Do takiego właśnie sformułowania sprowadzają się wnioski z konferencji „Mad Scientist”, zorganizowanej pod koniec lipca we współpracy Uniwersytetu w Georgetown i US Army Training and Doctrine Command (TRADOC), której tematem były metody prowadzenia działań zbrojnych w latach 2030–2050.

Wedle wypowiedzi uczestników spotkania sztuczna inteligencja może na zawsze zmienić sposób prowadzenia walk przez wojska lądowe.

‒ Stoimy u progu fundamentalnej zmiany w historii prowadzenia wojen ‒ mówi generał broni Sean B. MacFarland, zastępca dowódcy TRADOC. W przyszłych US Army i US Marine Corps może już nie być miejsca dla tradycyjnie rozumianej piechoty.

Pojedynczy żołnierz stanie się raczej koordynatorem najmniejszego fragmentu pola walki, wyposażonym w nowoczesne nahełmowe systemy zobrazowania. Do niego także będzie należała ostateczna decyzja co do otwarcia ognia. Dlatego musi być on maksymalnie odciążony od męczących, bezużytecznych pod względem taktycznym czynności fizycznych, takich jak dźwiganie ekwipunku.

Wojownik przyszłości, aby sprostać wymogom jednoczesnego kontrolowania działań platform szturmowych i rozpoznawczych, ma być u szczytu swoich możliwości percepcyjnych. Pomóc w tym ma najnowsza wiedza naukowa o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu, środki chemiczne i implanty neurologiczne. Stan psychofizyczny żołnierza będzie zaś nieustannie zdalnie monitorowany.

Jego wyposażenie będzie lżejsze niż dziś, a łańcuchy dostaw lepiej dopasowane do rzeczywistych potrzeb. Jedne roboty mają donieść mu prowiant i amunicję, inne w jego imieniu będą razić pojazdy i broń przeciwnika laserowymi strzałami, zaś bojowe „mechaniczne gepardy” wedrą się w szeregi wroga, rozwijając prędkość sześćdziesięciu kilometrów na godzinę w dowolnym terenie.

Żołnierze USMC podczas testów logistycznego robota-muła LS3, który może dostarczać wodę, żywność i amunicję do zaprogramowanego punktu lub podążać za operatorem (US Marine Corps / Cpl. Matthew Callahan)

Żołnierze USMC podczas testów logistycznego robota-muła LS3, który może dostarczać wodę, żywność i amunicję do zaprogramowanego punktu, albo, używając swych czujników, podążać za operatorem
(US Marine Corps / Cpl. Matthew Callahan)

Nie oznacza to jednak, że mniej liczni niż obecnie żołnierze niemal całkowicie znikną z obszaru prowadzenia walk, ukryci za wianuszkiem robotów i parawanem wirtualnego świata. Mają jednak pełnić funkcję dzisiejszych oddziałów specjalnych, albo pojawiać się tam, gdzie żołnierz z krwi i kości niezbędny jest do poruszania się wśród ludności cywilnej na neutralnych lub przejętych wrogich obszarach.

Radhika Roy, inżynier elektroniki z US Army Communications-Electronics Research, Development and Engineering Center, twierdzi jednak, że ta droga jest tylko krótkoterminowym rozwiązaniem. Nieuchronnie bowiem kiedyś w walce spotkają się dwie zarządzane przez wrogie sobie siły sztuczne inteligencje, a wówczas człowiek, jako zbyt powolny w podejmowaniu decyzji, może stać się zbędny.

Wypowiedź ta odnosi się do wzmiankowanego nieraz przez amerykańskie media fachowe tak zwanego paradoksu Terminatora: decyzje podejmowane przez roboty mogą być amoralne, lecz są zdecydowanie szybsze niż podejmowane przez człowieka. Jeżeli więc nasz przeciwnik powierzy decydowanie sztucznej inteligencji, czy powinniśmy nadal działać moralnie czy raczej próbować mu dorównać?

Zobacz też: Apache tankowany przez roboty

(marinecorpstimes.com, breakingdefense.com; na zdj. tytułowym robot-gepard WildCat)

Boston Dynamics