Strona głównaHistoriaMilitariaRecenzjeAktualnościWideoTapetyTestyForumRekrutacja 2011!
Strona Główna » Historia » II wojna światowa

Operacja Judgement

Podziel się z innymi:

Weź udział w dyskusji

   Zobacz całą galerię (10)











   Zobacz całą galerię (10)
Operacje powietrzno - morskie wydają się być domeną dalekowschodniego teatru działań II wojny światowej, dlatego sporym zaskoczeniem może być fakt, iż przełomowe wydarzenie zmieniające oblicze wojen morskich miało miejsce na jakże swojskim dla Europejczyka Morzu Śródziemnym.

Jak wypłoszyć wilka z lasu?

Do czasu przystąpienia Włoch do działań wojennych po stronie III Rzeszy (10 czerwca 1940 roku) Royal Navy była niekwestionowanym władcą Morza Śródziemnego. Jednakże po 10 czerwca głównodowodzący śródziemnomorskim obszarem operacyjnym Królewskiej Marynarki Wojennej, Sir Andrew Cunningham, stanął naprzeciw trudnemu zadaniu upilnowania Regii Marina – znacznie rozbudowanej w okresie rządów Mussoliniego – a zwłaszcza jej ciężkich okrętów, które mogły poważnie zakłócić, a nawet uniemożliwić regularną żeglugę brytyjskich konwojów kierujących się z Cieśniny Gibraltarskiej ku Kanałowi Sueskiemu, po drodze zatrzymując się w ważnych bazach brytyjskich jak Malta, Aleksandria.
Andrew Cunnigham

Włochom nie spieszyło się z wydaniem wielkiej bitwy o panowanie na Morzu Śródziemnym, co niekoniecznie działało na korzyść Brytyjczyków. Regularność konwojów była co prawda niezagrożona, jednak strach przed rajdem włoskich pancerników czy ciężkich krążowników sprawiał, iż operujące w rejonie jednostki brytyjskie musiały być ciągle utrzymywane w stanie podwyższonej gotowości. Taka defensywna strategia podporządkowania głównemu zadaniu – ochronie szlaku transportowego – odbierała zarazem Brytyjczykom inicjatywę strategiczną na Morzu Śródziemnym. Cunnigham, świadomy, iż włoska bierność wiąże mu ręce, postanowił za wszelką cenę zmusić wroga do opuszczenia baz. Wobec porażki konwencjonalnych prób (prowokacji, dezinformacji itp.) admirał „odkurzył” plan powietrznego uderzenia na jedną z głównych baz Królewskiej Marynarki w Tarencie, przygotowany w 1938 roku przez ówczesnego dowódcę grupy lotniskowców floty Cunnighama (a także bezpośrednio HMS „Glorious”) – kontradmirała A. L. St. G. Lystera. Praca wykonana przezeń dwa lata wcześniej nie poszła na marne. Choć jego „Glorious” spoczywał już na dnie, to wysiłek związany z planowaniem, dostosowaniem maszyn oraz szkoleniem pilotów wraz z obsługą, jak się wkrótce miało okazać, przyniósł wymierne korzyści.

Kreatywny plan Brytyjczyków

Plan Lystera zakładał nocny nalot trzydziestu samolotów torpedowych Fairey Swordfish z 813., 815., 819., 824. oraz 806. (tylko jako początkowe ubezpieczenie) Naval Air Squadrons (uderzających w dwóch falach po piętnaście maszyn), startujących z dwóch dostępnych lotniskowców: HMS „Eagle” i HMS „Illustrious”. Dwadzieścia samolotów miało zabrać ze sobą torpedy (zmodyfikowano je, montując drewniane stabilizatory, które zabezpieczały torpedę przed zbytnim zanurzeniem, co w płytkim basenie portu oznaczało uderzenie w dno), osiem – bomby, zaś dwa Swordfishe miały uprzedzić kolegów z ładunkami, przenosząc flary i stając się „obsługą świetlną” całej operacji. Ich koledzy mieli zadać cios ciężkim krętom wroga oraz celom naziemnym infrastruktury bazy. Aby móc wystartować jeszcze przed zasięgiem wzroku lotnictwa włoskiego, w samolotach w miejscu telegrafisty/strzelca zainstalowano dodatkowe zbiorniki paliwa.
Nalot na Tarent

