Operacja Torch. Część I
Operacja Torch. Część II
Dzięki krwawej ofierze spod Dieppe sir Winston Churchill dopiął swego – połączone siły anglosaskie postanowiły wylądować na terenie francuskiej Afryki Północnej.
Choć nie było łatwo, Churchillowi udało się przekonać słusznie podejrzliwych: Roosevelta i Stalina do swego „bezinteresownego” pomysłu.
Idea
Oczywiście z tą „bezinteresownością” żartowałem - Brytyjczykom szalenie zależało na utworzeniu nowego teatru działań w zachodniej Afryce. Opanowanie całej Afryki Północnej pozwalało nie tylko szybciej wygnać Lisa Pustyni, ale poprzez kontrolę nad arcyważnym kanałem Sueskim zachować jedność Imperium. Dodatkowo skracało drogi zaopatrzenia dla 8. Armii w Egipcie - zamiast dookoła Afryki, przez Cieśninę Gibraltarską. Opanowanie Afryki podtrzymywało również nadzieję na lądowanie we Włoszech bądź na Bałkanach, co pozwalało utrzymać wpływy polityczne imperium we wschodnim rejonie Morza Śródziemnego, a nawet myśleć o marszu ku Bałtykowi.
Plan
Plan operacji Torch był kontynuacją myśli brytyjskich planistów - pierwotny „Gymnast”, ze względu na przystąpienie Amerykanów do akcji przekształcono w „Super - Gymnast”, a ten po dodaniu poprawek ostatecznie zatwierdzono jako „Pochodnię”.
„Pochodnia” imponowała swoimi rozmiarami. Na pokładzie tysiąca barek desantowych osłanianych przez 670 okrętów oraz samolotów USAAF i RAF - u skierowano ku francuskiemu wybrzeżu Afryki 63 tys. żołnierzy. Stanowisko głównodowodzącego operacji kierowanej z bazy brytyjskiej na Gibraltarze przypadło generałowi porucznikowi Dwightowi D. Eisenhowerowi. Na czele sił powietrznych stanął generał brygady James H. Doolittle, a siły sprzymierzonej marynarki wojennej spoczywały w rękach admirała Andrew Cunninghama. W myśl planistów alianckich postanowiono uderzyć w okolicach trzech miast portowych: Casablanki, Oranu i Algieru. Plaże w pobliżu Casablanki miały przyjąć 24500 piechurów amerykańskich wspomaganych przez 250 maszyn pancernych na czele z generałem porucznikiem Georgem S. Pattonem. Do Oranu miały przybyć barki z 18500 brytyjskimi żołnierzami wspomaganymi przez 180 czołgów. Po zejściu na ląd siły te miały połączyć się w nowy związek operacyjny – 5. Armię, której zadaniem było zlikwidowanie oporu wojsk francuskich oraz w razie potrzeby zabezpieczenie Maroka przed interwencją hiszpańską. Trzecie uderzenie skierowane na Algier, składające się z 20 tys. piechurów anglo- amerykańskich miało utworzyć 1. Armie pod dowództwem generała porucznika Kennetha Andersona i stłumić opór Francuzów oraz zdobyć cztery kluczowe porty: Tunis, Philippeville, Bizertę i Bône.
Plan operacji "Torch", północna Afryka, 8 listopada 1942 r.
Lądować, czy nie lądować – oto jest pytanie...
Alianci mieli powody, aby bać się o wynik tej kampanii. Nadzwyczajna bojaźń czy ostrożność doprowadziła do tego, że sztabowcy w przeddzień inwazji oceniali szanse jej powodzenia na mniej niż 50%! Powodami tego nadzwyczajnego pesymizmu byli rzecz jasna Francuzi, Niemcy i najbardziej tajemniczy - Hiszpanie. Zacznę od Francuzów podległych rządowi w Vichy. W zachodniej Afryce Północnej stacjonowało 120 tys. żołnierzy wspieranych przez 500 przestarzałych samolotów. Na tym bladym tle kontrastowała silna obrona wybrzeża i marynarka wojenna. Francuzi trzymali w Casablance i Dakarze po jednym pancerniku, a wiele mniejszych jednostek było rozlokowanych w każdym algierskim porcie. Dodatkowo obrońcom z pomocą mogła szybko przypłynąć marynarka włoska. Niebezpieczeństwo rozproszenia transportowców z żołnierzami, a nawet zatopienia było więc spore. Co innego morale i gotowość dowództwa do stawienia zdecydowanego oporu. Nie było tajemnicą, że wyższych oficerów dzielą zapatrywania polityczne. Na kilka miesięcy przed planowanym atakiem do Algierii przybył zastępca gen. Eisenhowera - gen. major Mark W. Clark, który osobiście pertraktował z proalianckimi osobistościami państwa Vichy. Bynajmniej dowódca wojsk francuskich - admirał Jean François Darlan - był od czasu nalotu bombowców RAF-u na Mers el-Kebir nieprzychylny Anglosasom, lecz sztabowcy przewidywali brak jego obecności w Afryce w chwili inwazji ze względu na wyjazd do Francji. Wówczas alianci mogli liczyć na przychylność zastępcy Darlana – gen. Alphonse’a Juine’a, generałów wojsk – Béthouarta i Masta. Dodatkowo skaptowano sobie popularnego wśród żołnierzy, lecz niewiele znaczącego wśród struktury wojskowych, generała Henriego Girauda.
