Ludobójstwo w Rwandzie pozostaje jedną z najlepiej udokumentowanych zbrodni XX wieku. Symbolem tragedii stał się obraz uzbrojonego w maczety tłumu napadającego na sąsiadów, współpracowników czy nawet dotychczasowych przyjaciół. O ile działania militarne opisano stosunkowo dobrze, o tyle rola, jaką odegrała muzyka nadawana przez miejscową rozgłośnię Wolne Radio Tysiąca Wzgórz, nadal pozostaje mało znana. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo popularna ówcześnie twórczość Simona Bikindiego, którego działalność artystyczna wzbudziła zainteresowanie Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy.

Oskarżyciele badali, czy ballady Bikindiego mogły zachęcić Hutu do przeprowadzenia masakr. Skonstruowanie aktu oskarżenia i obawy przed ewentualnym posądzeniem członków trybunału o próbę ograniczania swobody twórczej sprawiły, iż rozpoczęty 2 października 2006 roku proces stał się prawdziwym wyzwaniem zarówno dla sędziów, jak i oskarżycieli.

Supergwiazda Afryki Środkowej

Urodzony 28 września 1954 roku we wschodniej Rwandzie Simon Bikindi miłość do sztuki odziedziczył po rodzicach. Matka była tancerką i śpiewaczką, a ojciec w wolnych chwilach grał na sitarze (tradycyjny instrument przypominający gitarę). Simon jako uczeń zdobył lokalną popularność dzięki umiejętności łączenia patriotycznej poezji z tradycyjnymi melodiami ludowymi i rozwijającą się muzyką popową. W 1990 roku jego przeboje były już najpopularniejszą muzyką graną na weselach w całej Rwandzie. Łączyły miejscowe rytmy z tekstem w języku angielskim, francuskim i ruanda-rundi – i skutecznie rywalizowały z niezwykle popularnymi piosenkami rozrywkowymi z sąsiedniego Zairu.

Przed rozpoczęciem rwandyjskiej tragedii Simon Bikindi pracował w Ministerstwie Młodzieży i Sportu oraz aktywnie udzielał się w państwowych mediach. Zresztą w działalności artystycznej także wykraczał dalece poza muzykę rozrywkową. W utworach nie unikał nawiązań do współczesnych tematów politycznych. Jako jeden z najpopularniejszych rwandyjskich piosenkarzy wystąpił w 1987 roku na obchodach dwudziestej piątej rocznicy uzyskania niepodległości, wykonując utwór Twasazareye ingoma ya cyami (Mówimy „do widzenia” monarchii). Piosenka ukazuje jednak zasadniczy problem z twórczością Bikindiego. Z jednej strony wyraża radość z zakończenia feudalizmu i ustanowienia republiki, z drugiej zaś – w 1993 roku była wykorzystywana do wzbudzania wśród Hutu niechęci do porozumień z Aruszy i trzymania się razem wobec rzekomego zagrożenia ze strony Tutsich.

Sytuacja społeczna w Rwandzie na początku lat dziewięćdziesiątych była taka sama jak kilka, a nawet kilkanaście dekad wcześniej: głęboki podział na arystokrację Tutsi i zajmujących niższe szczeble drabiny Hutu. Oficjalnie nietolerancja i podziały rasowe (jeśli rozumieć podział na Tutsi i Hutu w kategoriach etnicznych) były sprzeczne z prawem, a publiczne okazywanie wzajemnej niechęci przez obie grupy postrzegano jako poważny nietakt. W rzeczywistości grunt pod przyszłą tragedię czekał przygotowany.

Punktem kulminacyjnym był najazd oddziałów Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF) z baz w Ugandzie. Wywołało to strach i gniew wśród Hutu, a po kraju zaczęły krążyć pogłoski o szerokim poparciu, jakim ma cieszyć się RPF wśród mieszkających w Rwandzie Tutsich. W ówczesnej sytuacji piosenki Bikindiego dodatkowo zyskiwały na popularności jako kulturowy sworzeń łączący Hutu w ich niechęci wobec monarchii, arystokracji i całej społeczności Tutsich.

