Historię powstania warszawskiego tworzą zarówno fakty, jak i mity – od dziesięcioleci obecne w świadomości ludzkiej. W powszechnej świadomości funkcjonują opowieści o „Tygrysach” czyli czołgach Pz.Kpfw. VI Tiger I Ausf. E – walczących z powstańcami (było ich rzeczywiście kilka i były tam krótko) czy morderczych „własowcach”, Kałmukach i Ukraińcach z dywizji „SS-Galizien”. Tymczasem to tylko niewielka część zaistniałych wydarzeń – mity wrosłe w świadomość Polaków, którzy przeżyli hekatombę rodzinnego miasta lub usłyszeli o tym od świadków.

Geneza legendy

Kałmucy, Ukraińcy czy „własowcy” odpowiedzialni za mordy na ludności cywilnej w Warszawie – te oskarżenia mają źródła w prasie AK. Już w czasie powstania upowszechniały informacje o walkach w stolicy i bestialskim zachowaniu ukraińskich oddziałów „SS-Galizien” i byłych sowieckich żołnierzy w mundurach feldgrau. Podobne stereotypy utrzymywały się również na uchodźstwie.

Różne tytuły powstańczej prasy rozpisywały się o Ukraińcach czy Kałmukach praktycznie codziennie. Powstańczy „Biuletyn Informacyjny” pierwszą dezinformację zamieścił już 3 sierpnia 1944 roku – o Ukraińcach, „którzy ostrzeliwali żołnierzy AK z okien domów”. Następnie – o „znacznym oddziale Ukraińców w służbie niemieckiej”. Te „rewelacje” utrwalał „Biuletyn Informacyjny” nr 57 z 20 sierpnia, tekstem „Ukraińskie zbrodnie i ukraińska głupota”; anonimowy propagandzista BIP AK napisał o „osławionej dywizji SS «Hałyczyna»”. Niewiele osób było w stanie rozpoznać po umundurowaniu oddziały policji, SS i Wehrmachtu. Jedynie osoby wykształcone odróżniały język rosyjski i ukraiński, nie wspominając o rozróżnianiu 14. Galizische SS-Freiwilligen-Division i 29. Waffen-Grenadier-Division der SS (russische Nr. 1), czego dowodzi ówczesna gazeta Delegatury Rządu na Kraj „Rzeczpospolita Polska”, pisząca, że „Niemcy i Ukraińcy natarli na fabrykę Bormana, która trzyma się dotychczas”. Struktury podległe Komendzie Głównej Armii Krajowej kształtowały powstawanie legendy o Kałmukach, własowcach i Ukraińcach.

Dodatkowo na polecenie sztabu pułkownika Antoniego Chruściela ps. „Monter” rosyjski oficer ROA, kapitan Konstanty Kaługin, opracował 11 sierpnia ulotkę po rosyjsku, z myślą o jej rozpowszechnieniu za liniami niemieckimi: „Ukraińcy i Azjaci – ochotnicy niemieckiej armii!”. O jej tekście pisała 18 sierpnia powstańcza „Warszawianka” (nr 11), zaś w całości ulotka została przedrukowana 23 sierpnia przez „Warszawski Głos Narodowy” (nr 25). Wspomniana gazeta kontynuowała tę linię dalej, między innymi w artykule zatytułowanym, nomen omen, „To nie wyjątek”: „Siedzieli po domach podpalanych i ostro ostrzeliwanych przez wroga. I często nawet nie mieli kuli, przeznaczonej dla podchodzących od szpitala Piłsudskiego ukraińców [pisownia za oryginałem] i SS-manów z wiązkami polanej naftą słomy, którą wrzucali przez okna. Socjaliści dorzucili od początku sierpnia swoje w „Robotniku”: „Wśród jeńców policja, SS, Wehrmacht, Ukraińcy i Volksdeutsche”. Dłuższą wprawką była notka: „Ukraińscy mordercy. Na szczególne niebezpieczeństwo narażona jest ludność domów położonych między Pl. Unii [Lubelskiej], a Pl. Zbawiciela wzdłuż [ul.] Marszałkowskiej. Operująca tam banda Ukraińców pali domy i wypędza ludność pod obstrzał karabinów”.

Wyimaginowane stereotypy powielała prasa również na uchodźstwie, gdzie to Ukraińcy mieli stanowić większość strzelających z dachów do Polaków. Liczne kaczki dziennikarskie na temat Ukraińców zwalczających powstanie warszawskie znajdowały się w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” (The Polish Daily & Soldier’s Daily) wydawanym w Londynie, a doszły jeszcze dezinformacje o udziale Kałmuków i Ukraińców w walkach przeciw Polakom: „w Warszawie walczą «Kałmucy» (jeńcy rosyjscy, walczący po stronie niemieckiej) [sic!]”; „Na Ochocie [moc] oddziałów nieprzyjacielskich, złożonych z Ukraińców [sic! RONA]. Większa część domów została spalona”. Polscy dziennikarze w Londynie informowali też o „oddziałach kaukaskich”, przy czym w Warszawie nie walczyły ani nie były dyslokowane żadne gruzińskie Ostbataillonen. Nie gorsze błędy popełniał Joseph Goebbels. Wprowadził on w drugiej połowie sierpnia 1944 roku do obiegu przekłamanie, że Warszawę pacyfikowali Kałmucy: „Kałmucy, których użyliśmy, siali ogromne spustoszenie, dopuszczając się bestialstwa [potworności] i gwałtów na kobietach”. Wiadomości napływające z wielu kierunków trafiały do pamięci potomnych, utrwalając „wiedzę” o udziale byłych obywateli polskich i sowieckich w walce z powstańcami warszawskimi.