Port w Tarencie – baza wypadowa RM na środek i wschód basenu śródziemnomorskiego – był silnie ufortyfikowany z licznymi stanowiskami obrony przeciwlotniczej oraz balonów zaporowych. Baza, jedna z największych i najważniejszych obiektów wojskowych w całej Italii po dziś dzień, składa się z dwóch części: Mar Grande (zewnętrzna) i Mar Piccolo (wewnętrzna). Nie ma więc co się dziwić, że taka spektakularna operacja wymagała pieczołowitych przygotowań wywiadowczych ze strony Brytyjczyków. Przez tydzień poprzedzający nalot zintensyfikowano loty zwiadowcze maszyn typu Short S.25 Sunderland oraz Martin A-22 Maryland (Mk. I) z maltańskiej bazy RAF-u. Dzięki odwadze pilotów, ryzykujących zestrzelenie dla jakości zdjęć, udało się wykonać pełną dokumentację bazy. Dostarczone prosto z Malty fotografie pozwoliły dokładnie zobrazować rozmieszczenie okrętów, obrony przeciwlotniczej wraz z balonami zaporowymi oraz całej infrastruktury. Tydzień obserwacji pozwolił sztabowi Cunnighama nabrać pewności co do rozmieszczenia głównych okrętów (czynnik niezwykle ważny dla poinstruowania pilotów) oraz sporządzić dokładną makietę portu w Tarencie.

Atak z przeszkodami

Za początek realizacji planu „Judgement” przyjmujemy 6 listopada 1940, gdy port aleksandryjski opuściła Flota Śródziemnomorska adm. Cunnighama eskortująca wydzieloną „Grupę Lystera” w składzie HMS „Illustrious” plus cztery krążowniki i cztery niszczyciele (z operacji wypadł HMS „Eagle” odbywający remont spowodowany uszkodzeniami zadanymi przez włoskie lotnictwo) oraz regularny konwój płynący ku Krecie i Malcie. 7 listopada, dla wzmocnienia sił Cunnighama, a i po trosze dla odwrócenia uwagi rozpoznania włoskiego, z Gibraltaru wyszła w morze „Force H” obierając kierunek wschodni. Złośliwy los sprawił, iż 9 i 10 listopada z grupy uderzeniowej ubyły trzy samoloty, choć bynajmniej nie zniechęciło to dowódców wyprawy (jedynie zredukowali ilość maszyn biorących udział w nalocie – w pierwszej fali miało wystartować 12, zaś w drugiej 9 Swordfishów). Determinacja pchała Brytyjczyków dalej ku Tarentowi...
Kierunki ataków Brytyjczyków

W dzień poprzedzający nalot (tj. 11 listopada) duma Regii Marina pod dowództwem adm. Iniga Campioniego w pełnej krasie sennie unosiła się na redzie tarenckiego portu.Zgrupowanie liczyło pięć pancerników (Andrea Doria, Caio Duilio, Conte di Cavour, Giulio Cesare, Littorio), siedem krążowników ciężkich (Bolzano, Fiume, Gorizia, Pola, Trento, Trieste, Zara), dwa lekkie krążowniki (Luigi di Savoia Duca degli Abruzzi, Giuseppe Garibaldi) oraz dwadzieścia siedem niszczycieli. W porcie znajdowało się również sporo statków handlowych. Jednak jeszcze koło południa w porcie zakotwiczył szósty pancernik „Vittorio Veneto”, a i to nie umknęło uwadze ostatniemu przed akcją zwiadowi lotniczemu maltańskiego garnizonu, który w sam porę, tuż przed ostatnią odprawą załóg Swordfishów, poinformował o dodatkowym pancerniku. W przeciwieństwie do anglosaskiego – zwiad Włochów kompletnie zawiódł, ostatnie meldunki miały datę 10 listopada, gdy Flota Śródziemnomorska była bardzo daleko od wybrzeży Italii, więc obecność Cunnighama na otwartym morzu nie zaprzątała głowy Campioniego, pewnego, iż aktywność wroga skupi się jedynie na osłonie kolejnego konwoju.
Równo o godzinie 18:00 11 listopada z Floty Śródziemnomorskiej wyrwała się grupa Lystera, a wraz z nią grupa korsarska wiceadmirała Pridhama-Wippella (trzy krążowniki i trzy niszczyciele) kierująca się ku Cieśninie Otranto z nadzieją posłania na dno włoskich statków handlowych.
Uszkodzony pancernik Conte di Cavour

Grupa Lystera koło godziny 20:00 znalazła się w odległości 170 mil morskich od włoskiej bazy, co dało sygnał do rozpoczęcia akcji. Do 20:50 z pokładu HMS „Illustrios” w powietrze podniosły się wszystkie samoloty z pierwszego rzutu, biorąc oprócz sześciu torped również flary oraz bomby. Sześć maszyn z torpedami miało nadlecieć nad Mar Grande i spuścić je ku pancernikom, dwa Swordfishe miały zadbać o oprawę świetlną widowiska, zaś piloci ze standardowymi bombami mieli zaatakować krążowniki oraz niszczyciele.
Fairey Swordfish

