„Każde pokolenie wyrosłe w XX wieku
miało swoje własne ludobójstwo”1

W trakcie niespełna trzech miesięcy; wiosną i wczesnym latem 1994 roku2, zginęło w Rwandzie prawie milion członków społeczności Tutsi, od wieków żyjącej w tej części Afryki. Spośród innych tego rodzaju hekatomb XX stulecia tę zbrodnię wyróżniało kilka istotnych elementów: nie chodzi jedynie o skalę – unicestwiono bowiem około 80% całej populacji Tutsi3 – ale i o czas, w jakim nastąpiły mordy oraz niespotykaną dotąd liczbę sprawców. Jako że zajścia trwały zaledwie 86 dni4, każdego dnia siepacze z ludu Hutu uśmiercali przeszło 11 tysięcy niewinnych Tutsi5. Znamienny jest tu dodatkowo charakter masowych mordów; w Rwandzie zabijał każdy, kto miał na to ochotę i dysponował maczetą – nawet miejscowy urzędnik czy zwykły chłop6. To właśnie sprawia, że rwandyjski genocyd miał swoiście afrykańskie cechy, co jednak w żaden sposób nie umniejsza skali innych wielkich ludobójstw XX wieku.

Geneza rwandyjskich mordów z 1994 roku jest niezwykle złożona i uwarunkowana kilkoma istotnymi czynnikami. Aby lepiej zrozumieć jej istotę, należy spojrzeć na ten przypadek nie tylko w szerszym kontekście historycznym, ale również kulturowym, a poniekąd i gospodarczym.

Rwanda to niewielkie państwo w środkowo-wschodniej Afryce. Na tereny, w granicach których zamyka się dzisiejszy jej obszar, między VII a X stuleciem przybył trudniący się rolnictwem lud Hutu. Pasterze z plemienia Tutsi zjawili się tutaj nieco później, około XII wieku, jednak to właśnie oni potrafili tak zorganizować się wewnętrznie, że w krótkim czasie nie tylko podporządkowali sobie dominujące liczebnie sąsiednie plemię (wraz z trzecim zamieszkującym te tereny plemieniem Twa), ale co najważniejsze – utworzyli Królestwo Rwandy. Pomimo że zdarzały się przypadki sprawowania władzy przez przedstawicieli Hutu, nie mieli oni żadnego znaczenia politycznego. Dodatkowo wewnętrzny podział pogłębiał się również ze względów czysto ekonomicznych; Tutsi (w lokalnym znaczeniu: posiadacze dóbr) gromadzili w swych rękach nie tylko większość bydła, ale co istotniejsze – ziemi, którą Hutu dzierżawili i płacili daniny na rzecz właścicieli. Tak więc zawiść biednych, cierpiących na niedostatek środków do życia Hutu rosła od stuleci i była jedną z głównych przyczyn późniejszego, tak tragicznego w skutkach konfliktu. Ale oczywiście nie jedyną7.

 Ludobójstwo w Rwandzie

Czaszka jednej z ofiar w miejscu pamięci w Ntaramie. W tamtejszym kościele zamordowano około pięciu tysięcy osób.
Philip Kromer, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic, via Wikimedia Commons

Nienawiść etniczną podsycały władze kolonialne, najpierw Niemcy, którzy posiedli Rwandę jako kolonię w 1885 roku, następnie zaś Belgowie. Ci pierwsi, po włączeniu tych terenów do Niemieckiej Afryki Wschodniej, postanowili bowiem zachować dawne struktury administracyjne, przez co Tutsi utrzymali uprzywilejowaną pozycję i pełnię władzy. Belgowie natomiast, którzy przejęli Rwandę po I wojnie światowej, ustanowili w Rwandzie prawo, w myśl którego tylko Tutsi mieli dostęp do edukacji, i wprowadzili dowody tożsamości wskazujące przynależność do konkretnej nacji. Granica między plemionami pogłębiała się coraz bardziej. Ale najbardziej chyba niedorzeczna była wieść rozpowszechniana przez misjonarzy działających w Afryce, a mająca początek w głowie niejakiego Johna Hanninga Speke’a, który w 1863 roku stwierdził, iż Tutsi tak naprawdę są zaginionym plemieniem Izraela8.