Zdecydowanie gorzej dla sprzymierzonych wyglądała kwestia wojsk niemieckich, które choć nie stacjonowały na terenach bliskich miejscu lądowanie, to dzięki wcześniejszym meldunkom wywiadu już gotowały się do zajęcia i obsadzenia południowej Francji oraz Tunezji. Dodatkowo feldmarszałek Rommel wycofywał się ze wschodniej Libii w kierunku Tunezji, a jego doświadczone oddziały mogły narobić nie lada kłopotów „uczącym się desantu” aliantom.
Żołnierze po wylądowaniu na plaży.
Największą zagadką była reakcja Hiszpanów. Dotychczas gen. Franco opierał się namowom Hitlera i Mussoliniego co do przyłączenia się do wojny. Nie zgodził się również na przemarsz oddziałów niemieckich, które od strony hiszpańskiej mogłyby zaatakować strategicznie arcyważną bazę brytyjska na Gibraltarze. Teraz, w wypadku zaatakowania przez sprzymierzonych, bądź co bądź neutralnego państwa, mógł poczuć się zagrożony i włączyć się do wojny. W samym Maroku hiszpańskim stacjonowało 130 tys. żołnierzy, którzy mogli przez swą liczebność odrzucić aliantów do morza.
Desant
W nocy z 7 na 8 listopada 1942 r. trzy flotylle desantowe kierowały się ku plażom Maroka i Algierii. Od dłuższego czasu prowadzona była akcja dezinformacyjna.Niemieckie dowództwo wierzyło, że do portu na Malcie kieruje się nadzwyczaj duży konwój zaopatrzeniowy. Nawet w chwili dość przypadkowego zatopienia przez niemieckie U-booty i bombowce kilku jednostek transportowych, nikt w sztabie OKW nie domyślał się, że już rozpoczęto operację „Pochodnia”. Pierwszą przeszkodą flot sprzymierzonych był bardzo silny, zachodni wiatr, który zdezorganizował i rozproszył część barek desantowych. Pewna grupa nieszczęsnych żołnierzy amerykańskich musiała z powodu zatopienia ich transportowca, przepłynąć blisko 150 mil morskich na barkach. Po dopłynięciu rzadko który zdołał się podnieść i samemu przejść parę kroków (choroba morska zrobiła swoje).
Pomimo przygotowania patriotycznej, francuskiej młodzieży do współpracy z aliantami w Casablance i Algierze, pucz planowany na chwilę przed lądowaniem nie powiódł się, mimo że proalianccy generałowie: Béthouart i Mast byli uprzedzeni o planowanym ataku. Ku zaskoczeniu sprzymierzonych, na czele obrońców stanął sam admirał Darlan, który wedle doniesień wywiadu powinien przebywać u marszałka Pétaina. Powrót Darlana mógł grozić zerwaniem tajnych rozmów dotyczących kapitulacji wojsk francuskich. Jednak admirał, pozbawionych konkretnych instrukcji postępowania od rządu, postanowił osobiście przystąpić do rozmów jako główny negocjator strony francuskiej. Zdając sobie sprawę z sytuacji geopolitycznej, zgodził się ogłosić rankiem 10 listopada rozkaz zaprzestania walk za cenę objęcia przywództwa „nowej” Francji. Gen. Eisenhower w imieniu rządów USA i Wielkiej Brytanii zgodził się na warunki, mimo protestów przywódcy „Wolnych Francuzów” gen. Charlesa de Gaulle’a. Sama akcja musiała być jednak zrealizowana. Trzeba było opanować ważne porty morskie, aby admirał Darlan nie „zapomniał” o wcześniejszych ustaleniach. Inwazja rozpoczęła się rankiem 8 listopada. Jednostki Western Task Force dobijające do brzegów plaż okalających Casablankę spotkały się z najtrudniejszymi warunkami pogodowymi. Wysokie fale skutecznie utrudniamy żeglugę barek z żołnierzami.
Amerykańscy żołnierze lądują na plaży w Arzeu, w pobliżu Oranu, z barek desantowych LCA 26. Niektórzy z nich przenoszą pudła z zapasami. Listopad 1942 r.
Oprócz nieprzychylnych warunków atmosferycznych, żołnierze amerykańscy musieli zmierzyć się z najsilniejszym, jak się później okazało oporem francuskim. Siły inwazyjne „przywitane” zostały ogniem silnych baterii przybrzeżnych. Również stosunkowo silna i liczna flota nie zamierzała tak łatwo się poddać. Jednakże ze względu na potężne jednostki wsparcia morskiego pod dowództwem kontradmirała Henriego K. Hewitta (5 lotniskowców, 3 pancerniki, 7 krążowników i 38 niszczycieli), pierwsze kompanie wyładowano w okolicach Casablanki: w Safi, Fedali i Mehedia-Port Lyautey. Safi zdobyto i zabezpieczono stosunkowo łatwo, większy opór stawili Francuzi w Port Lyautey. Najwięcej krwi zepsuli Amerykanom obrońcy Fedali - miejscowości najbliżej położonej głównego celu - Casablanki. Twardy i zacięty opór francuski, paskudna, wietrzna pogoda i francuska marynarka wojenna spowodowały, że piechota inwazyjna zaległa plaży i nie mogła się posunąć w głąb lądu dopóki nie wylądowały czołgi gen. Pattona. Mimo to, desant nie zakończył się pełnym sukcesem taktycznym - po 9 listopada alianci oczekiwali wyniku rozmów z Francuzami.
Amerykańscy żołnierze na pokładzie barki desantowej zmierzający do Oranu. Listopad 1942 r.
Kolejnym miejscem lądowania operacji „Pochodnia” był Oran. Oprócz działań Center Task Force planowano przerzucić oddziały spadochronowe na dwa kluczowe lotniska w głębi lądu, lecz w bliskiej odległości od stolicy prowincji. Przed zrzutem spadochroniarzy wykonano rajd myśliwsko - bombowy na te lotniska, niszcząc co najmniej 70 samolotów na ziemi. Mimo zaskoczenia kilku pilotom francuskim udało się wystartować i zestrzelić parę maszyn alianckich. Mimo unieszkodliwienia lotnictwa francuskiego, spadochroniarze brytyjscy nie opanowali lotniska, gdyż samoloty transportowe wiozące żołnierzy natrafiły na złą pogodę, która rozproszyła flotyllę powietrzną. Tymczasem brytyjskie siły desantowe opanowały strategicznie ważny port w Oranie, lecz garnizon miasta zdołał przed kapitulacją wysadzić kilka okrętów w porcie, czyniąc obiekt niezdolnym do użytku.
Na Eastern Task Force generała Andersona, który miał za zadanie wylądować pod Algierem, czekał zamiar opanowania kluczowych portów i marsz ku Tunezji. Zdawano sobie sprawę z braku możliwości utrzymania stałej dominacji w powietrzu ze względu na dużą odległość desantu oraz na bliskość samolotów Luftwaffe startujących z Sycylii. Planowano zająć ważne doki portowe poprzez zaskoczenie. Mimo to Anglosasi ponieśli spore straty przy likwidacji punktów oporu na wybrzeżu. Walki zaangażowały również artylerię dużych okrętów wsparcia inwazji, które oprócz pomagania piechocie, stoczyły zwycięską bitwę z kilkoma francuskimi niszczycielami, które zatopiły.
Niektórzy z mieszkańców Arzeu spotykają amerykańskich żołnierzy na plaży. Listopad 1942 r.
10 listopada siły sprzymierzonych zajęły przyczółki z których mogły nacierać w głąb lądu. Admirał Darlan ogłosił zawieszenie broni, któremu podporządkowało się prawie całe wojsko (kilka jednostek dołączyło do wojsk Osi). Siły inwazyjne zaczęły się reorganizować w wymienione wcześniej związki taktyczne i posuwały się w stronę Tunezji.Armia podległa Darlanowi nie prowadziła żadnych akcji ze sprzymierzonymi.
Reakcja Niemiec
Dowództwo niemieckie już wcześniej otrzymało informacje o planowanym ataku, dlatego właśnie już 9 listopada przystąpiło do realizacji planu „Anton” - zajęli całą wolną strefę państwa Vichy, zdemobilizowali jej armię oraz przejęli cały sprzęt wojenny, z wyjątkiem Floty Tulońskiej, której załogi same zatopiły okręty. Natomiast do Tunezji skierowano w pośpiechu zebrane wojska, które przetransportowano samolotami Luftwaffe. Pospieszną budową pierwszej linii obrony zajął się gen. Walther Nehring – oficer doświadczony w walkach na pustynnym terenie. Głównodowodzącym „zachodnim” frontem północnoafrykańskim został feldmarszałek Albert Kesselring, który mimo pewnych nieporozumień z feldmarszałkiem Rommlem zdołał zabezpieczyć zajętą Tunezję przed prędkim wkroczeniem aliantów.
Brytyjscy marynarze i brytyjscy i amerykańscy żołnierze na plaży. W tle 40 mm działko Bofors i trzy ciężarówki.
Straty
Operacja „Torch” kosztowała amerykańską armię oraz USAAF 1400 zabitych i rannych żołnierzy i pilotów (z czego połowa pod Casablanką), a Brytyjczyków „tylko” 89 żołnierzy i pilotów. O wiele większą liczbę zabitych marynarzy poniosła Royal Navy - 662, flota amerykańska straciła 70 zabitych, a marynarka holenderska uczestnicząca jako siły wsparcia 117 marynarzy. Utracono również sporą liczbę barek desantowych – spośród 1029 użytych stracono 375 (269 pod Casablanką i 106 pod Algierem i Oranem). Straty armii francuskiej były podobne, dodatkowo z wojny całkowicie wyłączono flotę Vichy oraz lotnictwo. „Przypadkowo” zatopiono również 7 niemieckich łodzi podwodnych.
Podsumowanie
Angielsko - amerykańska współpraca zdała egzamin, choć do szóstki, czy nawet piątki trochę jej brakowało. „Pochodnię” należy zaliczyć w szereg operacji zmarnowanych możliwości. Po zawieszeniu broni z Francuzami sprzymierzeni nie zdołali przestawić się na szybką i agresywną taktykę walki. Nadmierna obawa przed interwencją hiszpańską doprowadziła do tego, że pierwszy poważniejszy kontakt bojowy między sprzymierzonymi a Niemcami w Tunezji miał miejsce dopiero dwa tygodnie później. Wówczas nie było już możliwości szybkiego zajęcia Tunisu. Dodatkowo nadejście chłodnej, deszczowej pory zimowej nie sprzyjało podejmowaniu większych akcji ofensywnych. Zmarnowanie dwóch tygodni doprowadziło do opóźnienia zdobycia Tunezji o sześć miesięcy, a lądowanie w Europie Zachodniej do 1944 r. Mimo to operacja osiągnęła sporo sukcesów: skrócono drogę morską do Egiptu, stworzone realną groźbę inwazji na całym północnym wybrzeżu M. Śródziemnego, zajęto rozległy obszar przy stosunkowo niewielkiej liczbie ofiar i zwiększono siłę nacisku na wojska Osi w Afryce. Dla wschodnich towarzyszy liczyło się przede wszystkim to, że „Pochodnia” odwróciła uwagę Hitlera od walk w Stalingradzie i odciągnęła część dywizji i zasobów Wehrmachtu ze wschodu na południe. Również mimo nacisków Hitlera i Mussoliniego gen. Franco nie wciągnął Hiszpanii do wojny. Kwestia przywództwa francuskiego w Afryce rozwiązała się sama, gdyż Admirał Darlan został zamordowany 24 grudnia 1942 r., a jego następcą został wspomniany wcześniej generał Henri Giraud.
Ostatecznie wojna w Afryce zakończyła się w chwili kapitulacji wojsk Osi 13 maja 1943 r.
Pierwszy krok ku lądowaniu w Europie został już zrobiony.
Bibliografia
"Świat w wojnie" Historia II wojny światowej, wyd. GALAKTYKA, Łódź 1995
http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Torch Wikipedia, dn. 13.05.2007