mapa Sponsorem serwisu jest firma Active 24
   
Strona głównaHistoriaMilitariaRecenzjeWydarzeniaGaleriaWideoTapetyTestySerwisLinkiForumRSS
Konflikty Zbrojne » Artykuły » Militaria » Wojska lądowe

Wunderwaffe - "cudowna" broń III Rzeszy. Część 1

Każda z osób interesujących się historią II wojny światowej prędzej czy później natrafi na pojęcie Wunderwaffe, czyli „cudownej broni”. O ile przetłumaczenie tego terminu jest banalnie łatwe, to określenie treści, jaka się za nim kryje, już nie. Jasny jest cel tworzenia konkretnych konstrukcji, a także przyczyny ich sukcesu lub porażki, jednak ich zaliczenie do grupy „cudownych” jest nad wyraz uznaniowe. Sami Niemcy nie do końca orientowali się w tej materii, a powojenni badacze, żartownisie i modelarze dołożyli swoje. Co ciekawe, nie wszystkie prototypy tworzone w ciągu 1945 roku są zaliczane jako „cudowne”. Opracowania w zasadzie pomijają mało wpływające na wyobraźnie pojazdy, na przykład transportery Kätzchen. Szeroko za to opisuje się „papierowe” warianty Pantery, czy pojazdy serii E. Często spotykaną praktyką jest również zaliczanie do „cudownych” konstrukcji maszyn, które zdążyły pojawić się na froncie i udowodnić swą skuteczność (Me 262) lub nieprzydatność (Me 323), a także projekty całkowicie „rozpracowane” przez alianckich wywiadowców podczas wojny (Panzerfaust i Panzerschreck).

Sześćdziesiąt lat po zakończeniu wojny problem urósł do takich rozmiarów, że objęcie go przez jednego człowieka stało się praktycznie niemożliwe. Stąd też zmuszony byłem do odrzucenia najbardziej fantastycznych papierowych założeń i konstrukcji niebędących już w 1945 niczym nowym. Skupiłem się na broniach, których rozwój osiągnął do maja 1945 roku przynajmniej stadium prototypu. Dzięki temu, mam nadzieję, Czytelnik otrzyma zwarty i jasny przegląd maszyn, dzięki którym III Rzesza, choć bombardowana i naciskana ze wszystkich stron, aż do ostatnich miesięcy wojny usiłowała wprowadzić w życie swe zapewnienia o tysiącletniej trwałości[1].

Kilka słów o „cudowności”

Na skutek tajemnicy wojskowej niewiele wiadomości o nowych konstrukcjach docierało do zwykłych ludzi. Gdy w Londynie wystawiono Me 163, ludzie byli zdziwieni tym, jak ma małe śmigiełko (a była to turbina prądnicy). Napęd odrzutowy był dla wielu rzeczą niezrozumiałą. Nie powinno to zresztą dziwić, patrząc na maszyny dwudziestolecia międzywojennego, wśród których nie brakowało dwupłatów i pudełkowato wyglądających czołgów o słabym uzbrojeniu i cienkim pancerzu. W tej sytuacji nie powinno też dziwić, że człowiek wychowany w pierwszej połowie XX wieku miał kłopoty z rozróżnieniem i zrozumieniem konstrukcji, które rozwinęły się w pełni w jego drugiej połowie. W 1901 roku wielu nie wierzyło w narodziny samolotu, w 2000 roku ludzkość poważnie podchodziła do planów lotu na Marsa. Tak szybki rozwój techniki musiał wywołać u wielu poczucie dezorientacji, rodzącej mity. Niektóre z nich obalono po wojnie, przeprowadzając solidne badania niemieckich ośrodków doświadczalnych i przesłuchując naukowców, inne, szczególnie tworzone wiele lat po wojnie, są znacznie trudniejsze do wyjaśnienia.

