W ubiegłym miesiącu dowódca rosyjskiej marynarki wojennej, admirał Wiktor Czirkow, oświadczył, że jedynie kwestią czasu jest dołączenie Federacji Rosyjskiej do grona mocarstw dysponujących potężnymi lotniskowcami. Czy aby ma rację? Realizowanie planu budowy lotniskowców na miarę amerykańskich czy chociaż brytyjskich jest dużym wyzwaniem dla rosyjskiego przemysłu stoczniowego i całej rosyjskiej zbrojeniówki w ogóle. To karkołomne zadanie, wiąże się z nim bowiem nie tylko wysiłek techniczny czy technologiczny, ale również mentalny.

Podczas gdy Amerykanie mają atomowe lotniskowce typu Nimitz i są o krok od wprowadzenia pierwszej jednostki typu Gerald R. Ford, Brytyjczycy zaś budują dwie typu Queen Elizabeth, Rosjanie pozostają daleko w tyle. Lotniskowiec posiadają także Chińczycy, a prawdopodobnie oprócz Liaoninga powstanie i drugi. Być może Rosjan zżera zazdrość i próbują wymyślić coś, co pozwoli podbudować im ego. Jak bowiem wyjaśnić deklaracje wprowadzenia do służby lotniskowca już w 2023 roku, gdy obecnie jest on jedynie wytworem umysłu ledwie przeniesionym na papier i niezdarną makietę? Brytyjczycy też zakładali szybkie wprowadzenie swoich nowych okrętów do służby: HMS Queen Elizabeth w 2014 roku, HMS Prince of Wales zaś – w 2016. Daty te szybko zweryfikowano. Okręty trzeba przecież zbudować (co u Rosjan prawie zawsze się opóźnia), a następnie musi on przejść próby stoczniowe i państwowe (w których zawsze coś się psuje). Nie będzie to łatwa droga dla rosyjskiego przemysłu obronnego. I na pewno jej finału nie obejrzymy w 2023 roku, potrwa to znacznie dłużej. Bardziej prawdopodobny jest termin po roku 2030.

Mimo to państwowe centrum badawcze Kryłowa w Sankt Petersburgu zaprezentowało w wstępny projekt największego na świecie lotniskowca. Do tej pory Rosjanie nie zbudowali jednak żadnego okrętu tej klasy, a jedyny pozostający dzisiaj w służbie, Admirał Fłota Sowietskogo Sojuza Kuzniecow, powstał nad Morzem Czarnym w stoczni Czernomorskij Sudostroitielnyj Zawod (Nikołajewo), położonej wówczas w Ukraińskiej SRR. Rosyjskie ministerstwo obrony chwali się, że centrum badawcze Kryłowa opracowało projekt lotniskowca zabierającego około stu samolotów. Lotniskowce brytyjskie będą mogły przyjąć czterdzieści maszyn latających. Rosyjski będzie jednak super. Dlaczego więc nie zabierze dwustu?

Zdaniem ekspertów Rosjanie już przygotowują projekt pierwszego reaktora dla swojego superlotniskowca, a także projekty systemów rakietowych i zaawansowanej elektroniki. Co jeszcze wiemy na temat konstrukcji okrętu? Gładki kadłub pozwoli zredukować opór przy pokonywaniu wody o dwadzieścia procent. Sęk w tym, że nie wiadomo w stosunku do czego. Konstrukcja lotniskowca przewiduje również innowacyjne (sic!) połączenie rampy z konwencjonalną katapultą, co ma skrócić drogę startu samolotów. Na USS Gerald R. Ford obecnie są testowane katapulty napędzane elektromagnesem (EMALS). Poza tym na nowym lotniskowcu znajdą się samoloty załogowe i bezzałogowe aparaty latające, zrobotyzowane systemy, które mogą wykonywać zadania w powietrzu, na lądzie, pod wodą i w kosmosie. Na jednym z modeli rosyjskiego lotniskowca przyszłości można zobaczyć MiG-i-29K i kolejny produkt przyszłości: T-50 (PAK FA).

Rosja swoich planów nie zrealizuje, a co za tym idzie – nie będzie mogła myśleć o mocarstwowości, skoro jej okręty mogą działać co najwyżej kilkaset kilometrów od jej brzegów. Na to pozwala równie dobrze zasięg rosyjskich samolotów startujących z baz na terytorium kraju. Rosjanie nie mają podstaw doktrynalnych do użycia lotniskowców na morzu w celach ofensywnych. Można je stworzyć, można również zmienić mentalność dowódców i marynarzy, ale na to potrzeba lat. Znacznie trudniej będzie znaleźć pieniądze na realizację przedsięwzięcia i inżynierów dysponujących odpowiednią wiedzą. Rosjanie muszą również uporać się ze słabnącym potencjałem przemysłowym. Gospodarka rosyjska jest w recesji, a z pustego i Salomon nie naleje. Kreml chce równać się z Waszyngtonem i Londynem, ale nie dysponuje zadowalającą infrastrukturą, która pozwoliłaby zbudować tak duży lotniskowiec. Brak w Rosji odpowiednio dużej pochylni, aby wybudować okręt takich rozmiarów (odpowiednia znajduje się w ukraińskim Nikołajewie). Ocenia się, że bez dostępu do niej Rosjanie wybudują lotniskowiec o wyporności jedynie sześćdziesięciu tysięcy ton, a przecież chcą dorównać Nimitzom. Jeszcze przed rozpadem Związku Radzieckiego Rosjanie rozpoczęli w Nikołajewie budowę Uljanowska, który miał mieć wyporność siedemdziesięciu tysięcy ton, ale po odłączeniu się Ukrainy projekt upadł. Obecnie Kreml ma jeszcze bardziej ambitne plany. Brak odpowiednio dużego doku ma wynagrodzić pomysłowość. W dwóch różnych stoczniach mają powstać dwie części okrętu, a następnie kadłub ma być zespawany w stoczni Siewmasz. Warto dodać w tym miejscu, że od 1 kwietnia do czasu publikacji artykułu minęło już dobre kilka dni.

