„Obyś żył w ciekawych czasach” – brzmi chińskie przekleństwo. Mieszkańcy Europy i nie tylko naszego kontynentu w XX wieku przekonali się, jak celne i prawdziwe są te słowa. Jednak nie dla wszystkich ludzi, narodów miało ono taką samą siłę i znaczenie. W czasie II wojny światowej żyć na zachodzie Europy a na Wschodzie czy Południu (Bałkany) to dwa, a nawet trzy światy. Bezapelacyjnie Duńczycy żyli w ciekawych czasach, jednak najważniejsze wydarzenia i zawieruchy najkrwawszego wieku dotyczyły tego państwa pośrednio lub w najmniej bolesny sposób – oczywiście jeśli porówna się historię Półwyspu Jutlandzkiego z historią innych państw Europy. Właśnie dzieje tego państwa i narodu – Danii – przybliża nam w najnowszej książce z serii wydawnictwa TRIO „Historia Państw Świata w XX i XXI wieku” Grażyna Szelągowska.
Książka została starannie wydana, w takiej samej szacie i z fachowym opracowaniem graficznym, jak inne pozycje z serii. Co warte wspomnienia, pozycja ta zawiera bogaty materiał ilustracyjny, często unikatowe zdjęcia, archiwalne dokumenty oraz bardzo dobrze opracowane i dobrane mapy. Ogromną zaletą jest zamieszczone na końcu, jak zresztą we wszystkich z tej serii, kalendarium wydarzeń i notek biograficznych najważniejszych postaci wymienionych w tekście. W tej pozycji dodano słowniczek duńskich partii politycznych z krótkimi, ale rzeczowymi opisami najważniejszych partii w dziejach dwudziestowiecznej Danii. O dziwo, książka poświęcona dziejom Danii okazała się grubsza od książki o Bułgarii, a wydawałoby się, że i rejon i dzieje mniej ciekawe. No właśnie, wydawałoby się. Na 453 stronach, w jedenastu rozdziałach, autorka przedstawia szczegółowo dzieje polityczne, gospodarcze, społeczne, kulturowe i obyczajowe społeczeństwa i państwa duńskiego. Na szczęście nie jest to tylko opis samej Danii, ale również terytoriów, które były jej koloniami. Tak, tak! Dania na początku XIX wieku była jeszcze państwem kolonialnym, ze sporą liczbą kolonii w Indiach, faktoriami w Afryce, Ameryce Południowej, Indonezji i najważniejszymi na Islandii i Grenlandii, nie mówiąc już o tym, że do 1905 roku Norwegia była częścią tego państwa. Z Wielką Brytania czy Francją porównać się tego nijak nie da, ale i tak robiło wrażenie.
Jak zwykle pierwszy rozdział obejmuje krótki opis dziejów Danii do końca XIX wieku. Szczerze mówiąc, dzieje tego państwa nie wiele różniły się – ogólnie – od historii innych państw w średniowieczu czy epoce nowożytnej. No i tak było do połowy XIX wieku. Do pewnego momentu wszystko szło, jak miało iść – rozwój gospodarczy (powolny, ale zawsze), społeczny, przezwyciężanie kolejnych trudności wewnętrznych i kryzysów politycznych, a także lawirowanie między potężnymi sąsiadami i ich polityką. Czasem się udawało, choć nie zawsze. Dania ogłaszała wobec ogólnoeuropejskich konfliktów neutralność trzy razy, z czego dwa razy walczące strony nie za bardzo chciały ją uznać. Po raz pierwszy w 1807 roku Anglia zaatakowała flotę duńską w Kopenhadze i ostrzelała miasto, a za trzecim razem III Rzesza zajęła Danię w drodze do Norwegii. Tylko w czasie pierwszej wojny światowej państwo to nie wzbudziło – na szczęście dla siebie – zainteresowania walczących stron.
Książka pełna jest też anegdot i ciekawostek, co bardzo umila i urozmaica lekturę. I tak dowiedziałem się, że pierwszy film erotyczny nakręcono i wyświetlono w Kopenhadze w… 1910 roku! Jednego z największych przekrętów w historii XX wieku dokonał Peder Alberti, liberalny minister sprawiedliwości, który mało tego, że popierał i zatrudniał w państwowych spółkach rodzinę i przyjaciół, to jeszcze wyprowadził z budżetu państwa siedemnaście milionów koron, co przewyższało dochody państwowe (roczne) z podatków dochodowych i majątkowych, choć minister przyznał się tylko do ośmiu milionów! A mówią, że Polak potrafi.
Nie tylko czasy do 1945 roku są nadzwyczaj ciekawe, powojenne losy, przemiany gospodarcze i przede wszystkim rewolucja obyczajowa – która jak widać nastąpiła bardzo szybko (1910) – na tle przemian społecznych i politycznych przemieniającej się Europy po rok 2009 można z całą powagą nazwać ciekawymi. Mimo – w pewnych momentach - monotonii historii, wydarzeń i narracji, dobór tekstu i zagadnień jest dobry i przejrzysty.
Akcja powieści przenosi Czytelnika do burzliwych dla Starożytnego Rzymu czasów drugiej wojny punickiej, jednego z momentów zwrotnych w historii Imperium. Wojna z Kartaginą do dzisiaj przedstawiana jest jako jeden ze słynniejszych konfliktów w dziejach naszej cywilizacji, a sam Hannibal to dla niejednego współczesnego wzór genialnego dowódcy. Co najciekawsze, sława pokonanego, bądź co bądź, Hannibala zdecydowanie przewyższa sławę jego zwycięzcy, Publiusza Korneliusza Scypiona, nazywanego również Africanusem, bohatera książki Santiago Posteguillo. To jednak młodemu trybunowi przypadło zwycięstwo, od którego zależały dalsze losy prężnie rozwijającego się Wiecznego Miasta.
Otwarcie przyznaję, że długo zastanawiałem się, jak powinienem zacząć tę recenzję. Jak usprawiedliwić przed Czytelnikami fakt, że na naszych elektronicznych łamach pojawia się science fiction – powieść, której fabułę osadzono w dalekiej przyszłości na odległej planecie, gdzie ludzkość zmaga się z najazdem tajemniczych, dysponujących niezwykle zaawansowaną i niszczycielską technologią obcych.