Dyskutując o Wunderwaffe, nie sposób nie wspomnieć o całej masie oszustów i, nazwijmy to, nierzetelnych producentów, działających przed, w trakcie i po wojnie. Osoby te w różny sposób usiłowały „podkoloryzować” swoje produkty, niezależnie od branży, w której działali. Najłagodniejszym przykładem takiego marketingu jest reklamowanie na początku lat 50. szwajcarskich karabinów przeciwpancernych, używanych w ograniczonym zakresie przez Wehrmacht, jako „nazistowskich karabinów przeciwpancernych”. Tego typu działania prowadziły do pojawiania się przed wojną cudownych ładunków do przepalania pancerzy (w rzeczywistości zakamuflowanych ładunków kumulacyjnych) lub też karabinów, z których można strzelać do samolotów lecących na 2000 metrów bez odkładania poprawki. Swoje pięć minut zyskał również „wynalazca” promieni wysadzających zdalnie wrogie składy amunicji. Warto wspomnieć i o nieznanym niestety bliżej polskim wynalazcy, reklamującym ideę tworzenia potężnych wirów jako niezawodny środek przeciwlotniczy[2].

Swoje „trzy grosze” dorzucili też współcześni graficy i żartownisie, produkując różnego rodzaju latające talerze, StG44 z podwieszonym granatnikiem oraz całkiem „nowe” modele broni pancernej. Osobne miejsce zajmują rekonstruktorzy pozujący z replikami różnych prototypów dla zabawy, a których to zdjęcia inne portale pokazują (świadomie czy nieświadomie) jako „dowody” na użycie tej czy innej broni w walce. Osobiście bardzo przyjaźnie podchodzę do tworzenia rozmaitych „superbroni”, o ile rzecz jasna wszyscy są poinformowani, że jest to wyłącznie żart. Jeśli jednak talent grafika znajduje ujście w tworzeniu „oryginalnych” zdjęć w celu zwiększenia popularności danej strony lub publikacji, mamy do czynienia z nagannym procederem.

Z fotografiami związany jest jeszcze jeden aspekt dzisiejszych dyskusji o Wunderwaffe. Interesujące konstrukcje, znajdowane po wojnie na terenie Niemiec i terytoriów okupowanych, poddawano dogłębnym badaniom, podczas których powstawała odpowiednia dokumentacja fotograficzna. Po latach, kiedy została udostępniona szerszej publiczności (wraz z częścią niemieckiej dokumentacji z testów poligonowych), szybko pojawiła się różnymi drogami w internecie. Powstała więc sytuacja, w której niektórzy początkujący pasjonaci popełniają błąd, uważając, że skoro istnieją liczne zdjęcia danej broni, musiała być szeroko rozpowszechniona. Owocem takiej sytuacji są między innymi pytania, który (nie „czy”, ale „który”) z czołowych niemieckich snajperów używał StG 44 z celownikiem nocnym.


1  2  3  4  5  6  7  8  

Przypisy

1. Co ciekawe, pomimo że alianci również budowali pojazdy wyróżniające się masą i uzbrojeniem (choćby Su-14-1 z działem 152,4 mm lub też brytyjski Tortoise i amerykański T-28) czy samoloty o niezwykłej konstrukcji (powietrzne „lotniskowce”) oraz bomby kierowane (Azon), pojęcie „cudownych broni” stosuje się wyłącznie do projektów „Made in Germany”. Mało jest też modelarzy interesujących się tą tematyką.
2. Przedwojenne WP słusznie nie zawracało sobie głowy tą ideą, jednak Niemcy prowadzili badania nad tzw. Windkanone, z mizernym skutkiem.
3. Chodzi tu o tzw. „bronie odwetowe” (Vergeltungswaffe) i „serię rozwojową” (Entwicklungsserie). Reszta nosiła najróżniejsze oznaczenia i kryptonimy, a sama pula „cudownych” broni jest bardzo płynna i zależy w dużej mierze od widzimisię danego autora. Roli pełnego spisu nie odgrywa też lista zamieszczona w Wikipedii.
4. Armie alianckie (z wyjątkiem ZSRR i Su-76 I) generalnie nie wprowadzały na uzbrojenie przebudowanych wozów niemieckich, japońskich czy włoskich, wprowadzając wozy zdobyczne do użytku tylko w szczególnych wypadkach. Niemcy natomiast szeroko czerpali z konstrukcji polskich, francuskich, włoskich, brytyjskich, rosyjskich itp. Truizmem byłoby przypominać, że części produkowane do niemieckich maszyn nie pasowały do m. in. silników i wież, co znakomicie obciążyło cały system logistyczny. O ile pomogły w pewnym stopniu przetrwać III Rzeszy krytyczny okres klęsk na Wschodzie, o tyle nie zapewniły ostatecznego zwycięstwa. Dzisiejsi modelarze maja za to całą gamę rozmaitych konwersji i malowań do wykorzystania w dioramach.
5. Część autorów używa litery J, być może związanej z kształtem końcówki.