HMS Queen Elizabeth po raz pierwszy opuszcza swój dok w Rosyth (fot. MoD / Crown copyright 2014 / Open Government License)

HMS Queen Elizabeth po raz pierwszy opuszcza swój dok w Rosyth
(fot. MoD / Crown copyright 2014 / Open Government License)

Wróćmy jeszcze do podstaw doktrynalnych. Od lat sowieckie plany wykorzystania lotniskowców były ograniczone do defensywy. Funkcją okrętów tej klasy było udzielanie wsparcia grupom bojowym rosyjskiej floty i przeciwdziałanie amerykańskim boomerom. Stany Zjednoczone zaś, oddzielone wodami Atlantyku i Pacyfiku od potencjalnych stref wpływów, musiały wypracować zasady użycia lotniskowców w celach ofensywnych. Potężne pływające miasta stanowiły bazę dla lotnictwa, które mogło atakować cele naziemne położone w głębi lądu i dawać wsparcie siłom lądowym. Innymi słowy: lotniskowce stanowiły o amerykańskiej projekcji siły w wymiarze globalnym. Rosjanie takich tradycji nie mają. Mogą „poszczycić się” jedynie opłynięciem brzegów Europy i wyjściem na Morze Śródziemne. Obecnie podnosi się jednak, że lotniskowce są potrzebne Rosji do realizacji środkami wojskowymi polityki zagranicznej państwa chociażby w krajach Ameryki Łacińskiej. Tym samym Rosjanie zamierzają zbudować od dwóch do czterech lotniskowców, które trafią do Floty Północnej i Floty Pacyfiku.

Kolejna różnica sprowadza się do funkcjonowania lotniskowców na morzu. Podczas gdy amerykańskie opierają się o tak zwane lotniskowcowe grupy bojowe, rosyjskie funkcjonują raczej same. Jak pokazują wstępne projekty centrum badawczego Kryłowa w Sankt Petersburgu, Rosjanie zamierzają odejść od tej zasady na rzecz modelu amerykańskiego. Oznacza to kolejne wyzwania i bariery, które niewątpliwie pojawią się przed rosyjskim przemysłem obronnym. Należy zauważyć, że Rosjanie będą musieli nie tylko zbudować albo przystosować okręty do obrony lotniskowca, ale także stworzyć podstawy doktrynalne takiej obrony. Obecnie bowiem rosyjskie lotniskowca przenoszą ciężkie uzbrojenie, inaczej niż amerykańskie odpowiedniki, które polegają właśnie na okrętach eskorty i wielozdaniowym lotnictwie pokładowym. Jak Rosjanie zamierzają w krótkim czasie wyszkolić i załogę lotniskowca, i załogi samolotów? Obecnie rosyjskie lotnictwo pokładowe nie tylko jest ubogie, ale i nie ma żadnego doświadczenia bojowego. Admirał Kuzniecow nie dysponuje również samolotami wczesnego ostrzegania, bazuje jedynie na systemach wczesnego ostrzegania.

Jedno jest pewne: Rosjanie muszą się spieszyć. Budowa nowego lotniskowca nie jest sprawą prostą, a żywotność Admirała Kuzniecowa ograniczona. Jeśli nie chcą budować potencjału od zera, muszą wykorzystywać posiadaną wiedzę w szkoleniu nowych załóg. Za kilka lat może to być znacznie utrudnione. Już teraz rosyjska marynarka utraciła wykwalifikowany personel techniczny i nie ma odpowiedniego zaplecza technicznego.

Rosjanie na siłę chcą dorównać Stanom Zjednoczonym, które mają dziesięć Nimitzów. Wojenno-Morskoj Fłot dysponuje jednym lotniskowcem, do tego przestarzałym. Kreml chce mieć lepsze lotniskowce od Brytyjczyków. Kiedy może to nastąpić? Za pięćdziesiąt lat? Tyle że wtedy również Waszyngton i Londyn będą silniejsze. Siergiej Własow, dyrektor generalny petersburskiego biura projektowego Newskoje, oświadczył, że rosyjska flota potrzebuje co najmniej czterech nowych lotniskowców: dwu dla Floty Północnej i dwu dla Floty Pacyfiku. Jego biuro zaś postarało się opracować alternatywne projekty, z których wynika, że Rosjanie nie mają jeszcze sprecyzowanych planów co do kształtu przyszłego lotniskowca. Może być to okręt zarówno o napędzie atomowym, jak i konwencjonalnym. Całkowity koszt również jest rozstrzelony, może wynieść od 100 do 250 miliardów rubli (4,4 miliarda dolarów). Przyczyna leży także w niezdecydowaniu. Okazuje się, że okręt może mieć różne uzbrojenie, w tym rakiety z głowicami jądrowymi, albo dysponować jedynie standardowymi systemami obrony powietrznej. Z rosyjskiego pośpiechu najczęściej wynika tworzenie planów i alternatyw co najmniej dziwnych.

(na zdjęciu tytułowym: USS George Washington typu Nimitz; fot. US Navy, Mass Communication Specialist 1st Class Trevor Welsh)