Te legendy współkreowała propaganda sowiecka w celu ukrycia faktycznego rozmiaru kolaboracji obywateli Związku Sowieckiego i kojarzenia ich tylko ze zbrodniami wojennymi. Dopiero po piętnastu miesiącach od zakończenia wojny – 2 sierpnia 1946 roku – Sowinformbiuro ogłosiło zdawkowy komunikat: „W ostatnich dniach Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego rozpatrywało akt oskarżenia przeciwko A[ndriejowi] A. Własowowi, W[asilijowi] F. Małyszkinowi, G[ieorgijewowi] N. Żylenkowowi, F[iodorowi] I. Truchinowi, D[mitrijowi] E. Zakutnemu, I[wanowi] A. Błagowieszczenskiemu, M[ichaiłowi] A. Meandrowowi, W[iktorowi] I. Malcewowi, S[iergiejowi] K. Buniaczence, G[rigorijowi] A. Zwierjewowi, W[ładimirowi] D. Korbukowowi, N[ikołajowi] S. Szatowowi. […] Wszyscy oskarżeni przyznali się do winy i zostali skazani na śmierć z artykułu 1. Rozporządzenia Prezydium Najwyższego Sowietu ZSRS z 19 sierpnia 1943 roku […]. Wyrok wykonano”. Podobnie było z powojenną prasą koncesjonowaną przez komunistów – chociażby „Polską Zbrojną”, „Głosem Ludu”, cytującymi komunikat PAP, opierający się na pierwszych manipulacjach sowieckiej propagandy.

własowcy powstanie warszawskie

Żołnierze kolaboracyjnego batalionu azerskiego (Aserbeidschanische Feld-Bataillon I./111) sfotografowani w trakcie powstania warszawskiego
(Bundesarchiv, Bild 101I-695-0425-13 / Leher / CC-BY-SA 3.0)

Powyższe rewelacje szybko się zakorzeniły za sprawą opracowań i wspomnień. Powielały je chociażby dwie polskie monografie powstania warszawskiego. Kirchmayer i Borkiewicz błędnie rozwodzili się o „żołnierzach wschodnich”, stacjonujących i walczących w Warszawie, nie rozpoznając skali zjawiska Osttruppen i innych oddziałów wschodnich, walczących przeciw partyzantom. Równocześnie opinia publiczna podchwyciła poglądy peerelowskich publikacji i publicystyki, powielających i rozwijających mity. Najczęściej chodziło o mylenie ROA („Russkaja Oswoboditielnaja Armija”) z RONA („Russkaja Oswoboditielnaja Narodnaja Armija”) oraz kozackim Schuma-Bataillon 209 – dwoma oddziałami wschodnimi, działającymi w ramach Kampfgruppe „Rohr” dowodzonej przez Generalmajora Güntera Rohra. Własne wspomnienia mieszały się z propagandowymi uproszczeniami, pozwalającymi świadkom opowiadać o Kałmukach czy Ukraińcach, mylonych odpowiednio z Turkiestańczykami i RONA. Widoczne jest to szczególnie na kartach relacji Głównej Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich czy szeregu wspomnień, nawet wydawanych ostatnio. Książki popularnonaukowe i naukowe również nie unikały uznawania podwładnych Frołowa za Ukraińców.

Słowiańscy winowajcy zbrodni Reinefartha

Niemieckie władze wojskowe i policyjne spodziewały się wybuchu powstania w Warszawie. Mimo wprowadzenia stanu alarmowego siły, którymi dysponowali w stolicy Generalleutnant Rainer Stahel i SS-Brigadeführer Paul Otto Geibel, okazały się daleko niewystarczające do powstrzymania polskiej rebelii, zaskakującej swymi rozmiarami. Niemcy poszukiwali gorączkowo oddziałów, które mogłyby zostać szybko użyte do stłumienia powstania warszawskiego. Po pierwsze: Höhere SS und Polizei Führer Warthegau, świeżo awansowany SS-Gruppenführer und Generalleutnant der Waffen-SS und Polizei Heinrich-Friedrich „Heinz” Reinefarth, oraz struktury Armii Rezerwowej i działająca w rejonie Warszawy niemiecka 9. Armia utworzyły improwizowane jednostki alarmowe, grupy bojowe ze szkół wojskowych i policyjnych oraz batalionów zapasowych i szkolnych. Drugą częścią kontyngentu pacyfikacyjnego okazały się skierowane do Warszawy oddziały cudzoziemskie, podległe Wehrmachtowi (Heer) i Waffen SS, a wycofywane właśnie z Białorusi i innych sektorów zaplecza frontu wschodniego. Początkowo siły przeznaczone do walki z powstańcami liczyły około dziesięciu tysięcy ludzi. Wraz z rozwojem i przeciąganiem się walk utworzono jednak improwizowany związek, Korpsgruppe „Bach”, pod dowództwem SS-Obergruppenführera Ericha von dem Bacha (podówczas nienoszącego już polskiego członu nazwiska „Zelewski”). W skład grupy korpuśnej weszło ponad drugie tyle niemieckich i obcoplemiennych policjantów oraz żołnierzy Waffen SS.

Największym oddziałem wschodnim użytym w stolicy była część SS-Sturmbrigade RONA Bronisława Kamińskiego – podówczas przeformowywanej w 29. Waffen-Grenadier-Division der SS (russische Nr. 1). Była ona dywizją bardziej z nazwy, aniżeli struktury typowej trzypułkowej Wielkiej Jednostki z wszystkim specjalistycznymi pododdziałami. Jednostka, utworzona na Brianszczyźnie, miała wyraźnie rosyjski charakter, choć w jej szeregach znajdował się pokaźna grupa Białorusinów. Niektóre opracowania sugerują walkę w jej szeregach pojedynczych ochotników ukraińskich, a nawet Polaków.

Mimo niechęci Kamińskiego do walki w Warszawie sygnalizował on jednocześnie gotowość do „zmagań z bolszewizmem” Wyraźne żądanie Himmlera spowodowało skierowanie do działań przeciw AK 1700 nieżonatych mężczyzn – i tu można wykluczyć ewentualną opcję pominięcia Polaków z szeregów RONA. Kamiński utworzył 2 sierpnia z tej grupy dwubatalionowy pułk szturmowy wzmocniony dwoma zdobycznymi posowieckimi haubicami kalibru 122 milimetry oraz częścią podległych mu czołgów i pojazdów pancernych (między innymi czołgi średnie T-34, lekkie działo samobieżne SU-76 oraz samochód pancerny Sd.Kfz 232). Oddziałem kierował dowódca 1. pułku RONA, Waffen-Sturmbannführer der SS Jurij D. Frołow. Pułk RONA znajdował się na Rakowcu i Ochocie przez pierwsze dziesięć dni walk z powstańcami (4–14 sierpnia), gdzie zajmował się przede wszystkim rabunkami majątku ruchomego i gwałtami na kobietach, a także mordowaniem ludności cywilnej, szczególnie na terenie kolonii Lubeckiego i Staszica. RONA, przejęło od Niemców i powiększyło obóz filtracyjny przy ul. Grójeckiej („Zieleniak”) dla ewakuowanych z miasta mieszkańców Ochoty. Tam podwładni Frołowa pastwili się nad warszawiakami. Po rozbiciu niewielkich sił powstańczych na Ochocie pułk szturmowy RONA skierował się w kierunku alei Niepodległości i Alei Jerozolimskich. Już 14 sierpnia zajął szpital Dzieciątka Jezus przy ulicy Nowogrodzkiej, a wkrótce też kompleks Wojskowego Instytutu Geograficznego, pozostając w tym rejonie do 23 sierpnia.

