Istotną cezurą w rozpatrywaniu irańskiego programu rakietowego była pozornie z nim niezwiązana paryska konferencja prasowa opozycyjnej Narodowej Rady Oporu Iranu (NCRI) Doprowadziła ona do lawiny w stosunkach między Iranem a Zachodem, zaś na świeczniku znalazły się dwa bliźniacze programy w istocie ze sobą związane: rakietowy i nuklearny. Dysydenckie ugrupowanie ujawniło istnienie dwóch nieznanych wcześniej obiektów – zakładu wzbogacania uranu w Natanzie i zakładu produkcji ciężkiej wody w Araku. Wówczas ruszyła machina, której celem było powstrzymanie Iranu przed wejściem w posiadanie broni nuklearnej. Wtedy też stało się jasne, choć nie było to stanowisko jeszcze tak powszechne, że z programem nuklearnym trzeba łączyć irański program rakietowy. Te dwa obszary działań znalazły się w orbicie zainteresowań społeczności międzynarodowej i od tej pory nie mogły być traktowane rozłącznie. Przez dwanaście kolejnych lat ważniejszy był jednak ten pierwszy.

Program rakietowy po ujawnieniu ośrodków w Natanzie i Araku

Ze strony programu rakietowego pierwotnie nie było większego zagrożenia, gdyż wzbogacenie izotopu uranu do poziomu, który pozwalałby na zastosowanie go w głowicy atomowej, jest czasochłonne i pracochłonne. Było tak zwłaszcza dla państwa, które musiało radzić sobie w sytuacji odcięcia od oficjalnych dostaw i braku know-how. Sama głowica jest jednak niewiele warta, gdy nie ma środka przenoszenia, który dostarczy ją we wskazane miejsce. Rakietowe pociski balistyczne wystrzeliwane z wyrzutni lądowych były jedynym elementem triady nuklearnej, który Irańczycy rozwijali. Pozostałe dwa środki przenoszenia broni atomowej – bombowce strategiczne i okręty podwodne – nie wchodziły w grę.

Odniesienie się do kwestii irańskiego programu rakietowego wymaga więc łączenia go z programem nuklearnym i na odwrót, gdyż ten pierwszy wywołuje nowe wątpliwości co do pokojowej natury drugiego. Momentem zwrotnym było opublikowanie Narodowej Strategii Bezpieczeństwa, amerykańskiego dokumentu strategicznego z czasów, gdy w Białym Domu zasiadał już Barack Obama. Wskazywała ona Iran jako jedno z największych zagrożeń dla Stanów Zjednoczonych. Dokument ten był pokłosiem czasów prezydentury George’a W. Busha, który zaliczył Koreę Północną, Irak i właśnie Iran do tak zwanej osi zła, czyli krajów destabilizujących ład międzynarodowy i sponsorujących terroryzm. Państwo ajatollahów było wówczas postrzegane nie tylko jako zagrożenie dla amerykańskich interesów, ale także jako szkodnik w wymiarze regionalnym. Wspomniana destabilizacja przejawiała się w udzielaniu niejawnej pomocy zbrodniczym reżimom, na przykład Syrii, oraz wspieraniu grup zbrojnych, do których zalicza się Hamas i Hezbollah. Warto jednak zauważyć, że obecnie ten stan rzeczy nie przeminął. Co więcej, w ubiegłym roku współpraca ta uległa wydatnej intensyfikacji, szczególnie w dobie irańskiego zaangażowania w Syrii.

Te czynniki powodują, iż dwa programy – nuklearny i rakietowy – traktuje się jako mieszankę, która może zagrozić bezpieczeństwu i pokojowi w skali regionu, a może i większej. Powszechnie uważa się, iż Iran dąży do rozszerzenia zasięgu swoich rakiet balistycznych i ich zmodyfikowania przez przystosowanie do przenoszenia ładunków nuklearnych.

W 2004 roku Iran przetestował nową odmianę Szahaba-3: Ghadra-1 (na zdjęciu tytułowym). Według Jane’s Strategic Weapon Systems jest on pociskiem średniego zasięgu o długości 15,86 metra i masie startowej 19 ton. Zgodnie z różnymi szacunkami może dolecieć na odległość 1600–1950 kilometrów i przenosić głowice nuklearne. W porównaniu z protoplastą zwiększono długość pocisku i wyposażono go w dodatkowe zbiorniki paliwa, które pozwoliły na zwiększenie zasięgu. Jest więc wariantem Szahaba-3 o lepszych parametrach: większym zasięgu i precyzji.

Informacje o pierwszym podziemnym teście pocisku przekazała Narodowa Rada Oporu Iranu w grudniu 2004 roku, półtora roku później donosząc o przyspieszeniu prac i ukończeniu pocisku w 70%. Przywództwo irańskich dysydentów wywnioskowało, że pocisk najpewniej będzie gotowy do końca 2007 roku. Po ujawnieniu powyższych informacji pojawiły się rewelacje o udziale niemieckich firm w transakcjach z podmiotami irańskimi, w których wyniku Teheran otrzymał tak zwane materiały podwójnego zastosowania. Zostały one użyte w konstrukcji Ghadra-1, który gotowość operacyjną uzyskał na przełomie 2007 i 2008 roku.

W grudniu 2005 roku rząd Stanów Zjednoczonych wyraził przekonanie, że Iran zbudował podziemne fabryki, w których wytwarzano i testowano pociski: Szahab-1, Szahab-2 i Szahab-3. W jednym z takich tajnych kompleksów funkcjonowała firma Karimi Industries, która miała zajmować się doskonaleniem pocisków, aby przenosiły głowice nuklearne. Większość przemysłu rakietowego miała znajdować się w Karadżu, położonym w pobliżu Teheranu. Amerykanie raportowali również o dwóch dużych podziemnych tunelach gdzieś między miastami Bandar-e Abbas i Buszehr.

Podczas serii ćwiczeń wojskowych odbywających się w marcu 2006 roku irańskie siły zbrojne przeprowadziły test pocisku balistycznego średniego zasięgu Fadżr-3 (należy zauważyć, że istnieje również pocisk artyleryjski o tej nazwie, regularnie wykorzystywany przez Hamas i Hezbollah, i nie można ich mylić). Według zapewnień Teheranu Fadżr-3 jest pociskiem klasy MIRV, to znaczy mającym głowice niezależnie wycelowane przez pojazd fazy post-startowej (post-booster). Pocisk jest w stanie razić cele w odległości do 2000 kilometrów.

W listopadzie tamtego roku Iran po raz pierwszy publicznie przyznał, że kupował pociski balistyczne od Korei Północnej w czasie wojny z Irakiem, ale wówczas na tym polu był już samodzielny. Był też gotów podzielić się swoimi osiągnięciami z sąsiadami i przyjaciółmi na arenie międzynarodowej. Szczególną opieką miał otoczyć państwa zagrożone inwazją ze strony „reżimu syjonistycznego”, na przykład Liban. Zapewnienia ówczesnego dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Jahji Rahima Safawiego o samowystarczalności Iranu nie były jednak zgodne z prawdą, gdyż cały czas musiał on polegać na zagranicznych dostawach komponentów do swoich Szahabów.

