Amerykańskie firmy w roku 2011 po raz kolejny zanotowały 6,7 procentowy wzrost sprzedaży samolotów wojskowych. Prawdopodobnie był to ostatni rok trwających od dekady wzrostów, teraz zahamują je cięcia w budżecie obronnym USA.
Wartość sprzedanych samolotów wojskowych w 2011 roku wyniosła 66,5 miliarda dolarów. Stowarzyszenie Przemysłu Lotniczego ocenia, że w 2012 roku kwota ta spadnie o 1,4 miliarda dolarów. Zakupy wojskowe od wielu lat stanowią największe źródło przychodów dla amerykańskiej branży lotniczej. Na kolejnych miejscach znajdują się samoloty cywilne (50 mld USD), przemysł kosmiczny (46 mld USD), inne produkty i usługi (30 mld USD) oraz rakiety (25 mld USD).
Eksport samolotów, rakiet, uzbrojenia, części zamiennych i silników osiągnął w 2011 roku wartość 10,3 miliarda dolarów i jest to kontynuacja trwającego od czterech lat trendu spadkowego. Natomiast import samolotów wojskowych wart był 123 miliony dolarów i była to suma dwa razy większa niż w roku 2010.
Wartość sektora samolotów wojskowych wyprzedziła sektor lotnictwa cywilnego w 2003 roku, ale teraz ten trend może się odwrócić. Po spadku w 2010, sprzedaż samolotów cywilnych wzrosła o 3,2 procenta w 2011 roku i prognozy mówią przynajmniej o dwóch kolejnych latach wzrostów. Natomiast sektor militarny (cały, nie tylko lotniczy) będzie musiał zmierzyć się ze spadkiem wydatków szacowanym na trylion dolarów w ciągu najbliższej dekady, a spowodowanym koniecznością obniżenia deficytu przez Stany Zjednoczone.
(ainonline.com)
Wszystkich sześciu członków Kolegium Szefów Sztabu USA sprzeciwia się wycofaniu obecnie wojsk z Iraku i podaniu terminarza ich ewakuacji - podał czwartkowy "Washington Times", powołując się na nieoficjalne źródła w Pentagonie.
O zasługach polskich żołnierzy spod Monte Casino, Arnhem, z pól bitewnych w Holandii, o polskich skrzydłach nad Anglią, tragedii Armii Krajowej w kraju i na Kresach powiedziano już prawie wszystko. Jednak w zalewie publikacji poświęconych sławie bojowej naszego wojska próżno szukać tych mówiących o drodze do Ojczyzny polskiego żołnierza ze Wschodu. Temat niechodliwy czy wstydliwy? A przecież w swej zdecydowanej masie żołnierze ci trafili do „komunistycznej” armii przez przypadek - po prostu „nie zdążyli do Andersa”, a krew przelewali jak samo jak ich bracia na Zachodzie.