Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej książki. „Lubliniec.pl” Jarosława Rybaka – znanego dziennikarza wojskowego – to, trzeba podkreślić, bardzo dobre źródło informacji o żołnierzach 1. Pułku Specjalnego Komandosów. Znajdziemy tu rzetelnie i ciekawie opisaną historię formacji – od trudnych początków aż po „czas chwały”, kiedy „specjalsów” doceniono podczas misji w Afganistanie. Jednak w tej książce razi coś innego: nabożny stosunek Rybaka do polskich komandosów. Na stronach jego książki poznajemy herosów pola walki, a nie ludzi.
Hołd
„Lubliniec.pl” jest hołdem oddanym polskim komandosom. Autor nie kryje fascynacji trudną pracą „specjalsów”. Lubi podkreślać ich odmienność i elitarność w stosunku do „zwykłych” żołnierzy, akcentuje ich nonszalancki styl, który tak irytuje członków innych formacji: noszenie dłuższych włosów, gęstego zarostu, a niekiedy i cywilnych ubrań. Komandosi Rybaka potrafią bez nienawiści docenić wymagającego przeciwnika. „Nie wchodziłem w ich motywacje i poglądy”, mówi jeden z lublinieckich komandosów. „Wiem – kontynuuje – że w każdej chwili mogli mnie zabić, ale jednak miałem poważanie dla takiego przeciwnika [..]” (s. 9). W jednej ze scen widzimy ich wyjeżdżających z afgańskiej bazy na nocny patrol w dniu, w którym zginął jeden ze „zwykłych” żołnierzy. Wspomina to zdarzenie jeden z chorążych: „Ludzie bili nam brawo i krzyczeli: «Zap… tych sk…»” (s. 219). Im – w odróżnieniu od innych żołnierzy – „psycha nie klęka”: trudności wojny nie załamują ich psychicznie.
Za maską wojownika
Rybak opisuje „specjalsów” tak, jak niewątpliwie chcieliby być sami postrzegani – jako niezłomnych wojowników. Różne postacie komandosów, które przewijają się przez całą książkę, w zasadzie nie różnią się od siebie. Każda reprezentuje archetyp doskonałego żołnierza: świetnie wyszkolonego, zażartego w walce, honorowego, oddanego służbie Polsce, koleżeńskiego, przyjaznego ludności cywilnej. Ale co kryje się za maską herosa? Co wyziera spod wizerunku, który niewątpliwie wpisuje się w rodzimą militarną ideologię? Owszem, trudno wejść do wewnętrznego świata żołnierzy. Oni sami niechętnie tam kogokolwiek wpuszczają. Ale Rybak nawet nie podjął wysiłku, by przedostać się na to terytorium. I to jest właśnie najsłabsza strona jego książki. Tego w niej brakuje.
Nie chciałbym, by Czytelnik po lekturze tej recenzji odniósł wrażenie, że „Lubliniec.pl” to zła książka. Nie. To rzetelny i napisany z pasją opis działań, historii i struktury 1. Pułku Specjalnego Komandosów. I tylko to. Albo aż tyle. Zależy, czego się oczekuje. Fascynatów sił specjalnych ta książka z pewnością zainteresuje. Tych, którzy szukają klucza do świata żołnierskiej duszy „Lubliniec.pl” raczej znuży.Obrodziło nam książkami o II wojnie światowej na Pacyfiku. Po świetnej „Ucieczce z głębin” Aleksa Kershawa na polskim rynku księgarskim pojawia się wstrząsająca opowieść żołnierza Korpusu Piechoty Morskiej wspominającego swój udział w bitwach na dwóch japońskich wyspach – Peleliu i Okinawie.
Wielowieyski niewątpliwie skłania do dyskusji. Jak wtedy, gdy pisze o bitwie pod Grunwaldem i zaprzepaszczonej szansie na zajęcie Malborka. Militarne niewykorzystanie tej wiktorii spowodowało zdaniem Autora nie tylko odsunięcie generalnej rozprawy z Krzyżakami o Pomorze o kolejne pół wieku, ale miało konsekwencje bardziej dalekosiężne. Otóż ugruntowało na kolejne trzysta lat wschodnią orientację w polskiej polityce zagranicznej. A może zrobił to nie Jagiellon, ale już Piast – Kazimierz Wielki – anektując Ruś Czerwoną? Z drugiej strony trudno nie przytaknąć Autorowi, gdy pisze o realnej możliwości zwycięstwa w Powstaniu Listopadowym (gdyby tylko dowodzili mniej kunktatorscy generałowie od Chłopickiego i Skrzyneckiego) lub gdy nieudany marsz Napoleona na Moskwę w 1812 roku rozpatruje poprzez szanse na odbudowanie Polski w innym charakterze niż kadłubowe Księstwo Warszawskie.