Muzyka w służbie ludobójstwa

Wśród kompozycji Simona Bikindiego oprócz ballad czy popowych przebojów znaleźć można piosenki w sposób oczywisty odwołujące się do idei supremacji Hutu. Najbardziej kontrowersyjnym utworem jest Nanga Abahutu (Nienawidzę Hutu). W tekście znaleźć można jasne nawiązania do etnonacjonalizmu i pogardę dla tych Hutu, którzy „porzucili swoją tożsamość” i „ślepo maszerują”. Mimo iż nie pada to w piosence wprost, mowa tu o Hutu, którzy porzucili współbraci na rzecz współpracy z Tutsi.

Tekst Nanga Abahutu niesie w sobie dużo więcej treści, niż mogłoby się wydawać. Każdy Rwandyjczyk wiedział, iż pod pojęciem „odrzucenia tożsamości” kryje się poślubienie osoby z wrogiej grupy, a „naiwni Hutu” to żołnierze, którzy zdecydowali się na odwrót wobec ataku ze strony paramilitarnych oddziałów Tutsich. W przeciwieństwie do typowo propagandowych audycji nadawanych w Wolnym Radiu Tysiąca Wzgórz piosenki Bikindiego były subtelne i pokazywały ogromny talent autora jako poety.

Nieco mniej oczywistym w swojej treści utworem jest Bene Sebahinzi (Synowie Ojca Rolników). Również tu głównym tematem jest wezwanie do jedności i solidarności Hutu. Wszystkie trzy utwory – Nanga Abahutu, Bene Sebahinzi i Twasezereye – zostały uznane przez Trybunał za manipulujące historią Rwandy dla podkreślenia podziałów między Hutu i Tutsi. Treści piosenek szczegółowo analizowali specjaliści Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy.

Poeta, muzyk, zbrodniarz

W kwietniu 1994 roku, gdy rozpoczęło się ludobójstwo, Simon Bikindi przebywał w Europie, gdzie prowadził rozmowy w sprawie trasy swojej grupy tanecznej. Jego głos był jednak stale obecny w Rwandzie. Radio przez ponad sto dni niemal cały czas nadawało na zmianę jego utwory, propagandowe przemówienia i wezwania do mordowania Tutsich określanych jako „karaluchy” i „węże”. Repertuar dobierano w bardzo jednoznacznym celu: chciano zachęcić Hutu do ostatecznego wymordowania wszystkich Tutsich.

Sędziowie MTK badali, czy muzyk miał wpływ na wykorzystanie jego utworów przez Wolne Radio Tysiąca Wzgórz. W wyniku śledztwa nie znaleziono dowodów na to, że Bikindi w jakikolwiek sposób maczał w tym palce. Tymczasem próba skazania artysty na podstawie jego tekstów była bardzo trudna i stwarzała skomplikowany problem natury prawnej. Z jednej strony należałoby dokonać analizy tego, jaki wpływ miały badane teksty na zachowanie bojowników, z drugiej – czy autor świadomie rozniecał wrogość za pomocą swoich dzieł, a z trzeciej – pozostaje problem wolności twórczej. Dlatego też sędziowie skoncentrowali się na działalności muzyka w czerwcu 1994 roku.

Simon Bikindi powrócił do Rwandy pod koniec stu dni ludobójstwa. Trybunał ustalił, że artysta osobiście zaangażował się w szkolenie i nadzorowanie masakr dokonywanych przez członków Interahamwe w położonej nad jeziorem Kiwu prefekturze Gisenyi. W tym okresie miał również często występować przed bojownikami, zagrzewając ich do walki. Prawdopodobnie jego działalność jako mało znaczącego dowódcy polowego nie zwróciłaby uwagi śledczych, jednak jako „afrykański król popu” musiał liczyć się z tym, że nie uniknie procesu. Postawienie przed sądem popularnego piosenkarza miało bowiem wymiar symboliczny.