W 2007 roku minister obrony Mostafa Mohammad Nadżdżar ogłosił, że Iran opracował zasilany paliwem stałym pocisk Aszura o zasięgu 2000 kilometrów. Przez dłuższy czas trzymany był w ukryciu, a żadne zdjęcia bądź materiały filmowe nie przeniknęły do mediów aż do testowego odpalenia w listopadzie 2008 roku. Od tego czasu funkcjonował pod nową nazwą: Sedżdżil. Od listopada 2008 do stycznia 2013 roku Iran przetestował go siedem razy. Podczas pierwszego testu przeleciał jedynie 800 kilometrów. Do czasów obecnych Teheran nigdy publicznie nie przyznał, że pocisk uzyskał gotowość operacyjną. Pod względem technicznym w przeważającej części opiera się na rodzinie pocisków Szahab. Irańczycy zaliczają go do rakietowych pocisków balistycznych pośredniego zasięgu (Intermediate-range Ballistic Missile, IRBM), choć odległość, na którą może dolecieć, na to nie wskazuje. Z drugiej strony Uzi Rubin z izraelskiego Begin-Sadat Center for Strategic Studies i były szef izraelskiej Organizacji Obrony przed Rakietami Balistycznymi stwierdził, że w przeciwieństwie do innych irańskich pocisków Sedżdżil niczym nie przypomina jakiejkolwiek konstrukcji północnokoreańskiej, rosyjskiej, chińskiej lub pakistańskiej. Według niego pokazuje to znaczny skok irańskiego potencjału w zakresie budowy pocisków balistycznych.

W 2009 roku Irańczycy przeprowadzili test ulepszonej wersji: Sedżdżil-2. Niepotwierdzone doniesienia mówią, że Iran prowadzi obecnie prace nad pociskiem Sedżdżil-3 o maksymalnym zasięgu 4000 kilometrów. W stosunku do starszego brata ma mieć lepszy silnik i system naprowadzania oraz większą łatwość wymanewrowania obrony antybalistycznej przeciwnika. Według optymistycznych założeń do służby ma wejść do końca roku 2017, co może być zadaniem karkołomnym, a wręcz niewykonalnym.

Obawy o naturę irańskiego programu rakietowego wzrosły w lutym 2009 roku, gdy Irańczycy wynieśli swojego satelitę na orbitę okołoziemską. Aby prześledzić to wydarzenie, dobrze jest się jednak cofnąć do kwietnia 2003 roku, gdy irański parlament powołał do życia Irańską Agencję Kosmiczną (SFI). Jej podstawowym celem było właśnie wyniesienie satelity na orbitę okołoziemską, dzięki czemu Iran miał szansę na dołączenie do ekskluzywnego grona państw posiadających sztucznego satelitę w kosmosie. W lutym 2007 roku Teheranie ogłosił pomyślne odpalenie rakiety meteorologicznej, choć wzniosła się jedynie na 150 kilometrów. Rok później, w czasie obchodów Dziesięciu Dni Świtu z okazji rocznicy rewolucji islamskiej, SFI odpaliła drugi pocisk meteorologiczny – Kawoszgar-1.

Krótko po tym wydarzeniu minister obrony Nadżdżar powiedział, że satelita zostanie wyniesiony na orbitę w maju lub czerwcu. Odpalenia dokonano wprawdzie w sierpniu, ale w powietrze uniosła się jedynie rakieta nośna Safir. Właściwe wyniesienie pierwszego irańskiego sztucznego satelity Omid (w farsi: nadzieja) na orbitę nastąpiło 2 lutego 2009 roku, w czasie obchodów 30. rocznicy rewolucji irańskiej. Dzięki temu Iran stał się dziewiątym krajem w elitarnym gronie. Wywołało to niepokój w Departamencie Stanu i wśród przywódców państw Zachodu, zaś James Lewis, ekspert think-thanku Center for Strategic and International Studies, wyraził przekonanie, że wyniesienie satelity i dysponowanie rakietami balistycznymi do przenoszenia głowic nuklearnych ma zwykle ten sam mianownik, a jest nim rakieta nośna.

W lutym 2009 roku analityk Jane’s Missiles and Rockets Sean O’Connor zlokalizował dobrze strzeżone silosy rakietowe w bazie Imam Ali. Ich stan i stopień przygotowania świadczyć miał o tym, że wyrzutnie znajdują się w gotowości operacyjnej. Baza znajdująca się na zachód od Chorramabadu była bardziej strzeżona niż ośrodek rakietowy w pobliżu Tabrizu. Te cechy miały wskazywać, że przechowywane są tam pociski Szahab-3, zarówno gotowe do opalenia, jak i pozostające w magazynach.

Rosnący poziom zaawansowania prac nad programem nuklearnym i poniekąd nad irańskim programem rakietowym zmusiły Radę Bezpieczeństwa ONZ do uchwalenia rezolucji numer 1929. Dokument stał się częścią prawa międzynarodowego 9 czerwca 2010 roku. Poszerzał on embargo zbrojeniowe, zamrażał zagraniczne aktywa piętnastu firm kontrolowanych przez Korpus Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej i upoważniał państwa do inspekcji podejrzanych transportów zmierzających do Iranu i stamtąd powracających. Państwa, które utrzymują stosunki gospodarcze z Islamską Republiką Iranu miały mieć się na baczności i nie podejmować bądź zaniechać działań mogących wspomagać jej program nuklearny. Dokument ten wzywał ponadto do zaprzestania działań zmierzających do rozwoju rodzimych rakietowych pocisków balistycznych i kupowania ich od jakichkolwiek podmiotów. Rezolucja wyraźnie jednak stwierdzała, że zakaz odnosi się do pocisków zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych. Wnioskując z zapisów rezolucji, Iran powinien również zaprzestać i w przyszłości powstrzymać się od prac nad zmianami w obecnych środkach przenoszenia oraz nie kupować gotowych pocisków lub ich elementów, które miałyby na celu uzyskanie rakiet gotowych do montażu głowic nuklearnych.

W obawie przed działaniami niezgodnymi z rezolucją Rada Bezpieczeństwa powołała specjalny panel ekspertów, który monitorował poczynania Irańczyków i przesyłał tajne raporty do oenzetowskiego organu. Pierwsza okazja pojawiła się już w maju 2011 roku po zebraniu informacji na temat testów pocisków w październiku 2010 (Sedżdżil-1) i lutym 2011 roku (Sedżdżil-1/2 i Szahab-3). Wówczas pojawiły się również wzmianki o próbie przekonstruowania Szahaba-3, aby mógł on przenosić głowice nuklearne. W następnym miesiącu przy okazji manewrów wojskowych Iran pokazał podziemne silosy z rakietami Szahab-3, nie podając ich lokalizacji, która dla Zachodu nadal była tajemnicą

10 sierpnia 2010 roku po raz pierwszy przetestowano ulepszony wariant Szahaba-2, nazwanego Kiam-1, pocisk bardzo podobnym do poprzednika, choć cięższy (6155 kilogramów) i dysponujący mniejszą głowicą (750 kilogramów). Według irańskich zapewnień dysponuje on także większym zasięgiem – 800 kilometrów – i celnością, rozrzut bowiem nie jest większy niż 500 metrów.