Podwładni Frołowa walczyli o Dom Turystyczny przy pl. Starynkiewicza, Dworzec Pocztowy przy Alejach Jerozolimskich oraz kamienice pomiędzy ulicami Srebrną i Żelazną. To tam RONA poniosła duże straty: „zbiorcza kompania batalionu całkiem niemal wyginęła. […] Stało się to w następujący sposób: kompania zajęła parter i piętro pewnego budynku. Żołnierze porozłazili się po całym domu, szukając kosztowności, żywności i wódki. Zaś Polacy, co znajdowali się w piwnicach i na górnych piętrach, otworzyli ogień z pm-ów i obrzucili granatami oraz butelkami zapalającymi, tak że zniszczyli całą kompanię” – wspominał Iwan Waszeńko, żołnierz podległy Frołowowi.

Następnie Niemcy przenieśli 26 sierpnia pozostałości po SS-pułku RONA w okolice ulicy Inflanckiej, skąd już po trzech dniach zluzowały je niemieckie oddziały policji. Na swe nieszczęście zostali przerzuceni do zewnętrznego pierścienia wojsk w kordonie blokującym Puszczę Kampinoską. Nowym zadaniem RONA było nie dopuszczenie do połączenia się partyzantów zdążających na pomoc stolicy z powstańcami warszawskimi i nękanie Zgrupowania AK „Kampinos”, co doprowadziło do walk z AK pod Leśną Pociechą. W nocy z 2 na 3 września oddział Armii Krajowej porucznika Adolfa Pilcha „Doliny” rozbił w Truskawiu jeden z batalionów RONA. Zginęło wielu podkomendnych Frołowa, a ponadto AK-owcy zdobyli na wrogu wiele broni, amunicji, umundurowania i żywności. Ten nocny atak stał się przyczyną końca Zgrupowania AK „Kampinos”, zniszczonego przez siły niemiecko-ukraińskie w wyniku operacji przeciwpartyzanckich „Sternschnuppe I i II”. Warto przypomnieć, że warszawiacy z Ochoty utożsamiają rosyjskich żołnierzy RONA z Ukraińcami.

Dirlewangerowcy zaczęli od wiaduktu

Złowieszczą reputację zdobył w Warszawie pułk specjalny SS (SS-Sonderregiment) Oskara Dirlewangera, którego niemal połowę składu tworzyli obcokrajowcy z terenów ZSRS. Nadal nie jesteśmy w stanie określić, czy masakr wolskich dokonywali Ukraińcy i Rosjanie czy raczej Niemcy służący pod Dirlewangerem, czy oddziały Ordnungspolizei, podległe Angriffsgruppe „Dirlewanger” lub dwa pozostałe z grup szturmowych Kampfgruppe „Reinefarth” czyli Angriffsgruppe „Reck” i Angriffsgruppe „Schmidt”.

własowcy powstanie warszawskie

Oskar Dirlewanger w mundurze SS-Oberführera
(Bundesarchiv, Bild 183-S73495 / Anton Ahrens / CC-BY-SA 3.0)

Żołnierze Dirlewangera walczyli w ramach Kampfgruppe „Reinefarth” na południe od ulicy Wolskiej. Von dem Bach zauważył podczas inspekcji pozycji na Woli, że „panuje zamieszanie i bezhołowie. Każdy oddział strzelał w innym kierunku, nikt nie wiedział, do kogo należy strzelać, i cała sytuacja była trudna do rozwiązania”. Szlak bojowy SS-Sonderregiment, znaczony setkami ofiar spośród mieszkańców Woli, przebiegał od nasypu kolejowego (wzdłuż obecnej alei Prymasa Tysiąclecia) przez Kercelak, ulice Górczewską, Wolską, Karolkową, Ogrodową, w tym gmach Sądów przy ul. Leszno, ulice Chłodną, Elektoralną i Krochmalną przez Hale Mirowskie, plac Mirowski i Żelaznej Bramy. Dirlewanger z bronią w ręku niejednokrotnie sam dawał przykład bezwzględności swoim podwładnym. Ale Dirlewangerowcy nie odpowiadali za mordy na całym terenie dzielnicy, z powodu szczupłości sił – początkowo prawie 900 żołnierzy – a ich zasadniczym zadaniem było dotarcie do oblężonych urzędników i generała Stahela.

Oddziały niemieckie, nacierające z Woli dotarły 6 sierpnia do Ogrodu Saskiego i Pałacu Brühla, gdzie był odcięty Stadtkommandant Warschau. „Tłum żołnierzy [SS-Sonderkommando – przyp. aut.] walczył z niewiarygodną surowością i nie dawał pardonu” – wspominał żołnierz z karnej jednostki. Dlatego ich też nie brano do niewoli. Następnie Dirlewanger tymczasowo został podporządkowany generałowi Stahelowi. wzmocnił rubieże wzdłuż ulicy Senatorskiej i placu Teatralnego. Dirlewanger, nie odpoczywając, zaatakował ulicami Bednarską i Karową, osiągając ulicę Dobrą aż po narożny dom (nr 47) z Karową. Jednocześnie siły Dirlewangera dotarły do placu Bankowego i bezskutecznie atakowały barykadę na Bielańskiej oraz budynki Ratusza i Pałacu Blanka. Udało się im też opanować część zniszczonego kompleksu Zamku Królewskiego.

