Choć obecnie już wycofywany, myśliwiec F-14 Tomcat był jednym z najlepszych samolotów bojowych swojej epoki. Przez wiele lat zimnej wojny pełnił rolę strażnika floty, a przede wszystkim lotniskowców. Jego głównym celem miały być radzieckie bombowce z pociskami przeciwokrętowymi, jednak na szczęście nigdy nie doszło do praktycznego sprawdzenia, jak skuteczne są Tomcaty w ich zwalczaniu. W porównaniu do swojego lądowego odpowiednika w USAF, F-15, myśliwce marynarki zaliczyły stosunkowo mało zestrzeleń. W artykule tym przedstawiam dwa pojedynki powietrzne, w których brały udział te maszyny i dzięki którym zyskały sławę, która znalazła szczyt w filmie „Top Gun”.
I Incydent w Zatoce Wielka Syrta – 1981
W roku 1969 do władzy w Libii, na drodze przewrotu wojskowego, doszedł pułkownik Muammar Kadafi, zdecydowany przeciwnik Zachodu. Na początku następnej dekady zlikwidował w kraju amerykańskie i brytyjskie bazy wojskowe, a także znacjonalizował przemysł naftowy, w którym znaczne udziały miały koncerny państw zachodnich. Co zrozumiałe, postępowanie taki doprowadziło do znacznego pogorszenia się wzajemnych stosunków pomiędzy zainteresowanymi krajami, szczególnie, że Kadafi stał się patronem licznych grup narodowowyzwoleńczych, a także terrorystycznych, a przez swoje bogate złoża ropy był finansowo niezależny od Zachodu. Stan taki trwał aż do początku lat osiemdziesiątych, kiedy w końcu napięcie osiągnęło tak wysoki poziom, że doszło do bezpośrednich starć pomiędzy samolotami obu stron.
F-14 na pokładzie lotniskowca
Bezpośrednią przyczyną zatargu było samowolne i niezgodne z prawem międzynarodowym ogłoszenie przez Libię trzystumilowej strefy wód terytorialnych, zamiast maksymalnej, dopuszczalnej dwunastomilowej. Nie pozostało to bez amerykańskiej odpowiedzi i na początku sierpnia 1981 roku do znajdującej się u libijskich wybrzeży zatoki Wielka Syrta wpłyną zespół lotniskowcowy należący do VI Floty, z lotniskowcami USS {{Forrestal}} i USS {{Nimitz}} na czele.
F-14 z dywizjonu VF-84 Jolly Rogers
Amerykanie cały czas byli prowokowani do starcie przez startujące z libijskich lotnisk MiGi-21 i 23 oraz Mirage F.1. W końcu 19 sierpnia doszło do starcia. Tego dnia z byłej amerykańskiej bazy lotniczej niedaleko Trypolisu wystartowały dwa libijskie szturmowe Su-22M-2, które, naprowadzane przez naziemną stację radarową, skierowały się w kierunku pary F-14 wykonującej standardowe zadanie patrolowe. Amerykańskie maszyny należały do dywizjonu VF-41 Black Aces z {{Nimitza}}. Załogę prowadzącego samolotu o kodzie wywoławczym Fast Eagle 102 stanowili Commander Harry Kleeman i Lieutenant David Venlet. Skrzydłowym był Fast Eagle 107 z załogą w składzie: Lieutenant Larry Muczynski i Lieutenant Junior Grade Jim Anderson.
Su-22, przeciwnik F-14 z 1981 w malowaniu Polskich Sił Powietrznych
Nadlatujące Su-22 zostały wykryte przez samolot wczesnego ostrzegania E-2C Hawkeye, który naprowadził patrolującą parę F-14 na {{bandytów}}. Amerykańskie samoloty leciały w luźnej formacji oddalone od siebie o około 1600 metrów, co pozwalało im na zachowanie dużej elastyczności w przypadku wywiązania się walki powietrznej, na co jeszcze na tym etapie się nie zanosiło. Początkowo miało to być standardowe przechwycenie intruzów.
Jednak w pewnym momencie jeden z libijskich samolotów odpalił w kierunku amerykanów rakietę R-13 (AA-2 Atoll), a w takiej sytuacji Tomcaty mogły już podjąć walkę w obronie własnej. Libijska rakieta chybiła, a piloci US Navy nie dali Libijczykom drugiej szansy. Prowadzący Su-22 został trafiony pociskiem AIM-9L Sidewinder odpalonym z samolotu LT Muczynskiego. Eksplozja miała miejsce tak blisko amerykańskiego myśliwca, że ten musiał wykonać gwałtowny manewr, aby nie zostać trafionym szczątkami libijskiego samolotu. Libijski pilot zdołał się katapultować i na spadochronie opadł do morza. Pozostał jeszcze drugi – skrzydłowy – Su-22. Padł on ofiarą Sidewindera pochodzącego z samolotu Kleemana. I temu pilotowi udało się katapultować, ale jak po walce zameldowali amerykańscy piloci, nie widzieli otwartego spadochronu. Jednak w oficjalnym raporcie sporządzonym przez US Navy stwierdzono, że oby pilotom udało się uratować.
Grupa bojowa lotniskowca USS Nimitz
Godzinę po tym starciu w czasie przeprowadzania przez Libijczyków akcji ratowniczej dla pilotów, w stronę lotniskowców skierowała się para MiG-ów-25. Do ich przechwycenia ruszyły dwie pary F-14 z dywizjonów VF-41 i VF-84. Kiedy piloci MiG-ów zorientowali się co się dzieje, natychmiast zawrócili. Podobne incydenty miały miejsce jeszcze kilka razy w ciągu tego dnia, jednak po początkowym sukcesie US Navy do kolejnych walk już nie doszło.
Już po wszystkim pojawiła się hipoteza, że być może rakieta R-13 została odpalona nieumyślnie. Wskazywałby na to fakt, że ponieważ była to rakieta bardzo wczesnej generacji, aby zdołała się naprowadzić na cel – źródło ciepła – musiała być odpalona z tylnej półsfery wrogiego samolotu, a w tym przypadku została odpalona dokładnie naprzeciwko amerykańskiego myśliwca i nie miała szans, aby uchwycić cel. Innym ewentualnym wytłumaczeniem było po prostu słabe wyszkolenie libijskich pilotów, którzy nie umieli się odpowiednio posługiwać sprzętem, którym dysponowali. Nie byłby to zresztą odosobniony przypadek w tym rejonie świata, o czym świadczą liczne wojny izraelsko-arabskie, gdzie po stronie arabskiej, bardziej skomplikowany sprzęt często obsługiwany był przez radzieckich „doradców”.