W 1959 roku wybuchła wojna domowa, wskutek której kilka tysięcy Tutsi wypędzono z kraju. Kiedy trzy lata później Rwanda proklamowała niepodległość, w wyniku wyborów władzę objęli Hutu, co z kolei wywołało falę oburzenia ze strony przeciwnego plemienia. Konflikt trwał w najlepsze i zaostrzał się z każdym rokiem. Co kilka lat systematycznie dochodziło do zbrojnych wystąpień między Tutsi a pozostającymi wciąż przy władzy Hutu, którzy dopuszczali się co jakiś czas masowych masakr ludności plemiona przeciwnego. Pierwsza miała miejsce już po wojnie domowej w 1959 roku, następna – w 1963 roku, wskutek podjętej przez Tutsi nieudanej zbrojnej próby odzyskania władzy9.

Francuscy <i>Troupes de marine</i> w Rwandzie.

Francuscy Troupes de marine w Rwandzie.
SRA ANDY DUNAWAY, via Wikimedia Commons

W 1973 roku pod hasłem ukrócenia konfliktu etnicznego generał Juvénal Habyarimana (pochodzący z plemienia Hutu) przeprowadził bezkrwawy zamach stanu, w wyniku którego wkrótce Rwanda stała się państwem o jednopartyjnym systemie politycznym (jedyną legalną partią był odtąd Narodowy Ruch Rewolucyjny na Rzecz Rozwoju, z francuskiego Mouvement Révolutionnaire National pour le Développement)10.

Sytuację w kraju skomplikował również na przełomie lat 80. i 90. kryzys ekonomiczny; spowodowany suszą i spadkiem cen kawy na rynkach światowych. Już w 1990 roku wybuchła w Rwandzie wojna domowa, zapoczątkowana atakiem z terenu Ugandy partyzantów Tutsi z Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (FPR) z Paulem Kagame’em na czele. W 1993 roku zawarto wprawdzie pokojowe porozumienie pod egidą ONZ, przewidujące utworzenie rządu tymczasowego z udziałem obu stron, a następnie powołano misję UNAMIR (Misja Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy Rwandzie), której głównym zadaniem było wsparcie przestrzegania porozumienia, jednak zdało się to na niewiele. Propagandę przeciw Tutsi prowadzono wszędzie i na szeroką skalę. Poprzez gazetę „Kangura” i Radio Tysiąca Wzgórz11 głoszono, że Tutsi są ludźmi gorszej kategorii i stanowią ogromne zagrożenie, co – jak się później miało tragicznie okazać – znalazło podatny grunt wśród większości Hutu12.

Ołtarz kościoła w Ntaramie

Ołtarz kościoła w Ntaramie
Scott Chacon, na licencji Creative
Commons Attribution 2.0 Generic, via Wikimedia Commons

Punktem zapalnym, który doprowadził do masakry, było zestrzelenie prezydenckiego samolotu w kwietniu 1994 roku; na pokładzie przebywał nie tylko Hutu Habyarimana, ale również prezydent Burundi Cyprien Ntaryamira. Pomimo iż nigdy nie stwierdzono udziału Tutsi w zamachu, fakt ten stał się doskonałym pretekstem do rozpoczęcia przez armię i bojówki Hutu (Interhamwe) trzymiesięcznej masakry ludności sąsiedniego plemienia13.

Do „architektów” akcji ludobójczej przeciw Tutsi należeli między innymi były premier Jean Kambanda, minister obrony narodowej Theoneste Bogostore oraz minister do spraw rodziny i promocji kobiet Paulina Nyiramasuhuko, oddelegowana do nadzorowania akcji ludobójstwa w regionie Butare. Ta 48-letnia wówczas prawniczka, żona ministra oświaty i przewodniczącego rwandyjskiego parlamentu, która w imię sprawowanej funkcji winna strzec praw i godności kobiet, odpowiedzialna była za formowanie brygad gwałcicieli chorych na AIDS, które miały atakować kobiety Tutsi14.

„Poszukiwani za ludobójstwo”. List gończy wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy.

„Poszukiwani za ludobójstwo”. List gończy wydany przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy.
United States Department of State

Tragedia miliona Tutsi rozpoczęła się w stolicy, ale już kilka dni później rozlała się falą na dalsze terytoria Rwandy. Od pierwszego dnia akcje miały brutalny i masowy charakter. Bojówki Hutu rozpoczęły mordowanie każdego napotkanego Tutsi. Bezbronni ludzie chronili się na stadionach, w kościołach lub innych miejscach, które tylko teoretycznie miały im zapewnić bezpieczeństwo. Tak było między innymi w Gikondo, gdzie 9 kwietnia około 110 Tutsi schroniło się w kościele, notabene polskiej misji pallotynów. Masakrę przeżyły jedynie dwie osoby15. Trzeba w tym miejscu nadmienić, iż zagraniczni księża i zakonnice w większości przypadków po rozpoczęciu rzezi opuścili kraj, miejscowi zaś – poza nielicznymi przypadkami – nie tylko nie starali się chronić prześladowanych Tutsi, ale nierzadko wydawali ich prześladowcom16.