Wsparcie dla Dirlewangera stanowiły obcojęzyczne kontyngenty ochotników z Wehmachtu i SS. Azerowie i Turkiestańczycy brali udział od 12 sierpnia w kolejnych szturmach Starego Miasta. SS-Sonderregiment w ramach Angriffsgruppe „Dirlewanger” liczył dwudziestu dziewięciu oficerów oraz 1999 podoficerów i szeregowców, obejmując pozycje wzdłuż Placów Teatralnego i Zamkowego oraz nad Wisłą aż po ulice Boleść i Rybaki. Oddział Dirlewangera brał udział w ciężkich dwutygodniowych zmaganiach o Ratusz, ruiny Zamku Królewskiego i katedry św. Jana oraz ich staromiejskie okolice. Następnie SS-Sonderregiment zaatakował 1 września ulicami Kanonią, Piwną i Świętojańską i dotarł na Rynek Staromiejski, Nowomiejską i Krzywe Koło, co faktycznie zakończyło obronę Starówki. Po tym żołnierze Waffen SS (w tym Turkiestańczycy podlegający Dirlewangerowi) wymordowali rannych w szpitalach w kamienicach przy Długiej 7, Freta 10, Kilińskiego 1/3 i Miodowej 24 oraz na Podwalu 25 i 46.

Kolejnym miejscem walk SS-Sonderregiment „Dirlewanger” było Powiśle. Niemcy, wspierani przez artylerię klasyczną, Nebelwerfery oraz bombowce nurkujące Junkers Ju 87 Stuka, błyskawicznie przełamali 2 września obronę zgrupowania kapitana Cypriana Odorkiewicza „Krybara”, zastąpionego następnego dnia przez majora Stanisława Błaszczaka „Roga”. Zbrodnie wojenne potwierdzał meldunek dzienny z 6 września niemieckiej H.Gr. „Mitte”: „W Warszawie dwóch strzelców z obsługi karabinów maszynowych grupy szturmowej Dirlewangera zlikwidowało 152 bandytów [cywilów – przyp. aut.] na jednym z dziedzińców”. Po intensywnych atakach Powiśle padło nocą z 6 na 7 września.

Następnie Dirlewanger prowadził walki między ulicami Świętokrzyską i Chmielną, zatrzymując się 7 września na ulicy Wareckiej. Dopiero po odparciu kolejnych szturmów na ulicy Górskiego SS-Sonderregiment skierował się 10 września w rejon Muzeum Narodowego i szturmował wzdłuż ulic Książęcej i Ludnej. SS-Sdr.Rgt. Dirlewanger odciął nocą z 12 na 13 września Czerniaków od Śródmieścia. Niewielkim wsparciem dla powstańczego zgrupowania AK podpułkownika „Radosława” okazało się chaotyczne desantowanie około 1250 tak zwanych berlingowców z I. i III. batalionu 9. pułku 3. Dywizji Piechoty. Polski desant z nikłym wsparciem sowieckiej artylerii i lotnictwa, przeprowadzony dwoma następującymi po sobie nocami (z 15 na 16 i z 16 na 17 września), przedłużył agonię Czerniakowa jedynie o siedem dni.

Po dwóch miesiącach walk Dirlewanger dysponował jedynie 648 żołnierzami, co w stosunku do łącznych strat bezpowrotnych 2715 ludzi oznacza aż 315% stanu wyjściowego. Ostatecznie RFSS awansował dowódcę SS-Sonderregiment do stopnia SS-Oberführera i poparł starania o odznaczenie go 30 września 1944 roku Krzyżem Rycerskim Żelaznego Krzyża za udział jego oddziału w zwalczaniu powstania warszawskiego. Już wkrótce do przetrzebionego pułku, rozwiniętego w brygadę szturmową SS, zaczął płynąć strumień więźniów politycznych z KPD i SPD, którzy walczyli potem na Słowacji.

Wielonarodowa grupa korpuśna

Spośród cudzoziemców walczących z powstańcami najliczniejszą grupę narodowościową stanowili Kozacy służący w policji pomocniczej przy Wehrmachcie. Oddziałem podporządkowanym Korpsgruppe „von dem Bach” był rosyjski 580. dywizjon kawalerii Osttruppen. Jego dowódca, Hauptmann Ernst Kalamorz, został za walki w stolicy odznaczony 1 września Krzyżem Niemieckim w Złocie. Innym oddziałem policyjnym był kozacki 209. batalion Schutzmannschaften, sformowany w okupowanej Warszawie z samodzielnych kompanii u schyłku wiosny 1944 roku. Tymczasem 3. pułk Kozaków pod dowództwem pułkownika Bondarenki podlegał Angriffsgruppe „Dirlewanger” i walczył w samej Warszawie. Z szeregów Ostheer zostały skierowane do tłumienia Powstania Warszawskiego inne oddziały kozackie. Trzy z nich były mniejsze – IV/57. i 69. dywizjon kawalerii oraz 572. batalion piechoty, dowodzony przez pułkownika Zinowiewa – i odgradzały kordonem partyzantów z Puszczy Kampinoskiej od żoliborskiej Zgrupowania AK „Żywiciel”.

W składzie Korpsgruppe „von dem Bach” pacyfikującej powstanie warszawskie znajdowały się również kaukaskie oddziały Ostlegionen. Oddziałem azerskim zaangażowanym od pierwszych dni powstania był II. (azerski) batalion Sonderverband „Bergmann” pod dowództwem majora Huberta Mertelsmanna. Azerowie walczyli w dyspozycji sztabu Kampfgruppe „Reinefarth”. Drugi oddział azerski walczył składzie grupy szturmowej Dirlewangera – I/111. batalion azerski. Jego dowódcą był Hauptmann Werner Scharrenberg. Najprawdopodobniej te oddziały są współodpowiedzialne za uczestnictwo w „Rzezi Woli” i są utożsamiane z „Ukraińcami”.

własowcy powstanie warszawskie

Dowódcy oddziałów wschodnich, w środku dowódca 209. kozackiego batalionu Schutzmannschaften, płk Siergiej Krakowskij
(CAW)

Ponadto początkowo Angriffsgruppe „Dirlewanger” był podporządkowany 1. wschodniomuzułmański pułk SS (Ostmuselmanische SS-Regiment 1) – od walk na Woli przez Stare Miasto i Powiśle, a następnie skierowany do pacyfikacji Mokotowa i Żoliborza. Dowódcami oddziału był SS-Sturmbannführer d. R. [der Reserve] Franz Liebermann, którego we wrześniu zastąpił SS-Hauptsturmführer Reiner Olzscha. Zachowanie żołnierzy turkiestańskich nie odbiegało od standardów panujących w oddziale i związku dowodzonym przez Dirlewangera. To ci ochotnicy wschodni byli najczęściej zapamiętani jako „Kałmucy albo Mongołowie”.