Powyżej opisane pociski są uzbrojeniem mogą zagrozić celom w skali regionu. Uzyskanie zdolności do produkcji rakiet dalekiego zasięgu, czyli ponad 5500 kilometrów, mogłoby zagrozić państwom w Europie. Aby dolecieć na terytorium Izraela, potrzebne właściwości nie są aż tak wygórowane. Natomiast zagrożenie dla amerykańskiego interioru stanowiłyby rakiety o zasięgu przekraczającym 10 tysięcy kilometrów. Wydaje się, iż obecnie to ostatnie stanowi jednak bardzo odległą perspektywę. Co więcej, w dokumencie „Annual Report on Military Power of Iran” sporządzonym przez Pentagon w 2012 roku stwierdzono, że Iran będzie zdolny do wykonania testów rakiet balistycznych dalekiego zasięgu do 2015 roku. Szacunki te, jak wiele im podobnych, okazały się głęboko przesadzone, do dziś bowiem Iran do tej granicy nawet się nie zbliżył, zaś jakość pocisków dostępnych nadal pozostawia wiele do życzenia.

Twórcy innych podobnych dokumentów stali na stanowisku, iż osiągnięcie takich zdolności, w tym potencjalny atak na terytorium USA, będzie możliwy jedynie z udziałem zewnętrznej pomocy. Do tego czasu zasięg, efektywność i celność irańskich środków przenoszenia miały uzyskać poziom gwarantujący osiągnięcie terytorium Stanów Zjednoczonych. Już wówczas te zapewnienia wydawały się mocno przesadzone, a wręcz absurdalne, co zresztą mogliśmy zaobserwować jeszcze dwa lata temu. I do tej pory irańskie pociski borykają się z podstawowym problemem, który jest nic innego, jak ich celność.

Fateh 110 na defiladzie

Fateh 110 na defiladzie

Z powodu nakładanych sankcji Irańczycy potrzebują więcej czasu na uzyskanie wspomnianych właściwości, niż to początkowo planowali. Wystarczy spojrzeć na liczbę przeprowadzanych testów oraz problemy z napędem i systemem naprowadzania, aby przekonać się, iż przed reżimem stoją jeszcze duże wyzwania. Proces rozwoju tej technologii rozciąga się w czasie nawet przy dysponowaniu wieloma potrzebnymi do tego środkami. W celu pozyskania know-how Teheran współpracował z takimi państwami jak Korea Północna, Syria, Libia, Rosja czy Chiny. Najbardziej owocna okazała się kooperacja z Pjongjangiem, ale i ona nie okazała się na tyle wydatna, aby zmieścić się w zakładanych ramach czasowych.

Szczególnie w latach dziewięćdziesiątych można było zaobserwować wzmożoną współpracę na linii Teheran–Pjongjang. W tym czasie do Iranu dostarczono wiele pocisków balistycznych, paliwo rakietowe i wyposażenia. Dostawa rozwiązań technologicznych doprowadziła do osiągnięcia przez państwo ajatollahów deklarowanej względnej samowystarczalności w produkcji rakiet balistycznych średniego zasięgu (MRBM). Bardzo możliwe jest, iż czas wejścia w posiadanie rakiet międzykontynentalnych (ICBM) uległ znacznemu skróceniu. Iran, kupując kluczowe komponenty lub całe systemy od potencjalnych sprzedawców, takich jak Korea Północna, mógł znaleźć się w bardzo korzystnej sytuacji. Dopiero w 2006 roku Teheran publicznie się przyznał do pozyskania rakiet od Pjongjangu, do czego doszło jeszcze podczas wojny z Irakiem.

Dysponowanie jedynie rodzimą technologią wskazywałoby na konieczność samodzielnego opracowania wielu podzespołów. Pomoc, która przyszła przede wszystkim od Pjongjangu, niewątpliwie pomogła w znacznym przyspieszeniu prac dzięki zastosowaniu gotowych komponentów. Mimo zagranicznego wsparcia Iran konsekwentnie manifestuje swoją niezależność i samowystarczalność. Nie oznacza to jednak szybkiego osiągnięcia zakładanych celów, a nowe sankcje mogą zupełnie pokrzyżować plany irańskiemu przywództwu, zmuszając do korzystania z nielegalnych szlaków zaopatrzenia.

Kolejne problemy w stosunkach między Iranem a Zachodem zrodziła pogłoska o przeprowadzeniu w latach 2010–2011 tak zwanych trzech sekretnych testów środków przenoszenia głowic uzbrojonych w ładunki nuklearne. W czerwcu 2011 roku brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague w sprawozdaniu do brytyjskiego parlamentu powiedział, iż Iran przeprowadził trzy tajne testy pocisków balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic jądrowych, a tym samym naruszył rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ numer 1929. Spotkało się to z szybką reakcją ze strony irańskiej dyplomacji, która zaprzeczyła brytyjskim zarzutom. Zgodnie z przesłanym dementi, żaden z testowanych pocisków nie był zdolny do przenoszenia ładunków nuklearnych.

Mimo iż jawność programu nuklearnego pozostawia wiele do życzenia, należy zauważyć zręcznie reglamentowaną, transparentność irańskich działań w zakresie programu rakietowego. Na porządku dziennym są wystąpienia polityków i wojskowych w krajowych mediach oraz relacjonowanie udanych bądź zakończonych niepowodzeniem testów. Te ostatnie traktowane są oczywiście w dość powierzchowny sposób. W większości wydawane oświadczenie są bardzo charakterystyczne dla reżimu, który chce się pochwalić, ale znacznie przecenia swoje możliwości.

Względna jawność występuje również w kwestiach zbrojenia w różnych rodzajach sił zbrojnych. Warto zauważyć, że irańskie dowództwo marynarki wojennej ogłosiło 12 czerwca 2012 roku, iż zaprojektuje i zbuduje pierwsze rodzime okręty podwodne o napędzie atomowym. Choć perspektywa ta jest nadal bardzo odległa, uzasadniała wzbogacanie uranu do poziomu odpowiedniego do stosowania jako materiał rozszczepialny w broni nuklearnej. Mimo iż wówczas szef irańskiego programu nuklearnego Ferejdun Abbasi nie wspomniał o tym, nie od dzisiaj wiadomo, że niektóre reaktory stosowane na okrętach podwodnych potrzebują izotopu uranu wysoko wzbogaconego. Miesiąc później Abassi zaznaczył jednak, iż „kraj nie planuje produkować wzbogaconego uranu o koncentracji izotopów wyższej niż 20%”.

Iran prowadzi również akcję dezinformacyjną, ukazując spreparowane dowody testów pozornie zakończonych sukcesem. Ta dwuznaczna postawa, czyli podawanie na przemian informacji prawdziwych i fałszywych oraz wydawanie oświadczeń niepełnych bądź sprzecznych, nie zwiększają wiarygodności Teheranu. Towarzyszy temu znaczna reglamentacja informacji, szczególnie w zakresie istnienia tajnych, podziemnych ośrodków produkcji i magazynowania pocisków balistycznych.