Zwodzeni pod pozorem ochrony przez Hutu na miejsca masowych spotkań, takie jak stadiony, Tutsi byli tam szybko i efektywnie mordowani17. Maczety Hutu dosięgały każdego i wszędzie. Hordy działające w szale zabijania, zaopatrzone w tropiące psy, poszukiwały bezbronnych ludzi, uciekających w lasy, zarośla, na wzgórza18. Udział brały nawet dzieci, których zadaniem było dobijanie rannych19, i kobiety, równie bezwzględne jak mężczyźni 20. Ludobójstwo w Rwandzie było tym bardziej specyficzne, że prawie wszystkie ofiary znały osobiście swoich katów, nierzadko byli to sąsiedzi, znajomi z ulicy czy pracy – zwyczajni ludzie, tacy sami jak Tutsi, którzy teraz, zaślepieni nienawiścią, rabowali i mordowali, maczetami, pałkami nabitymi gwoźdźmi, nożami, siekierami, wszystkim co wpadło im w ręce21.

Juvénal Habyarimana (1937–1994), prezydent Rwandy od 1973 roku. Udany zamach na jego życie był iskrą rzuconą na beczkę prochu.

Juvénal Habyarimana (1937–1994), prezydent Rwandy od 1973 roku. Udany zamach na jego życie był iskrą rzuconą na beczkę prochu.
Templeton, via Wikimedia Commons

Dobrze zorganizowana akcja ludobójcza, dokonana rękoma bojówek Interahamwe („Walczmy razem”) oraz Impuzamugambi („Mający wspólny cel”), odbywała się za plecami cywilizowanych narodów zachodnich, które doskonale wiedziały, co się dzieje w tej części świata, i które nie zrobiły nic, aby zapobiec lub przynajmniej skrócić cierpienia setek tysięcy ludzi. Pomimo gotowości do podjęcia akcji przez ówczesnego dowódcę UNAMIR-u, generała Romea Dallaire’a, który poprosił o zwiększenie sił pokojowych w tym regionie, ONZ nie tylko odmówiła wzmocnienia wojsk międzynarodowych, ale i zobligowała do zachowania neutralności, a wkrótce również wycofania sił z Rwandy. Wydawać by się mogło, że wydarzenia sparaliżowały międzynarodową opinię publiczną i organizacje mające, przynajmniej teoretycznie, stać na straży międzynarodowego pokoju. Działania narodów zachodnich ograniczyły się bowiem wtedy do gróźb i apeli: Rada Bezpieczeństwa ONZ już po wycofaniu sił UNAMIR-u z Rwandy zdołała jedynie wydać rezolucję, w której potępiła ludobójcze praktyki Hutu. Podobnie postąpiły Stany Zjednoczone – 7 kwietnia 1994 roku zdołały jedynie przekazać rodzinom ofiar kondolencje – oraz Rosja, Chiny i Francja, które uznały całą akcję za wewnętrzny problem Ruandyjczyków i nie wyraziły zgodę na jakąkolwiek akcję Narodów Zjednoczonych.

Po zamordowaniu dziesięciu belgijskich żołnierzy ten kraj również wycofał wojska z Rwandy. Dopiero w połowie maja ONZ, częściowo pod presją opinii publicznej, zgodziła się na wysłanie 5500 żołnierzy i wprowadziła embargo na broń dla rządu rwandyjskiego. W połowie czerwca Francja też wyraziła gotowość do wkroczenia z wojskami na terytorium Rwandy, co nastąpiło 23 czerwca przez granicę Zairu, po uzyskaniu zgody od Rady Bezpieczeństwa. Spóźniona interwencja Francji i ONZ zdała się na niewiele. Bilans ofiar był już przerażający. Dodatkowo utworzona na południu kraju specjalna strefa mająca zapewniać ochronę prześladowanym Tutsi nie została uznana przez Rwandyjski Front Patriotyczny, który w lipcu przeszedł do ostatecznej ofensywy i wkrótce przejął władzę. 18 sierpnia 1994 roku Kagame ogłosił jednostronne zawieszenie broni.

