Pod koniec lat 90. Izrael zakupił w Niemczech trzy wybudowane w kilońskiej stoczni Howaldtswerke-Deutche Werft AG okręty podwodne o napędzie konwencjonalnym. Były to Dolfin, Lewiatan i Tekuma. W 2006 roku podpisano umowę na kolejne dwie. Teraz do tej grupy dołączył okręt numer sześć.
Cena jednostki to od 500 do 700 milionów euro, które Izrael spłaci na przestrzeni kilku lat. Póki co, Tel Awiw stara się jeszcze wynegocjować zniżkę.
Jak przystało na niemiecki projekt, „Delfiny” są jednymi z najniebezpieczniejszych konwencjonalnych okrętów podwodnych świata. Są uzbrojone w torpedy odpalane z dziesięciu wyrzutni dwóch różnych kalibrów, mogą też wystrzeliwać pociski przeciwokrętowe i – podobno – rakietowe pociski manewrujące z głowicami jądrowymi (do których posiadania, przypomnijmy, Izrael niezmiennie się nie przyznaje). Co ważne w przypadku Izraela – są przystosowane do przenoszenia dziesięcioosobowego desantu. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, iż Mossad ceni sobie tę możliwość.
(defenseindustrydaily.com)
W Afganistanie na lotnisku Bagram był dzień, jak co dzień: checklisty były sprawdzane, bomby ładowane, prowadzone były odprawy. Jednak dla pewnego F-15E Strike Eagle nie był to zwykły poranek – przekroczył on bowiem dziesięć tysięcy godzin w powietrzu.