Ofensywa RPF, dzięki której ostatecznie zatrzymano ludobójstwo, zmusiła Simona Bikindiego do ucieczki z kraju. Gdy dotarł do Holandii, przebywał w gminie Leiderdorp pod Lejdą, gdzie starał się uzyskać status uchodźcy i zablokować ewentualne rozpoczęcie procedury ekstradycji. Na podstawie wydanego 4 lipca 2001 roku nakazu aresztowania muzyk został zatrzymany i 27 marca 2002 roku przekazany do aresztu w Aruszy w Tanzanii, gdzie oczekiwał na proces.

Ścieżka dźwiękowa ludobójstwa – proces Simona Bikindiego

Oskarżenie miało przed sobą poważne wyzwanie. Muzykowi postawiono liczne zarzuty, które można podzielić na dwie grupy. Pierwsza dotyczyła jego działalności artystycznej i tego, na ile treści przekazywane w piosenkach można określić jako podburzające do ludobójstwa. Druga zaś to osobisty udział w zagrzewaniu do walki bojowników nad jeziorem Kiwu.

Jednym z pierwszych problemów było określenie, jak duża część dorobku twórczego Bikindiego powinna zostać przeanalizowana. Początkowo oskarżenie naciskało na uwzględnienie również popularnych utworów weselnych, co jednak spotkało się ze sprzeciwem ze strony sędziów. Kontrowersje wzbudziło także użycie tytułów – większość kompozycji nie została nazwana przez samego twórcę. Najlepszym przykładem może być Nanga Abahutu (Nienawidzę Hutu), który zdaniem Bikindiego powinien nosić nazwę Akabyutso (Przebudzenie). Było to szczególnie ważne, ponieważ wskazywało, jaki był zamiar autora tekstu – czy piosenka była wezwaniem do „przebudzenia”, czy manifestem nienawiści.

Simon Bikindi

Sędziowie przychylili się do stanowiska oskarżenia, jednak uznali swoją decyzję za techniczną i niemogącą wskazywać na intencje przyświecające muzykowi. Problem określenia granic wolności twórczej zdecydowano się pominąć i skupić się na zbadaniu, czy oskarżony nawoływał do ludobójstwa.

Po burzliwym procesie, podczas którego przesłuchano ponad setkę świadków i wysłuchano godzin zgromadzonego materiału muzycznego, argentyńska sędzia Inés Mónica Weinberg de Roca ogłosiła 2 grudnia 2008 roku werdykt. Po analizie piosenki Twasezereye uznano, że na jej podstawie nie można stwierdzić, iż Simon Bikindi nawoływał do ludobójstwa. Sąd uznał, że utwór był wyrazem radości z zakończenia okresu kolonialnego. Odrzucono zatem argumenty oskarżenia, według których nienawiść wobec monarchii była nierozerwalna z nienawiścią wobec Tutsich stanowiących ówcześnie grupę dzierżącą pełnię władzy.

Zupełnie inaczej oceniono treść utworu Nanga Abahutu. Sędziowie nie tylko zgodzili się z argumentem oskarżenia, które wskazało związek między treścią piosenki a pełnymi nienawiści artykułami w rwandyjskiej gazecie Kangura, ale uznali także, iż nie ma wątpliwości co do celu, jaki przyświecał autorowi. Podmiot liryczny wskazuje pięć znienawidzonych kategorii Hutu: tych, którzy odrzucili swoją tożsamość, tych, którzy nienawidzą innych Hutu, tych, którzy żyją z łapówek od Tutsich, tych, którzy walczą po stronie Tutsich, i w końcu tych Hutu, którzy nie napominają swoich braci, gdy ci zrobią coś niewłaściwego. Piosenkę uznano za jeden z najbardziej oczywistych przykładów ideologii supremacji Hutu.

Podobnie oceniono Bene Sebahinzi. Jest to najtrudniejszy do interpretacji utwór – pieśń pełna niuansów, postaci i metafor. Uznano ją wszakże za wezwanie do przygotowania się do walki przeciw nadchodzącym wrogom.