W wyniku działań Hutu zginęło prawie milion niewinnych ludzi. Systematyczna masakra mężczyzn, kobiet i dzieci trwała niecałe 100 dni. Ale to nie wszystko. Cała Rwanda praktycznie legła w gruzach, nie istniała bowiem gospodarka, nie funkcjonowały żadne instytucje publiczne. Co więcej, prawie trzy miliony Rwandyjczyków uciekło za granicę, a po zakończeniu akcji ludobójczej starało się wrócić do pozostawionych, najczęściej ograbionych i zniszczonych dobytków. Pojawił się dodatkowo problem prawie czterystu tysięcy sierot, którym działania Interahamwe zabrały rodziców. Po wkroczeniu RFP do Rwandy i przejęciu władzy rozpoczęła się z kolei ucieczka obawiających się zemsty Hutu. Prawie 120 tysięcy członków tego plemienia trafiło do więzień w całym kraju22. Rwanda, pomimo zakończenia ludobójstwa, wciąż pogrążona była w chaosie. W listopadzie 1994 roku dla ukarania winnych powołano Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy, działający do dnia dzisiejszego. Dla wielu ocalałych ludobójstwo nie zakończyło się jednak w lipcu 1994 roku, nie tylko ze względu na to, iż wielu oprawców do tej pory nie osądzono, ale również przez to, że wielu żyje dziś płot w płot obok ofiar. Trauma tamtych wydarzeń nie minie nigdy: „Mój ból jest we mnie głęboko, nie na tyle jednak, abym mógł zapomnieć. Jest to ból, który dzielę z każdym ocalałym z ludobójstwa”23.

Tak właśnie pod koniec XX stulecia, stulecia, które było świadkiem ludobójstwa Ormian, hekatomby Holokaustu i tragedii Kambodży, zachodnia cywilizacja zamiast wszelkimi środkami zapobiegać kolejnym tego typu wydarzeniom, była biernym świadkiem tragedii tysięcy niewinnych ludzi, pomimo wielokrotnych zapewnień, że do podobnych katastrof już nigdy więcej nie dojdzie. Podjęta niechętnie i zdecydowanie za późno interwencja nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, a być może rozpoczęta tylko chwilę wcześniej, uchroniłaby wielu od bestialskiej śmierci.

Bibliografia:

B. Bruneteau, Wiek ludobójstwa, Warszawa 2004.
J. Hatzfeld, Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy, Wołowiec 2011
R. Rurangwa, Ocalony. Ludobójstwo w Rwandzie, Radom 2009

Przypisy

1. R. Rurangwa; ocalony z masakry Tutsi w kwietniu 1994 roku. Cyt. za: tegoż, Ocalony. Ludobójstwo w Rwandzie, Radom 2009, s. 17.

2. B. Bruneteau, Wiek ludobójstwa, Warszawa 2004, s. 178.

3. Dla porównania: ofiary polityki roku zerowego Pol Pota to około 20–30% ogółu Kambodżan; w wyniku pierwszego, udokumentowanego ludobójstwa XX wieku, rzezi Ormian w Imperium Osmańskim, zginęło również około 30% tej grupy etnicznej (p.a).

4. B. Bruneteau, Wiek ludobójstwa, s.178.

5. Wszelkie szacunki dokonane tutaj oparte są na uśrednionych i najczęściej przywoływanych liczbach ofiar rwandyjskiego ludobójstwa.

6. B. Bruneteau, Wiek ludobójstwa, s. 178.

7. Ibidem, s. 179.

8. Ibidem, s. 181.

9. Ibidem, s. 183.

10. Ibidem.

11. Ibidem, s. 184–185.

12. Ibidem, s. 179.

13. J. Hatzfeld, Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy, Wołowiec 2011, s. 9.

14. Szacuje się, że w wyniku „działalności” brygad ucierpiało około 250 000 rwandyjskich kobiet, z czego przeszło 70% zaraziło się AIDS. Nyiramasuko zastała aresztowana w Kenii w 1997 i – jako pierwsza kobieta – oskarżona w 2002 roku o ludobójstwo, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Po 9 latach została skazana przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy na dożywocie. Patrz: B. Bruneteau, Wiek…, s. 187.

15. Była to jedna z wielu, być może pierwsza akcja, kiedy dowództwo międzynarodowej akcji UNAMIR odmówiło prośby o interwencję. Więcej na ten temat: Masakra w Gikondo, wikipedia.org, dostęp: 07 lipca 2012.

16. R. Rurangwa, Ocalony…, s. 45.

17. B. Bruneteau, Wiek…, s. 187.

18. J. Hatzfeld, Nagość życia…, s. 18.

19. R. Rurangwa, Ocalony…, s. 51.

20. Ibidem, s 71.

21. Ibidem, s. 34.

22. B. Bruneteau, Wiek…, s. 188.

23. R. Rurangwa, Ocalony…, s. 10.