W Warszawie znalazł się też białoruski 13. batalion policji pomocniczej [Schutzmannschaften der] Sipo pod dowództwem SS-Hauptsturmführera Kurta Junkera. Oddział obsadzał od 3 sierpnia do 13 września gmachy urzędów SS w alejach Szucha, Róż i Ujazdowskich oraz przy ulicach Koszykowej i Wiejskiej na terenach niemieckiej dzielnicy policyjnej. Za udział w walkach z powstańcami Oberfeldfebel (odpowiednik starszego sierżanta) Ilja Sanetz (Zaniec?) został jako pierwszy w batalionie uhonorowany Złotym Medalem II klasy z Mieczami Odznaczenia za Odwagę dla Przedstawicieli Narodów Wschodnich. Później Białorusini walczyli jeszcze na dolnym Mokotowie.

Ukraińcy – ucieleśnienie zła w powstańczej stolicy

Najwięcej kontrowersji i emocji wzbudza od lat sprawa udziału Ukraińców w tłumieniu powstania warszawskiego. W Polsce jest rozpowszechniona nieuzasadniona opinia, że pododdziały 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” odpowiadały za liczne masowe mordy na ludności Warszawy. Ukraińcom zostały przypisane zbrodnie innych „żołnierzy wschodnich” (Osttruppen), utożsamianych z Ukraińcami, ponieważ warszawiacy, pod wpływem informacji o masowych mordach dokonywanych przez UPA na Wołyniu, określali mianem „ukraińskich” wszystkie „obcoplemienne” oddziały, walczące po stronie niemieckiej. Bynajmniej nie oznacza to, że żaden Ukrainiec nie uczestniczył w pacyfikacji powstania. W lipcu dwie ukraińskie kompanie policji (80–150 ludzi) stacjonowały w rejonie alei Szucha i przy ulicy Wawelskiej w budynku Wyższej Szkoły Nauk Politycznych – choć ta pierwsza mogła być utożsamiana ze wspominanym oddziałem białoruskim. Czterdziestu Ukraińców zatrudniała SD jako straż Pawiaka – mogli to być przeszkoleni Trawnikermänner. Nie ma dowodów na to, aby ci policjanci ukraińscy brali udział w mordach ludności cywilnej.

Walki w stolicy podjęło czterystu policjantów z Ukraińskiego Legionu Wołyńskiego (ULS) pułkownika Petra Diaczenki. Oddział określany w dokumentach niemieckich jako Schutzmannschafts-Bataillon der Sipo 31. (zresztą podobnego typu co wspomniany oddział białoruski) znalazł się w Warszawie w pierwszych dniach września, przybywszy spod Miechowa. Nadal problemem okazuje się dokładne zlokalizowanie wszystkich koncentracji i dyslokacji ULS w Warszawie. Relacje świadków sugerują rozmieszczenie ukraińskiego batalionu SD w rejonie ulicy 6 Sierpnia (obecnie aleja Wyzwolenia/Nowowiejska) lub przy ulicy Rozbrat lub wzdłuż Wybrzeża Kościuszkowskiego podczas niemieckiego szturmu na Powiśle. To wówczas batalion poniósł największe straty, zginęło dziesięciu ukraińskich legionistów, a trzydziestu czterech zostało rannych.

Następnie legion rozpoczął 13 września zdobywanie Czerniakowa Górnego u boku Niemców. W tych walkach Ukraińcy mieli być rozlokowani do 23 września na pozycjach znajdujących się pomiędzy obecnym Parkiem Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza a Wisłą, narażeni na ostrzał zza Wisły. ULS prowadził natarcia wzdłuż ulic Wilanowskiej i Ludnej. Ukraińcy byli okopani na Wybrzeżu Kościuszkowskim, a później zajmowali okopy na wschód od ulicy Frascati. Przeciwnikami ULS były pozostałości Oddziału Dyspozycyjnego Kedywu OW AK „Kolegium A” pod dowództwem porucznika Bolesława Góreckiego „Śnica”, wchodzącego w skład 2. kompanii batalionu „Zośka” ze Zgrupowania „Radosław” i „berlingowska” kompania rozpoznawcza oraz I i III/9 pułk piechoty – po nieudolnym desancie bez odpowiedniego wsparcia sześciuset luf armatnich rozmieszczonych po praskiej stronie Warszawy.

Kolejnym zadaniem ULS po przerzucie na skraj Puszczy Kampinoskiej było dozorowanie w rejonie podwarszawskiego Leszna w sąsiedztwie 34. policyjnego pułku strzeleckiego (poniżej więcej o tym oddziale). Batalion Diaczenki uczestniczył w przeciwpartyzanckiej Unternehmen „Sternschnuppe I und II” w ramach „Bandenbekämpfung”. Ukraińcy spacyfikowali 24 września wieś Zaborówek w odwecie za dywersję AK przeciwko niemieckim oddziałom w Puszczy Kampinoskiej. W dniach między 27 września a 1 października ULS wziął udział w walkach, których celem była likwidacja zgrupowania AK „Kampinos”. Większość partyzanckiego oddziału została rozbita pod Jaktorowem (Budami Zosinymi) 29 września po osaczeniu przez grupę północną i południową oraz pociąg pancerny. Ocaleni spod Jaktorowa, dowodzeni przez porucznika „Dolinę”, zostali włączeni jako III batalion „Kampinos” do 25. pułku piechoty AK. Po listopadowym „Bandenbekämpfung” walczyli z Niemcami do drugiej połowy stycznia 1945 roku jako zdekompletowany szwadron. Ze zwalczaniem tego pułku przez Niemców wiązał się udział Kałmuków w walce w Polakami. Po walkach 5 listopada dowódca ariergardy – porucznik „Sędziwój” – zagubił się, tracąc kontakt z głównymi siłami podczas nocnego marszu. W dniu następnym został zaatakowany przez cztery (5., 6., 12., 20. i 23.) szwadrony 2. dywizjonu Kałmuckiego Korpusu Kawalerii pod dowództwem Szandżiego Mukiebienowa i rozbity. Porucznik „Sędziwój” poległ w czasie walki.