Około 22:50 załogi znajdują się już nad celem. Włosi reagują silnym ostrzałem baterii przeciwlotniczych, co na moment deprymuje załogi, jednak ich umiejętności w doskonale zwrotnym samolocie pozwalają rozpocząć dwie minuty po 23 bombardowanie. Po zrzuceniu flar od strony wschodniej, Swordfishe uzbrojone w bomby niszczą skład ropy naftowej oraz instalacje obsługi. Jeden z pilotów lecących z bombami nie zdołał odnaleźć się w rozłożeniu portu, po czym skierował swą maszynę nad hangar z wodolotami Z-506B (osiem sztuk), doszczętnie go likwidując. W dziesięć minut po rozpoczęciu akcji przez „świetliki” wkraczają maszyny z torpedami. Pierwszy Swordfish nie zdążył zaatakować – został trafiany ogniem działka przeciwlotniczego, jednak załoga na czas się ewakuuje, po czym trafia w niewolę, a jej torpeda grzęźnie w mule.
Lotniskowiec "Illustrious"

O 23:15 nowiutki nabytek Królewskiej Marynarki – pancernik „Littorio” zostaje jednak trafiony dwoma 1500-funtowymi torpedami. Torpeda numer trzy trafia w pancernik „Conte di Cavour”. Dwaj pozostali napastnicy nie mają tyle szczęścia, gdyż ich torpedy eksplodują zaledwie w pobliżu pancernika „Andrea Doria”. Włosi są wstrząśnięci nieskutecznością prowadzonego ognia przeciwlotniczego. Również na nic zdają się balony zaporowe, gdyż doskonale znający ich rozłożenie piloci Swordfishy pewnie manewrują między nimi. Lżejsze okręty zakotwiczone na Mar Piccolo otwierają gęsty ogień z pokładowych dział przeciwlotniczych, lecz trafiają w balony zaporowe oraz co gorsze, w spokojnie stojące, załadowane w większości statki handlowe.
Martin A-22 Maryland

Druga fala dziewięciu Swordfishy złożona z pięciu maszyn uzbrojonych w torpedy, dwóch w bomby oraz pozostałych dwóch w mieszankę ładunków konwencjonalnych i oświetlających znalazła się na tarenckim niebie o 23:55. Jeden z nich (uzbrojony w standardowe bomby) z powodu kolizji na pasie HMS „Illustrious” miał dwudziestominutowe opóźnienie. Piloci łunę widzieli już z odległości 60 mil. Podział celów był identyczny jak w przypadku pierwszego rzutu. Recz jasna samoloty zostały powitane silnym (i bardzo nieskutecznym) ogniem przeciwlotniczym z pokładów okrętów oraz dział nabrzeżnych. O zgrozo, działa z pokładów pancerników okładały masowym ogniem krążowniki, z które z kolei ostrzeliwały statki handlowe.
Pancernik Littorio

Z samolotów uzbrojonych w torpedy pierwszy zdołał trafić w „Littorio”, drugi w „Caio Duilio”, torpedy dwóch kolejnych pochłonął muł dna portu, zaś piąty nie zdołał zrzucić ładunku, gdyż został trafiony przez włoskich artylerzystów – jeden członek załogi zginął, drugi dostał się do niewoli. Samoloty lecące ze 127-kilogramowymi bombami zdołały uszkodzić poważnie niszczyciele „Libeccio” i „Pessayno” oraz ciężki krążownik „Trento”.
Short S.25 Sunderland

Swordfishe na macierzysty lotniskowiec zaczęły powracać od godziny pierwszej w nocy, zaś ostatni „spóźnialski” wyhamował na pasie lotniskowca o godzinie 2:50. W drodze powrotnej nie nękały ich myśliwce wroga. Wraz z powrotem ostatniej maszyny „grupa Lystera” zawróciła ku trzonowi floty Cunnighama. Niedługim czasie dołączył do nich powracający z korsarskiego rajdu wiceadmirał Pridham-Wippell, który bez strat własnych posłał na dno cztery włoskie statki handlowe. Brytyjczycy nie spotkali się z odwetem wstrząśniętych atakiem włoskich admirałów.

Epilog

Skoro świt Brytyjczycy posłali z Malty kolejny zwiad.Ich fotorelacja upewniła Cunnighama oraz całą brytyjską admiralicje o dłuższym wyłączeniu Regii Marina z działań operacyjnych na Morzu Śródziemnym. Unieszkodliwiono połowę włoskich pancerników – duma włoskiej marynarki „Littorio” spoczywał na mieliźnie, „Ciao Duilio” osiadł na redzie portu, ”Conte di Cavour” został zatopiony na płyciźnie, a z przechylonego „Trento” wypływał olej napędowy. Wiele pomniejszych jednostek marynarki wojennej oraz floty handlowej wymagało mniejszego bądź większego remontu. Generalnego remontu wymagała też cała infrastruktura bazy-portu w Tarencie.

