Walczący z zamieszkami reżim prezydenta Baszara al – Assada jest nieustępliwy i nie zamierza łatwo oddać władzy. Taka sytuacja jeszcze bardziej zaognia stosunki międzynarodowe przybierając charakter globalny ze względu na uczestników biorących udział w sporze.
Wyrazem dezaprobaty dla rządzącego reżimu jest wycofanie amerykańskich dyplomatów z Syrii. W poniedziałek rano ambasador Stanów Zjednoczonych Robert Ford opuścił placówkę wraz z pozostałym personelem dyplomatycznym. Rzeczniczka Departamentu Stanu powiedziała mediom, iż decyzja o tym została podjęta z uwagi na bezpieczeństwo personelu. Wypowiedź ta została skwitowana przez attaché kulturalnego Syrii w Waszyngtonie, Roua Shurbaji, który stwierdził, iż wszelka ochrona była zapewniona.
Podobne działania podjęli Brytyjczycy. Są one pokłosiem ostatnich wydarzeń w Syrii obejmujących nowe starcia m. in w Aleppo i Damaszku, w których zginęło 65 osób. Z drugiej strony wycofanie dyplomatów jest również reakcją na niemożność skutecznego podjęcia decyzji w sprawie Syrii na forum Rady Bezpieczeństwa z powodu zawetowania rezolucji przez Rosję i Chiny.
Waszyngton oskarża te dwa mocarstwa o sprzyjanie reżimowi, który w żaden sposób nie liczy się z prawami człowieka. Decyzja o wycofaniu jest jedynie słabą reakcją na niemożność podjęcia skutecznych działań przeciwko Syrii.
(http://www.rferl.org)
Stany Zjednoczone i Federacja Rosyjska rozpoczęły wzajemną wymianę informacji o swoich siłach nuklearnych, co jest efektem ratyfikowanego niedawno traktatu o wzajemnej redukcji arsenałów atomowych.
Rosyjskie władze zapowiedziały, że nadal będą sprzedawać broń Syrii - swojemu wieloletniemu sojusznikowi. Sytuacji nie zmienia coraz szersze międzynarodowe potępienie dla rządu w Damaszku, który od 10 miesięcy krwawo tłumi społeczne protesty.