Wspomnieliśmy już, że w składzie wojsk podległych von dem Bachowi znajdował się 34. policyjny pułk strzelecki (Polizei-Schützen-Regiment 34.) dowodzony przez Oberstleutnanta der Schutzpolizei Franza Wichmanna. Policyjny oddział składał się z niemieckiego I batalionu oraz dwóch batalionów (II i III) o mieszanym składzie niemiecko-ukraińskim. Przed skierowaniem do Warszawy 34. pułk policyjny obejmował trzydziestu siedmiu oficerów, 651 podoficerów i szeregowców, dojrzałych wiekiem Reichsdeutscherów oraz 982 ochotników-obcoplemieńców. Policjanci zostali dyslokowani z szeregów niemieckiej 4. Armii w końcu sierpnia lub na początku września 1944 roku, osiągnąwszy około 9–10 września rejon Błonia.

Niemieccy pacyfikatorzy powstańców

Garnizon warszawski tworzyło: ponad 5000–6000 żołnierzy Wehrmachtu (146. baon saperów, 743. Pz.-Abt. z 28 działami samobieżnymi „Hetzer”), 2500–4000 szkolonych rekrutów Waffen SS oraz policjantów z Ordnungspolizei (pułk wartowniczy Warschau płk Langego, pułk alarmowy Warschau), lotnicy i służby Luftwaffe w liczbie 3000–4000 ludzi walczących w trzech baonach („Hartmann”, 116. i „Beckerle”), stacjonujących na Okęciu i Bemowie oraz 3–4 bateriach 80. pułku artylerii przeciwlotniczej 10. Flak-Brigade (ale zdarzyła się podległość temu pułkowi i 22. baterii artylerii przeciwlotniczej). Wspomniany generał porucznik Reiner Stahel został 31 lipca dowódcą garnizonu. Przypadkowa manifestacja siły ukazała warszawiakom setki pojazdów pancernych, jadących przez Wolę i Ochotę w kierunku mostów. Wśród jednostek IV. SS-Pz.Korps była też „wehrmachtowska”, dolnosaksońska 19. Dywizja Pancerna. Początkowo była rozlokowana pomiędzy Piastowem i Pruszkowem.

Prawdę o powstaniu miała uświadomić Niemcom „pewna Polka”. Błagała ona przystojnego porucznika Luftwaffe, aby wyjechał z Warszawy, gdyż tego dnia o godzinie 17 wybuchnie powstanie. Generał Stahel mógł „zastosować wszelkie środki w stosunku do ludności cywilnej w Warszawie”. Tylko pierwszego dnia zginęło 2000 Polaków i 500 Niemców. Dowódca niemieckiej 9. Armii, generał Vormann, stracił 2 sierpnia kontrolę nad Warszawą, którą podporządkowano SS-Obergruppenführerowi Erichowi von dem Bachowi.

Dowódca, wywodzący się z SS, zaczął dowodzić żołnierzami „rycerskiego” Wehrmachtu, którzy uczestniczyli w pacyfikacji powstańczej Warszawy. Wschodniopruski 4. pułk grenadierów zabezpieczał trasę od Mostu Poniatowskiego do Dworca Głównego, operując z gmachu Muzeum Narodowego. Dworzec i most Gdański skutecznie chronił przed atakami powstańców pociąg pancerny nr 75. Przeciwko grupie podpułkownika „Radosława” walczyły czołgi Spadochronowej Dywizji Pancernej „Hermann Göring” (HG). Celem natarcia było przebicie się do generała Stahela i utworzenie korytarza do Wisły. Od wschodu dolnosaska 19. Dywizja Pancerna atakowała ze wschodu na zachód po osi most Poniatowskiego–Aleje Jerozolimskie.

Działaniami sztabowymi kierowali dyplomowani oficerowie – majorowie Völker (u von dem Bacha) i Fischer (u Reinefartha). Wehrmacht wysłał do stolicy kolejne dwa pułki grenadierów i dwa baony saperów. W ataku na Stare Miasto uczestniczyły mniejsze oddziały Wehrmachtu: cztery kompanie żandarmerii, baony „Arzberger” i „Treskau”, 201. bateria moździerzy pozycyjnych oraz baon grenadierów w Kampfgruppe „Schmidt”. W rezerwie były dwa baony piechoty i saperów, baon miotaczy płomieni „Krone” oraz trzydzieści siedem dział samobieżnych. Na Mokotowie operowały do 27 września dwa baony piechoty i baon saperów z dywizji „HG” w ramach Kampfgruppe „Rohr”. Ponuro zapisała się żandarmeria niemiecka pod dowództwem podpułkownika Gödego, która 3 sierpnia zmasakrowała ludność cywilną na ulicy Belgijskiej. Fort czerniakowski i klasztor dominikanów obsadziła kompania techniczna Luftwaffe porucznika Bußego. Ponadto do zwalczania powstania Niemcy skierowali 118 luf artylerii 9. Armii. Druga dekada sierpnia upłynęła na wprowadzeniu do walki trzydziestu czterech wozów pancernych ze St.Pz.-Komp. 218 i Pz.-Abt. 302.

W krwawej pacyfikacji Powiśla czerniakowskiego uczestniczyły baon żandarmerii, 302. oddział dział samobieżnych i dwie kompanie czołgów. Później 302. Pz.-Abt. wyposażony w dwadzieścia siedem StuG-ów wspierał do 22 września na Solcu i Czerniakowie grupy Schmidta, Dirlewangera i Rohra przeciwko przyczółkowi „berlingowców”. Równocześnie rozpoczynała się agonia Żoliborza za sprawą „wehrmachtowskiej” Pz.-Div. 19 generała Hansa Källnera, która zastąpiła Pz.-Div. 25. Källner uderzył 29 września o świcie działami szturmowymi i częścią piechoty, wsparty przez Luftwaffe z Bemowa, policję i SS. Likwidacja Żoliborza trwała trzy dni. Po upadku Powiśla niemiecka 25. Dywizja Pancerna weszła do walki ze zgrupowaniem „Żniwiarz” podpułkownika „Żywiciela”. Jej zadaniem było obsadzenie Wisły od lasku bielańskiego po Cytadelę. Atak czołgistów trwał trzy dni, podczas których Niemcy stracili uszkodzone dwadzieścia cztery pojazdy pancerne i 110 zabitych. Oddziały Pz.-Div. 25 miały uczestniczyć w rozstrzeliwaniu ludności cywilnej na ul. Rymkiewicza, Słowackiego i Gdańskiej oraz rannych i personelu punktu medycznego przy ul. Rudzkiej 4.