Ocena nie była jednak oczywista. Sędziowie przyznali, że teksty piosenek przesycone były nienawiścią, lecz nie znaleziono w nich jednoznacznego wezwania do ludobójstwa. Wykorzystanie ich jako zachęty do mordowania przypisano nie Simonowi Bikindiemu, ale prowadzącym audycje radiowe, którzy w wygodny dla siebie sposób interpretowali treść utworów.

Dla oskarżenia nie była to łatwa sprawa. Bikindi został uznany za niewinnego w przypadku pięciu z sześciu stawianych mu zarzutów. Sąd nie oczyścił go jednak całkowicie. Podstawą do skazania okazał się szereg przemówień, które piosenkarz wygłosił po powrocie do Rwandy w czerwcu 1994 roku. Korzystając z państwowego systemu nagłośnienia, wzywał on Hutu do eksterminacji Tutsich. Oskarżyciel udowodnił, iż działania te wyczerpywały znamiona publicznego nawoływania do ludobójstwa. Simon Bikindi otrzymał karę piętnastu lat więzienia. Obie strony wniosły apelację – zdaniem oskarżenia muzyk zasługiwał na karę dożywotniego pozbawienia wolności, natomiast sam piosenkarz uważał wyrok za zbyt surowy i domagał się uniewinnienia. Zarówno pierwszą, jak i drugą apelację uznano za bezzasadne.

Muzyk zmarł w niesławie w wyniku powikłań cukrzycy w 2018 roku, a odtwarzane jego utworów jest w Rwandzie zabronione.

Bard ludobójstwa czy oportunista?

Analiza życia prywatnego i twórczości Bikindiego skłania do przemyśleń, na ile piosenkarz faktycznie wierzył w hasła, które głosił. Najmocniejszą poszlaką przemawiającą za tym, iż był zwykłym oportunistą próbującym dopasować się do sytuacji, jest świadectwo jego byłej partnerki, Angeliny Mukabanany. Ich związek nie pozostawał tajemnicą, jednak w kontekście tekstów piosenek Bikindiego był zdradą – kobieta pochodziła bowiem z Tutsich, a nie Hutu. Co więcej, artysta głoszący oficjalnie supremację Hutu zdecydował się adoptować dziecko swojej kochanki. Mukabanana wspominała, iż pytała swojego partnera, dlaczego pisze tego rodzaju utwory, na co miała uzyskać odpowiedź, że robi to na zamówienie rządu, a jeśli RPF wkroczy do Kigali, będzie tworzył dla nich.

Zupełnie inaczej mówił o swoich utworach w wywiadzie udzielonym holenderskim dziennikarzom podczas pobytu w areszcie. Chętnie opowiadał, jakie ideały przyświecały jego twórczości. Bronił wówczas swojej piosenki Nanga Abahutu (Nienawidzę Hutu), używając takich samych argumentów, jakie padły podczas procesu: utwór miał być „przebudzeniem” dla chłopów walczących między sobą na polecenie polityków, wezwaniem do zatrzymania chaosu, w jakim pogrążyła się rwandyjska wieś.

Jeśli muzyk działał wyłącznie na polecenie rządu i radykałów powiązanych z Akazu, dlaczego powrócił do kraju w 1994 roku? Dlaczego aktywnie zagrzewał do mordowania Tutsich, co udowodniono mu podczas procesu? Jeśli rzeczywiście wierzył w supremację Hutu, dlaczego adoptował syna swojej partnerki, którego oboje rodzice wywodzili się z Tutsich? Te i wiele innych pytań zapewne pozostanie już na zawsze bez odpowiedzi.

Inne artykuły o Afryce w XX wieku:

Bibliografia

Bartrop Paul R., A Biographical Encyclopedia of Contemporary Genocide Portraits of Evil and Good, 2012
Drewett Michael, Martin Cloonan, Popular Music Censorship in Africa, 2006
Konarski Maciej, Media a ludobójstwo w Rwandzie w 1994 r., 2005 pisz.pl
McNeil Donald G.Jr., Killer songs, 2002, nytimes.com
The Prosecutor v. Simon Bikindi, internationalcrimesdatabase.org

Fanny Schertzer, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported