Graliście kiedyś w najprostszą od strony technicznej strategię? Nie? To przedstawię Wam doskonały tytuł: „Close Combat V Invasion: Normandy”. Jest to ostatnia strategia z tej serii, bo jak wiadomo najnowsze CC przemieniło się w typowy taktyczny shooter. Ale nie o tym mowa, stało się i cóż zrobić?
W przeciwieństwie do WitP, CC V to gra dla wszystkich. Wliczając w to tych, którzy mają po prostu chwilę przerwy w pracy. CC jest strategią osadzoną w realiach drugiej wojny światowej. Ktoś pomyśli: no i co z tego? Wiadomo, że na rynku aż roi się od tego typu produkcji, jednak piąta część CC na pewno nie jest jedną z nich. Invasion: Normandy na pewno nie można zaliczyć do gier pierwszej młodości i jeżeli ktoś szuka wrażeń typu ”Company of Heroes” to dalszą lekturę może sobie odpuścić.
„Łubudubu! I panowie już won z klubu!”
Po walkach na froncie wschodnim i jatkach w Belgii przyszło nam wylądować we Francji, a dokładniej na półwyspie Cotentin. Gdzie to jest i kto lądował to chyba już chyba każdy wie, ponieważ praktycznie co drugi nowy tytuł o tym przypomina.
Od walk na plażach,
„Run Ryan, run!”
po lądowania dziarskich spadochroniarzy na tyłach wroga.
„tym się nie udało”.
Znalezienie odpowiedniego stanowiska dla KM-u czy trafienie ‘koktajlem Mołotowa’ czołgu jadącego po twoim trawniku to typowe codzienne zmartwienia. Co do typów rozgrywki - mamy do wyboru bitwę, operację lub całą kampanię. Później wystarczy ustawić limit czasu gry na 15 minut, aby zdążyć przed końcem przerwy w pracy i można działać.
„biedą wieje”
Mamy także możliwość spróbowania swoich sił w sieci. Wszystkich dostępnych działań wojennych jest naprawdę wiele, a jeżeli te nam się nie spodobają bądź znudzą to można samemu stworzyć scenariusz, co zresztą jest proste „jak budowa cepa”.
„and who is a bad boy NOW? Huh?”
Przed każdą bitwą wybieramy uzbrojenie, a ci, co są źli mogą wybrać też broń przeciwnikowi. Później pozostaje nam nic tylko ustawić jednostki na polu bitwy (jeżeli się bronimy, ponieważ gdy oddziały spotkają się w trakcie marszu nikt nie będzie ‘gospodarzem’ i żadna ze stron nie będzie mogła „poustawiać” swoich wojaków).
„nie, nie czołg tu, a ty TAM!”
Jeżeli chodzi o muzykę, to mamy jedną żwawą piosenkę w menu, a dźwięków w rozgrywce nie brak: od krzyków żołnierzy (ang., jak i „ja gut”) aż po warczenie silników ‘mustangów’. Gra jest niesłychanie grywalna i prosta w obsłudze, która ogranicza się do umiejętności stosowania siedmiu komend i znajomości zaawansowanej techniki obsługi myszy z dwoma klawiszami.
Mimo uproszczeń Close Combat V jest grą realistyczną. Oczywiście można się do paru rzeczy przyczepić, jednak są to wyjątki. To, że czołgi mogą zgubić gąsienice, a żołnierze stwierdzają, że cię nie słuchają, ponieważ: „głupoty gadasz, tam JEST ten MG42!” to jedne z bardzo fajnych aspektów tego tytułu. Reasumując, gra na pewno nikogo nie zachwyci, ale jest miła, ciekawa i może urzec.
“Zatem na pozycje i do boju!”
A oto i dane techniczne:
- Pentium 200 MHz lub szybszy
- 32 MB RAM
- 150 MB wolnego miejsca
- Karta graficzna zgodna z Windows
- Modem jak chcemy grać przez Internet :>
- Oraz uwaga! Myszka zgodna z systemem Windows (po prostu kocham ten punkt w wymaganiach na niektórych starszych pudełkach :))