Historyczne porozumienie i brak zmian

Umowa z Iranem zawarta 14 lipca 2015 roku (Joint Comprehensive Plan of Action) musiała jednak doczekać się ratyfikacji przez Kongres Stanów Zjednoczonych. Dzień później Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję numer 2231, w której wzywała Iran do powstrzymania się od jakichkolwiek działań odnoszących się do pocisków balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych, w tym wdrożenia technologii ich budowy. Ustanowiono okres przejściowy liczący dziewięćdziesiąt dni od zatwierdzenia porozumienia JCPOA. 18 października historyczna umowa z Iranem nabrała mocy. Zakaz wprowadzony rezolucją numer 2231 ma obowiązywać przez osiem lat od uzyskania przez JCPOA mocy obowiązującej i korzystnego raportu MAEA na temat potencjalnego militarnego charakteru irańskiego programu jądrowego.

20 lipca Rada Bezpieczeństwa ONZ jednomyślnie zatwierdziła umowę, stwarzając jednocześnie szanse na zniesienie wprowadzonych przez siebie sankcji. Nie dotyczyło to wszystkich, gdyż wyłączono te związane z embargiem na zakup uzbrojenia i technologii pocisków balistycznych. Ściślej: zakazane do tej pory nabywanie uzbrojenia z państw trzecich, innego niż technologia związana z pociskami balistycznymi, miało podlegać kontroli ze strony Rady Bezpieczeństwa. W praktyce każdy negocjowany kontrakt, na przykład na czołgi podstawowe lub śmigłowce bojowe, miał być zatwierdzany przez oenzetowski organ. Porozumienie stało się częścią prawa międzynarodowego.

Nie upłynęło dużo czasu, gdy Iran pokazał szerszej publiczności nowy pocisk rakietowy ziemia–ziemia Fateh 313. Do prezentacji doszło z okazji obchodzonego w Iranie dnia przemysłu zbrojeniowego w sierpniu 2015 roku w Teheranie. Według Irańczyków nowa broń ma szereg zalet w porównaniu z poprzednikiem: może polecieć dwa razy dalej niż Fateh 110 (zasięg 500 kilometrów) i ma być znacznie celniejszy. Po udanym locie próbnym wszedł już do produkcji seryjnej.

Dzięki wymienianym zaletom i przewożeniu na wyrzutniach mobilnych stanowiska tych pocisków mogą zostać rozproszone po całym kraju, rodząc trudności dla przeciwnika, który chciałby je zniszczyć, zanim zostaną odpalone. Nie ma obecnie szczegółowych informacji na temat danych technicznych. Fateh 110 waży 3,45 tony, zaś sama głowica, w zależności od wariantu, 450–650 kilogramów. Spekuluje się, że nowy pocisk będzie miał zwiększoną żywotność i skrócony czas przygotowania do odpalenia. Od wcześniejszej wersji różni się również dodanymi statecznikami i prawdopodobnie mniejszą masą, co miało udać się dzięki zastosowaniu lżejszych materiałów lub głowicy o mniejszym wagomiarze.

11 października 2015 roku Irańczycy po raz pierwszy przetestowali rodzimy rakietowy pocisk balistyczny Emad, wersję pochodną Szahaba-3. Próba miała zakończyć się całkowitym sukcesem, o czym poinformował minister obrony Hossein Dehghan. Oznacza to naruszenie ograniczeń nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Odpalenie Emada stało w sprzeczności z postanowieniami rezolucji numer 2231, ale nie złamało tego aktu prawnego, jak powszechnie uważano, gdyż miał on zacząć obowiązywać dopiero za kilka dni. Nie ulega wątpliwości, że odpalenie stało w sprzeczności z pozostającą w mocy prawa rezolucją numer 1929 z 9 czerwca 2010 roku, a w szczególności z paragrafem 9. Zakazuje ona między innymi prób z pociskami, które są przystosowane do przenoszenia głowic nuklearnych.

W tym miejscu stanowisko Iranu i państw Zachodu się rozmija. Władze w Teheranie stanowczo upierają się, że pochodna Szahaba-3 nie nadaje się do zamontowania głowic nuklearnych. Nie przemawia to do Waszyngtonu, który jest pewien, że taka możliwość została opracowana, niezgodnie z rezolucjami Rady Bezpieczeństwa. Obecnie pewne jest nie tylko to, że pocisk jest przystosowany do przenoszenia głowic konwencjonalnych, ale także to, że wywołuje spory na temat jego zgodności z rezolucją 2231 i będzie je wywoływał w przyszłości. Wynika to z bardzo prostego założenia: uznaje się powszechnie, że każdy pocisk, który przeniesie ładunek konwencjonalny o masie minimum 500 kilogramów na odległość co najmniej 300 kilometrów, umożliwi również przeniesienie głowicy jądrowej. Wynika to wprost z przepisów wprowadzonych przez Reżim Kontroli Technologii Rakietowych. Jakkolwiek testy Emada stały w sprzeczności z rezolucją 1929, nie jest to takie pewne w przypadku aktu prawnego uchwalonego 20 lipca 2015 roku. Zapis słowny nowego dokumentu nie jest szczęśliwy i będzie wywoływał w przyszłości jeszcze wiele sporów. Będzie to wynikać z pojawiającej się już teraz różnej interpretacji zapisów rezolucji.

Emad stał się pierwszym irańskim pociskiem zaprojektowanym i wykonanym lokalnie. Ekspert waszyngtońskiego think thanku Center for Strategic and International Studies Anthony Cordesman określa jego zasięg na 1700 kilometrów, dokładność – na 500 metrów (wcześniej podawano, że może ona sięgać nawet 100 metrów, co byłoby istotnym skokiem technicznym), a wagomiar głowicy – na 750 kilogramów. Zauważa jednak, że większość danych opiera się na domysłach i kalkulacji, zaś dysponowanie dokładnymi parametrami byłoby nie lada osiągnięciem. Uzi Rubin, były szef izraelskiej Organizacji Obrony Przeciwrakietowej, zgadza się z Cordesmanem, zauważając, że dzięki pociskowi Iran będzie zdolny atakować cele na całym Bliskim Wschodzie. Za zwiększeniem dokładności Emada stoi zastosowanie nawigacji satelitarnej oraz pojazdu powrotnego, który wraz z ładunkiem ma pewne, choć ograniczone, zdolności manewrowania w drodze do celu.

W porównaniu z Szahabem-3, który trafiał w cele z dokładnością do dwóch kilometrów (sic!), Emad ma być znacznym skokiem naprzód i zwiększa irański potencjał strategicznego odstraszania. Dokładność irańskich pocisków balistycznych od samego początku była piętą achillesową (i nadal nią jest). Nie jest to dokładność punktowa, obarczona jest błędem liczonym w setkach metrów, co stawia pod znakiem zapytania ich przydatność operacyjną. Po teście Emada Hossein Dehghan stwierdził, że pociski cechować będzie wysoka precyzyjność w niszczeniu celów oraz że już niedługo będą produkowane seryjnie i trafią do jednostek rakietowych sił zbrojnych Islamskiej Republiki Iranu.

W listopadzie 2015 roku w rejonie miasta portowego Czabahar w południowo-wschodnim Iranie przeprowadzono testy pocisku Ghadr-110, innej ulepszonej wersji Szahaba-3. Uważa się, że ma on zasięg 1700–1950 kilometrów i przenosi głowicę o wagomiarze 800 kilogramów. Również jest określany jako zdolny do przenoszenia ładunków jądrowych, zaś jego zasięg z głowicą wypełnioną materiałem nuklearnym zależy od tego, jaka będziesz przyszła irańska technika ich minimalizowania. Tyle niewiadomych nie pozwalana na jasną ocenę jego potencjału i prowadzi jedynie w ślepą uliczkę.