Liczba wyświetleń: 6343 · Zmodyfikowano: 19.09.2009 · Data dodania: 19.09.2009
Udostępnij
AutorAutor
Redakcja  
Sponsor serwera


Patronat medialny

Białe noce
Konflikty.pl on Facebook
Na forum 11 komentarzy | Dodaj swój komentarz
Meczyk (poniedziałek, 04.01.2010)
(gdzie się podziała funkcja edycji postu?) Swoją drogą warto sobie przeczytać http://en.wikipedia.org/wiki/Hitlers_Bombe">http://en.wikipedia.org/wiki/Hitlers_Bombe . Nawet w tym lakonicznym wpisie podważa się większość tez zawartych w tej książce.
Meczyk (poniedziałek, 04.01.2010)
Zeszklony piasek domowi tylko działania wysokiej temperatury, a jej źródeł mogło być wiele. Tamten post też niczego nowego nie wnosi, ot radosna twórczość pełna wykrzykników. Niemniej jak znajdę chwilę czasu to poznęcam się nad tą książką, ot tak ze zwykłej ludzkiej złośliwości. Jak, rzecz jasna, "spotkam się" z tą pozycją.
Yossarian (niedziela, 03.01.2010)
To nie chodziło tylko o ślady promieniotwórczości, ale również o zeszklony piasek w miejscu teoretycznego wybuchu. Autor prześledził całą drogę przenosin z poszczególnych ośrodków i później ewakuacji niemieckiego zespołu próbującego stworzyć bombę. Sam dotarł na miejsce domniemanego poligonu, ale nie pamiętam jak i kto wykonywał analizy radioaktywności i badania próbek gruntu. Zdaję sobie sprawę, że te badania trzeba by zweryfikować, aczkolwiek jeśli hipoteza nie jest sfałszowana, to naprawdę ciekawy ślad, a autorowi chwała za kawał dobrej roboty. A tutaj link do wpisu na jakimś forum, w którym autor postu powołuje się na tą samą książkę: "Atomowa bomba Hitlera" Rainer Karlsch http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=3&t=122297">http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=3&t=122297
Zobacz też
Przeciwpancerne pociski kierowanePrzeciwpancerne pociski kierowane
Jarek Mierzejewski
W chwili, gdy podczas II wojny światowej zadebiutowała przenośna broń przeciwpancerna, piechota stała się zdolna walczyć z czołgami. Po 1945 roku rozwój typu broni przeciwpancernej przebiegał dwutorowo – rozwijano i ulepszano lekkie granatniki przeciwpancerne, dla których wzór stanowił niemiecki panzerfaust, ale projektowano także inną odmianę przenośnej broni przeciwpancernej: pociski kierowane (w skrócie ppk).


Karabin Mosin wz 1891
Karabin Mosin wz. 1891
Andrzej Zasowski
Wiek XIX był wiekiem w którym bardzo zauważalnym był rozwój tak broni jak i szeroko pojętej techniki oraz nauki.


kontakt | statystyki
Serwis wspiera blog serial Pacyfik. Hosting oraz wydajne serwery zapewnia Active24.pl. Transport i przeprowadzki realizuje firma Przeprowadzki Łódź, lider w dziedzinie transportu