniem Batu na zachodnim brzegu Sajó wylądowały znaczne siły prowadzone przez najlepszego z mongolskich wodzów. Węgrzy nie wpadli w panikę i rozpoczęli zorganizowany odwrót w stronę dotychczasowego obozu. Wówczas do ofensywy przystąpił młody chan, ponownie atakując pilnie strzeżony do tej pory most. Dodatkowo wzmógł się ostrzał mongolskiej artylerii.

Subedej doskonale znał zasady, którymi rządzi się pole walki. Koordynując swoje siły, zadbał o zostawienie wąskiego korytarza umożliwiającego Węgrom ucieczkę. Początkowo do bezładnego odwrotu rzuciło się kilku jeźdźców, gdy jednak zostało to zauważone przez resztę wojska, coraz większe masy ludzkie próbowały wymknąć się w obliczu nadchodzącej klęski. Jedynymi wojownikami, którzy mężnie przyjęli nadchodzący los, byli templariusze wspierający węgierskiego monarchę.

Ci, którzy podjęli próbę ucieczki, nie mogli czuć się bezpiecznie. W pościg wyruszyła lekka jazda, która z łatwością wymordowała zmęczonych i zrezygnowanych Węgrów. Starcie na równinie w pobliżu wsi Mohi i rzeki Sajó zakończyło się całkowitą klęską europejskiego rycerstwa. Sam cesarz rzymski Fryderyk w jednym z listów pisał o „zniszczeniu całej węgierskiej armii”.

Bitwa na równinie Mohi na ilustracji z epoki

Bitwa na równinie Mohi na ilustracji z epoki

Bitwa była wielkim sukcesem Subedeja. Nie było jednak czasu na świętowanie, gdyż po trwającym do pierwszych przymrozków odpoczynku wznowiono kampanię. Mongołowie skierowali się w stronę Wiednia i północnej Italii. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się dalsze losy Europy, gdyby do głównodowodzących nie dotarł posłaniec z dalekiego Karakorum. Przyniósł on wieści o śmierci Ugedeja i wezwanie na wielki kurułtaj w stolicy.

Koniec epoki Subedeja

Zjazd mający wyłonić nowego wielkiego chana znacznie różnił się od tego, który nastąpił po śmierci Czyngis Chana. Tym razem nie obeszło się bez intryg i walki stronnictw. Ugedej był władcą popularnym i szanowanym, jednak nigdy nie udało mu się dorównać ojcu. Nie cieszył się podobnym autorytetem, a co gorsza, zaniedbał kwestie związane z przekazaniem władzy. Subedej widział na własne oczy, jak syn Jesugeja osiąga wielkość, a później jak jego potomek obejmuje we władanie niemal wszystkie znane Mongołom krainy. Teraz jednak zamiast przygotowywać się do kolejnej wyprawy, musiał obserwować niepotrzebne waśnie i dworskie rozgrywki między mongolskimi arystokratami. Obserwowanie zachowania Kujuka i Batu, próbujących uzyskać jak najwięcej władzy po śmierci Ugedeja, musiały ogromnie smucić starego generała. Prawdopodobnie był to jeden z czynników, które skłoniły Subedeja do porzucenia roli wojownika i udania się na zasłużony odpoczynek. Jeśli wierzyć legendzie, po zjeździe w Karakorum udał się nad Dunaj, gdzie dożył swoich dni w jurcie, zajmując się wychowaniem wnuka.

Subedej przeszedł imponujący szlak bojowy. Poprowadził nomadów do kolejnych zwycięstw od walki na surowych równin Mongolii przez podbój pustyń Mawarannahru i ruskich puszcz, przyczyniając się do budowy stepowego imperium. Potrafił być wyrafinowany i bezwzględny, jednak zawsze działał w interesie swojego chana. Jego lojalność była niezachwiana, co w połączeniu z niezwykłym talentem wojskowym zaowocowało błyskotliwą karierą u boku największego zdobywcy w dziejach świata. Przyglądając się bitwom, które stoczył w ciągu swojego życia, można odnieść wrażenie, że był generałem w pełni rozumiejącym zalecenia zawarte w „Sztuce wojennej” Sun Zi.

Zarówno w warstwie taktycznej, jak i strategicznej niejednokrotnie objawiał się militarny geniusz Subedeja, który posiadł jedną z najważniejszych cech dowódcy – elastyczność. Wiedział, kiedy zaatakować, ale także kiedy ustąpić. Zdawał sobie sprawę, iż niektóre bitwy zwycięża się nie w otwartym polu, lecz podczas negocjacji w namiocie. Doskonale posługiwał się zarówno dyplomatami, jak i szpiegami, doprowadzając do rozłamów wśród przeciwników. Taki był właśnie styl prowadzenia wojny, jaki stosował Subedej – rozważny i wieloaspektowy. W swoich działaniach był niczym płynąca woda. Dostosowywał się do zastanych warunków, potrafiąc jednocześnie nagle zmienić kierunek działania i uderzyć z niszczycielską siłą. Na szlaku bojowym Subedej natknął się na przeróżnych przeciwników, od mongolskich plemion przez zdyscyplinowaną chińską piechotę aż po ciężkozbrojne rycerstwo europejskie. Za każdym razem udawało mu się znaleźć i wykorzystać słabość w szeregach przeciwnika. Można powiedzieć, iż był nie tylko duchowym uczniem Sun Zi, lecz również najwybitniejszym generałem w dziejach świata.

Bibliografia

Artwood C.P., Encyclopedia of Mongolia and the Mongol Empire, 2004.
Baranowscy K. i B., Historia Azerbejdżanu, 1987.
Baranowscy K. i B., Historia Gruzji, 1987.
Buell P.D., Historical Dictionary of the Mongol World Empire, 2003.
Bazylow L., Historia Mongolii, 1981.
Bazylow L., Historia Rosji, 1975.
Dick P.K., Masters of the Battlefield: Great Commanders From the Classical Age to the Napoleonic Era, 2013.
Felczarek W., Historia Węgier, 1983.
Gabriel R.A., Genghis Khan’s Greatest General: Subotai the Valiant, 2006.
Gumilow L, Od Rusi do Rosji, 1996.
Gumilow L, Śladami cywilizacji Wielkiego Stepu, 1973.
Kennedy H., Mongols Huns and Vikings – Nomads at War, 2002.
Man J., Czyngis-Chan. Życie, śmierć i zmartwychwstanie, 2004.
Nicole D. i V. Shpakovsky, Kalka River 1223. Genghiz Khan’s Mongols invade Russia, 2001.
Podhorecki J., Tatarzy, 1971.
Prawdin M., The Mongol Empire: Its Rise and Legacy, 1967.
Rodziński W., Historia Chin, 1974.
Serczyk W., Historia Ukrainy, 2001.
Turnbull S., Mongol Warrior 1200-1350, 2003.
Whiting M. C., Imperial Chinese Military History, 2005.