Test Emada nie był jedynym ważnym wydarzeniem października 2015 roku. Telewizja państwowa pokazała wówczas materiał filmowy nakręcony w dotychczas utajnionej podziemnej bazie. Nagranie potwierdziło spekulacje na temat istnienia takich podziemnych kompleksów. Teheran przyznał wówczas, że dysponuje większą liczbą podobnych obiektów i korytarzy podziemnych, tworzących wzajemnie połączoną sieć. Przestronne pomieszczenia z betonowym podłożem wykute zostały w skałach gdzieś w górzystym rejonie Iranu. Przechowywane są w nich pociski balistyczne, takie jak Szahab-3 i Ghadr-110. Umieszczone na głębokości około 500 metrów pod powierzchnią ziemi, mają być praktycznie niedostępne dla wrogów, ukryte przed okiem ciekawskich satelitów lub dronów.

Irańska generalicja chełpliwie zapewnia, że uzbrojenie w jaskiniach jest bezpieczne i nienarażone na żaden typ bomb penetrujących będących na wyposażeniu największych armii świata. Ukryte w tunelach pociski balistyczne zamontowane są na kołowych wyrzutniach rakietowych i mogą być swobodnie przemieszczane pomiędzy stanowiskami strzeleckimi. Ponadto należy zauważyć, że przechowywane są tam też pociski na paliwo ciekłe, których przygotowanie do odpalenia zajmuje stosunkowo dużo czasu. Dlatego też brak jakiegokolwiek ukrycia wystawiałby je na atak prewencyjny. Z pewnością byłyby łakomym kąskiem dla strony atakującej. W obecnej sytuacji zyskują dość dobrą ochronę. W przypadku konfliktu pociski do wystrzelenia przygotowane będą w tunelach, na specjalnie przygotowane stanowiska strzeleckie przewiozą je mobilne wyrzutnie i wówczas żołnierze będą mogli je odpalić.

Już w grudniu pojawiły się kolejne doniesienia na temat Emada. Zastępca dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, generał brygady Hossein Salami, ogłosił, że jednostki operacyjne Pasdaranów mają na wyposażeniu pociski balistyczne średniego zasięgu Emad. Choć te informacje wydawały się przesadzone, Salami dodał, że prawdopodobnie niebawem pocisk zostanie wykorzystany podczas manewrów wojskowych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Nie odniósł się do lokalizacji rzekomo rozmieszczonych pocisków ani terminu ćwiczeń. Najbardziej optymistyczne założenia wskazywały, że pocisk znajdzie się w służbie liniowej dopiero w połowie 2016 roku. Nadal jednak nie ma oficjalnego potwierdzenia, czy pocisk jest produkowany seryjnie i czy trafił do jednostek liniowych.

Zobacz też: YAL-1 – laserowy łowca rakiet

Jeszcze pod koniec 2015 roku prezydent Iranu Hasan Rouhani przesłał list do ministra obrony, polecający przyspieszyć rozwój Emada, jednocześnie zaznaczając, że Teheran ma prawo budować pociski rakietowe, w tym balistyczne, gdyż nie są one przeznaczone do przenoszenia głowic jądrowych. Ponadto zwrócił uwagę na to, że program rakietowy nie jest częścią przełomowego porozumienia w sprawie programu nuklearnego, które zostało zawarte z mocarstwami światowymi w lipcu. Tym samym nie odnoszą się do niego żadne dodatkowe obostrzenia, zaś tych, które na siebie przyjął, nadal przestrzega.

W styczniu 2016 roku ujawniono drugi kompleks rakietowy, ale nie określono dokładnej lokalizacji bazy, podając jedynie, że znajduje się on w gdzieś w górzystej części Iranu. W tym samym miesiącu sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych nałożył sankcje na dostawców technologii i materiałów dla państw trzecich realizujących ten proceder z pominięciem oficjalnych kanałów dostaw. Jedenastu firmom i osobom powiązanym z irańskim programem rakietowym zabroniono korzystania z amerykańskiego systemu bankowego. Podmioty te miały siedziby w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Chińskiej Republice Ludowej.

9 marca w północnym Iranie odpalono dwie rakiety Ghadr H, które następnie przeleciały około 1400 kilometrów i uderzyły w cele na południowym wschodzie kraju. Generał brygady Amir Ali Hadżizadeh stwierdził, że pociski zaprojektowano, aby przenieść głowice na odległość 2000 kilometrów i z bezpiecznej lokalizacji uderzyć we wroga – „reżim syjonistyczny”. Co więcej, jeden z wystrzelonych pocisków balistycznych opatrzono napisem w języku hebrajskim sugerującym konieczność wymazania Izraela z mapy świata. Generał brygady Salami dodał wówczas, że wystrzelenie rakiet to wynik antyirańskich sankcji.

W marcu 2016 roku amerykański Departament Skarbu nałożył sankcje na chińską ZTE Corporation, największego dostawcę sprzętu telekomunikacyjnego w Chinach, za przekazywanie amerykańskiej technologii Irańczykom. Ukarano również dwie firmy irańskie za udział w programie budowy rakiet balistycznych i dwóch brytyjskich biznesmenów za pomoc dla Gwardii Rewolucyjnej. Na czarnej liście znalazły się firmy Shahid Nuri Industries i Shahid Movahed Industries, które zostały powiązane przez Waszyngton z Shahid Bagheri Industrial Group i Shahid Hemat Industrial Group (SHIG), głównym podmiotem mającym odpowiadać za irański program balistyczny, w szczególności za irańskie pociski na paliwo stałe. Niezwłocznie po podpisaniu JCPOA Irańska Agencja Kosmiczna z powrotem została obłożona sankcjami przez Unię Europejską i Waszyngton, ale pozostała poza reżimem sankcji ONZ. Nie uniknęły tego dwie jej spółki zależne Shahid Bagheri i Shahid Hemat.

Sankcje uderzyły również w inne osoby fizyczne, Jeffreya Ashfielda i Johna Edwardsa, którym zarzucono udzielenie wsparcia irańskim liniom lotniczym Mahan Air. Przewoźnik miał finansować zakupy broni dla Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Ponadto niedawno okazało się, że Strażnicy mogą wspierać również Hezbollah, przewożąc pociski rakietowe na pokładach floty samolotów pasażerskich.

30 stycznia 2017 roku Iran przeprowadził nieudaną próbę nowego pocisku balistycznego średniego zasięgu Chorramszahr. Według doniesień pocisk eksplodował po przeleceniu 965 kilometrów. Kilka dni później Iran znów był w centrum uwagi, posypały się kolejne sankcje i oskarżenia o wspieranie terroryzmu na świecie. Amerykański prezydent Donald Trump określił irański program rakietowy jako zagrożenie dla regionu, amerykańskich partnerów i samych Stanów Zjednoczonych. W efekcie wzrostu napięcia patrol Zatoki Adeńskiej rozpoczął niszczyciel USS Cole, ale do eskalacji napięcia nie doszło.

