F-117 wciąż latają. Ta wiadomość w ostatnich dniach odbija się głośnym echem w środowisku lotniczym. Teoretycznie wiadomo to było od dawna, ale w ostatnich latach w temacie Nighthawków znów zapanowała cisza i na dobrą sprawę nikt spoza grona osób dopuszczonych do takich informacji nie miał pewności, czy słynnych czarnych odrzutowców znów nie uziemiono.

Wątpliwości rozwiał Richard VanderMeulen, który 26 lutego sfotografował F-117A w locie nad pustynnym terenem południowej Kalifornii. Zdjęcia te, opublikowane następnego dnia w serwisie internetowym czasopisma Combat Aircraft (link prowadzi do domeny combataircraft.keypublishing.com), wykonano za dnia, co dowodzi, że chociaż USAF nie chce oficjalnie przyznać, iż F-117A nadal latają po ich oficjalnym wycofaniu w 2008 roku, nie chce też szczególnie tego faktu ukrywać. Oficjalnie samoloty są składowane i mogą być przywrócone do stanu lotnego, ale procedura ta zająć może nawet cztery miesiące.

Niedługo potem udało się nawet sfilmować dwa Goat Suckery latające w tym samym rejonie. Nagranie znajduje się na końcu artykułu. Ale chociaż samo dostrzeżenie F-117 w powietrzu jest już małą sensacją, oliwy do ognia dodał holenderski magazyn Scramble na swoim profilu na Facebooku, publikując informację o lotach bojowych wykonywanych przez F-117 nad Syrią w roku 2017.

Nighthawki miały atakować cele na ternie Syrii i Iraku za pomocą bomb GBU-39 SDB. Co więcej, jeden z nich jakoby uległ awarii i musiał lądować poza bazą macierzystą, którą było zapewne jedno z lotnisk na terenie kraju na Półwyspie Arabskim blisko sprzymierzonego z USA.

W tym momencie powstaje pytanie: czy jest możliwe, że USAF wysłał F-117 do atakowania bojowników samozwańczego Państwa Islamskiego? Byłby to zupełnie inny kaliber zadań niż stosunkowo niewinne loty doświadczalne (na przykład na kalibrację radiolokatorów) nad własnym terytorium, gdzie pilotowi nie grozi nagłe spotkanie z rosyjskim myśliwcem.

We wczorajszym artykule w serwisie The Drive Tyler Rogoway zwrócił jednak uwagę na istotny element potencjału bojowego F-117. Otóż wraz z jego wycofaniem ze służby USAF stracił jedyną – poza bombowcem strategicznym B-2A Spirit – platformę stealth zdolną do zrzucania bomb kierowanych laserowo o wagomiarze 907 kilogramów. Zdolność tę odbudowano dopiero po uzyskaniu gotowości operacyjnej przez F-35A. A do tego F-117, w przeciwieństwie do B-2, mógł samodzielnie oznaczać cele wskaźnikiem laserowym. Ba, zrzucanie takich bomb w silnie bronionej przestrzeni powietrznej było sensem istnienia Nighthawka. A przy wielu zaletach bomb kierowanych za pomocą GPS mają one jedną kluczową wadę: nie mogą (jeszcze) razić celów ruchomych.

F-117A przygotowywany do startu z bazy w Kuwejcie, 1998 roku
(fot. Tech. Sgt. James D. Mossman, US Air Force)

Jeśli więc USAF stanąłby przed koniecznością skrytego zniszczenia celu ruchomego w zachodniej Syrii, na obszarze bezdyskusyjnie opanowanym przez rosyjskie lotnictwo i obronę przeciwlotniczą, nie miałby innej opcji jak tylko sięgnąć po F-117. Teoretycznie można by do tego celu użyć pocisku Hellfire odpalonego z Reapera, ale Reaper nie stanowiłby wyzwania dla rosyjskich radiolokatorów. Pozostałoby liczyć na łut szczęścia: że uda się odpalić pocisk, zanim Rosjanie przechwycą i strącą drona.

Rogoway zwraca uwagę na szereg innych zalet F-117A, które ujawniają się w takim szczególnym scenariuszu. Po pierwsze: Rosjanie mieli już okazję zbadać wrak Nighthawka po zestrzeleniu na Serbią jeszcze w ubiegłym wieku, gdyby więc zdobyli drugi wrak, nie byłoby to dla Amerykanów aż tak niebezpieczne na przyszłość. Po drugie: F-117 ma bardzo niską sygnaturę w podczerwieni, co sprawia, że – paradoksalnie – może sobie lepiej radzić z systemami obserwacji i śledzenia w podczerwieni OLS-35 na rosyjskich myśliwcach. Poza tym F-117 jako cały kompleks uzbrojenia jest przystosowany do działania niezależnie od GPS, więc rosyjskie zakłócenia byłyby w tym wypadku nieistotne.

Nie można więc wykluczyć tego, że F-117 pojawiły się nad Syrią, ale wydaje się to mało prawdopodobne ze względu choćby na koszty i trudności logistyczne wiążące się z koniecznością przygotowania bazy na terenie obcego kraju. Jeśli naprawdę doszło do takiej sytuacji, możliwe, że Nighthawki odbyły loty nie w barwach US Air Force, ale – jak sugeruje Rogoway – jako maszyny użytkowane przez CIA, podobnie jak niegdyś inny czarny samolot ze stajni Lockheeda: U-2. Tyle że F-117 zamiast zbierać informacje, miałyby likwidować prominentnych członków Da’isz i innych formacji terrorystycznych.

Zobacz też: Nighthawki nad Panamą. Debiut bojowy F-117

(facebook.com/Scramblemagazine, thedrive.com)

US Air Force / Staff Sgt. Andy Dunaway