Spustoszenie w Warszawie powodowały stosunkowo skromne siły lotnicze: bombowce nurkujące Ju 87 Stuka z I./StG 1 (1. pułku szturmowego) i IV./StG 77, uzbrojone w bomby myśliwce Bf 109G-6 z I./JG 51 oraz bombowce He 111H z IV Korpusu Lotniczego. Te trzy oddziały, z 6. Luftflotte generała Roberta Rittera von Greima, walczyły do połowy sierpnia 1944. Później pozostała na Okęciu jedynie grupa czterech Ju 87 podpułkownika Klußmanna z I./StG 1. Powstańcom udało się zestrzelić 23 sierpnia 1944 jeden z tych bombowców nurkujących. AK-owcy strzelali pomimo stanowczego zakazu otwierania ognia do niemieckich samolotów. Tragizm rozkazu oszczędzania amunicji i brak broni przeciwlotniczej przyczyniał się całkowitej bezbronności powstańców.

Mityczni „własowcy”

To, co niemiecka propaganda ukuła, sowiecka przejęła i upowszechniła legendę „własowców”, dopisując im pacyfikację powstania warszawskiego. Faktycznie Siłami Zbrojnymi KONR (Komitiet Oswobożdenija Narodow Rossii) dowodził były generał lejtnant Armii Czerwonej Andriej A. Własow, wzięty do niewoli 12 lipca 1942 roku. Nigdy nie założył niemieckiego munduru, używając neutralnego frencza bez dystynkcji. Jego pomysłem było utworzenie Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej, sprzymierzonej z Trzecią Rzeszą. Tę nazwę wykorzystywała jednak tylko narodowosocjalistyczna propaganda na oznaczenie obcoplemiennych oddziałów ochotniczych pochodzenia rosyjskiego. Oddziały nazywane rosyjskimi lub wschodnim formowały FHO/Abwehra oraz służby zapasowe Wehrmachtu od końca 1941 roku. Większość Ostbataillonen stanowili Kozacy, Rosjanie, Ukraińcy, noszący tarcze naramienne ROA, przez co zyskali nazwę „własowcy”, co stało się synonimem obywatela Związku Sowieckiego w mundurze feldgrau.

 własowcy powstanie warszawskie

Andriej Własow z żołnierzami ROA, 1944 rok
(Bundesarchiv, Bild 183-N0301-503 / CC-BY-SA 3.0)

Koncepcję utworzenia oddziałów rosyjskich Niemcy zaczęli rozwijać dopiero 16 września 1944 roku, gdy doszło do spotkania Heinricha Himmlera z generałem Własowem. Reichsführer-SS błyskawicznie wyraził zgodę na utworzenie Komitetu Wyzwolenia Narodów Rosji i zaakceptował sformowanie Sił Zbrojnych KONR w składzie dwóch dywizji piechoty oraz licznych pododdziałów lądowych i lotniczych.

Pierwszą sformowaną jednostką Sił Zbrojnych KONR była wehrmachtowska 600. Dywizja Piechoty (1. Dywizja KONR) dowodzona przez generała majora Siergieja K. Bunjaczenkę. Podstawę do jej formowana stanowiły rosyjskie i ukraińskie bataliony Osttruppen oraz rosyjskie 29. i 30. Dywizja Grenadierów SS. Proces szkoleniowy na poligonie Münsingen przebiegał od końca listopada 1944 do początków wiosny 1945 roku. Drugą wielką jednostką była wehrmachtowska 650. Dywizja Piechoty (2. Dywizja KONR), której trening na poligonie Heuberg przebiegał od marca 1945 roku. Dowódcą jej został generał major Grigorij A. Zwierjew. Żołnierzami dywizji stawali się Rosjanie służący wcześniej w batalionach Osttruppen i jako robotnicy przymusowi. OKH przewidywała, że rosyjska jednostka będzie mogła osiągnąć gotowość bojową do końca czerwca 1945 roku. 13 tysięcy Rosjan niepodporządkowanych WS KONR weszło w kwietniu w skład doraźnie utworzonej rosyjskiej 599. Brygady Grenadierów na terenie Danii. Dowódcą został generał major Wilhelm von Henning. Równie kombinowaną jednostką była Brygada Przeciwpancerna „Russland” (Panzerjäger Brigade Russland) utworzona do zwalczania sowieckich czołgów Panzerfaustami. Składała się z 10., 11., 13. i 14. oddziału przeciwpancernego. Po majorze Wtorowie jej dowódcą był podpułkownik Gałkin. Sztab WS KONR utworzył też Brygadę Szkolno-Zapasową, przygotowywaną do walki przez pułkownika Samuiła T. Kojdę, oraz szkołę oficerską generała majora Мichaiła Мieandrowa. Po nieudanej próbie likwidacji przyczółka sowieckiego pod Erlenhofem dołączył do dywizji 1604. pułk piechoty. Pierwsza dywizja KONR rozpoczęła wycofywania na południe i dotarła do północnych Czech. Faktycznie „własowcy” ocalili powstanie praskie przed klęską. Na ulicach Pragi zginęło 5–7 maja 1945 około trzystu żołnierzy generała Bunjaczenki, wspomagając czeski ruch oporu. Jeszcze wieczorem 7 maja KONR rozpoczął wycofywanie się z Pragi w obliczu niechętnej postawy czeskiego ruchu oporu czyli dotychczasowych sojuszników. Nie uniknął jednak tragicznego losu po wojnie, gdy ponad połowę z żołnierzy czekała eksterminacja w obozach Gułagu NKWD.

Zakończenie

Tragiczne losy powstania warszawskiego wymagają oczyszczenia z niedomówień i legend. Zachowanie zasady bezstronnego opisu wydarzeń umożliwi przedstawienie dziejów sześćdziesięciu trzech dni powstańczego zrywu zgodnie z prawdą historyczną. Przede wszystkim chodzi o poprawienie pokutującej od ponad sześćdziesięciu lat legendy o „własowcach”, Kałmukach i Ukraińcach mordujących Polaków podczas powstania. Jak nie „własowcy” walczyli przeciw powstańcom, to Kozaków mieli ściągać Niemcy do Warszawy z dalekich Włoch, a na wyposażeniu Dywizji Pancernej SS (sic!) „Hermann Göring” miały znajdować się czołgi PzKpfw VI Tiger (sic!).