Poza tym w lutym 2017 roku zachodnie media, powołując się na zdjęcia wykonane przez komercyjnego satelitę szpiegowskiego Eros-B, poinformowały o przygotowywanym przez Iran kolejnym odpaleniu pocisku balistycznego. Pocisk miał być sposobiony do startu na stanowisku opodal miasta Semnan, około 140 kilometrów na wschód od Teheranu, tym samym, z którego doszło do odpalenia pocisku Chorramszahr. Doszło do tego świeżo po obłożeniu sankcjami dwunastu przedsiębiorstw i trzynastu osób związanych z irańskim programem rakietowym. Pentagon stwierdził, że Iran przygotowuje się do wystrzelenia rakiety nośnej Safir, wspólnego mianownika dla międzykontynentalnych pocisków balistycznych i satelitów. Do zapowiadanej próby nie doszło.

W maju zaś generał Amir Ali Hadżizadeh poinformował o istnieniu trzeciego podziemnego kompleksu rakietowego na terytorium Iranu. W bazie położonej gdzieś w południowo-zachodniej części państwa mają być produkowane i przechowywane pociski balistyczne. Podziemny ośrodek miał być budowany od kilku lat. Teheran po raz kolejny przyznał, że na terytorium kraju znajduje się więcej podobnych baz i korytarzy podziemnych. Po tych deklaracjach ponownie odżyły oskarżenia wobec Korei Północnej o przekazywanie technologii zaawansowanego systemu takich obiektów, tworzących wzajemnie połączoną sieć.

Atak na Da’isz

Pewnej demonstracji możliwości praktycznego wykorzystania osiągnięć irańskiego programu rakietowego mogliśmy doświadczyć dwa i pół miesiąca temu, w nocy z 18 na 19 czerwca. Z baz wojskowych w ostanach Kermanszah i Kurdystan, położonych w zachodnim Iranie, wystrzelono sześć pocisków rakietowych średniego zasięgu Zolfaghar. Zaatakowano bojowników tak zwanego Państwa Islamskiego w prowincji Dajr-az-Zaur, położonej we wschodniej Syrii. Było to pierwsze użycie operacyjne pocisków balistycznych przez Iran poza macierzystym terytorium od czasu zakończenia konfliktu irańsko-irackiego w 1988 roku.

Była to odpowiedź Teheranu na bliźniacze ataki terrorystów w Iranie na parlament i mauzoleum ajatollaha Chomeiniego w Teheranie, do których doszło 7 czerwca. Wskutek tego ataku zginęło trzynaście osób, zaś rannych zostało czterdziestu sześciu cywilów. Do ataków przyznało się Da’isz, a Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej wydał oświadczenie i zapowiedział odwet na terrorystach.

Według przedstawicieli Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Zolfaghary odpalono z wyrzutni mobilnych, a zanim trafiły w cele, przeleciały 650–700 kilometrów, w tym nad terytorium Iraku. Celem były w kwatery główne terrorystów i zakłady produkcji bomb, używanych do przeprowadzania ataków przy użyciu samochodów pułapek. Według irańskich mediów zabito wielu terrorystów oraz zniszczono sprzęt i broń. Oświadczenie o wysokiej skuteczności operacji podano później w wątpliwość. Niemniej jednak pociski balistyczne zidentyfikowano jako najnowszy wariant z rodziny Fateh-110 o nazwie własnej Zolfaghar. Po raz pierwszy pokazano je we wrześniu ubiegłego roku, a irański minister obrony Hossein Dehghan określił ich zasięg na 700 kilometrów i poinformował o dwóch ważnych faktach. Po pierwsze, pocisk wszedł już do produkcji seryjnej, po drugie zaś miał już wtedy za sobą pierwszy test, który zakończył się zniszczeniem celu.

Irański atak rakietowy na Da’isz może mieć jednocześnie dalej idący skutek. Jest ostrzeżeniem dla innych państw biorących dział w syryjskiej rozgrywce – Stanów Zjednoczonych, Izraela, Rosji – a także dla Arabii Saudyjskiej, naturalnego wroga Iranu i przeciwnika w rywalizacji o hegemonię w świecie muzułmańskim. Otwarcie mówił o tym rzecznik prasowy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, generał brygady Ramazan Szarif. Bezpośrednio po atakach podkreślał on, że Iran ostrzegł w ten sposób państwo Saudów przed wtrącaniem się w sprawy wewnętrzne Iranu. Podkreśla się też, że w zasięgu Zolfagharów znajdują się inne ważne miejsca na Bliskim Wschodzie, w tym Rijad, kwatera główna Dowództwa Centralnego Stanów Zjednoczonych w Katarze, 5. Flota Stanów Zjednoczonych w Bahrajnie i amerykańskie bazy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Po tym wydarzeniu w wątpliwość należałoby podać tezę, że program rakietowy ma służyć celom stricte obronnym. Zapewnienia takie cały czas płyną z irańskiej stolicy, ale rzeczywistość wydaje się kształtować nieco odmiennie. Do użycia pocisków rakietowych w przypadku samoobrony mogłoby dojść w przypadku wojny obronnej czy usprawiedliwionego uderzenia wyprzedzającego. Ataku na Da’isz nie można przypisać do żadnego z tych dwóch przypadków. Był on zwykłym odwetem za wcześniejsze ataki terrorystyczne w Teheranie. Być może takie przeznaczenie irańskich pocisków rakietowych jest odzwierciedleniem słów wypowiadanych przez prezydenta Rouhaniego, który w maju określił je jako gwaranta pokoju i obrony, a nie jako środek do atakowania przeciwników. Zapowiedział również kontynuację polityki testowania pocisków balistycznych bez oczekiwania na zgodę z Waszyngtonu.

Nie ulega wątpliwości, że Iran coraz szerzej zakreśla prawo do samoobrony, które ma legitymizować rozwój programu rakietowego. Potwierdzeniem tego są słowa dowódcy irańskich wojsk lądowych, generała brygady Ahmada Rezy Pourdastana, który stwierdził, że prawo do obrony Iranu przed zagrożeniami zewnętrznymi nie może być ograniczone do reakcji na zagrożenia w granicach terytorium państwowego. Co więcej, Iran rości sobie prawo do interwencji wszędzie tam, gdzie takie zagrożenie powstaje. Nie ma to nic wspólnego z wąskim pojmowaniem pojęcia prawa do samoobrony. Program rakietowy z pewnością będzie wykorzystywany jako element kształtowania polityki zagranicznej państwa ajatollahów.

Przyszłość i dylemat bezpieczeństwa

Bardzo trudno będzie oprzeć się na wiarygodnych źródłach i ocenić, czy konkretny pocisk balistyczny przenosi głowice z ładunkami nuklearnymi czy tylko konwencjonalnymi. Pociski nie różnią się kształtem. Co więcej, głowice można przecież wymieniać w ukryciu przed okiem ciekawskich. Problemem jest i będzie brak rzetelnych informacji wywiadowczych z uwagi na hermetyczność irańskiej władzy i społeczeństwa. Tym bardziej że obraz ulega zamgleniu, gdy Iran zapewnia opinię publiczną o budowaniu potencjału odstraszania dla celów obronnych.