Włosi jednak nie pozostawili morzu swych pancerników – „Littorio”, podniesiony z dna, zastał oddany do stoczni w celu naprawy, ponownie do służby wrócił w końcu marca 1941, „Ciao Duilio” po ratowniczym remoncie na miejscu został oddelegowany na generalną modernizację do Genui skąd powrócił do służby w maju 1941. Jedynie „Conte di Cavour”, podniesiony z dna dopiero w lipcu 1941 i przeholowany do Triestu, do upadku faszystowskich Włoch pozostawał w remoncie, a wraz z najściem niemieckiej okupacji został ogołocony z uzbrojenia i pozostawiony samemu sobie.

[cytat]„Tylko Swordfish, doskonale nadający się do wykonywania szybkich i skomplikowanych manewrów, mógł przedostać się przez tak potężną zaporę ogniową”[autor]Piloci uczestniczący w operacji[/autor][/cytat]

Atak na Tarent zwiastował nadejście ery lotnictwa morskiego. Archaicznie wyglądające Swordfishe doskonale spisały się nad tarenckim portem, kpiąc z braku wyszkolenia załóg dział przeciwlotniczych. Włosi już nigdy nie grupowali w jednym porcie trzonu floty – odtąd pancerniki znajdowały się w Neapolu, a ciężkie krążowniki w Messynie.

Warto jeszcze dodać, iż dzień po ataku (tj. 12 września) na miejsce zdarzenia dotarł attache militarny ambasady japońskiej, który po dokładnych oględzinach sporządził szczegółowy raport dla Tokio. Myślę, że wszyscy wiece, dlaczego tak bardzo ich to zainteresowało...

Bibliografia

Martin Gilbert, "II wojna światowa", Zysk i S-ka Poznań 2000
"Świat w wojnie. Historia II wojny światowej", wyd. GALAKTYKA, Łódź 1995
http://it.wikipedia.org/wiki/Notte_di_Taranto, dn. 11. 06. 2008r.
http://www.militarium.net/viewart.php?aid=116, dn. 11.06.2008r.



Data dodania: 22.06.2008 · Data modyfikacji: 22.06.2008· Liczba wyświetleń: 2402

Zobacz inne artykuły w tej kategorii

Per lOnore e per la Vita Poprzez honor i poprzez życie Od włoskiego legionu ochotniczego do 29 dywizji grenadierów Waffen SS
"Per l'Onore e per la Vita" (Poprzez honor i poprzez życie). Od włoskiego legionu ochotniczego do 29 dywizji grenadierów Waffen SS
Leszek Molendowski
Oto historia włoskiej dywizji grenadierów Waffen SS. Jednostki ochotników faszystowskich, która podlegała, nie Benito Mussoliniemu (<i>Il Duce</i>), a Adolfowi Hitlerowi (<i>Fuhrerowi</i>).


Operacja Judgement
Operacja Judgement
Jakub Radecki
Operacje powietrzno - morskie wydają się być domeną dalekowschodniego teatru działań II wojny światowej, dlatego sporym zaskoczeniem może być fakt, iż przełomowe wydarzenie zmieniające oblicze wojen morskich miało miejsce na jakże swojskim dla Europejczyka Morzu Śródziemnym.


Skomentuj artykuł i dołącz do dyskusji!

AutorAutor
Redakcja  
Jakub Radecki

Liczba artykułów autora: 103

Komandos - Marcinko
AutorPatronat medialny

Operacja Geronimo
Portal historyczno-militarny Konflikty.pl pragnie szerzyć wiedzę o historii Polski i świata, ze szczególnym uwzględnieniem najintensywniejszego i najstraszniejszego z jej przejawów: historii wojen oraz narzędzi używanych do ich prowadzenia. Publikujemy teksty zarówno uznanych badaczy ze stopniami naukowymi, jak i doświadczonych pasjonatów, niemniej jednak na pierwszym miejscu niezmiennie stawiamy jakość.

Zobacz nasze profile:
       
Portal historyczno-militarny Konflikty.pl zarejestrowano w międzynarodowym systemie informacji o wydawnictwach ciągłych i oznaczono symbolem: ISSN 2082-7903.
Transport i przeprowadzki pomocne podczas tworzenia relacji realizuje firma Przeprowadzki Łódź, lider w dziedzinie transportu samochodowego.