Inni do dnia dzisiejszego powielają błędy o kompanii czołgów ciężkich „Tygrys” w Warszawie, gdy w rzeczywistości część z kompanii przejechała przez stolicę w drodze na front. To wówczas 9. (schwere) Panzer Kompanie/SS-Pz. Rgt. 3 poniosła straty 1–2 sierpnia 1944 roku. Esesowcy porzucili jednego Tigera na rogu ulic Marszałkowskiej i Koszykowej po jego obrzuceniu koktajlami Mołotowa przez powstańców. Drugi został uszkodzony przy placu Narutowicza przez PIAT-a, przy czym zginął strzelec-radiotelegrafista. Trzeci czołg Niemcy odholowali do koszar przy ulicy Rakowieckiej po uszkodzeniu przekładni. Załoga czwartego poniosła straty podczas gaszenia pożaru przedziału silnikowego. Łącznie sześć ich przewinęło się przez warsztaty SS przy Rakowieckiej Podobnie i o „własowcach”, współpracujących z Trzecią Rzeszą, należy pisać obiektywnie rzetelnie, gdyż w szczegółach tkwią błędy. Co tyczy się Ukraińców oskarżanych o Rzeź Ochoty i Rzeź Woli.

PIGUŁKA I

Nadal wiele wątpliwości sprawia pełne wyjaśnienie zaangażowania RONA w walkach przeciwko powstaniu warszawskiemu. Rosyjscy ochotnicy wspominają o wyruszaniu spod Raciborza, zaś liczba żołnierzy miała wynosić o stu mniej – 1600 żołnierzy. Jedna z relacji błędnie wspominała o decyzji o wyjeździe do Warszawy podjętej dopiero 7 sierpnia, zaś „przed końcem 8 sierpnia pułk ześrodkował się […] we wsi Raków i rozlokował się na noc”.

Obecnie historycy rosyjscy Żukow i Kowtun ujawnili, że Kamiński był agentem NKWD pod pseudonimem „Ultramaryn”, współpracującego z czekistami do czerwca 1941 roku. Frołow nie poległ przy ulicy Srebrnej, ale służył w szeregach 1. Dywizji WS KONR. Pacyfikator Warszawy przeżył wojnę i trafił do łagru nr 256, gdzie był poddany śledztwu przez SMIERSZ i osądzony jako „wróg ojczyzny”.

PIGUŁKA II

Wówczas SS-Sonderkommando Dirlewanger składało się z: dwóch organicznych batalionów, dwóch batalionów Ostmuselmanische SS-Regiment 1. (jeszcze od walk na Białorusi), azerski II. [batalion]/ Sonderverband „Bergmann” (bez 7. kompanii, od 7 sierpnia 1944 roku), czterech (trzech?, od 6 sierpnia) kompanii I/111. batalionu (azerskiego), 2. i 4. kompani batalionu żandarmerii „Walther”, 1. plutonu 654. batalionu saperów, ośmiu miotaczy ognia z 1. drużyny batalionu „Krone” oraz baterii 80. pułku artylerii przeciwlotniczej (armaty przeciwlotnicze Flak 38 kalibru 20 milimetrów). Jednostkę wspierał „wehrmachtowski” Panzer-Abteilung (Fkl) 302 Majora Reinela w walkach na Placu Zamkowym. Wcześniej trzy „Borgwardy” z tej jednostki zaatakowały barykadę zamykającą ulicę Podwale. To właśnie jeden z tych pojazdów stał się sprawcą masakry po wtoczeniu „Borgwarda” na ulice Kilińskiego–Wąski Dunaj, gdzie zapalnik czasowy detonował jego 500-kilogramowy ładunek prasowanego trotylu. Wówczas zginęło ponad 300 osób. Dirlewanger został dodatkowo wzmocniony częścią batalionu żandarmerii „Walther”, baterią dział przeciwlotniczych i szturmowych oraz dwoma kompaniami czołgów. Walki o Czerniaków wykrwawiły obie strony. Polegli żołnierze Dirlewangera zostali pochowani w obecnych trawnikach sejmowych i częściowo do dnia dzisiejszego nie zostali ekshumowani,

PIGUŁKA III

Najprawdopodobniej „Ukraińcami” na Woli byli podchorążowie (junkrzy) z 14. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” szkoleni w poznańskiej szkole oficerskiej SS-Junkerschule Braunschweig w Posen-Treskau. W trybie alarmowym zostali skierowani do Kampfgruppe „Reinefarth”, służąc tam za tłumaczy. Natomiast z całą pewnością około tysiąca Ukraińców z odtwarzanej latem/jesienią 1944 r. Dywizji Grenadierów SS „Galizien” trafiło czasowo po 10 września z poligonu Neuhammer (Świętoszów) jako uzupełnienie w ramach przeszkolenia frontowego do IV. SS-Panzer Korps, broniącego przedmościa modlińskiego. Ukraińcy walczyli do 3 listopada, a potem zostali odesłani do macierzystej jednostki na Słowację. Kilkanaście z nazwisk ukraińskich widnieje na tablicy cmentarnej niemieckiej kwatery cmentarza wojennego w Modlinie.

PIGUŁKA IV

Rejon walk na Powiślu ULS opuścił po około dwóch, maksimum trzech tygodniach, na pewno po 13 września – to również wiadomo z pisma Paulinga – ale niewykluczone, że dopiero w momencie upadku Czerniakowa, tj. 23 września. Już 24 września legion działał w Puszczy Kampinoskiej, co odnotowują dokumenty niemieckie. Grupa bojowa ULS Diaczenki liczyła według danych niemieckich dwustu–czterystu policjantów. Dokładny „szlak bojowy” i przynależność narodową policjantów służących w 34. pułku w ramach niemieckiej 9. Armii wymagają dalszych badań w archiwach niemieckich. Drugi batalion liczył w 1943 roku 253 ludzi, natomiast III batalion – 280 szeregowców i oficerów. Miejsce Wichmanna zajął 2 września Mjr.d.SchP. Nachtwey (wcześniej dowódca III batalionu).

Na zdjęciu tytułowym: SS-mani Dirlewangera maszerujący ulicą Chłodną, fot. Bundesarchiv, Bild 101I-696-0426-22 / Leher / CC-BY-SA 3.0.