Iran na pewno nie zrezygnuje z budowy potencjału odstraszania strategicznego i nadal będzie rozwijał program rakietowy. Jest więcej niż pewne, że do tej pory nie działał w zgodzie z rezolucją 1929 i można być przekonanym, że dokona kolejnych testów pocisków, które przez Zachód zostaną uznane za niezgodne z rezolucją 2231.

Jak wspomniano wyżej, problem wynikać będzie z mniej lub bardziej świadomego zapisu tego aktu prawnego. Specjaliści określają go jako „słabszy” lub „mniej wiążący” i na pewno nie jest najszczęśliwszy. Sformułowanie nowej rezolucji nakazuje Iranowi powstrzymać się od „działań odnoszących się do pocisków balistycznych zaprojektowanych do przenoszenia głowic nuklearnych”. Rezolucja 1929 zakazywała zaś „działań odnoszących się do pocisków balistycznych zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych”. Irańczycy uważają, że mają nie podejmować się rozwoju, produkcji i testów pocisków celowo przystosowanych do przenoszenia ładunków atomowych. Dopuszczają zaś możliwość takich działań w przypadku pocisków tak zwanego podwójnego zastosowania. Inaczej uważać będą przywódcy państw życiowo zainteresowanych ograniczeniem irańskiego programu rakietowego. Nie podlega dyskusji to, że gros pocisków balistycznych na świecie jest zdolnych przenosić głowice konwencjonalne i atomowe.

Szahab-3

Szahab-3

Obecne działania Iranu będą wskazywać przyszły trend, zgodnie z którym Iran bardziej będzie starał się ulepszyć pociski średniego zasięgu niż rozwijać rakiety dalekiego zasięgu. Mogą o tym świadczyć testy Emada i pojawiające się przy ich okazji braki techniczne. Choć postęp jest dość wyraźny, pociski nadal nie są celne i wymagać będą jeszcze miesięcy, a może lat żmudnej pracy. Będzie to jednak trend średniookresowy, gdyż z czasem pokonane zostaną i te bariery. Iran ma teraz jeden z największych arsenałów rakietowych wśród państw na Bliskim Wschodzie: około tysiąca pocisków balistycznych. Iran będzie miał też pocisk dalekiego zasięgu. Wszystko jednak w swoim czasie.

Postęp w produkcji pocisków balistycznych na paliwo stałe jest widoczny, powodując zwiększenie mobilności sił rakietowych, utrudniając ich lokalizację oraz zmniejszając prawdopodobieństwo zniszczenia. Jednak jest to postęp opieszały, a dużą rolę w opóźnieniu irańskich działań można przypisać reżimowi sankcji, który mimo swoich niedoskonałości i istnienia alternatywnych dla oficjalnych kanałów przerzutu, w miarę skutecznie powstrzymuje rozwój niektórych pocisków. Wskazuje się, że tak jest w przypadku rakiety Sedżdżil-2, która była wprawdzie kilka razy przetestowana, ale później zniknęła i według oficjalnych danych nigdy nie osiągnęła gotowości operacyjnej. Po teście w maju 2009 roku minister obrony Nadżdżar oświadczył, że niebawem rozpocznie się jego produkcja seryjna, co nie przekonało Gary’ego Samore’a, ówczesnego doradcy prezydenta Obamy do spraw broni masowego rażenia, który stwierdził, że Irańczyków czeka jeszcze długa droga.

Szczególnie istotny wpływ ma opanowanie technologii silników rakietowych na paliwo stałe. Irańczykom nie udało się to jeszcze w stu procentach, choć poczynili duże postępy na tym polu. Początkowo podczas testów Sedżdżila-2 chełpili się tym, że osiągnęli samowystarczalność w tej dziedzinie, co było twierdzeniem przesadzonym. Obecnie informacje z niepotwierdzonych źródeł donoszą, że w trakcie rozwoju jest trzeci wariant rakiety, która ma być trzystopniowy i naturalnie zasilany paliwem stałym. Te same źródła twierdzą, że już w następnym roku uzyska on gotowość operacyjną. Być może dojdzie do pierwszego testu, ale nie do przyjęcia do służby liniowej, gdyż próby mogą wykazać serię usterek technicznych.

Obecne szacunki co do wejścia w posiadanie pocisków balistycznych przez Iran muszą zostać zweryfikowane, podobnie jak zmieniono oczekiwania co do potencjalnego uzyskania głowic jądrowych przez to państwo. Narodowy Raport Wywiadu (National Intelligence Estimate) z 1999 roku przewidywał, że dwa wrogie Waszyngtonowi państwa – Iran i Korea Północna – będą zdolne do odpalenia pocisków balistycznych dalekiego zasięgu do końca 2015 roku. Jego twórcy nie byli jednak zgodni, niektórzy bowiem twierdzili, że może to się stać już do końca 2010 roku.

Raport wywoływał zamieszanie, choć operował stwierdzeniem „osiągnięcia zdolności do przeprowadzenia pierwszego testu”, a nie stanowiącego realne zagrożenie uzyskania gotowości operacyjnej pocisków. Tworząc raport, zapewne świadomie mylono te pojęcia i lekceważono różnice między nimi, aby stworzyć atmosferę strachu. Raport stał się jednak motorem napędowym tworzenia tarczy antyrakietowej, aby przeciwdziałać zagrożeniom ze strony państw „osi zła”. Jeszcze pod koniec 2015 roku amerykańska wspólnota wywiadowcza nie wykluczała rychłego przeprowadzenia przez Iran testów ICBM. Jednak bardziej rozsądni analitycy za prawdopodobny termin wskazywali koniec drugiej dekady XXI wieku.

Z kolei w lipcu 2015 roku sekretarz obrony Ashton Carter oświadczył przed Kongresem, że administracja prezydencka musiała zrewidować podejście do tego tematu i nie wyklucza się wejścia w posiadanie przez Iran międzykontynentalnych pocisków balistycznych w ciągu dekady. Departament Obrony stoi na stanowisku, że Teheran uzyska ICBM w ciągu co najmniej kilku lat, a nie kilku miesięcy, i przekonuje Kongres, że lepiej alokować pieniądze na rozwój elementów Systemu Obrony Antybalistycznej na Zachodnim Wybrzeżu, gdzie bardziej namacalne jest zagrożenie ze strony reżimu północnokoreańskiego. Obecnie na horyzoncie nie ma zagrożenia dla terytorium kontynentalnego Stanów Zjednoczonych ze strony irańskich pocisków balistycznych dalekiego zasięgu.

Pewne jest jednak to, że Iran z prac nad pociskami nie zrezygnuje. Irańscy politycy otarcie przyznają, że przyspieszą działania, gdyż żadna władza ponadpaństwowa nie może im tego zakazać. Zdają sobie sprawę z działania wbrew szeregowi rezolucji przyjętych przez Radę Bezpieczeństwa, w tym z 9 czerwca 2010 roku, a w szczególności z nową, która ma stać na straży JCPOA: rezolucją 2231 z 20 lipca 2015 roku. Nie należy zadawać pytania o to, czy irańskie działania będą stać w sprzeczności z tą rezolucją, ale o to, ile razy Irańczycy postąpią niezgodnie z jej zapisami. Według regulacji prawnej zabrania się Iranowi podejmowania jakichkolwiek prac związanych z pociskami balistycznymi mogącymi mieć zdolność przenoszenia głowic nuklearnych w ciągu ośmiu lat od 18 października 2015 roku. Potem zaś restrykcje zostaną zniesione, utrzymane lub zmienione, a zależeć to będzie od oceny wypełniania zobowiązań zaciągniętych w JCPOA.

