Przywódca kolumbijskiego, lewackiego ugrupowania partyzanckiego FARC – Alfonso Cano – został zabity przez siły rządowe. Informację potwierdził Prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos.
W ostatnich latach siły rządowe zabiły lub aresztowały wielu dowódców FARC jednak prezydent określił to wydarzenie, jako najpoważniejszy cios zadany FARC w ciągu ostatnich dekad i ma nadzieję, że zmusi to tę organizację do rozwiązania. Kolumbia oferowała 4 miliony dolarów za informacje mogące doprowadzić do schwytania Cano.
Z kolei minister obrony Kolumbii podał więcej szczegółów na temat samej operacji. Cano został zabity w górach w południowo-zachodniej części kraju. Najpierw wojsko zbombardowało rozbity w dżungli obóz partyzantów, a następnie żołnierze desantowali się ze śmigłowców, aby zabezpieczyć teren i w czasie wymiany ognia zastrzelili Cano i kilku innych partyzantów.
Zdjęcia martwego Cano zostały pokazane w państwowej telewizji, a prezydent Santos wezwał partyzantów do demobilizacji, bo w przeciwnym razie skończą w więzieniu lub grobie. Prowadzone z pomocą amerykańskich sił specjalnych od 10 lat operacje wojskowe doprowadziły do znacznego osłabienia marksistowskiej partyzantki, a śmierć przywódcy dodatkowo utrudni koordynację i przeprowadzanie kolejnych ataków na siły rządowe.
FARC znajduje się na amerykańskiej i europejskiej liście organizacji terrorystycznych.
(bbc.co.uk)
Dziewięciu żołnierzy amerykańskich zginęło, a 20 innych zostało rannych w wyniku zamachu przeprowadzonego w poniedziałek przez napastnika - samobójcę, który wysadził się w powietrze w samochodzie napełnionym ładunkiem wybuchowym w pobliżu bazy patrolowej sił USA w środkowym Iraku, na północny wschód od Bagdadu.