Jak wspomniano, program rakietowy z pewnością będzie silnym instrumentem irańskiej polityki zagranicznej i w przyszłości będzie wywierał przynajmniej wpływ psychologiczny na rywalizację w regionie. Z perspektywy Iranu, a może i nawet zewnętrznego obserwatora, możemy mieć do czynienia z dylematem bezpieczeństwa. Wystarczy zauważy, że przeciwnicy Iranu w regionie – Izrael i państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej – nie tylko kupują więcej uzbrojenia, ale także jest to broń lepszej jakości niż irańska. Dzieje się tak za sprawą amerykańskiej pomocy, nie tylko materiałowej, ale także dotyczącej współpracy i włączania tych państw do grona beneficjentów wspólnych ćwiczeń wojskowych i szkoleń. Do tego dochodzi możność czerpania z sieciocentrycznego pola walki. Z drugiej strony Iran przez lata był i nadal jest odcięty od dostaw uzbrojenia, w tym tego nowoczesnego. Mimo że rodzimy przemysł znacznie się rozwinął, jest to zbyt mało, aby równać się z potencjałem tych kilku państw razem wziętych.

Wszystko to sprawia, że program rakietowy, a do niedawna także nuklearny, mają być dwoma filarami, które pozwoliłyby Iranowi przynajmniej próbować zrównoważyć potencjał wrogich państw. Amerykańsko-izraelskie partnerstwo strategiczne i współpraca Stanów Zjednoczonych z Arabią Saudyjską stawia Iran w pozycji dylematu bezpieczeństwa, w może nawet w sytuacji braku takiego dylematu i konieczności zbrojeń. Po ograniczeniu programu nuklearnego egzystencjalny warunek niepewności ma być obostrzony przez rozwój pocisków balistycznych zdolnych zagrozić jego przeciwnikom. Obie strony będą w dalszym ciągu dążyć do równowagi sił, rozwijając systemy defensywne i ofensywne. Problem w tym, że jakość irańskiego sprzętu, w tym pocisków, pozostawia wiele do życzenia. W ostatnim czasie dotyczy to ograniczonej celności irańskich rakiet. Ich wartość operacyjna jest niska, dają one jedynie psychologiczny wymiar odstraszania, chyba że zostaną uzbrojone w głowice nuklearne. Wówczas ich wartość wzrośnie niepomiernie.

Zobacz też: HESA Szafagh. Świt irańskiego przemysłu lotniczego?

Bibliografia

William J. Broad, Iran Unveils Missile Silos as It Begins War Games, nytimes.com, The New York Times, 27 czerwca 2011; [dostęp 3 lipca 2017].
Anthony H. Cordesman Military Spending and Arms Sales in the Gulf, www.csis.org [dostęp 3 lipca 2017].
Borzou Daragahi, Iran’s satellite launch raises big alarms, heraldnet.com, 3 lutego 2009, [dostęp 3 lipca 2017].
A. Hildreth, CRS Report for Congress Prepared for Members and Committees of Congress Iran’s Ballistic Missile and Space Launch Programs, fas.org [dostęp 3 lipca 2017].
S.A. Hildreth, CRS Report for Congress Prepared for Members and Committees of Congress Iran’s Ballistic Missile and Space Launch Programs, www.fas.org [dostęp 4 lipca 2017].
Kristin Horitski, Emad, missiledefenseadvocacy.org [dostęp 4 lipca 2017].
Farhad Rezaei, Why Iran Wants So Many Ballistic Missiles, nationalinterest.org [dostęp 4 lipca 2017].
Greg Thielmann, It’s Official: There Will Be No Iranian ICBM in 2015, nationalinterest.org [dostęp 3 lipca 2017].
Iran Missile Arsenal, www.iranintelligence.com [dostęp 2 lipca 2017].
Iran Missile Chronology, www.nti.org [dostęp 2 lipca 2017].
Arms Control and Proliferation Profile: Iran, www.armscontrol.org [dostęp 2 lipca 2017].
Sejjil, missilethreat.csis.org [dostęp 3 lipca 2017].
The White House, National Security Strategy, Washington, DC, May 2010, p. 26, whitehouse.gov [dostęp 2 lipca 2017].
Benjamin Weinthal, Iran Sanctions: The German Control Problem, June 26, 2009, washingtoninstitute.org[dostęp 2 lipca 2017].
Iran has Built Underground Missile Factories,” Jane‟s Missiles and Rockets, December 8, 2005. [dostęp 2 lipca 2017].
Iran Admits North Korean Missile Purchases, threatswatch.org [dostęp 2 lipca 2017].
Sejjil at a Glance, missilethreat.csis.org [dostęp 3 lipca 2017].
Iran, nti.org [dostęp 3 lipca 2017].
Resolution 1929 (2010), Adopted by the Security Council at its 6335th meeting, on 9 June 2010, iaea.org [dostęp 3 lipca 2017].
Britain Accuses Iran of Secretly Testing Nuclear-Capable Missiles, 28 czerwca 2011 roku, voanews.com [dostęp 3 lipca 2017].
Iran to Make Engine Systems For Nuclear Submarines,” Fars News Agency, 12 czerwca 2012 roku [dostęp 3 lipca 2017]
Iran Plans Nuclear-Powered Submarine: Report, reuters.com, 12 czerwca 2012 roku [dostęp 3 lipca 2017].
Resolution 2231 (2015), un.org [dostęp 3 lipca 2017].
Security Council, Adopting Resolution 2231 (2015), Endorses Joint Comprehensive Agreement on Iran’s Nuclear Programme, un.org [dostęp 3 lipca 2017].
Iran Doubles ‘Fateh’ Guided Missile’s Range to 500km, defense-update.com [dostęp 3 lipca 2017].
Iran unveils extended range Fateh ballistic missile, janes.com [dostęp 2 lipca 2017].
Missile technology control regime (MTCR), nti.org [dostęp 5 lipca 2017].
Iran Test Fires Nuclear-Capable Ballistic Missile in Apparent Violation of U.N. Resolutions, iranwatch.org [dostęp 3 lipca 2017].
Iran-test-fires-nuclear-capable-ballistic-missile-apparent-violation-un-resolutions, www.iranwatch.org [dostęp 3 lipca 2017].
Iran, Missiles, and Nuclear Weapons, csis.org [dostęp 3 lipca 2017].
Addressing Iran’s Ballistic Missiles in the JCPOA and UNSC Resolution, armscontrol.org [dostęp 2 lipca 2017].
FM Spokeswoman: N. Agreement Not to Affect Iran’s Defensive Capabilities, en.farsnews.com [dostęp 3 lipca 2017].

Mahmood Hosseini, Creative Commons Attribution 4.0 International
M-ATF, Creative Comons Attribution ShareAlike 3.0
Hossein Velayati, Creative Commons Attribution 4.0 International